Mentionsy

Smak Karmelu
Smak Karmelu
07.12.2024 23:00

Pokochać, aby poznać - o. Andrzej Pruszkowski OCD (Ścieżki modlitwy #13)

Czy można kochać kogoś, kogo się nie zna? Czy miłość może prowadzić do poznania (i jak to się dzieje)? Jaką rolę w poznawaniu Chrystusa odgrywa naśladowanie Go? Jak mówić o miłości Boga, żeby nie wpaść w banał? I czy wierzący doświadczają Boga bardziej, niż niewierzący?

O zależności między miłością Boga i poznawaniem Go rozmawiamy z o. Andrzejem Pruszkowskim, karmelitą bosym, duszpasterzem akademickim z Wrocławia.

Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
⁠Smak Karmelu na Patronite

Rozdziały (5)

1. Kościoł jako tajemnica miłości

Rozmowa o doświadczeniu wiary jako nieoczywistej, która często zagłusza się poprzez opowieści o miłości Bożej. Przykład z billboardu pokazuje, jak często mówimy o miłości Bożej, jakby to było coś obiektywnie doświadczonego.

2. Metaphory serca i mięta w wiary

Analiza metafor serca i mięta z Janego od Krzyża, które pomagają zrozumieć, jak kochać i poznać Chrystusa, nawet jeśli nie jest to doświadczenie obiektywne.

3. Ewangelię jako świadectwo miłości

Rozmowa o tym, jak świadectwo miłości jest bardziej potężne niż formalne przekonywanie niewierzących. Przykład z Kościoła w początkach pokazuje, jak miłość przyciąga ludzi.

4. Miłość jako droga do zrozumienia Chrystusa

Rozważanie, jak kochanie Chrystusa i naśladowanie go prowadzi do zrozumienia go bardziej, niż tylko przez obiektywne doświadczenia.

5. Obiektywizacja wiary

Analiza, co rozumiemy przez obiektywizację wiary, z uwzględnieniem tego, że miłość i cnoty pokazują obecność Chrystusa, nawet jeśli nie jest to obiektywnie doświadczenie.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 37 wyników dla "Jezusa"

Idzie dalej i wydaje mi się, że my również powinniśmy iść dalej i żeby nasza miłość do Jezusa, bo na Jego obliczu poznajemy Boga, powinna wzrastać, powinna się pogłębiać.

A weźmy przykład apostołów, którzy mimo swojej słabości jednak kochali Jezusa.

Jeśli wierzymy rzeczywiście w Jezusa Chrystusa,

Kiedy dusza zastanowi się, widzi, że życie jest krótkie, a wierzy w tego Jezusa.

Bo nie widzimy tego Jezusa.

I to jest bardzo ciekawe, bo kiedy chcę kochać Jezusa, postanawiam, kocham.

I wszelka miłość pochodzi od Jezusa, to jest prawda.

Jeśli dla Jezusa kocham drugiego człowieka, ale naprawdę kocham.

Rezygnując z tego, co jest dla mnie wygodne, co ma zapoczątkować we mnie jakąś zmianę, wtedy jestem bliżej Jezusa.

Jeśli dla Jezusa poświęcam się, by również chcieć, by inni Go poznali.

Snucie różnych analiz, czemu tak nie jest i Kościół się cały czas kurczy, natomiast jakby za mało w tym widzę zachęty do kochania Pana Jezusa.

Może to brzmi tak dziecinnie kochać Pana Jezusa,

Więc bez miłości do Pana Jezusa, czym ja będę emanował?

Bo jeśli będziemy kochać Pana Jezusa,

Oczywiście kochamy Matkę Bożą, szanujemy podobnie Jana od krzyża, bardzo często się do Niego odwołujemy, co widać chyba, natomiast głosimy Jezusa Chrystusa.

Kiedy ja się zwracam do Jezusa, uznaję Go za Pana, w tym w tajemniczy sposób działa Duch Święty.

Za mało mówimy o Jezusie, za mało mówimy o poznaniu Jezusa, a do tego bardzo dużo trzeba odwagi.

Jezusa?

Jest to język bardzo intymny, bardzo nastawiony na osobę Jezusa Chrystusa, a zarazem obiektywny.

Kto kocha Jezusa, jest z Nim, Jezus go niesie, niesie do zjednoczenia.

Jan od Krzyża mówi, że o wiele więcej namęczy się dusza, nie kochając przez wszystkie te trudy, zmagania, przywiązania, niż właśnie w miłości do Jezusa.

Wydaje mi się, że chrześcijanin powinien być w pewien sposób chory na Jezusa.

I mam wrażenie, że często w podobny przekaz wpadamy odnośnie do miłości Bożej i co do Jezusa.

Tak, zgadzam się z Tobą, ale odnosząc się do tego, co Andrzej powiedział, powiedziałbym właśnie, że prawdziwy świadek, który jest używając nomenklatury Andrzeja, która jest bardzo ciekawa, który jest właśnie chory na Jezusa,

Chodził po tych wioseczkach małych i mówił im o miłości Jezusa, ale mówił im w taki sposób, że zarażał, a nie nakazywał.

Kochaj Pana Jezusa, bo On Cię kocha i umarł za Ciebie na krzyżu.

Więc już jakieś, w cudzysłowie, poznanie Jezusa ona ma, tego umiłowanego, o którym mówi.

Tak naprawdę niezależnie od tego, na jakim etapie drogi do Jezusa jest.

I tutaj, kiedy on to nazywa skokiem wiary, robię skok w przepaść wiary, tu mogę zostać pochwycony przez Jezusa.

Ja bym tylko jedną rzecz, dosłownie jedną rzecz powiedział o tym, co ty Andrzej powiedziałeś przed chwilą, że jest ten skok wiary i wpadam w ramiona Jezusa.

Właśnie mistycznie i tak wspaniale i pięknie, ale właśnie może jako zachęta dla tych wszystkich, którzy boją się tego skoku wiary dokonać, albo już nie raz tego skoku wiary dokonali i myślą, że skoczyli w sposób zły, no bo nie wpadli w żadne mistyczne ramiona Jezusa.

No, że właśnie ta ciemność, w którą wskakują i taka nawet wewnętrzna pustka, to może być też tymi ramionami Jezusa.

Żeby się nie bać, że ja wskoczyłem, próbuję robić wszystko to, co słyszę, czy to, do czego jestem zachęcany, a nagle tego nie czuję, nadal nie wiem, co to są te ramiona Jezusa.

Żeby się nie bać tej rzeczywistości, że ten skok w pustkę właśnie tą ciemność też zakłada i te ramiona Jezusa nie są jakimś mistycznym przeżyciem, które Ciebie będzie całe życie prowadzić, tylko będzie Cię prowadzić, ale nie w taki sposób pewny, jasny, tylko właśnie w ten sposób ciemny, o którym pisze Jan od krzyża.

Ja sobie tu pozwolę na taki moment może trochę naszej kościelnej psychoanalizy, bo jest to doświadczenie, o którym właśnie mówimy, doświadczenie wiary, które jest nieoczywista, która nie daje tej namacalnej możliwej do uchwycenia pewności i to jest coś, czego się boimy i co często próbujemy zagłuszyć, zakrzyczeć, zagadać przez mówienie właśnie o doświadczaniu miłości Jezusa, tak jakby to

Natomiast miłość kreśli w duszy umiłowanego i nie dlatego, że my sobie wzięliśmy ołówek naszej wiary, jakiegoś poznania i sobie coś namalowaliśmy, wyobraziliśmy Jezusa, ale dlatego, że miłość w pewien sposób nam go odsłania, jeżeli On sam dał nam się poznać, nas wybrał, czyli dając nam miłość.

Dlatego jeśli kochamy Jezusa, idziemy za Nim, to to, co mówi Jan od krzyża, nie jest w stanie to w żaden sposób nie rezonować.