Mentionsy
Ocieplenie między USA a Białorusią? Dr Pliszka: żaden rząd III RP nie potrafił rozmawiać z Mińskiem
My tutaj w naszym takim grajdołku, bo to już powoli jest grajdołek europejski, patrzymy na świat jednak nieco inaczej niż Ameryka. Ameryka walczy o utrzymanie hegemonii. To jest coraz trudniejsze.Z akładając, że jeszcze w ogóle możemy traktować Amerykę jako hegemona, to nawet jeśli tak jest, to to jest coraz trudniejsze. Po prostu napór Chin jest tak niebywały, że Ameryka z tej strony czuje się zagrożona. W związku z tym Trump patrzy poprzez pryzmat interesów Stanów Zjednoczonych, a dla niego przeciwnikiem globalnym są właśnie Chińczycy, nie Rosjanie.
mówi dr Bogdan Pliszka w rozmowie z Magdaleną Uchaniuk.
Jak powinna się zmienić linia władz RP wobec Białorusi?
Po rządzie nie spodziewam się jakiejś takiej głębszej refleksji akurat tutaj w tym obszarze. Natomiast spodziewałbym się po tak zwanym dużym pałacu jakiejś refleksji i przynajmniej próbie szukania nawet nieformalnych, ale jakichś tam kontaktów z Białorusią po to, żeby powoli, powoli odbudowywać te stosunki, po to, żeby po prostu prowadzić realną politykę, przyjąć do wiadomości to, że na Białorusi prezydentem jest Łukaszenko i przestać opowiadać o tym, że my tam zaprowadzimy demokrację [...]wskazuje gość "Odysei Wyborczej". Jak dodaje, powinniśmy wzorować się na Waszyngtonie, który ostatnio stara się traktować Mińsk podmiotowo, nie zaś jako "chłopca do bicia".
/awk
Szukaj w treści odcinka
Jest już z nami pan doktor Bogdan Pliszka.
Widzi pan i ja się sama tutaj zakręciłam.
Polskie Towarzystwo Geopolityczne.
Dzień dobry panie doktorze.
Dzień dobry pani redaktor, dzień dobry państwu.
No to może na początek pana ocena tego, co wydarzyło się w nocy z 9 na 10 września.
Mówię oczywiście o tych dronach, które wleciały w polską przestrzeń powietrzną po tym niemalże tygodniu.
Co możemy powiedzieć dzisiaj, jak polski rząd przede wszystkim zdał egzamin, a także...
No skąd te drony do nas napływały i jaka była geneza, jakie będą skutki przede wszystkim tego konfliktu?
Znaczy niestety cały czas sporo zagadek, bo przypomnijmy sekwencję zdarzeń.
Już podczas przelotu tych dronów nad Ukrainą prezydent Zeleński na swoim miksie pisze, że właśnie drony lecą przez Ukrainę.
Są obserwowane, no ale właśnie są obserwowane, a dlaczego nie zestrzeliwane?
Przecież to by sugerowało, że prezydent Zeleński wie, że te drony nie spadną na Ukrainie.
Ukraina jest w stanie wojny z Rosją, w związku z tym mam wrażenie, że to właśnie Ukraina powinna była bronić się przed tym atakiem dronów, przecież nie wiedząc o tym, że...
Druga sprawa to jest wystąpienie pana generała Kukuły, który wychodzi i mówi, że tutaj Białorusini zachowali się niemalże wzorcowo.
Uprzedzili nas o tym, że te drony nadlatują.
W związku z tym można powiedzieć, że zachowali się jak najlepsi sąsiedzi.
Nie ma tutaj jakby do tego się absolutnie w przypadku Białorusinów przyczepić.
No i potem następuje seria dość takich dziwnych właściwie sytuacji.
To znaczy mamy do czynienia z konferencją ministra Sikorskiego, no wicepremiera niech będzie Sikorskiego, który oczywiście natychmiast oskarża o wszystko Rosję.
Od razu też mówi, że każdy kto będzie mówił inaczej to mówi pod dyktando rosyjskiej propagandy.
I w zasadzie zostaje niemalże zmuszony przez któregoś z dziennikarzy do tego, aby przyznać, że Białoruś zachowała się przyzwoicie i poinformowała nas o tym, że te drony tutaj nadlatują i że ta współpraca w ciągu tej nocy trwała i była bardzo dobra między Polską a Białorusią.
Więc tutaj jakby to już jest pierwsza rzecz.
Po czym zresztą w Sejmie występuje premier Tusk,
I w zasadzie nie wiadomo o co chodzi, bo atakuje Białoruś, bo te drony nadleciały z Białorusi.
No tak, nadleciały z Białorusi, ale Białorusini współpracowali przy zwalczaniu tychże dronów.
Prawdopodobnie dzięki informacjom od nich udało się ileś tam tych dronów przechwycić i w ogóle śledzić ich przelot nad terytorium Polski.
Tutaj znowu ten atak Tuska na Białorusinów jest kompletnie niezrozumiały.
Podobnie zresztą jak niezrozumiała jest decyzja o zamknięciu wszystkich przejść między Polską a Białorusią ze względu na manewry Zapad.
Sugestia jest taka, że gdyby Rosjanie szykowali się do inwazji na Polskę, to kolumny pancerne karnie ustawią się na przejściach granicznych i żołnierze i oficerowie będą pokazywali paszporty i dopiero wtedy będą jeżdżali na terytorium Polski.
Taki jest jakby logiczny tok tego typu działań.
Więc to jest zupełnie absurdalne.
No i teraz jeszcze z tymi manewrami następuje w ogóle już taka puenta, bym powiedział wręcz humorystyczna, bo okazuje się, że w manewrach jako obserwatorzy oczywiście uczestniczą oficerowie amerykańscy.
Więc gdyby w ramach manewrów planowano rzeczywiście coś złego, poważnego, to przecież by nie zaprosili, czy nie zgodziliby się na udział amerykańskich obserwatorów.
Tymczasem z tego co wiem, to ani Białoruś, ani Rosja nie zgłosiły tutaj żadnych uwag, czyli amerykańscy obserwatorzy tam są.
Czyli co my teraz widzimy, co my teraz obserwujemy, panie doktorze, w takiej sytuacji, skoro pan mówi, co to jest za teatr polityczny albo co to jest za teatr i kto w nim gra główną rolę, a dla nas tę ważną rolę z punktu widzenia oczywiście Warszawy, jaką rolę pełnią w tym wszystkim i Amerykanie i Rosjanie, bo to nas najbardziej interesuje.
Chiny wiadomo, że też są ważnym elementem, ale skupmy się na razie na Stanach Zjednoczonych i ten...
No chyba absurdalny apel Donalda Trumpa, przypomnijmy o tym, żeby cały pakt północnoatlantycki nałożył cła na Chiny i wtedy zostaną podjęte zdecydowane środki zaradcze, a także potężne sankcje na Rosję przez całe NATO i przestaniemy wszyscy jak ten jeden mąż kupować ropę naftową.
No to przecież budzi uśmiech i powoduje, że niezbyt poważnie traktujemy Donalda Trumpa po takich listach.
To znaczy różnica też polega na tym, że my tutaj w naszym takim grajdołku, bo to już powoli jest grajdołek europejskim, patrzymy na świat jednak nieco inaczej niż Ameryka.
Ameryka walczy o utrzymanie hegemonii.
To jest coraz trudniejsze.
Zakładając, że jeszcze w ogóle możemy traktować Amerykę jako hegemona, to nawet jeśli tak jest, to to jest coraz trudniejsze.
że Ameryka z tej strony czuje się zagrożona w związku z tym.
Trump patrzy poprzez pryzmat interesów Stanów Zjednoczonych, a dla niego przeciwnikiem globalnym są właśnie Chińczycy, nie Rosjanie.
Rosjanie dla niego to jest jakieś tam powiedzmy w tle gdzieś.
Myślę, że też ma świadomość tego, że jakby to powiedzieć, ta chińska pajęczyna do tego stopnia oplotła Rosję.
że tam naprawdę bardzo niewiele dzieje się bez zgody Chin de facto Xi Jinpinga.
Oczywiście na zewnątrz są uśmiechy, na zewnątrz jest, powiedzmy, kurtuazja, pokazywanie, że Chiny traktują Rosję w sposób partnerski, no ale tak po prostu nie jest.
Przede wszystkim gospodarcza jest tak gigantyczna, że trudno tutaj mówić o tym, żeby Chiny traktowały Rosję jako równorzędnego partnera.
To akurat myślę, że w ogóle nie wchodzi w grę.
Teraz mi się jeszcze skojarzyło, skoro pani dyrektor wspomniała o Trumpie.
Gdybym miał to powiązać właśnie z dronami, to przypomnę, że mieliśmy do czynienia z taką ciekawą sytuacją podczas wojny jedenastodniowej izraelsko-irańskiej, kiedy niemalże zmuszony przez Izrael Trump postanowił zaatakować Iran.
Proszę zauważyć, jak to się działo.
Trump poinformował Irańczyków, gdzie i kiedy uderzy.
Po czym wysłał po raz pierwszy w historii najnowocześniejsze bombowce, jakie zna świat i zaatakował cele, w których nie było ludzi i nie było sprzętu, bo on został wcześniej wywieziony.
I tak pytanie jest takie, czy na przykład zakładając, że drony były rosyjskie, czy ten atak dronów to nie jest w mikroskali powtórzenie tego, co zrobił Trump?
To znaczy oczywiście powiedzmy...
Rosjanie wysyłają drony poprzez Białorusinów.
Uprzedzają, że te drony do nas lecą.
Bo też trudno jest mi sobie tak do końca wyobrazić, że Białoruś jest na tyle z kolei autonomiczna w stosunku do Rosji, że oni sami podjęli taką decyzję, aby skontaktować się ze stroną polską.
Pamiętamy, co dokładnie mówił Aleksandr Łukaszenka pod adresem Polski.
Jak wyglądała cała sytuacja, jeżeli chodzi o granice i to, co się działo z przywożeniem uchodźców i ta wojna hybrydowa.
I raptem taka zmiana, taki wektor.
Nikt też poważnie nie traktuje tego, że Aleksander Łukaszenko raptem stał się bardzo autonomicznym i niezależnym od Rosji dyktatorem.
Więc właśnie, a tutaj byłby bardzo wygodnym współpracownikiem dla Rosji, bo poprzez niego, no właśnie, idzie informacja do Polski, że lecą te drony, czyli mówiąc krótko, Rosjanie pokazują, że mają takie możliwości.
Z drugiej strony drony, przypominam, żaden z nich nie był uzbrojony.
Znaczy właściwie to były jakieś takie, no mówiąc wprost, takie trochę dziadostwo.
Zabawki troszkę takie, prawda?
Czyli pokazują, że te drony mogą dolecieć, już możliwości mają, natomiast w pewnym sensie jakby puszczają oko, dogadajmy się, przestańmy się wygłupiać, dogadajmy się.
Ale oko i do nas, i do Amerykanów, czy głównie do Amerykanów?
Zresztą powiem więcej, proszę zauważyć, bo tak wspomniałem o tym, co się działo w Polsce, natomiast ciekawe jest to, co się działo na Białorusi w dzień po tym nocnym ataku.
Po rozmowach z władzami białoruskimi kilkudziesięciu opozycjonistów wychodzi z więzienia, a białoruskie linie lotnicze bielawia.
dostają prawo latania na trasach transatlantyckich i lądowania na terenie Stanów Zjednoczonych.
Czyli mówiąc krótko, Amerykanie też grają na deeskalację tego konfliktu, też grają na to, żeby Białoruś przeszła, inaczej, może nie przeszła na jasną stronę mocy, ale pokazują Białorusi, że...
traktują ją nie jak, tak jak Polska niestety, znaczy na zasadzie takiej, że to tam taki dyżurny chłopak do bicia, czy Białoruś to rodzaj żeński, więc dyżurna dziewczyna do bicia, tylko traktują ją w sposób poważny i podmiotowy.
I to im się udaje, to widać wyraźnie, że to im się udaje, natomiast Białoruś powiedzmy wprost, znaczy Białoruś jest symbolem klęski polskiej polityki wschodniej, ale takiej absolutnej.
Znaczy...
Nie było właściwie rządu, który potrafiłby rozmawiać z Białorusią.
Ja sobie nie przypominam.
Symboliczne tutaj było to, kiedy pani Cichanowska przyjechała do Polski i została przyjęta jako prezydent Białorusi, bo podobno wygrała wybory.
Wygrała, bo powiedziała, że wygrała, więc skoro mówi, że wygrała, no to w Polsce jest traktowana jak...
Prezydent, ówczesny premier Morawiecki podarowuje jej jakąś tam willę w Warszawie, żeby tam jej, cudzysłów, rząd mógł rezydować.
Trzy dni później chyba do Łukaszenki zadzwonił Antony Blinken, ówczesny sekretarz stanu.
Nikt nie wie o czym rozmawiali, natomiast istotne jest to, że on po tych wyborach zadzwonił do Łukaszenki.
Mogli nawet rozmawiać o tym, co jedli na śniadanie.
Obie strony wydały komunikat, że taka rozmowa miała miejsce.
Jeżeli Amerykanie nie uznaliby wyborów w wyniku białoruskich wyborów, to Blinken nie zadzwoniłby do Łukaszenki.
W Polsce nikt nie raczył tego nawet zauważyć.
W Polsce jest cały czas nabijanie się z baćki, kopanie baćki przy każdej okazji i pokazywanie, jak to my, panowie ślachta, jesteśmy zdecydowanie lepsi od tego dzikusa.
Panie doktorze, zresztą niedawno też była delegacja Stanów Zjednoczonych w Mińsku, były te rozmowy prowadzone i zaraz później zostali uwolnieni ci więźniowie polityczni, tych 52 więźniów, więc te relacje amerykańsko-białoruskie w ostatnim czasie, przynajmniej odkąd rządy objął Donald Trump w Stanach Zjednoczonych ulegają dużemu ociepleniu.
Zdecydowanie tak i myślę, że Białoruś całkiem dobrze na tym wychodzi.
Takie odnoszę wrażenie.
Co więcej, myślę, że powiedzmy po rządzie nie spodziewam się jakiejś takiej głębszej refleksji akurat tutaj w tym obszarze.
Natomiast spodziewałbym się po tak zwanym dużym pałacu jakiejś refleksji.
Przynajmniej próbie szukania nawet nieformalnych, ale jakichś tam kontaktów z Białorusią po to, żeby powoli, powoli odbudowywać te stosunki, po to, żeby po prostu prowadzić realną politykę.
przyjąć do wiadomości to, że na Białorusi prezydentem jest Łukaszenko i przestać opowiadać o tym, że my tam zaprowadzimy demokrację, że nie wiem, będziemy wspierać opozycję białoruską i tak dalej.
Tylko, że Łukaszenka też ma możliwości nacisku.
On tam ma, jak sam na nich mówi, ma swoich Polaków, czyli ma tam Polaków mieszkających na Białorusi.
Mówiąc krótko, to się po prostu może gdzieś tam
odbić na nich, na poziomie, czy inaczej, na tym, jak oni są na Białorusi traktowani.
W związku z tym nie róbmy z nich zakładników.
Ale to jest bardzo trudne, bo z jednej strony wspomnijmy o tym, co mówiliśmy na początku naszej rozmowy, że Aleksander Łukaszenka może przynajmniej, albo chce budować taką otoczkę, że on jest dosyć niezależnym
niezależnym politykiem i nie jest zbyt zależny od Moskwy, ale z drugiej strony wiemy, że to jest też fikcyjne i że Moskwa ma ogromne przełożenie przecież na Mińsk, więc my jesteśmy w Polsce w dosyć trudnej sytuacji, jeżeli chodzi o te relacje z Mińskiem, panie doktorze.
Pytanie, czy większe przełożenie na Białoruś ma Moskwa czy Pekin, bo to jest dość istotne pytanie.
Bywałem kiedyś nawet z dwa razy do roku na Białorusi.
Przed wojną jedna z uczelni białoruskich zapraszała mnie tam po prostu na konferencję.
Bardzo sympatyczni ludzie skąd idą, więc chętnie tam jeździłem.
To dobrze, to panie doktorze, to jeżeli pan o tym mówi, no to dochodzimy do tego momentu zamknięcia granicy, tak?
To był ostatni możliwy argument Warszawy, nacisku jakiegokolwiek na Mińsk.
I teraz pytanie, czy ta przyszłość zależy od dobrej woli Chin, czy nie?
Czy tutaj jednak mówimy też o Rosji?
Bo tak jak pan powiedział, jednak chyba głównym graczem i głównodowodzącym w tym układzie są Chiny.
Tym bardziej też minister spraw zagranicznych Chin, który wczoraj był w Polsce, nie przyleciał tutaj z kurtuazyjną wizytą.
Podejrzewam, na pewno rozmawiał z Sikorskim o tym, że ta granica jest zamknięta i te towary chińskie, które jadą koleją, stoją na granicy białorusko-polskiej, a powinny wjechać do Europy i powinny zostać dostarczone do tych, którzy je zamówili, zarówno do tych powiedzmy wielkich odbiorców, jak do takich odbiorców, którzy coś tam pewnie zamawiają na tych chińskich portalach sprzedażowych.
W związku z tym bez wątpienia o tym również te rozmowy się toczyły.
Tym bardziej, że tu nie zostało wprost powiedziane, manewry się kończą, a my granice otwieramy.
No nie, wręcz przeciwnie.
Aż będzie Polska czuła się bezpiecznie.
Tak przynajmniej przedstawia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, że my musimy czuć te bezpieczeństwo.
Mając Ukrainę za sąsiada, ciężko będzie czuć je w najbliższym czasie.
Ciężko będzie je czuć w najbliższym czasie.
Zresztą nawet takie zupełnie oficjalne portale informacyjne, jeśli poczytać, to pokazuje, że sytuacja, nawet jeśli wojna się skończy, będzie niebywale trudna.
Oczywiście u nas uprzejmie pomijać, czy tam taktownie pewne patologie, które dzieją się na Ukrainie.
to jak zachowują się żołnierze rosyjscy, którzy wrócili z frontu.
Po obu stronach frontu niestety, brzydko mówiąc, wojna ryje psychę.
I ci żołnierze, to się chyba zespół stresu pourazowego nazywa, ci żołnierze wracają i oni są trudni po prostu.
I ukraińscy żołnierze będą równie trudni.
I to będzie problem w takim układzie również dla nas, bo część z nich zapewne też, z drugiej strony popatrzmy nawet na to jeszcze inaczej.
No ktoś, bo ja wiem, siedzi w tych okopach, chodzi na patrole, chodzi do boju i tak dalej.
Teraz spróbujmy sobie wyobrazić, wojna się kończy i on wraca do, nazwijmy to, normalnego życia i idzie na 8 godzin do roboty.
Nie, nie, nie, no musi iść na pewno na terapię, a tego w ogóle nie przewiduje, wydaje mi się, żaden system.
i zarabia jeszcze na dodatek jakieś śmieszne pieniądze.
Tu parę miesięcy temu był traktowany jak bohater, a teraz jest traktowany jak taki właściwie element zbędny, niepotrzebny zupełnie nikomu, ani gospodarce, ani państwu.
Tak to będzie pewnie wyglądało.
Ale to wróćmy jeszcze odnośnie Aleksandra Łukaszenki, bo to pytanie właśnie o dobrą wolę Chin w tym układzie, panie doktorze.
Jakie Chiny będą miały przełożenie?
No bo na pewno są zdenerwowani, jeżeli chodzi o Małaszewicze i o to, że ten transport kolejowy i nowy jedwabny szlak został zablokowany.
Myśli pan, że to będzie długo trwało, że to jest ten element jednego, tego ostatniego argumentu Warszawy w relacji z dyktaturą w Mińsku i w kontekście też z Chinami?
Myślę, że właśnie nie będzie długo trwało ze względu na Chiny.
Przestańmy udawać, nie wiem ile procent, ale duży procent wszystkiego, co w Polsce używamy.
To potrzebuje komponentów, to nawet jeżeli chodzi o to, co produkujemy w Polsce, to duża część właśnie komponentów jest chińska.
Bez tego stanie nam nasz rodzimy przemysł, przynajmniej duża jego część.
Bez części zamiennych również stanie nam przemysł, bez chińskich części zamiennych stanie nam przemysł, więc tutaj akurat...
Prawda jest taka, że Chiny mają, bo ja wiem jak to nazwać, element czy instrument nacisku nie tylko na Białorusi, ale i na Polskę.
Podejrzewam, że będą miały go wykorzystać.
Czy to się polskiemu rządowi podoba, czy nie.
Zresztą ja bym powiedział w ten sposób.
Mamy w tej chwili w Polsce takie, powiedzmy, no te dwie główne siły, czyli koalicje i opozycje, czyli prawo i sprawiedliwość w opozycji, prawo i sprawiedliwość orientujące się na Amerykę, platformę, no i koalicję orientującą się na Europę, z takim założeniem, że to pewnie jest takie przejściowe, za chwilę to wszystko wróci do normy i znów będzie taki euroatlantycki świat,
w którym będą dominowały Stany Zjednoczone i Europa.
Natomiast po pierwsze ja nie wiem, kiedy to wróci, a po drugie to nie wiem, czy w ogóle.
Chyba musimy się przyzwyczajać do tego, że nowym hegemonem świata są Chiny, a u nas nie ma... Ja mam wrażenie, że my odrzucamy po prostu te fakty, tak?
Cały czas udajemy, że to jest tak na chwilę, Trump z powrotem zrobi Amerykę wielką.
Po 30 latach zaniedbań, a tyle mniej więcej to trwało, będzie to bardzo trudne i wcale nie jest pewne, że mu się uda.
To jeszcze pytanie, panie doktorze, o to, bo wiemy, że Chiny oczekiwały czegoś takiego pół roku temu.
Wiceszef chińskiej dyplomacji Ma Ksu, nie wiem jak dokładnie przeczytać to nazwisko, podczas wizyty w Polsce, ale też w Paryżu właśnie sądował, czy bylibyśmy skłonni zdystansować się do USA i zbliżyć do Chin.
Tutaj chyba nie ma żadnych wątpliwości, jeżeli chodzi o ten wybór.
Natomiast Trump jest uosobieniem takiego amerykańskiego prezydenta, szczególnie dla prawej strony polskiej sceny politycznej i rzeczywiście wiążą z nim ogromne nadzieje.
Chciałbym, żeby było jasne, ja bym bardzo chciał, żeby mu się udało to, co on zapowiada, tylko że tu jest ileś, mamy do czynienia z jakąś masą, nagromadzoną masą problemów, bo to nie jest kwestia tylko tego, że Ameryka się zdeindustrializowała, no odprzemysłowiła po polsku, dobrze, przenosząc, podobnie zresztą jak Europa, przenosząc produkcję do Chin.
Na pewno tak, ale to jest jeden z elementów tylko, że przez te 30 lat, kiedy tej produkcji w Stanach czy w Europie nie było albo była na bardzo małą skalę,
no to te społeczeństwa po prostu stały się zupełnie inne, to znaczy społeczeństwa, dla których to było normalne, że idzie się właśnie do pracy w przemyśle, że ten przemysł jest podstawą bogactwa i dobrobytu tych społeczeństw.
Ja nie wiem, czy ta świadomość w Europie jeszcze jest.
Ja nie wiem też, jak Europejczyków przekonać do tego...
Tak powinno właśnie być, że to między innymi na tym polega, że ciężko się pracuje i z tego dopiero ma się wygodne życie.
A w Europie chyba mam wrażenie, że wszyscy o tym zapomnieli i woleliby jak najmniej pracować, jak najmniej robić i jak najlepiej zarobić.
To jeszcze na chwilę przenieśmy się do Stanów Zjednoczonych.
Ostatnio bardzo głośno komentowana sprawa zabójstwa działacza, publicysty, prawicowego, konserwatywnego Charlesa Kirk'a.
Jak pan patrzy na to, co się wydarzyło w Stanach Zjednoczonych?
Czy to jest jakiś element, który będzie mógł mieć duży wpływ na zmianę tej narracji, która jest w Stanach Zjednoczonych?
A przede wszystkim, czy to będzie jakiś punkt
zwrotny, jeżeli chodzi o tą politykę wewnętrzną Stanów.
Widać, że zabójstwo Kerka wstrząsnęło rzeczywiście dużą częścią społeczeństwa amerykańskiego.
Nie oszukujmy się, on nie był w Polsce specjalnie znany.
Paradoksalnie stał się znany bardziej po śmierci niż za życia.
Natomiast widać, że to wstrząsnęło dużą częścią społeczeństwa, zresztą nie tylko amerykańskiego.
Jeśli dobrze pamiętam, to chyba Kirk Hammett z Metalliki ogłosił, że bierze na siebie edukację dzieci.
A ja nie wiem, czy to jest prawdziwa informacja.
Przeczytałem ją na paru portalach, a czy ona jest do końca prawdziwa, to nie wiem.
Zobaczymy.
Więc w każdym razie na pewno był to wstrząs, no bo lewica zawsze się kojarzyła z ruchami właśnie takimi bardziej pokojowymi, bo ja wiem, taka właśnie kontestacja współczesnego społeczeństwa, tego, jak oni to mówią, opresyjnego.
Tam gdzieś te hasła nowej lewicy o opresyjnym społeczeństwie i nagle właśnie lewicowy zabójca, no bo tak należy go nazwać, bezwzględnie strzela tak, żeby zabić.
zabija za poglądy.
Właśnie, bo to jest jeszcze to.
On nie zabił tego człowieka za nic innego, tylko właśnie za to, co mówił, za to, co głosił.
Czyli mówiąc wprost, Kirk został zabity, jest męczennikiem sumienia, jeżeli takiego zwrotu można użyć, to jest takim męczennikiem sumienia, bo został zabity za to, co głosił i za wierność tym poglądom, które może nie do końca przystawały do obecnego świata, no ale...
Właśnie wolność słowa polega na tym, że czasami niektórzy głoszą poglądy, które nam się nie podobają i powinniśmy przynajmniej ich wysłuchać.
Jedne z pierwszych poprawek w Konstytucji Stanów Zjednoczonych mówią o wolności słowa, ale to jeszcze na koniec, jak już rozmawiamy o Stanach Zjednoczonych, panie doktorze, to sprawa, która też budzi bardzo dużo emocji, która jest owiana taką wielką, wielką mgłą i dozą tajemnicy.
Mówię oczywiście o...
aktach, jak niektórzy mówią Epsteina, niektórzy mówią Epstina.
Wymowa zależy od tego, gdzie mieszkamy.
Partia Republikańska w ubiegłym tygodniu odrzuciła poprawkę Schumera i Republikanie, tylko dwójka dołączyła się do Demokratów, głosując za ujawnieniem wszystkich tych dokumentów.
Mówią przedstawiciele Demokratów, że uważają, iż od już dawno powinniśmy ujawnić te dokumenty, zaufać amerykańskiemu narodowi.
I podają jako przykład oczywiście dokumenty Kennedy'ego tutaj.
Dlaczego tu jest z kolei taka blokada?
Jak pan patrzy na tą sytuację z Epsteinem versus Epsteinem?
Myślę, że tam pewnie wśród tych akt pojawiają się takie nazwiska, że to rzeczywiście by mogło wstrząsnąć Ameryką.
Natomiast z drugiej strony całkowicie z panią redaktor zgadzam,
Najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa.
Więc po prostu czasami trzeba stanąć w prawdzie.
wziąć to na klatę, też tak kolokwialnie powiem, wziąć to na klatę i po prostu się z tym zmierzyć, bo też nie oszukujmy się, ktoś te akta ma, w związku z tym... Ktoś na pewno je widział i ktoś na pewno je czytał.
Czy to może mieć naprawdę tak duży wpływ na jego prezydenturę i na jego przyszłość polityczną, że to może być trzęsienie ziemi, tsunami w Stanach Zjednoczonych?
Jeżeli on tam się pojawia i to w takim kontekście uczestnika tych, co tu kryć, orgii, które tam miały miejsce,
No to rzeczywiście by wstrząsnęło Ameryką, tym bardziej w przypadku prezydenta Trumpa, który przecież szedł z wartościami konserwatywnymi na sztandarach i dlatego wygrał, bo on głosił poglądy tej amerykańskiej milczącej większości.
Poglądy, których na przykład nie usłyszymy w tych mainstreamowych amerykańskich mediach, ale które są bliskie sercu przeciętnego Amerykanina, nie tego, który tam...
Wieczory spędza powiedzmy na Manhattanie w teatrach.
Nie poglądy tego, który gdzieś tam w dzielnicy hipisowskiej w San Francisco mieszka, tylko takiego zwykłego Amerykanina, który po prostu codziennie chodzi do pracy, wychowuje czy stara się wychować na przyzwoitych ludzi swoje dzieci.
stara się utrzymać rodzinę.
Ja nie mówię, że nie bierze do żadnych używek, ale powiedzmy robi to w sposób umiarkowany.
W związku z tym Trump był nośnikiem tej Ameryki, czy inaczej, Trump był głosem tej Ameryki.
I teraz gdyby rzeczywiście coś wyszło na temat Trumpa w tych aktach,
No to po pierwsze bije to w niego, po drugie niestety bije to w całe to środowisko konserwatywnej tej powiedzmy nawet takiej bym powiedział ludycznej Ameryki, bo przecież Amerykanie myślę, że w swojej masie są jednak bardziej konserwatywni niż liberalni.
Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę i za ten głos.
Dziękuję panie doktorze.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam.
Pozdrawiamy pan doktor Bogdan Pliszka.
Polskie Towarzystwo Geopolityczne był naszym gościem.
Ostatnie odcinki
-
USA testują „oś autorytaryzmu”, wyłamując najsł...
25.02.2026 07:16
-
Tomasz Grodecki: Społeczeństwo nie jest rzeteln...
24.02.2026 17:31
-
Prof. Żurawski vel Grajewski: Putin poniósł geo...
24.02.2026 16:37
-
Ryszard Czarnecki: SAFE to kaganiec finansowy n...
24.02.2026 15:52
-
Salon rolniczy w Paryżu: rolnictwo w centrum po...
24.02.2026 14:53
-
Gen Wolności i brytyjskie Oscary – Cała naprzód...
24.02.2026 14:31
-
Francuskie rolnictwo pod presją. „To prawdziwy ...
24.02.2026 13:08
-
Studio Olimpijskie 23.02.2026 r.: podsumowanie ...
24.02.2026 12:37
-
Mykoła Kniażycki: Z Putinem można rozmawiać tyl...
24.02.2026 12:18
-
Małgorzata Gosiewska wspomina obrazy z polsko-u...
24.02.2026 11:22