Mentionsy

Radio Naukowe
Radio Naukowe
02.04.2026 04:30

#295 Procesy czarownic – kto mógł być posądzony o paktowanie z diabłem? | prof. Jacek Wijaczka

W I Rzeczpospolitej stosy płonęły, a żeby na nie trafić wcale nie trzeba było być zapiekłym heretykiem. Wystarczyło, że zupełnie świecki sąd, w świetle ówczesnego prawa, skazał daną osobę (w zdecydowanej większości były to kobiety) za czarostwo.

💛 https://patronite.pl/radionaukowe
💸 https://suppi.pl/radionaukowe
📖 https://wydawnictworn.pl/

A żeby zostać uznaną za czarownicę we wczesnonowożytnej Polsce, nie trzeba było wiele. Oto ktoś uważał (albo tak twierdził), że to dana osoba jest odpowiedzialna za nieszczęście: śmierć członka rodziny czy zwierząt gospodarczych, chorobę, słabe plony, jakąś katastrofę. Z oskarżeniem szło się do władz, co rozpoczynało proces. Ten zawsze wiązał się z torturami, bo do skazania konieczne było wymuszenie na rzekomej czarownicy zeznania, że weszła w pakt z diabłem. Choć prawo nakazywało, że tortury można wykonać tylko trzykrotnie (a kto je przeżyje i dalej będzie zaprzeczał, ten jest niewinny), praktyka często była inna. – W procesach o czary uważano, że diabeł pomaga czarownicom, i torturowano do skutku – opowiada prof. Jacek Wijaczka, historyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, specjalista od procesów czarownic na ziemiach polskich. Uniewinnienia się zdarzały, ale były to pojedyncze przypadki. 

Sąd, owszem, był świecki, ale – jak wyjaśnia historyk – cała podbudowa została przygotowana przez Kościół rzymskokatolicki w średniowieczu. Od XIV wieku Kościół uznawał, że ludzie są w stanie zawrzeć pakt z diabłem i dzięki temu latać oraz czarować. Papież Jan XXII wydał wówczas dokument, w którym pozwalał inkwizytorom polować na osoby bratające się z diabłem. – To Kościół stworzył czarownice. Gdyby nie teolodzy katoliccy, to procesów o czary by nie było – wskazuje prof. Wijaczka. Ale w XVI, XVII czy XVIII wieku w czarownice wierzyli niemal wszyscy, niezależnie od wyznania – wiemy, że w czarownice mocno wierzył na przykład Marcin Luter. 

Liczba procesów o czary na ziemiach polskich mocno urosła po 1660 roku, a ostatni znany ze źródeł proces odbył się w 1773 roku. Trudno oszacować, ile kobiet zginęło w tym czasie na stosach, bo dokumenty sądowe są niekompletne, ale prof. Wijaczka przyjmuje, że mogło to być do 4000 ofiar. Sądzono i skazywano też dzieci: dwunastolatki uważano wówczas za osoby dorosłe i jak najbardziej zdolne do paktowania z diabłem. W odcinku usłyszycie o zeznaniach kilku konkretnych kobiet skazanych za czary (i o tym, że diabła można też wykorzystać na posyłki), o tym, skąd brały się treści ich opowieści wymuszone torturami, czy według ówczesnych wierzeń z paktu z diabłem dało się wycofać i dlaczego tak wiele kobiet nie tonęło podczas próby zimnej wody i co miał z tym wspólnego kat lub jego pomocnik (a skoro zwracamy na to uwagę to pewnie sporo).

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 35 wyników dla "Kat"

Ta cała podbudowa została przygotowana przez Kościół Wszystkokatolicki w średniowieczu, pokazując, że kobiety mogą zawierać pakt z diabłem, potrafią latać w powietrzu, o ile we wczesnym średniowieczu nie do końca w to wierzono.

Do tego dochodzi niechęć do obcych, ponieważ kościół rzymskokatolicki w okresie potopu i po potopie tłumaczył Polakom, że jest to kara za ich grzechy.

No papież jest diabłem według luteranów na przykład, w związku z czym także i teologowie katolicy, którzy rozpoczęli tę potęgę diabła, mówię w cudzysłowie, w końcu średniowiecza, no tego się przyłączają.

W związku z czym w drugiej połowie XVII wieku coraz powszechniejsze jest w kazaniach kościoła rzymskokatolickiego właśnie.

Mówimy przede wszystkim o Rzeczpospolitej, więc tutaj Kościół katolicki dominuje.

Więc tutaj ten konflikt XIX-wieczny pomiędzy kościołami protestanckimi a rzymskokatolickim i przerzucaniem się winą.

Czy protestanci, czy katolicy?

Katolicy więcej spalili, powiedział pan, luteranie niż protestanci.

Oskarżenia są podobne, tak jak w miasteczkach katolickich czy na wsiach, gdzie mieszkali katolicy.

I zdecyduje się, kata trzeba ściągnąć też, bo przecież go nie było.

Inni sąsiedzi sobie przypominają, że też coś ich tam spotkało, ktoś się rozchorował po kłótni z tą kobietą, no i one sprowadzają, zostaje sąd z Fordonu, który te kobiety przesłuchuje, sprowadza się też Kata.

Kata nie wiemy skąd niestety, bo w tych aktach protokołów pisze się, że jest Kat, torturował, natomiast najczęściej nie ma jego imienia ani skąd był.

Ale oczywiście ta cała podbudowa została przygotowana przez Kościół Wszystkokatolicki w średniowieczu, prawda?

Kat z pachołkami, czy tam pomocnicy.

Czyli to było dosłownie sterowalne przez kata i pomocników.

Ja wiem, że historykom trudno jest odpowiadać na takie pytanie, ale czy jakbyśmy spróbowali wejść w głowę takiego kata, który trzyma tą linę na przykład, no to on ją trzyma specjalnie tak, żeby ta kobieta nie zatonęła?

Ale bardzo mnie interesuje właśnie, czy tego przestrzegano i czy był jakiś katalog tortur, jaki trzeba było przejść, miażdżenie stopy, łamanie kołem po kolei, był jakiś rodzaj procedur w tej sprawie.

Czy trochę fantazja kata?

Tak, no kat był tak zwaną osobą niegodną.

Ktoś musiał te tortury wykonywać, więc początki też są trochę owiane tajemnicą, nie ma jakichś tam umów o pracę, nazwijmy to tak, z końca średniowiecza, więc często uważano, że pierwszymi katami byli przestępcy, których skazałem na karę śmierci i w ten sposób ratował się, że ujdzie z życiem, ale będzie innych torturował.

Natomiast już w czasach wczesnonowożytnych, o których mówimy, kat był na etacie w miastach, które było stać na to,

żeby Kata zatrudnić, no bo jednak trzeba było mu płacić pensję.

W tych dużych miastach, w Królewcu czy w Toruniu, w którym jesteśmy, Kat nie tylko torturował, ale także wywoził nieczystości wraz ze swoimi ludźmi.

Część Katów skarżyła się jak w Toruniu na małe dochody, w związku z czym niektórzy z nich parali się leczeniem.

Tym bardziej, że były to dynastie katowskie najczęściej, dlatego że syn Kata nie miał szans na zatrudnienie w rzemiośle, nie został rzemieślnikiem.

Córka Kata nie wyszła za rzemieślnika, bo wyrzucono by go z cechu.

Ale z drugiej strony też pojawiają się informacje, że jednak z tymi katami od czasu do czasu utrzymywano kontakty, jednagi spotykano się, ale generalnie były to osoby w miastach otaczane niechęciem.

Protestancy, katolicy opisywali je jako złośliwe, kłótliwe, plotkarki i tak dalej, więc bardziej podatne na diabelskie manipulacje i bardziej podatne na diabelskie manipulacje właśnie ze względów charakterologicznych.

Mówię oczywiście o kategoriach wyobrażeń, jak to miało wyglądać, bo wspomina Pan też inną postać oskarżoną, która właśnie opowiada o tym, jak miała kontakty z kilkoma diabłami.

Po drugie, przez wiele lat panowało przekonanie, że to kościół palił katolicki.

W związku z czym, a u nas jest ta fobia, nic na kościół katolicki nie można powiedzieć, bo to jest negowanie polskości narodowej i tak dalej, i tak dalej.

To Kościół stworzył czarownicę, gdyby nie teolodzy katolicy, to profesorowa czary by nie było, prawda?

No i wtedy zaczęli teolodzy katolicy zastanawiać się, jak biskup Binsfeld, co z tym zrobić?

Ale te dzieci, jak mówię, zrodzone już jakby normalnych małżeństw, katolickich czy luterańskich, też diabłem będą oddane.

Owszem, zdarzały się przykłady, szczególnie tu w Prusach, że kattam czy rada miejska kazała burmistrzu umieścić woreczek z prochem tak, żeby gawieć nie widziała na szyi czy koło serca, że jak ogień dojdzie, żeby wybuchł i skrócił te męki.