Mentionsy

Tchnienie Grozy
Tchnienie Grozy
16.09.2025 18:00

#247: Ludwig Tieck - Jasnowłosy Eckbert

Spodobało się? Zostań patronem tutaj: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠www.tchnieniegrozy.pl⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

Wesprzyj via ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Youtube ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠( https://www.youtube.com/tchnieniegrozy)

Dołącz do rozmowy na ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Discord ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠(  https://discord.gg/7jAjbY2  )

Lubisz gry fabularne? Zapraszam na mój drugi kanał, 6 10 12 ➤ ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.youtube.com/c/61012 ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠


Muzyka:  Hideous Hiss, Jacek Brzezowski

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 35 wyników dla "Egbert"

Jasnowłosy Egbert W górach Harzu mieszkał pewien rycerz, zwany powszechnie nie inaczej jak Jasnowłosnym Egbertem.

Goście odwiedzali Egberta nadal rzadko, a jeśli się to już kiedy zdarzyło, to nie wprowadzano z ich powodu żadnych prawie zmian w codziennym trybie życia.

Egbert bywał wówczas wesoły i tryskający humorem.

Nikt nie zaglądał na zamek równie często jak Philip Walter, człowiek, którego Egbert bardzo polubił.

Wszelako często przebywał po pół roku i więcej w okolicach zamku Egberta.

Egbert towarzyszył mu często w samotnych wyprawach i przyjaźń ich z każdym rokiem stawała się głębsza.

Była już jesień, kiedy Egbert wraz z przyjacielem i żoną Bertą siedzieli pewnego wieczoru przy ogniu palącym się na kominku.

Walter skarżył się nad daleką drogą, jaka go czekała i wówczas Egbert poradził mu, by został w zamku, że północy może spędzić z nimi na serdecznych pogwarkach, zaś resztą przespać do rana, w której się skomnat.

Kiedy sprzątnięto ze stołu i służba oddaliła się, Egbert ujął dłoń Waltera i rzekł.

Żeś jej wtedy nie widział, wykrzyknął Egbert z zapałem.

Jedynie Egbert chodził wciąż niespokojnie tam i sam po komnacie.

Zaraz potem Egbert ją sobie wyrzucać niegodny brak zaufania do zasnego przyjaciela, ale żadną miarą nie mógł odwrócić toku porczywych myśli.

Egbert nie mógł zrozumieć jego zachowania.

Egbert czuł się tym stanem rzeczy udręczony do ostateczności.

Egbert spojrzał na cierpiącą małżonkę z głębokim uczuciem.

Egbert krążył po okolicy.

Nieświadom tego, co czyni, Egbert złożył się.

Egbert poczuł się wyzwolony i uspokojony, a jednak jakiś lęk gnał go z powrotem do zamku.

Egbert żył potem przez długi czas w zupełnym osamocnieniu.

Własne życie wydawało się Egbertowi chwilami bardziej podobne do dziwacznej bajki niż do prawdziwego ludzkiego losu.

Młody rycerz Hugo zbliżył się do cichego, zgnębionego Egberta, okazując mu, jak się zdawało, szczerą sympatię.

Egbert poczuł się nią w cudowny sposób zaskoczony i tym skwapliwie i przyjaźnie rycerza wyszedł naprzeciw, że zupełnie się jej nie spodziewał.

Obcy darzył Egberta wszelkimi możliwymi względami.

Egbert miewał jedynie krótkie chwile radości, czuł bowiem wyraźnie, że Hugo lubi go tylko przez pomyłkę.

Nie zna go wcale, nie słyszał jego historii i Egberta ogarnęła znowu dawna potrzeba zwierzenia się tamtemu ze wszystkiego, by zyskać pewność, że jest on naprawdę jego przyjacielem.

Egbert z lekkim sercem pokusował z powrotem do miasta.

Na niego, nie zwracając wcale uwagi, wśród znajomych znajdował się pewien stary rycerz, który zawsze jawnie występował jako przeciwnik Egberta i w niemiły sposób zasięgał wiadomości o majątku jego i jego żony.

Hugo przysiadł się właśnie do niego i obaj przez dłuższy czas szeptali ze sobą, wskazując na Egberta.

Egbert chciał starcowi podziękować i wręczyć mu parę groszy.

I na to wszystko powiedział do siebie Egbert.

Wówczas świadomość opuściła Egberta.

O wielki Boże, szepnął Egbert do siebie, w jak strasznej samotności spędziłem całe życie.

Egbert runął na ziemię.

– Zawsze tkwiło we mnie to straszne podejrzenie – wykrzyknął Egbert.

Egbert leżał na ziemi bez mysłów i bliski śmierci.