Mentionsy

SpoilerMaster
SpoilerMaster
28.03.2025 16:40

S07E09: Najlepsze filmy XXI wieku (pozycje 10-1)

Piąta i ostatnia odsłona mojego osobistego rankingu ulubionych filmów XXI wieku, w której ujawniam pozycje 10-1.

Rozdziały (3)

1. Witamy w odcinku

Podstawowe informacje o autorze i temacie odcinka.

2. Lista filmów uzupełniających

Przedstawianie listy 100 filmów, które nie dostały się do TOP 50.

3. Miejsce 50

Podawanie miejsca 50 na liście filmów.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 53 wyników dla "Tar"

Ponieważ przygotowując tę listę, dodam, przekopałem się przez tysiące stron starych magazynów filmowych, przejrzałem m.in.

Koń turyński, reżyseria Bella Tar.

Harmonie Werkmeistera, rok 2000, reżyseria Bella Tarr.

Janusz Waluszka jest trochę listonoszem, trochę gazetarzem,

Krąży pomiędzy gospodą, jadłodajnią, domem starszego profesora muzykologii Estera, a swoją ubogą siedzibą.

Jesteśmy w czarno-białej krainie Belli Tara, w filmie, który trwa 145 minut, ale który składa się z zaledwie 39 bardzo długich, wspaniale choreografowanych

I wydaje się, że to zdanie, zaproszenie do bezkresu, w którym nie ma dźwięku, nie ma światła, nie ma żadnej pewności, jest zaproszeniem, które kieruje do swojego czytelnika Krasnohorka, ale jest także zaproszeniem, które kieruje do swojego widza Bella Tarr.

Jeśli Bellatar pokazuje w harmoniach Bergmeistera wypalony krajobraz ludzkiej społeczności, trochę jakby pokazywał lej po bombie, to ma to u niego niebywałą siłę.

Jeśli nawet uznać tamten film za swoisty prequel do Sierra Nevada Christy Puiu, to później twórczość Tara wyewoluowała w stronę dojrzałego modernizmu, którego ogromną miłośniczką i także pewną adwokatką Tara w świecie anglojęzycznym stała się sama

Susan Sontag, która była zachwycona i prozą Krasnohorkaja i filmami Tara.

Nazwisko Krasnohorkaja pojawia się tutaj nieprzypadkowo tak często, ponieważ to właśnie razem z nim Tar zrealizuje swoje najwybitniejsze filmy i także te najsłynniejsze.

Wystarczy wspomnieć film, przy którym spotkali się po raz pierwszy, to znaczy Potępienie z roku 1988, ale także późniejsze siedmiogodzinne szatańskie tango.

Z tych filmów Tara, wydaje mi się, że to właśnie Harmonie Werkmeistera, są filmem najgłębszym i jednocześnie przedziwnie wręcz profetycznym.

czyli starego muzykologa, który na naszych oczach dokonuje krytyki tytułowej harmonii Werkmeistera, czyli muzykologicznej teorii z wieku XVIII, która rozbiła oktawę na 12 tonów i która rościła sobie prawo do opisu wszelkiej muzyki przeszłej i przyszłej.

To mamy tak naprawdę polityczny mikrokosmos wieku XX i być może także wieku XXI, który Bellatar przedstawia w formule mrocznej, powolnej, zawiesistej jak smoła, hipnotycznej i hipnotyzującej baśni.

Nie jestem muzykologiem i kiedy czytam o Werkmeisterze i o tym, jak starał się sklasyfikować w swojej teorii muzyki oktawę i podział na tony, to jestem bezradny, ale w samym filmie ten sprzeciw wobec harmonii Werkmeistera uwidacznia główny temat filmu, którym jest napięcie pomiędzy porządkiem i chaosem.

Świat filmu Belli Tara to świat wprost wyrastający z takich utworów literackich jak chociażby twórczość Gogola, Kawki, Dostojewskiego.

To zupełnie unikalny język filmowy, za który odpowiedzialni są głównie współpracownicy Tara.

W tych samych napisach początkowych także jako współreżyser pojawia się Laszlo Krasnochorka, którego proza okazała się tak niesłychanie definiująca dla filmu, dla twórczości Tara.

Wydaje się nie być przypadkiem, że jeszcze w latach 80-tych TAR zrealizował dla telewizji węgierskiej spektakl według Macbeta Szekspira, według tej najkrótszej i zarazem najokrutniejszej szekspirowskiej tragedii, która cała jest poświęcona tematowi fatum i tego, że kiedy raz wmówimy sobie, że fatum unosi się nad naszym ludzkim...

Kamera krąży i krąży pomiędzy korytarzami, pomiędzy kolejnymi gabinetami, salami, a my widzimy mnóstwo aktów brutalnej przemocy.

Kamera Tara odwraca się i pokazuje powód.

Oto w żałosnej wannie stoi oświetlony jaskrawym białym światłem żałosny, słaby starzec.

Ta figura obwisłego ludzkiego ciała, ta figura starca, który jest ucieleśnioną ludzką słabością, ludzkim niedomaganiem jest tak naprawdę najważniejszym obrazem, jaki ten film ma nam do zaoferowania.

Ten starzec to jesteśmy my.

Chciałoby się powiedzieć niebiańskiego, gdyby nie to, że Bellatar jest tak upartym materialistą rozświetlenia.

Sam Bellatar mówi w wywiadach, że nienawidzi, kiedy czyta się jego filmy poprzez symbole, a jednocześnie troszkę zaprasza do takiej lektury, umieszczając w centrum rynku tego miasteczka właśnie owego gigantycznego, wypchanego wieloryba w wielkiej, blaszanej przyczepie.

Jest w nim coś z ducha kina Witolda Leszczyńskiego i myślę sobie czasami, że główny bohater Siekierę Zady, grany przez Edwarda Żentarę, dogadałby się znakomicie z Waluszką.

Sam Tar często objawia się jako rodzaj kosmicznego nihilisty.

A sam Tar zamilknął w geście analogicznym wobec tego ostatniego zdania Krasnohorkaja po premierze Konia Turyńskiego.

Na naszych oczach świt i później wczesne przedpołudnie wydają się zmywać przynajmniej część złych wspomnień, jakich ta długa noc mogła tym mężczyznom dostarczyć.

A na pewno jest popisowym rozwinięciem tematu, który w takich filmach jak Ognisko zapalne z 1979 roku podejmował także Bela Tar, a zatem rozpadu więzi rodzinnych w systemie komunistycznym, a tutaj oczywiście w systemie postkomunistycznym, ponieważ jesteśmy już ponad ćwierć wieku od rewolucji roku 1989.

I powoli, powoli dochodzimy do przebicia tych napięć, które są o tyle zaskakujące, że dotyczą spraw niesłychanie intymnych, bardziej intymnych niż byśmy się spodziewali, powiem tak, co w pewnym momencie owocuje komediową eksplozją, w której starsza już para zaczyna rozmawiać o swoim życiu seksualnym na

Filmy Christiana Mundziu, Radu Munteana, wielu innych dostarczyły mi na przestrzeni tego ćwierć wieku wielu, wielu wrażeń.

A po trzecie, bohaterowie są bardzo świadomi tego, że wszelkie zaburzenie kontinuum czasowo-przestrzennego może zakończyć się kosmiczną katastrofą, więc dokładają bardzo realistycznie przedstawionych starań, aby w trakcie swojej podróży o 6 godzin wstecz, w trakcie której chcą się wzbogacić, ponieważ chcą zainwestować w akcje, o których już wiedzą, że bardzo mocno ich notowania wzrosną.

W trakcie tej podróży oni dokładają wszelkich starań, aby zaszyć się przed światem, aby ich podstawowe wersje nie spotkały swoich sobowtórów, którzy no przecież będą poruszali się w tej rzeczywistości owych sześciu godzin, kiedy już wysiądą z maszyny po tamtej stronie czasu i spędzają ten czas w hotelu nudząc się, grając w warcaby tylko po to, żeby nie wejść w żadną interakcję z innymi ludźmi,

Natomiast jest to wielkie dzieło światowego kina i wielkie dzieło kina niezależnego, jednocześnie wielkie dzieło kina sci-fi, które pokazuje, już teraz przechodzę do tematu, że dla umysłu amerykańskiego, dla tego umysłu biznesowego, dla umysłu startupowego wszystko jest tylko i wyłącznie okazją do zarobku.

Połączenie bębna do pralki chłodnicy samochodowej i wyświetlacza ze starego kalkulatora Casio.

To nie jest Starman, to nie jest kino Johna Carpentera, to nie jest także E.T.

Film opowiada o starszym już mężczyźnie, żyjącym ze swoją matką, sędziwą 90 ponadletnią, którzy żyją w takim pięknym, wielkim mieszkaniu, ale są tak naprawdę dłużnikami.

Bohater jest dłużnikiem i aby spłacać swoje długi wobec rozmaitych osób, w trakcie tego weekendu w środku sierpnia przyjmuje pod swój dach niechciane matki, niechciane stare kobiety.

To jest film o tym, że zabrzmi to okrutnie, ale w naszym społeczeństwie jest niestety prawdziwe, że starzy ludzie są niepotrzebni, że kiedy ktoś wyjeżdża na weekend i nie ma z kim zostawić mamy,

Podrzuca tę matkę głównemu bohaterowi i tych kilka niechcianych na weekend starszych kobiet spotyka się pod jednym dachem, spotyka się pod dachem tego wielkiego mieszkania.

Zdarzają się także różne sposoby bycia, a nasz bohater pośrodku tego próbuje to wszystko ogarnąć, jednocześnie kochając swoją matkę, jednocześnie próbując zachować status quo, jednocześnie wiedząc o tym, co grozi im, jeśli dłużnicy przyjdą po swoje i zaczyna sobie radzić z tymi starszymi paniami.

Te wszystkie starsze aktorki, które tu występują, to nie są aktorki profesjonalne.

To są starsze panie, które Gianni di Gregorio znalazł w różnych miejscach i obsadził je tutaj perfekcyjnie.

Wspaniała scena tego filmu pokazuje męża, który staje nagle w korytarzu, ponieważ wydaje mu się, że słyszy szloch.

Czuję się z jednej strony człowiekiem starym, ten chłopczyk w ostatniej scenie filmu czyta list do zmarłej babci, gdzie mówi, zawsze mówiłaś, że czujesz się stara, ja też czuję się stary i to są ostatnie słowa całego trzygodzinnego filmu, ale tak naprawdę ta osoba, ten outsider, ten chłopiec pozwala spojrzeć całej rodzinie inaczej i na siebie wzajemnie i na siebie samych.

Jeżeli wrócicie do mojego odcinka, tego starego o I raz, I dwa, to zobaczycie, że już wtedy mówiłem, że coś ten film ma takiego jak czułe słówka, że my właśnie towarzyszymy jednej rodzinie przez taki dłuższy czas i taki element pewien słodko-gorzki jest w tym filmie.

W dawnym melodramacie i operze, aby wyrazić elementarne uczucia, trzeba było uciekać się do sytuacji mitologicznych albo do zbiegów okoliczności tak wymyślnych, że aż absurdalnych.

I na tym polega sentymentalny i kobiecy katarzys, bo to jest film zrobiony z punktu widzenia kobiety.

To przywołanie kosmosu na użytek zwykłego teta-tet, dwojga podstarzałych ludzi, tworzy bardzo szczęśliwe połączenie, a nawet zawiera sugestie głębi.

Nie spodziewałem się, przygotowując ten odcinek, że właśnie dojdzie do takiego spotkania, to znaczy tego starego tekstu Sobolewskiego z tym moim wyborem i raz i dwa na najlepszy film ćwierćwiecza, ale trafiłem na ten tekst przypadkowo, przypomniało mi się tamto skojarzenie z czułymi słówkami i pomyślałem, że jest w tym pewna magia, więc chcę was także z tą magią zostawić.