Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
25.03.2026 17:01

Bajki i baśnie polskie, "Bajki o czterech wiatrach - Fawoni"

Przywitaliśmy niedawno kalendarzową wiosnę, postanowiłam, że i bajka będzie nieco wiosenna.

Stąd też dzisiejsza bajeczka to będzie to opowieść z cyklu "Bajki i baśnie polskie", o wiosennym wietrze - Fawonim, a więc pochodząca z tomiku "Bajki o czterech wiatrach", Hanny Januszewskiej.

Zapraszam na kolejną wyprawę do krainy Słuchanocek.😊

I zachęcam do subskrybowania kanału (na YouTube też)😊

Bajek będzie tylko więcej!!!😎

P.S. Jakimś cudem - bajka nie poszła w niedzielę (dopiero dzisiaj zauważyłam) - więc już postaram się wszystko nadrobić

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 41 wyników dla "Fawoni"

Fawoni.

W górze, w gałęzie wierzby dmuchał fawoni.

Ale Fawoni nie był wiejskim chłopakiem.

Fawoni był wiatrem, spływał nad góry, lądy, doliny i nad ogród panakierza.

Sssssszszszszszszszszsz szemrały drzewa, a Fawoni to poruszał lekko skrzydłami, to przebierał palcami w gęstej zieleni, jakby grał szemrzącą piosenkę.

Poczekam, aż Fawoni uśnie.

Ale Fawoni nie myślał spać.

Fawoni wyciągnął ręce, złożył je nad głową jak pływak, nurknął w dół i popłynął pogodnym powietrzem nad ogrodem panakierza.

Fawoni!

– Dokąd to Fawoni?

Po figiel do Oliwnych Gajów, wołał Fawoni i płynął nad zielenią w słońcu.

Fawoni odezwały się chrapliwe głosy w gąszczu mirtów, dębów, oliwników i zza pni wysokich traw wyjrzały rogate stwory o ludzkich kadłubach i koźnych kopytach.

Fawoni rozległo się dźwięcznym zaśpiewem z gęstwiny liści.

— krzyknął Fawoni i opuścił się na polany pomiędzy kępy fiołków.

Pień oliwnika zatętnił pod dłonią Fawoniego, jakby zabiło w nim serce i przez koronę przeniknęła przejrzysta postać.

Bosymi stopkami stanęła na mchu przed Fawonim.

– Czego chcesz, Fawoni?

Ponieś mnie do tego drzewa, Fawoni.

Jej miękkie włosy omusnęły jego ramię, a Fawoni obił ją w pół i wzbił się nad tajemniczy gaj.

Hej, Fawoni, złodziejaszku, oddaj nam pannę driatkę.

Ale Fawoni już był daleko.

Z gałęzi wierzby spoglądał na niego Fawoni.

Fawoni!

Ratuj, Fawoni!

— Nie tak głośno — zaszemrał Fawoni i spłynął na gałąź oliwnika.

Zabierz mnie stąd, Fawoni, mam dość.

— zapytał Fawoni.

Fawoni uśmiechnął się i przekornie pochylił głowę na skrzydla te ramię.

— Ach, Fawoni!

Westchnęła panna driatka, przytuliła główkę do skrzyla tego ramienia Fawoniego.

Ach, Fawoni, nie chodzi mi o wojaka.

Niebieskie, uśmiechnął się Fawoni.

Zabierz mnie stąd, Fawonii.

Zabierz mnie, Fawonii.

— Cóż — szepnął Fawoni — rozumiem, każdy tęskni do swojej ojczyzny.

Fawoni roześmiał się, objął ją w pół, spłynął z drzewa i uleciał nad ogród pana kierza.

Fawoni, zostaw nam pannę driatkę!

Ale Fawoni zniknął już nad widnokręgiem na blednącym niebie.

– Ćwierk, ale mi Fawoni stargał piórka!

Zaśmiał się z jabłonki Fawoni i dmuchnął w barwinki.

Fawoni.