Mentionsy
#168 John Dowland
Zmarł 400 lat temu, a jego pieśni w naszym stuleciu wykonywał Sting! John Dowland zdołał w swojej twórczości wyrazić coś, co dla nas wszystkich jest uniwersalne, wyrazić jakiś smutek i zamyślenie, które się nie starzeją. Jego muzyka zadziwiająco dobrze przetrwała próbę czasu. Może dlatego, że pisał ją z myślą o odbiorcach – był człowiekiem świetnie wykształconym, dobrym biznesmenem, wrażliwym obserwatorem swoich czasów i tego, czym ludzie żyli. Jak widać, nie zmieniliśmy się tak bardzo, prawda? Zapraszam na opowieść o jednym z najwybitniejszych lutnistów i kompozytorów swoich czasów, który był tak dobry, że nigdy o nim nie zapomniano. My w Szafie też pamiętamy.
O „Lachrimae” rozmawiam w odcinku z Karoliną Kolinek-Siechowicz. Wspomniany w artykuł odcinek jej autorstwa poświęcony cyklowi Dowlanda znajdziecie TUTAJ.
Audycja powstała dzięki Mecenasom. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie Patronite.pl.
Jeśli odcinek Ci się podobał, postaw mi wirtualną kawę! Bez niej pracować nad audycjami nie sposób. Zrobisz to w serwisie Buycoffee.to.
Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.
Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie Ruch Muzyczny. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.
Szukaj w treści odcinka
John Dowland zdołał w swojej szczególnej twórczości powiedzieć coś, co dla nas wszystkich jest uniwersalne.
Oto In Darkness Let Me Dwell Johna Dowlanda w wykonaniu Studia Der frühen Musik pod kierunkiem Thomasa Binkleya, Archive Production, rok 1966.
John Dowland żył i pracował w czasach panowania wszystkich tych władców, zaś z Robertem Cecilem pozostawał w bliskich kontaktach, o czym się niebawem przekonamy.
No i tak się złożyło, że wszystkie te aspekty John Dowland potrafił wykorzystać, zaś jego dzieło, choć bynajmniej nie jak w przypadku jemu współczesnego, choć o dwie dekady starszego Byrda,
W zasadzie tyle wiemy na temat pierwszych 15 lat życia Johna Dowlanda.
Opublikowana w 1972 roku, czyli w czasie, gdy wykonawstwo historyczne się rozwijało intensywnie, biografia pióra Diany Poulton była owocem 30 lat ciężkiej pracy, zagłębiania się w archiwach, sprawdzania dziesiątek nazwisk ludzi powiązanych z Dowlandem,
Rozsiane owoce tych wypraw zebrała w całość nie mniej oddana sztuce Dowlanda profesor Kay Dawn Grapes z Uniwersytetu w Colorado, publikując najpierw w 2020 roku bezcenny przewodnik badawczy, z którego można się dowiedzieć o zachowanej dokumentacji,
W nutach, wydaniach, wzmiankach, losach Dowlandologii.
Choć Dowland w przeciwieństwie do wielu twórców renesansowych nigdy tak naprawdę nie został zapomniany i jego muzyka oraz życie
Nie wiemy, kim byli rodzice Dowlanda.
Ale to jedno zdanie pozwala nam przypuszczać, że Dowland nie wywodził się z rodziny majętnej ani szlachetnie urodzonej.
Jakie perspektywy stały przed lutnistą w czasach Dowlanda?
W czasach Dowlanda nie istniała wyraźna granica pomiędzy tworzeniem muzyki, a jej wykonywaniem.
Dowland był tego w pełni świadomy i za moment opowiem, jak zręcznie wykorzystał chwilę wygaśnięcia tego patentu.
Pochodził Dowland.
Oto dowiadujemy się, że John Dowland, niezwykle utalentowany w grze lutniowej,
Dowland ma wtedy zaledwie 15 lat.
I tak oto Dowland perfekcyjnie wpisuje się w ten wzorzec.
Kim Dowland był dla Cobbama?
W czasie dojrzewania Dowland bowiem trafia do innego kraju i zdaje się czerpać z tego faktu pełnymi garściami.
Dowland poznaje wspaniały francuski wynalazek, jakim była musique mensurée, czyli muzyka pisana do wierszy, odpowiadająca poezji.
Być może Dowland był jednym z widzów pięcio i pół godzinnej sztuki Le Ballet Comique de la Rouen.
Z którym zresztą Dowland się później zaprzyjaźnił.
Gdy Dowland przyszedł na świat, czyli w roku 1563, z woli trzydziestoletniej wówczas Elżbiety I przyjęto tzw.
W roku 1581, gdy Dowland przebywał we Francji, zapewne dotarły do niego słuchy o tragicznym losie Edmunda Campiona.
Czy to właśnie sprawa Campiona opowiedziana Dowlandowi przez religijnych uchodźców z Anglii przebywających we Francji skłoniła stojącego u progu dorosłości chłopaka do konwersji na katolicyzm?
Mówię o tym, że decyzja była powodowana emocjami, bo skoro Dowland chciał karierę robić w Anglii, a chciał, pragmatycznie byłoby tej konwersji nie dokonywać.
Czy Dowland aż tak ryzykował?
Do dzisiaj pozostaje zagadką, czy Cobham wiedział o tym, co zrobił Dowland?
Pobyt Dowlanda we Francji trwał dokładnie 5 lat i czas ten pokrywa się z kadencją Cobama na stanowisku ambasadora.
Skupiłem się na wątku religijnym, ale przecież dla Dowlanda był to czas wspaniałego rozwoju artystycznego, gdy jego umysł był chłonny, gdy nie brakowało mu ciekawości świata,
Dla Dowlanda był to także czas rozwijania sieci kontaktów towarzyskich i to z najwyższego szczebla.
We Francji Dowland poznał poetę Thomasa Watsona oraz braci Sidneyów, Philippa także poetę oraz jego brata Roberta, który później został ojcem chrzestnym syna Dowlanda, noszącego zresztą to samo imię Robert.
Te lata musiały też Dowlandowi przynieść pierwsze sukcesy reputacyjne, skoro w zbiorze A Banquet of Dainty Consaits, obszernej antologii zbierającej najlepszą angielską muzykę, pojawia się Gajarda JD, czyli pana Dowlanda, Johna Dowlanda.
Zbiór co prawda ukazał się dopiero 4 lata po powrocie Dowlanda do Anglii, ale przygotowywany był do druku właśnie w roku jego powrotu, czyli 1584.
Po powrocie z Francji Dowland spędził w Anglii równodekadę.
Dyplom zresztą obronił w tym samym roku co Dowland, czyli w 1588.
Kwestia dyplomu mówi nam o Dowlandzie dwie ważne rzeczy.
Muzyka Dowlanda zaczyna się pojawiać w prestiżowych miejscach i momentach.
Dowland bynajmniej nie mówi tutaj, wasza wysokość się starzeje, bo to nie czas kultu młodości, to czas kultu siwych włosów, a zatem mądrości, doświadczenia, wytrwałości.
W trzeciej zwrotce zaś składa Dowland hołd władczyni zupełnie już bezpośrednio.
Wykonanie tej cudownej, faktycznie niebywale słodkiej muzyki przed obliczem monarchini podczas Accession Day w 1590 roku było tylko jednym z szeregu sukcesów Dowlanda, który jak widać potrafił zjednywać sobie ludzi dworu w sposób bardzo inteligentny.
Mniej więcej w podobnym czasie Dowland się ożenił.
Kim była małżonka Dowlanda?
W kolejnym 1592 roku po raz pierwszy muzyka Dowlanda ukazała się w druku.
I mamy powody sądzić, że był to Dowland?
Przewijanie się Dowlanda w kręgach dworskich wskazuje na jedno.
Stanowisko to zajmował starszy od Dowlanda o blisko dwie dekady John Johnson.
I oto właśnie okazja dla Dowlanda się nadarzyła.
Natychmiast rzucił się na to Dowland, prosząc w tej sprawie o protekcję wszystkich najwyżej postawionych znanych mu dworzan Elżbiety.
Czy naprawdę nie było tam miejsca dla Dowlanda?
Wymyślił ją sam Dowland.
Ale niechęć królowej do powierzenia stanowiska Dowlandowi musiała być znaczna i motywowana czymś bardzo konkretnym, bowiem opuszczone przez Johnsona stanowisko pozostało puste jeszcze przez długi, długi czas.
Jakby nie było, Dowland urażony postanowił Anglię opuścić, być może wiedziony przekonaniem, że o porażce zadecydowały jego niewystarczające umiejętności.
Czy ten moment był pierwszym, w którym Dowland zdecydował się zostać szpiegiem?
Późniejsza skomplikowana korespondencja Dowlanda z Cecilem wskazuje, że tak właśnie mogło być.
To właśnie jego docenienie dla Dowlanda mówi nam wiele o tym, jaka była pozycja lutnisty w muzycznych kręgach.
Przywitany został Dowland na zamku po królewsku, a niedługo po przyjeździe wraz z innymi muzykami stał się królewskim prezentem.
Tam również przyjęto Dowlanda z honorami, bowiem jak sam Dowland wspominał, książę posłał żonie w Anglii.
Krótko mówiąc Dowland, czy raczej jak go niemieccy władcy nazywali Johann Dooland, był fetowany.
Mógł sobie też na wiele pozwolić, bowiem książę Moritz, być może w porozumieniu z Heinrichem Juliusem, zasponsorowali Dowlandowi wyjazd do Włoch.
A tym było osobiste spotkanie Lukimarencja, największego w tamtych czasach twórcy madrygałów, którego dzieła musiał znać Dowland z rozmaitych antologii wydawanych w Anglii.
Po roku spędzonym w Niemczech, Dowland ruszył w długą, żmudną, wielomiesięczną podróż.
Powiedziano mu, że Marenzio jest w Rzymie, co Dowlanda prawdziwie zmroziło.
Dowlanda odnaleźli katoliccy duchowni, emigranci z Anglii, prawdopodobnie jezuici.
Ksiądz Bailey, którego Dowland w ogóle nie znał, złożył mu lukratywną propozycję, by udał się do Rzymu, gdzie jest przygotowane miejsce dla tak wybitnego dysydenta.
Ta propozycja sama w sobie musiała Dowlanda tak bardzo przerazić, że natychmiast zrezygnował z dalszej drogi i rzucił się, by czym prędzej napisać list do Roberta Cecila, w którym prócz sążnistych zapewnień o swojej lojalności zawarł także szereg bardziej lub mniej przydatnych informacji na temat
Życzliwego, że Dowland samopas puścił się po Italii, a nawet gada z jakimiś księżmi o ucieczce do Rzymu i o zdradzie ojczyzny, z pewnością kazałby jednemu z ludzi Wollzingama się go pozbyć.
Nie tylko kariera Dowlanda w Anglii byłaby skończona, ale i on sam mógł tego nie przeżyć.
W jednym z ostatnich listów Noel zapewniał, że zbliża już się chwila, gdy królowa zmieni zdanie i John Dowland obejmie stanowisko królewskiego lutnisty.
Jednak rok 1597 nie był rokiem rozczarowania i smutku dla Dowlanda.
Dowland przygotował to przedsięwzięcie w całości z zagranicy, sądząc być może, że skoro układami towarzyskimi nie uda się przekonać Elżbiety, to cel pomoże mu osiągnąć sukces komercyjny.
Po drugie, Dowland ujawnia swoje motywacje.
Komunikował zatem Dowland swoim odbiorcom.
Chcecie prawdziwego Dowlanda?
Po trzecie, Dowland po raz pierwszy przygotował w druku nutowym zapisaną partię głosu wokalnego.
Dawn Grapes, biografka Dowlanda, pisze Gdyby nawet był to jedyny zbiór, który ukazałby się za życia tego kompozytora, wystarczyłby, aby przeszedł on na karty historii.
Uderzające są z dzisiejszej perspektywy także wysmakowane aluzyjki, które Dowland powplatał w to wydanie.
Dowland dotąd nie otrzymał stanowiska, o które zabiegał, a przecież jego muzyką wszyscy się cieszą.
Z drugiej strony wspaniała pieśń Can She Excuse My Wrongs, która ten zbiór otwiera, była podwójną aluzją z jednej strony do samego Dowlanda i jego relacji z Elżbietą, z drugiej do losu Roberta de Verro, który popadł u królowej w niełaskę, co było sprawą powszechnie znaną.
Jak na emigranta, trzeba przyznać, Dowland bardzo dobrze wiedział, co w ojczyźnie się dzieje i jakie są nastroje.
Uważanej za szlachetną, a jednocześnie zapowiadało mrok, który już niebawem miał spowić twórczość Dowlanda.
Rok kolejny 1598 był momentem szczytowym w dotychczasowej karierze Dowlanda.
Dowland otrzymał u niego pensję w wysokości 500 dalerów przekraczającą wszelkie rozsądne granice.
Dwa razy więcej niż zarabiał późniejszy następca Dowlanda.
Co więcej, Dowland jako jeden z nielicznych nie musiał nosić obowiązkowej dla wysokiej służby liberii ani ozdób.
To w tej księdze po raz pierwszy na papierze ukazała się będąca hitem wówczas pieśń Flow My Tears, będąca do dzisiaj chyba najbardziej znaną, którą Dowland skomponował.
Był to jednak ostatni hołd, który Dowland składał władczyni.
Dowland zareagował na to w sposób, który już znamy – muzyką.
Grał zaś włoski zespół Academia Strumentale Italia, była to pierwsza pawana ze zbioru Lacrime or Seven Tears Johna Dowlanda.
A teraz zapraszam was do posłuchania naszej krótkiej rozmowy o Dowlandzie i jego tajemniczych lamentacjach.
I tutaj właśnie w tym stwierdzeniu, że przyjemnymi są łzy, którymi płacze muzyka myślę, że jest jakieś częściowe wyjaśnienie tego, a sam utwór Dowlanda jest jednym z najwybitniejszych chyba przykładów
Czy nie od smutku, którym ta muzyka w oczywisty sposób emanuje, dlatego że wydaje mi się, że Dowland to dobrze wymyślił.
Czy nie właśnie dlatego jest tak, że ze wszystkich dzieł, które Dowland napisał, właśnie Lacrime chyba najsilniej zapadło w pamięć odbiorcom, żyje chyba najmocniej, najintensywniej.
Co więcej, on żył przecież w czasach Dowlanda także bardzo mocno.
Udało się w pewnym sensie Dowlandowi trącić jakąś, nazwijmy to, uniwersalną strunę w człowieku.
No, ale Dowland nie jest enigmatyczny, ani trochę, prawda?
Co Dowland z nim robi?
Nie jest już dla nas łatwo słyszalny, chyba że jesteśmy naprawdę, powiedzmy, wytrawnymi odbiorcami muzyki i potrafimy wysłyszeć w każdej z tych trzydziestu wariacji ten właśnie długi, trzydziestodwudźwiękowy temat, nie czterodźwiękowy jak u Dowlanda, prawda?
Mnie się tak wydaje, że dwa takie żywioły się spotykają u Dowlanda tutaj.
No bo przecież Dowland był znakomitym biznesmenem.
Ale też właśnie już samo to, że on używa tych swoich przytomków związanych z łzami czy tego Semper Dowland, Semper dolens.
Bardzo serdecznie Ci dziękuję za odwiedzenie Szafy, za podzielenie się swoimi refleksjami, a naszych słuchaczy oczywiście zachęcamy do przeczytania Twojego artykułu o Dowlandzie i o tym cyklu na łamach ruchu muzycznego.
Link do tego artykułu oczywiście znajdziecie w opisie, ale także zamieszczę tam w opisie link do pozostałych twoich tekstów z cyklu Muzyka i łzy, no bo przecież Lacrimę Dowlanda to nie jest jedyny utwór, który płacze, to nie jest jedyna muzyka, która płacze, a ty o tym piszesz wspaniale jak mało kto.
Tak się, proszę Państwa, grało Dowlanda 70 lat temu.
W roku 1606, czyli dwa lata po ukazaniu się w Londynie Lacrime, Dowland powrócił z Danii do Anglii, zamieszkał w centrum Londynu przy Futter Lane, wrócił do żony i do syna Roberta, który powoli kształcił się także na muzykę.
To prawda, życie Johna Dowlanda jeszcze się nie kończyło.
Ukazał się w roku 1612 i przez niektórych badaczy uważany jest za najlepsze, co wyszło spod pióra Dowlanda.
Gajardy Dowland pisał przez całe życie.
W tym samym roku, gdy ukazała się pociecha pielgrzyma, nowy król Jakub I Stuart, następca Elżbiety, dał Dowlandowi to, czego od niej nie otrzymał.
Wydrukowanym w Strasburgu jeszcze za życia Dowlanda w roku 1615, w którym czytamy Musica testatum facit hoc namque anglia sume artem Dowlandi suspicit ornat amat, czyli muzyka o tym świadczy.
W Anglii Dowland jest najwyższy.
O ostatnich latach życia Dowlanda nie wiemy prawie niczego.
W roku 1625 zmarł Jakub I Stuart i wiemy, że John Dowland grał na królewskim pogrzebie.
To wydarzyło się w maju, a początkiem kolejnego roku 1626 prawdopodobnie w styczniu lub w lutym John Dowland zmarł.
A muzyka Dowlanda stale jest słuchana, reinterpretowana i niezmiennie fascynuje.
Wracamy do pierwszej księgi, która Dowlandowi przyniosła tyle sukcesów.
Ostatnie odcinki
-
#169 Stabat Mater Szymanowskiego
27.03.2026 18:12
-
#168 John Dowland
25.02.2026 22:56
-
#167 Magdalene Ho
06.02.2026 15:42
-
#166 Wilhelm Furtwängler
23.01.2026 16:43
-
#165 LIVE 15 - Podsumowanie roku 2025
09.01.2026 19:56
-
#164 Boska komedia w muzyce
12.12.2025 18:26
-
#163 Wariacje Goldbergowskie
06.11.2025 00:22
-
XIX Konkurs Chopinowski. Podsumowanie finału [L...
21.10.2025 15:10
-
XIX Konkurs Chopinowski. Podsumowanie III etapu...
17.10.2025 14:08
-
XIX Konkurs Chopinowski. Podsumowanie II etapu ...
13.10.2025 14:04