Mentionsy

Szafa Melomana
Szafa Melomana
25.02.2026 22:56

#168 John Dowland

Zmarł 400 lat temu, a jego pieśni w naszym stuleciu wykonywał Sting! John Dowland zdołał w swojej twórczości wyrazić coś, co dla nas wszystkich jest uniwersalne, wyrazić jakiś smutek i zamyślenie, które się nie starzeją. Jego muzyka zadziwiająco dobrze przetrwała próbę czasu. Może dlatego, że pisał ją z myślą o odbiorcach – był człowiekiem świetnie wykształconym, dobrym biznesmenem, wrażliwym obserwatorem swoich czasów i tego, czym ludzie żyli. Jak widać, nie zmieniliśmy się tak bardzo, prawda? Zapraszam na opowieść o jednym z najwybitniejszych lutnistów i kompozytorów swoich czasów, który był tak dobry, że nigdy o nim nie zapomniano. My w Szafie też pamiętamy.

O „Lachrimae” rozmawiam w odcinku z Karoliną Kolinek-Siechowicz. Wspomniany w artykuł odcinek jej autorstwa poświęcony cyklowi Dowlanda znajdziecie TUTAJ.

Audycja powstała dzięki Mecenasom. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Patronite.pl⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠.

Jeśli odcinek Ci się podobał, postaw mi wirtualną kawę! Bez niej pracować nad audycjami nie sposób. Zrobisz to w serwisie ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Buycoffee.to⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠.

Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.

Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie ⁠⁠⁠⁠⁠Ruch Muzyczny⁠⁠⁠⁠⁠. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 46 wyników dla "Dowlanda"

Oto In Darkness Let Me Dwell Johna Dowlanda w wykonaniu Studia Der frühen Musik pod kierunkiem Thomasa Binkleya, Archive Production, rok 1966.

W zasadzie tyle wiemy na temat pierwszych 15 lat życia Johna Dowlanda.

Rozsiane owoce tych wypraw zebrała w całość nie mniej oddana sztuce Dowlanda profesor Kay Dawn Grapes z Uniwersytetu w Colorado, publikując najpierw w 2020 roku bezcenny przewodnik badawczy, z którego można się dowiedzieć o zachowanej dokumentacji,

Nie wiemy, kim byli rodzice Dowlanda.

Jakie perspektywy stały przed lutnistą w czasach Dowlanda?

W czasach Dowlanda nie istniała wyraźna granica pomiędzy tworzeniem muzyki, a jej wykonywaniem.

Pobyt Dowlanda we Francji trwał dokładnie 5 lat i czas ten pokrywa się z kadencją Cobama na stanowisku ambasadora.

Skupiłem się na wątku religijnym, ale przecież dla Dowlanda był to czas wspaniałego rozwoju artystycznego, gdy jego umysł był chłonny, gdy nie brakowało mu ciekawości świata,

Dla Dowlanda był to także czas rozwijania sieci kontaktów towarzyskich i to z najwyższego szczebla.

We Francji Dowland poznał poetę Thomasa Watsona oraz braci Sidneyów, Philippa także poetę oraz jego brata Roberta, który później został ojcem chrzestnym syna Dowlanda, noszącego zresztą to samo imię Robert.

Te lata musiały też Dowlandowi przynieść pierwsze sukcesy reputacyjne, skoro w zbiorze A Banquet of Dainty Consaits, obszernej antologii zbierającej najlepszą angielską muzykę, pojawia się Gajarda JD, czyli pana Dowlanda, Johna Dowlanda.

Zbiór co prawda ukazał się dopiero 4 lata po powrocie Dowlanda do Anglii, ale przygotowywany był do druku właśnie w roku jego powrotu, czyli 1584.

Muzyka Dowlanda zaczyna się pojawiać w prestiżowych miejscach i momentach.

Wykonanie tej cudownej, faktycznie niebywale słodkiej muzyki przed obliczem monarchini podczas Accession Day w 1590 roku było tylko jednym z szeregu sukcesów Dowlanda, który jak widać potrafił zjednywać sobie ludzi dworu w sposób bardzo inteligentny.

Kim była małżonka Dowlanda?

W kolejnym 1592 roku po raz pierwszy muzyka Dowlanda ukazała się w druku.

Przewijanie się Dowlanda w kręgach dworskich wskazuje na jedno.

Stanowisko to zajmował starszy od Dowlanda o blisko dwie dekady John Johnson.

I oto właśnie okazja dla Dowlanda się nadarzyła.

Czy naprawdę nie było tam miejsca dla Dowlanda?

Późniejsza skomplikowana korespondencja Dowlanda z Cecilem wskazuje, że tak właśnie mogło być.

To właśnie jego docenienie dla Dowlanda mówi nam wiele o tym, jaka była pozycja lutnisty w muzycznych kręgach.

Tam również przyjęto Dowlanda z honorami, bowiem jak sam Dowland wspominał, książę posłał żonie w Anglii.

Powiedziano mu, że Marenzio jest w Rzymie, co Dowlanda prawdziwie zmroziło.

Dowlanda odnaleźli katoliccy duchowni, emigranci z Anglii, prawdopodobnie jezuici.

Ta propozycja sama w sobie musiała Dowlanda tak bardzo przerazić, że natychmiast zrezygnował z dalszej drogi i rzucił się, by czym prędzej napisać list do Roberta Cecila, w którym prócz sążnistych zapewnień o swojej lojalności zawarł także szereg bardziej lub mniej przydatnych informacji na temat

Nie tylko kariera Dowlanda w Anglii byłaby skończona, ale i on sam mógł tego nie przeżyć.

Jednak rok 1597 nie był rokiem rozczarowania i smutku dla Dowlanda.

Chcecie prawdziwego Dowlanda?

Dawn Grapes, biografka Dowlanda, pisze Gdyby nawet był to jedyny zbiór, który ukazałby się za życia tego kompozytora, wystarczyłby, aby przeszedł on na karty historii.

Z drugiej strony wspaniała pieśń Can She Excuse My Wrongs, która ten zbiór otwiera, była podwójną aluzją z jednej strony do samego Dowlanda i jego relacji z Elżbietą, z drugiej do losu Roberta de Verro, który popadł u królowej w niełaskę, co było sprawą powszechnie znaną.

Uważanej za szlachetną, a jednocześnie zapowiadało mrok, który już niebawem miał spowić twórczość Dowlanda.

Rok kolejny 1598 był momentem szczytowym w dotychczasowej karierze Dowlanda.

Dwa razy więcej niż zarabiał późniejszy następca Dowlanda.

Grał zaś włoski zespół Academia Strumentale Italia, była to pierwsza pawana ze zbioru Lacrime or Seven Tears Johna Dowlanda.

I tutaj właśnie w tym stwierdzeniu, że przyjemnymi są łzy, którymi płacze muzyka myślę, że jest jakieś częściowe wyjaśnienie tego, a sam utwór Dowlanda jest jednym z najwybitniejszych chyba przykładów

Co więcej, on żył przecież w czasach Dowlanda także bardzo mocno.

Nie jest już dla nas łatwo słyszalny, chyba że jesteśmy naprawdę, powiedzmy, wytrawnymi odbiorcami muzyki i potrafimy wysłyszeć w każdej z tych trzydziestu wariacji ten właśnie długi, trzydziestodwudźwiękowy temat, nie czterodźwiękowy jak u Dowlanda, prawda?

Mnie się tak wydaje, że dwa takie żywioły się spotykają u Dowlanda tutaj.

Link do tego artykułu oczywiście znajdziecie w opisie, ale także zamieszczę tam w opisie link do pozostałych twoich tekstów z cyklu Muzyka i łzy, no bo przecież Lacrimę Dowlanda to nie jest jedyny utwór, który płacze, to nie jest jedyna muzyka, która płacze, a ty o tym piszesz wspaniale jak mało kto.

Tak się, proszę Państwa, grało Dowlanda 70 lat temu.

To prawda, życie Johna Dowlanda jeszcze się nie kończyło.

Ukazał się w roku 1612 i przez niektórych badaczy uważany jest za najlepsze, co wyszło spod pióra Dowlanda.

Wydrukowanym w Strasburgu jeszcze za życia Dowlanda w roku 1615, w którym czytamy Musica testatum facit hoc namque anglia sume artem Dowlandi suspicit ornat amat, czyli muzyka o tym świadczy.

O ostatnich latach życia Dowlanda nie wiemy prawie niczego.

A muzyka Dowlanda stale jest słuchana, reinterpretowana i niezmiennie fascynuje.