Mentionsy

Smak Karmelu
Smak Karmelu
14.03.2026 18:00

Ewangelia na ulicy - br. Jan Januś (Świadkowie #7)

Jak wygląda świat oczami bezdomnego? Jak można znaleźć się na ulicy i dlaczego tak ciężko wrócić do normalnego życia? Jak wygląda życie duchowe osób bezdomnych? Jak znaleźć równowagę między chęcią pomocy i postawieniem zdrowych granic? Czym bronić się przed zobojętnieniem? I jak pomagać, żeby nie szkodzić?

O głoszeniu i odkrywaniu Chrystusa pośród bezdomnych opowiada br. Jan Januś, albertyn, dyrektor przytuliska dla bezdomnych w Krakowie.

Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
⁠Smak Karmelu na Patronite

Wprowadzenie
Jak wygląda świat z perspektywy ulicy?
Dlaczego tak trudno wyjść z bezdomności?
Co odróżnia albertynów od organizacji pozarządowych?
Jak znaleźć zdrowe granice chęci pomocy drugiemu?
Jak reagować na osoby żebrzące na ulicy?
Ryzyko pomocy z pozycji wyższości
Życie duchowe osób bezdomnych
Czy mamy widzieć w cierpiącym Jezusa czy cierpiącego człowieka?
Jak nie ulec zobojętnieniu?

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 9 wyników dla "Boga"

Ja w ogóle tą jego obecność tam widzę trochę, że to jest takie działanie właśnie jak, myślę, że to mogło się rodzić z kontemplacji tego jak wcielenia Pana Boga tak naprawdę, że On widząc nas jako ludzi, którzy po tym grzechu pierworodnym jesteśmy tak zagubieni, schodzi jednak do tej takiej ogrzewalni, którą jest ziemia i staje się jednym z nas właśnie po to, żeby nas z tego wydobyć.

Miałem kilka takich doświadczeń ludzi, którzy się dzielili tym, że przyszedłem, siedziałem, poprosiłem o coś Pana Boga i nagle coś mi się zaczęło rozwiązywać.

Nie wierzę, żeby tam jakoś się do Boga nie zwracali w tych momentach jakkolwiek, czy z wyrzutem, czy z bólem, czy z jakimś buntem, ale ja wierzę, że oni się zwracają.

Natomiast są osoby, które naprawdę autentycznie i szczerze mówiąc, to są szczególnie tacy, którzy jakoś biorą odpowiedzialność za to swoje życie i gdzieś tam Pana Boga zaczynają wpuszczać, widzą, że sami sobie nie poradzą.

Tego, jak on to przeżywał, że Chrystus, który jest w cierniowej koronie spętany czymś tam, ośmieszony, wyszydzony, że tam trzeba zobaczyć Boga, pod tym wszystkim, co wydaje się dzie, bo przecież Żydzi nie widzieli, czy Piłat, to oto człowiek, to tylko człowiek, to nie Bóg.

I nagle się ma coś takiego, że ani mnie to nie brzydzi, nie chce mi się wymiotować i mam jakąś taką wewnętrzną, taką odczuwalną obecność Boga w tym człowieku.

To nie jest obecność Boga, która jakoś go zasłania, ale która właśnie... Nie, która pomaga tak naprawdę z miłością mu pomóc.

Tu trzeba mieć tą miłość właśnie, to przykazanie miłości, o nie dbać, a to wynika tylko i wyłącznie z tego przeświadczenia o obecności Boga bliskiej.

Jednocześnie jest do tego z różnych powodów przywiązany, czy nie potrafi się wydobyć i spojrzenie na siebie jako na tego kto wobec Boga.