Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
16.11.2025 18:00

Bajki i baśnie polskie. Bajka o czterech wiatrach - Euros

Wiatr...nieuchwytny, czasami szalony i niebezpieczny, a czasami przynoszący ukojenie...

To nie jest pierwsza bajka z wiatrem jako bohaterem, ale pierwsza bajka Hanny Januszewskiej w naszym zestawieniu (prawdopodobnie😉), a jak tytuł głosi, skoro "Bajka o czterech wiatrach", to zdecydowanie nie będzie do ostatnia historia o wietrze😉

Zapraszam więc, zasłuchajcie się w szum wiatru i słowa tej opowieści...

i nie zapomnijcie subskrybować kanału😉🤣😎

P.S.

Zdaję sobie sprawę z tego, ze niektórzy wolą słuchać bajek przez np. Spotify, ale przyznam, że w tej chwili zdecydowanie łatwiej komunikować mi się na YouTubie, więc moja drobna sugestia - jeżeli z jakiejś przyczyny nie ma bajki na czas, to najlepiej jest sprawdzić na karcie społeczności YouTube lub na Facebooku, Instagramie - tam staram się informować o różnych planach, projektach, ale także przerwach w publikacji bajek (te trzy media na bieżąco).

Można mnie również znaleźć na Patreonie (jest opcja bezpłatnej subskrybcji, więc na spokojnie 😉) i Patronite, i zapewne wyskoczę z lodówki, ale tam nie zostawiam informacji🤣🤣🤣

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 19 wyników dla "Marcyjan"

Ratmistrz Jasiński przed muchą umyka, a szablą ją, szelme, szablą, panie Marcyjanie, nie czapą, ale szablą.

Rotmistrz Marcyjan Jasiński odwrócił się i zobaczył dwóch braci Nurzyńskich z lubelskiego pospolitego ruszenia.

Stali przed panem Marcyjanem i zaśmiewali się ze swojego żartu o szabli i musze.

Śmieli się beztrosko, bo nie widzieli w tym żarcie nic, co by mogło urazić pana Marcyjana.

I być może, że jeszcze wczoraj pan Marcyjan śmiałby się razem z nimi, ale dziś poczuł taką złość, jakby nie krew miał w żyłach, ale płomienie, a w głowie szumiało mu, jakby mu ktoś tam wstawił sagan parującej kapusty.

– wrzasnął pan Marcyjan Jasiński wielkim głosem.

Czyżby to był łagodny pan Marcyjan?

wołał pan Marcyjan Jasiński i nagle wyciągnął szable z pochwy z takim impetem, aż świsnęło powietrze.

I dwie szable zabłysły nad głową pana Marcyjana.

Pan Marcyjan nigdy nie był tchórzem, choć zawsze mierziły go bitki o byle co.

Raz po raz uderzało ostrze o ostrze, raz po raz pan Marcyjan odparowywał ciosy, by samemu cios zadać.

Przelewały się przez dygocący pomostek, a na brzegu koło pomostku krzyżowali szable bracia Nurzyńscy i pan Marcyjan Jasiński.

Nurzyńscy, panie Marcyjanie!

Hrimbuszcze, pulsa poprzecinam, huczał przekrzykując gwar i wiatr pan Marcyjan.

Ogłoś, pan, pardon, panie Marcyjanie.

Nie pardon, ale od razu, wrzasnął pan Marcyjan i zamachnął się szablą z wielką siłą.

A nad Nurzyńskim stał pan Marcyjan z opuszczoną głową i wzdychał.

Wreszcie pan Marcyjan podniósł na Nurzyńskiego zamglony wzrok i powiedział.

Ale wiatr ucichł i koniec awantury, uśmiechnął się stateczny pan Bukraba i zawrócił ku namiotom, za nim zaś pancerni rejtarze, piechotni, zagończycy i bracia nużyńscy z panem Marcyjanem, wspierając się o siebie ramionami.