Mentionsy

Stenogramy zbrodni
Stenogramy zbrodni
22.04.2025 08:22

FERAJNA #22 - kryminał, podcast, słuchowisko, antykryminał

"Dobra, ja też mam ARh-."

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 50 wyników dla "Giedrus"

Otóż Giedrus już wtedy z nami latał.

I w takim razie wszystkie słowa, które podczas ostatniego naszego spotkania przypisałem stereo, z ust Giedrusa padły psie.

Tak, to Giedrus.

Giedrus.

Więc cofam to, co powiedziałem, psie, to nie tyle Stereo dziwnym trafem gadać wtedy zaczął, co Giedrus już z nami latał.

Bo Giedrus przystał do nas jakoś na krótko przed tym, zanim kola do aresztu wtedy trafił.

I Giedrus pod szpitalem też jest w moich aktach.

Kola z Giedrusem wciąż stali na bramce, a Stereo też gdzieś się tam kręcił.

I też Giedrus wtedy z nami już był.

Kim był Giedrus?

Bo do Giedrusa to jeszcze kawałek miałem, ale o nim też chciałem ci napomknąć.

Bo zamierzałem ci o pewnym lekarzu opowiedzieć, a to się też od Giedrusa zaczęło.

A wracając do tematu Giedrusa, bo to jego wtedy Valera wyrwał z objęć śmierci, przetaczając mu swoją krew, kilka dni później Giedrus stał już na nogach, a potem przez kilka lat prężnie z nami działał.

Giedrus był łotyszem, miał ze 45 lat, jak do nas przystał.

Jeśli miałbym Giedrusa scharakteryzować, to on przypominał mi tego Włocha Furio, którego Tony zaprosił kiedyś do współpracy i ściągnął go do Stanów, będąc przez moment na gościnnych występach we Włoszech.

Było tak głównie ze względu na to, że Giedrus, podobnie jak tamten, nosił te swoje długie włosy, które wiązał w kucyk i skórzane płaszcze nosił.

Giedrus to był cwaniak nad cwaniaki, przy czym czasami to był większy rabcus niż kola.

A jak typ kurczowo chwycił się tego podestu, to Giedrus z uśmiechem na ustach tłukł go pięścią po palcach, żeby się tamten puścił.

Przy czym Giedrus na niepowrocie do więzienia był, gdy go poznaliśmy, wyszedł z łotewskiego więzienia na dwudniową przepustkę i nie wrócił.

I pamiętam, przechodziliśmy akurat obok witryny tego samego salonu, ja mówię do Giedrusa...

Giedrus, podobnie jak wcześniej, rozgrzebał karton z najnowszym modelem telewizora, który wybrał sobie Cola.

Giedrus doskonały moment wybrał.

A Giedrus tak stoi i patrzy tej kobiecie w oczy i gada, że nie ma paragonu.

Znaczy, czy go zabrał potem do kolonii, czy nie, to nie wiem, ale ja po raz kolejny miałem okazję się przekonać, że pewność siebie to wyjątkowa zaleta i że Giedrus osiągnął w tym level book.

Ale taki właśnie był Giedrus, potrafił przegadać i oszukać każdego.

Naprawdę sporo się potem od Giedrusa nauczyłem, on przekozak był, nie do podrobienia.

Giedrus był weteranem z Afganistanu, dokąd pojechał przed laty jako ochotnik, saperem tam był i radiotelefonistą, sporo nam opowiadał swego czasu o wojnie w Afganie, o swoim życiu dużo mówił, o dzieciństwie.

Kiedyś jak zebraliśmy na mieście opinie o Giedrusie, to też wszystkie okazały się pochlebne, nigdy nikogo nie wydał, nigdy nie sypnął, zawsze wszystkim pomógł i zawsze wywiązywał się z zadań.

Kiedyś Biały, po tym jak odebraliśmy Giedrusa przed jakąś akcją spod kasyna, jedziemy autem, pędzimy w sumie.

Giedrus zakładając na głowę kominiarkę gada ile to przejebał, tym razem stawiając wszystko na czarne, a Biały mówi do niego, ale po cholerę ci to.

pyta Giedrus.

Giedrus pomyślał chwilę, potem przyznał Białemu rację, ale potem i tak swoje robił.

Giedrus, komisarzu Lipke, opowiadał nam kiedyś o swoim dzieciństwie, o tym jak w psiej budzie musiał się chować przed ojcem, gdy ten popił, o tym jak głodował za dzieciaka, co zmusiło go do bycia największym później cwaniakiem w okolicy.

Ale w sumie słusznie to robił, bo po alkoholu różne głupoty Giedrusowi przychodziły do głowy.

A już kwintesencją Giedrusowego cwaniactwa było dla mnie to, jaką stałą pensję sobie kiedyś załatwił komisarzu.

Giedrus już z rok wtedy z nami latał.

Ja na moment udałem się do toalety, a Giedrus, korzystając z okazji, kreskę Koki sobie na stole rozprowadził.

W sumie to nam on był obcy, mnie Stereo i Koli, bo jak się potem okazało, po krótkiej jego rozmowie z Giedrusem, ci dwaj się znali i ten facet to był Białorusin, dyrektor duńskiej firmy transportowej z oddziałem w Mińsku, w której swego czasu pracował Giedrus, zaraz po tym jak znalazł się na Białorusi, na niepowrocie do więzienia.

Wszystkim tam pracowało się dobrze, z tego co opowiadał Giedrus, wszystkim zależało na tej robocie, bo jak na tamte czasy świetnie tam płacili.

W każdym razie Giedrus nie wziął od niego potem złamanej kopiejki, mimo że się umówili na forsę.

I pamiętam kiedyś Giedrus kazał się Koli zawieźć do pewnej firmy w Mińsku.

A Giedrus mówi...

Giedrus gruby plik zdjęć wyjął omotanych gumką, na których ten cały dyrektor zażywał kokainę w toalecie odeskiego klubu.

Wtedy te zdjęcia na prośbę Giedrusa panienka jakaś zrobiła, z którą on się wówczas bawił.

I nikt z nas nie wiedział, że Giedrus miał już w kieszeni kliszę z tymi zdjęciami.

Giedrus zdjął z nich gumkę, rzucił w tego faceta tymi fotografiami, rozsiadł się przy stole, nogi na niego wywalił, mówi...

A Giedrus mówi – szkoda, bo w Odessie ci smakowało.

Giedrus to była tylko jego ksywa.

Panowie pogadali przez jakiś kwadrans, potem poszliśmy, a później jeszcze tylko raz tam pojechaliśmy, bo Giedrus konto w banku założył i temu Dyrowi numer tego konta zawiózł, żeby ten miał jak płacić mu tę pensję, bo on tam nie musiał jeździć po tę forsę.

Giedrus był i do tańca, i do różańca.