Mentionsy
Snobizm językowy
Czy „witam" to naprawdę grzech śmiertelny? Czy poprawność językowa ma granice – a może w ogóle nie istnieje? I co z tymi feminatywami? Z Maciejem Makselonem, redaktorem, językoznawcą, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie, rozmawiamy o języku jako narzędziu, ale też jako polu do budowania władzy, wykluczeń i… niepotrzebnych kompleksów.
Szukaj w treści odcinka
Jest mnóstwo sposobów na to, by dbać o ten przepiękny, niezwykle bogaty zasób, jakim jest polszczyzna.
Poprawiactwo i hierarchizowanie ludzi ze względu na język do tych sposobów nie należą.
To nic dobrego językowi nie robi.
W naszym podcaście rozmawiamy z ludźmi, których doświadczenie i wiedza mogą być dla nas wartościowym drogowskazem na drodze do samoświadomości.
Ania Malinowska i Ola Brzozowska.
A dziś w RESET-cie mamy wyjątkowego gościa, Macieja Makselona, który jest polonistą, redaktorem literackim, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie i miłośnikiem feminatywów.
Cześć Maćku, dzień dobry.
Dodamy jeszcze tutaj dla uzupełnienia tematu naszego dzisiejszego odcinka, że będziemy rozmawiać też o języku i języku jako czymś więcej niż tylko narzędziu komunikacji.
Języku, który odzwierciedla hierarchie społeczne, buduje tożsamość i bywa polem bitew ideologicznych.
I dziś będziemy poruszać temat i rozmawiać o tym, jak poprawność językowa staje się narządziem wykluczenia, dlaczego zawstydzanie za błędy to częsty mechanizm społeczny i skąd bierze się opór wobec feminatywów czy anglicyzmów.
I teraz zaczniemy tutaj kontrowersyjnie, bo witamy cię, Maćku, serdecznie.
I chcę zacząć od słowa witamy, bo już nam się udało w kuluarach porozmawiać o tym, skąd się wziął czarny PR do rozpoczynania zdania na przykład w mailach od witamy.
Tak, no mamy taki mit, że nie wolno zaczynać od witam.
Parę lat temu chyba wędrowała po sieci taka wypowiedź, że w ogóle ktoś tam na maile, które zaczynają się od witam, w ogóle nie odpowiada, bo uznaje takie rozpoczęcie za, nie wiem, niekulturalne, a może poniżej po prostu swojego poziomu.
Co znajduje odrobinę dziwnym i powiedziałbym, że jeżeli ktoś uznaje to za niekulturalne i nie odpowiada na takiego maila, no to chyba sam tutaj prezentuje brak kultury, no bo to jest trochę tak, jakbyśmy nie odpowiedzieli komuś, kto ma koszulę niedobraną do spodni, prawda?
To znaczy tutaj nie pasuje nam aspekt estetyczny tego, witam, tam nam pasuje to estetycznie, że pan ma do pasków kropki, na przykład.
Nie wiem, czy tak można, nie znam się na modzie.
A cała historia z Witam jest taka, że jakiś czas temu jedna osoba ze środowiska akademickiego napisała gdzieś, że no Witam właśnie absolutnie nie powinno się, dlatego że Witam przystoi tylko gospodarzowi, to ma korzenie jeszcze w czasach bardzo dawnych, to król mógł witać na dworze i tak dalej, i tak dalej.
Historycy języka tymczasem spojrzeli na to i mieli takie, co?
Szok, zaskoczenie, źródeł historycznych, które by to potwierdzały, nie ma.
Wedle mojej najlepszej wiedzy i konsultowałem to jeszcze z paroma osobami, nie tylko szukałem sam.
No i my powtarzamy sobie ten mit i wkurzamy się na ludzi, którzy zaczynają od witam albo mówimy, no tak nie wolno, to jest niekulturalne, to jest nieładne, co ty wiesz o języku, jak tak?
I jest to taki moment, w którym my możemy poczuć się lepiej od innych, dlatego że coś gdzieś usłyszeliśmy.
No właśnie, to ja teraz chciałam zapytać, czy istnieje takie zjawisko jak językowy klasizm?
Bo trochę tak rozumiem, z tego co mówisz Maćku, ale popraw mnie jeśli to jest błędne myślenie, że są pewne osoby, które być może są autorytetami albo są osoby, które po prostu uważają, że wiedzą jak się posługiwać językiem polskim
Stawiają się trochę wyżej w obliczu takiego witam.
I od razu w jakiś sposób, też mieliśmy chwilę rozmowy w kuluarach, ja nie mówię o ekspertach od języka, tylko mówię o osobach, które uzurpują sobie prawo do decydowania, kto jest lepszy na bazie tego, jak druga osoba się wypowiada.
No bo jeżeli ktoś nie odpowiada na takiego maila, no to powiedzielibyśmy, że to jest raczej brak kultury.
No ale ta osoba myśli o sobie, że to jest jakaś potwarza, że ktoś w taki sposób się odezwał.
Może właśnie to jest takie trochę podejście, jak tutaj bada już słowo klasizm, może faktycznie to jest takie odrobinę grzeczniej, a może po prostu nie wprost wyrażone, ja z chamem rozmawiał nie będę, prawda?
Tak, myślę, że też byłem klasistą językowym, tak bym powiedział, ale we wszystkich nas to chyba trochę siedzi, prawda?
To znaczy słyszymy, jak ktoś mówi, no właśnie, wziąć, mówi włączać i mamy takie... Ta osoba nie wie, prawda?
Kiedy nas się zapyta, dlaczego to wziąć albo włączać są formami błędnymi, to albo nie wiemy, albo podajemy absurdalne odpowiedzi, bo nie ma włącznika, czy bo nie ma braść.
Od razu powiem wszystkim słuchaczom, słuchaczkom, to są odpowiedzi niemądre.
Braść z innym leksemem, to jest porównywanie dwóch różnych słów.
Równie dobrze możemy porównywać z kraść, gdzie jest sić, końcówka.
To jest jak porównywanie jabłka, nawet nie z pomarańcza, tylko z hipopotamem.
A włącznik, przepraszam, co było najpierw?
Bo powiem, że włączać można było na przykład kogoś do grupy.
Tak.
Więc jeżeli mielibyśmy włączanie, to byłby również włącznik.
Tutaj mylimy przyczynę ze skutkiem.
Nie wiemy dlaczego, no ale możemy się poczuć właśnie od kogoś lepiej.
No gorzej jak zaczynamy to manifestować, pokazywać tej osobie, ustawiać ją.
I tu powiedziałaś tutaj o tym, że nawet nie chodzi o ekspertów od języka.
No ja mam wrażenie, że my też potrafimy tutaj robić nie najlepszą robotę, że się wyrażę tak kolokwialnie.
No ale to jest zaskakujące w sumie, bo jak sobie myślę o osobach, które zajmują się tym językiem, to przychodzi mi do głowy tylko jedna postać, która to robi, aczkolwiek robi to w sposób tak ostentacyjny, że faktycznie nie to ustawia.
I co więcej, to daje przykład negatywny, który ludzie postrzegają często jako przykład pozytywny, ale od razu przypomina mi się taka sytuacja.
Byłem kiedyś na, brałem udział w panelu jakimś, byłem jedną z osób wypowiadających się na temat języka i był tam też bardzo szanowany profesor.
Nie będę rzucał nazwiskami.
I wchodzi ten profesor, widać, że jest delikatnie naburmuszony i wita go młody człowiek.
Człowiek, który zaczyna nadskakiwać i tak jak ten młody człowiek witał wcześniej nas, tak widać, że w jego podejściu tutaj się coś zmieniło.
To znaczy od razu widać, że dla niego to jest sytuacja fanowska, że on właśnie poznaje swojego idola.
Nadskakuje, uśmiech na twarzy, niezbyt dobrze maskowane podniecenie wręcz.
No i dzień dobry, dzień dobry panie profesorze, jak miło pana tutaj powitać.
Zapraszam tutaj, może kawy panie profesorze?
No i prowadzi tego pana profesora do kanapy, na której my siedzimy i mówi, a tutaj pan profesor może sobie usiąść.
I w tym momencie ja widzę, jak przez twarz pana profesora przebiega taki delikatny promień radości.
Jest no sobie, oczywiście, że sobie, komu innemu miałbym usiąść.
No i młody człowiek gaśnie od razu.
I ja tylko dodam, że tam było z obsługi, nie wiem, ze trzy, cztery osoby, osób rozmawiających były ze cztery, pięć i wszystkie z tych osób zostały co najmniej raz poprawione przez pana profesora w trakcie, również w trakcie rozmowy na... Na wizję jego, czy na żywo.
Tak, tak, przykład, tak.
W tym wszystkim.
A może nie zabawne, bo ja tutaj opowiadam tę historię z konkretnego powodu.
Mówiłem o dawaniu przykładu.
I teraz ta młoda osoba, która została poprawiona tutaj, przy wszystkich, przez pana profesora, po pierwsze pomyśli sobie, no ale walnąłem byka, prawda?
Ale pomyśli sobie, okej, no jeżeli ktoś wali takiego byka, to ja powinienem robić to samo, poprawiać tę osobę.
Komu innemu miałabyś zjeść?
Ona zrobi potem to samo i mamy taką, prawda, to się przenosi.
Wszyscy dojdą tutaj do wniosku, że okej, tak można, ponownie.
Dlaczego tak można?
Dlaczego mamy przejmować władzę nad czyimś językiem, dostosowywać go do naszych prywatnych kryteriów estetycznych?
To znaczy, ten młody człowiek nie popełnił błędu.
Ono jest absolutnie nie tylko dopuszczalne, ono jest poprawne.
Pan profesor tak nie mówi.
I próbował w ten sposób zmusić kogoś, żeby wypowiadała się tak jak on, może mniej, a bardziej pokazać, że on jest wyżej.
Ten młody człowiek, bo nikt mu tego pewnie nie wytłumaczył, nie będzie wiedział, że to nie jest błąd.
Jeżeli pan profesor go poprawił przy wszystkich, no to z pewnością miał wyraźny ku temu powód.
No ten powód krył się pewnie zdecydowanie gdzie indziej, niż to młodemu człowiekowi się wydaje, ale potem ten młody człowiek pewnie będzie myślał błędnie, że ma do czynienia z błędem, więc ten zły przykład potrafi iść też z góry, tak bym powiedział.
Ja mam od razu pytanie, Maćku, bo tak słucham Ciebie i słyszę bardzo dużą taką elastyczność wobec w ogóle jakby żywotności też języka polskiego i tych form takich dopuszczalnych i tego, jak my to sobie klasyfikujemy.
Ale tak zapytam, czy w ogóle jest coś takiego jak poprawność pewnych zwrotów?
Czy chociażby to słówko wziąć i wziąć, czy to jest tylko na zasadzie umownej?
Bo ja zaczynam się też zastanawiać szybko, czy
Ja też miałam takie o sobie mniemanie, że ja posługuję się taką dobrą polszczyzną i nawet muszę przyznać, czasem myślałam sobie o sobie tak wyższościowo, że ja używam formy wziąć, a nie wziąć.
A teraz to mi wszystko podważyło.
A ja z kolei słucham...
A ja z kolei jeszcze nadbudowując Aniu na twoje pytanie, zastanawiam się, tak jak słucham tego, co mówi Maciek, czy ta elastyczność też Maćka nie bierze się z tego, że jakąś jednak najwyższą funkcją i celem języka jest to, żeby się dogadać, a nie żeby mówić poprawnie, żeby się komunikować, czy nie?
To znaczy, wchodzimy tutaj w parę tematów i są to wszystko tematy trudne.
To znaczy, jeżeli mówimy o tym, czy istnieje coś takiego jak poprawność, oczywiście, że istnieje.
Nam się wydaje właśnie, że w języku jest tak, że albo coś jest dobre, albo coś jest złe, albo coś jest czarne, albo jest białe.
Nie, zwykle to są różne odcienie szarości.
Profesorka Kłosińska, czyli najważniejsza osoba od języka w tym kraju, przewodnicząca Rady Języka Polskiego.
W języku dobrej nie to, co dobre, a to, co się komu podoba.
I trochę tak jest.
I jak przechodzimy do tej poprawności, no to mamy to wziąć nieszczęsne, które większość z nas drażni, no i właśnie myślimy sobie paskudna forma, nie wiemy dlaczego.
I możemy podejść do tego od kilku stron.
Jedna ze stron będzie taka, że żeby forma nie była poprawna, to musi nie znajdować uzasadnień, kolejno, etymologicznego, systemowego, uzualnego.
Jeżeli chodzi o etymologię, czyli o pochodzenie, jest tak, że są ludzie, którzy twierdzą, że wziąć nie znajduje uzasadnienia, ponieważ pochodzi od prasłowiańskiego ić, idź.
Podchodzi od prasłowiańskiego WZETI.
I przeskoczyłem dalej, bo IŚ pochodzi od prasłowiańskiego IĆ.
Co pokazuje po prostu, że były dwie drogi ewolucji, prawda?
Systemowo wziąć byłoby formą nieregularną, dokładnie tak samo jak iść, co pokazuje, że ma takie samo przynależne miejsce w języku.
W tym momencie sobie trochę strzelam, bo nie mamy badań, które by pokazywały dokładnie, jaki to jest procent, ale wszyscy wiemy, że jest to procent dość duży.
No i my od razu wiemy, jaka to jest część społeczeństwa, prawda?
To jest właśnie ta część społeczeństwa gorzej wykształcona.
Tylko kiedy zajrzymy do książek, to okazuje się, że to jest Adam Mickiewicz, to jest Juliusz Słowacki, to jest Cypriat Kamil Norwid, to jest Stanisław Staszic, to jest Henryk Sienkiewicz, to jest Adam Asnyk i tak dalej, i tak dalej.
Po prostu spora część społeczeństwa zawsze tak mówiła.
No bo tak, to nie ma uzasadnienia do końca, prawda?
Podobnie kontrowersyjna z językoznawczego punktu widzenia jest kwestia włączania, właśnie.
I jak mówimy poprawnie?
No właśnie, tam w środku mamy...
Piszemy włączać, tak.
Tak, tak.
Ale tutaj wytraca nam się w środku nosowość.
I teraz tak, jeżeli przyjmiemy sobie, że tam w środku jest O-N.
Teraz będę brzmiał jakbym miał udar.
To w języku polskim przy zmianie aspektu mamy systemową alternację O do A, czyli mówiąc po ludzku, kiedy zmienia nam się z aspektu dokonanego na niedokonany, to zmienia nam się często głoska O, czyli literka O, to zależy czy mówimy, czy piszemy, na A. Zaprosić, zapraszać, chodzić, chadzać i tak dalej, stworzyć, stwarzać.
Jak najbardziej systemowo...
Nie, no nie zawsze, ale jak najbardziej systemowo nam się to broni.
Dlatego są językoznawcy, językoznawczynie, którzy twierdzą, że włączać jak najbardziej mogłoby być równorzędną, wariantywną formą poprawną.
I to są takie rzeczy, które właśnie nie mają do końca sensu.
Równocześnie są rzeczy, które są błędami.
Jak mówimy to dzisiaj akurat w mediach się bardzo mocno...
Bardzo często pojawia, coraz więcej dziennikarzy, dziennikarek mówi zareagować, robi gaminanty A, zamiast zareagować.
Może to jakby przejdzie, wejdzie na tyle szeroko w uzus, że stanie się formą poprawną, ale w tym momencie jest to błąd.
To jest sposób użycia języka, który razi jego świadomych użytkowników lub użytkowniczki.
No i widzimy w tym momencie, jak to jest płynne.
To jest coś, co nas razi, czyli jest odstępstwem od języka, do którego my jesteśmy przyzwyczajeni.
Pytanie, czy nasze przyzwyczajenie językowe zawsze jest właściwym punktem odniesienia.
Ja tylko dodam, że ja na przykład do, kurczę, nie wiem,
Z siedemnastego, osiemnastego roku życia myślałem, że mówi się kołdra, bo u mnie w domu mówiła się kołdra, poza moim bratem, który mówił kordła.
Nie wiem, dlaczego mieliśmy dwie formy i oby były niepoprawne, ale tak właśnie było.
I bardzo dziwnie dla mnie brzmiało, raziła mnie forma kołdra, czyli forma poprawna.
To, że ona mnie raziła, nie znaczyło, że była błędna, tylko moje przyzwyczajenie było nieadekwatne.
Tak.
I właśnie chciałam do tego nawiązać, bo ja się z tym borykam.
I bardzo często na przykład jak są jakieś regionalizmy, których ja nie rozumiem, nie jestem przyzwyczajona.
Nie wiem, ludzie na przykład ze Śląska, którzy nie stosują deklinacji poprawnej, albo czasami są różne formy, na przykład zamiast z tatą, z tatem, to pewnie już inny region.
Rozumiem, co ludzie mają do powiedzenia, natomiast razi mnie, że różni się to od forum, których ja używam, które ja uważam za poprawne, ponieważ nie znam zasad funkcjonowania tych regionalizmów, nie posługiwałam się nimi.
Kontakt z ludźmi z różnych obszarów Polski pewnie mam ograniczony, bo urodziłam się w Warszawie, więc żyję w jakiejś tutaj jednak bańce.
Wielokrotnie wydaje mi się, że to są błędy językowe.
I tutaj dotykamy rzeczy bardzo ważnej.
Ja pozwolę sobie znowu uciec do anegdotki na moment.
Mam taką serdeczną przyjaciółkę Justynę Słuchacką, dziennikarkę, która zajmuje się edukacją i Justyna głównie pisze o tej edukacji.
Ale jako, że jest wybitną specjalistką w tej dziedzinie, no to jest bardzo często zapraszana na antenę, żeby wypowiadać się w roli ekspertki.
I występowanie na żywo w programach telewizyjnych wiąże się z określonym stresem.
Justyna po takich wystąpieniach zawsze dostaje wiadomości prywatne od zatroskanych, empatycznych odbiorców, odbiorczyń o treści, no ale dziennikarka to się powinna nauczyć mówić po polsku.
Dlatego, że Justyna w sytuacji stresowej odchodzi trochę od wyuczonego później języka, idzie w stronę bardziej języka, który towarzyszył jej w okresie dorastania i zaczyna omkać.
To są formy, które są charakterystyczne dla okolic, z których pochodzi Justyna.
Ona zaczyna mówić bardziej językiem regionalnym.
No i ludzie ją za to atakują.
W tym przypadku to są regionalizmy.
To jest tak jak atakowanie kogoś za to, że mówi ubrać kurtkę.
No w Małopolsce się kurtkę ubiera jak najbardziej.
Przed tym jak się wyjdzie na pole, to się ubiera kurtkę.
Tak, albo oglądnąć na przykład.
Południe Polski.
I teraz dochodzimy do tej rzeczy kluczowej pod tytułem nas to razi i co my z tym robimy?
Czy my mamy w sobie na tyle pokory, żeby przyznać, że okej, no kurczę, ja nie znam wszystkich regionów w tym kraju, nie znam wszystkich odmian polszczyzny, bo nie ma czegoś takiego jak jedna polszczyzna.
To znaczy jest tak zwany język ogólny, ale to jest tak zwany język ogólny, który składa się z całej masy ideolektów, socjolektów, odmian regionalnych i tak dalej.
Czy może uznaję, że ten język, ta konkretna odmiana języka, której ja się nauczyłem w tym konkretnym momencie historycznym przez kontakt z tymi konkretnymi osobami, z tymi konkretnymi nauczycielami i nauczycielkami, którzy też przetwarzali przez swoje filtry,
W domu, który był kształtowany przez takie, a nie inne wykształcenie, takie, a nie inną pozycję społeczną, przez znajomych, których towarzystwo wpadłem mniej lub bardziej przypadkowo, czy ten język, on jest i powinien być ostatecznym punktem odniesienia dla wszystkich i dla wszystkiego, jeżeli czyjaś polszczyzna w sposób
Od tego bardzo konkretnego języka, którego ja się nauczyłem, to znaczy, że ona jest zła i to znaczy, że ja powinienem się jej czepiać.
Chciałam nawiązać właśnie, czy to jest właśnie przykład tego snobizmu językowego.
Na przykład możemy się uważać za osoby wykształcone, które posługują się taką poprawną polszczyzną, a teraz tu Maciek mi wszystko wywraca.
Ja bym też właśnie wróciła do tego, do funkcji.
Czy my mówimy po to, żeby ocenić... Ja wiem, że to jest źródło, tak?
Rozmawialiśmy też o tym, że odzwierciedla hierarchię, to co ty mówisz, Ania, jednak pewnie w jakichś czasach
No jest świadectwem pewnego rodzaju dystynkcji, prawda, społecznej, może być.
Tak, tak, ale jednak funkcją chyba języka powinno być to, żebyśmy się rozumieli co do tego, co chcemy sobie przekazać, a nie skupiali się tak bardzo na formie.
To jest jeden z tych tematów, które zostały poruszone, które są bardzo ważne.
Skupiliśmy się na czymś innym i ja już zdążyłem zapomnieć, ale faktycznie język nam służy do wielu rzeczy.
Ja daleki jestem od stwierdzenia, że warstwa estetyczna nie jest istotna.
Jeżeli ktoś wyciągnął to z naszej rozmowy do tej pory, to dokładnie taki wniosek wyciągnął, no to bardzo przepraszam, to bardzo możliwe, że ja prowadziłem w złym kierunku.
Ta warstwa estetyczna jest niezwykle istotna.
W spontanicznych aktach mowy popełniam ich całą masę, z pewnością.
Bardzo lubię ludzi, którzy dbają o tę warstwę estetyczną.
Równocześnie nie uważam, żeby to była najważniejsza rzecz i żeby ludzi, którzy posługują się inną estetyką, bo też nie jest koniecznie powiedziane, że to, że ktoś mówi inaczej niż my, znaczy, że mówi
Równocześnie jest tak, że faktycznie ja dużą wagę do tego przywiązuję, ale nie klasyfikowałbym z tego powodu ludzi.
Co więcej, uważam, że są ludzie, którzy mają całą masę ciekawych rzeczy do powiedzenia.
Nie muszą tego robić w sposób taki jak, no nie wiem, pan Janusz Gajos, który wspaniale mówi po prostu.
To nie jest najważniejsze, ponieważ w komunikacji faktycznie najważniejsze są dwie rzeczy.
Język nam służy przede wszystkim do opisywania rzeczywistości i do przekazywania sobie tych informacji, czyli komunikacji po prostu.
Jeżeli jesteśmy w stanie opisać rzeczywistość w sposób dość precyzyjny i przekazać sobie te informacje, to znaczy, że główne funkcje komunikacji zostały spełnione.
To nie będzie tak, że zgubimy sens.
Co więcej, jeżeli ja pójdę w tym momencie do włącznika,
Rezygnowania z dbałości o estetykę języka, jak najbardziej zachęcam do tego, mamy mnóstwo narzędzi, by to robić.
Możemy próbować zrozumieć mechanizmy, które nim rządzą.
No właśnie nie na zasadzie takiego bezrefleksyjnego przyjmowania, to jest błędne, a to nie, bo pani w szkole tak powiedziała.
Możemy poszukać, doczytać.
Jest mnóstwo sposobów na to, by dbać o ten przepiękny, niezwykle bogaty zasób, jakim jest polszczyzna.
Poprawiactwo i hierarchizowanie ludzi ze względu na język do tych sposobów nie należą, po prostu.
To nic dobrego językowi nie robi.
To robi dobrze tylko nam, aczkolwiek to też jest takie dobrze kosztem kogoś.
Jak ktoś mówi na przykład, jeśli chodzi o moją osobę, albo co zrobiła mu moja osoba, nie wiem co zrobiła mu moja osoba, że jest na przykład taki zły.
Ja akurat wychwytuję to i nad tym zawsze tak zawieszam.
Żywię głęboką niechęć do opierania się na wydaje mi się.
Ja jestem osobą, która musi sprawdzić trzy razy w źródłach naukowych, nim udzieli kategorycznej odpowiedzi, ale powiem w tym momencie wyraźnie zaznaczając, że wydaje mi się.
No ja też i tutaj już subiektywnie powiem, że też
Zwykle podnoszą mi się delikatnie brwi.
Mam taką moją osobę i zastanawiam się, w którym momencie zalegalizowano niewolnictwo w Polsce i jak tę osobę nabyłeś, co z nią robisz w czasie wolnym.
Może nie powinienem o tym myśleć, może to jest kogoś prywatna sprawa.
Musiałam spytać, bo tak by to męczyło.
Kolejny temat kontrowersyjny.
Tak, tak, tak.
Bo w tym momencie, poprawcie mnie, jeśli się mylę, a może to jest po prostu jakieś takie bardzo złudne wrażenie, ale no właśnie, mam wrażenie, że bardzo często potem w formę sięgają ludzie, kiedy...
Robią coś takiego, co nazywamy z angielskiego non apologies.
Kiedy się przeprasza za coś, co się zrobiło i że potem jest, że ataki, które spłynęły na moją osobę po tym i tak, że moja osoba nie zasługiwała na hejt, który tutaj spłynął i tak dalej i tak dalej.
No i nagle nie przepraszamy my, tylko przeprasza moja osoba.
To jest taki kolejny element zrzucania z siebie odpowiedzialności.
Bo zwykle kiedy pada to non apologies, no to właśnie to nie jest przepraszam, bo zrobiłem to i tamto, tylko przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni.
Czyli nie przeze mnie, tylko przez jakąś osobę moją.
Poczuli się urażeni, czyli nie chodzi o to, że ja coś źle zrobiłem, tylko ktoś poczuł się i ja przepraszam za te emocje, które miała ta osoba.
Czyli właściwie ja przepraszam za to, że ktoś miał czelność poczuć się źle po tym, co ja zrobiłem.
Tak, do ciebie będę pisała.
Tak.
Tak.
Tak, tak.
Ktoś wstąpiło we mnie coś, co ten i jakby...
No i ponownie, mnie najbardziej w tym jednak bawi to, że nie przepraszamy za własne czyny, tylko za czyjeś emocje.
Czyli jeszcze jesteśmy tak wspaniałomyślni w tym wszystkim, że my staramy się rozwiązać, my bierzemy odpowiedzialność za twój problem, bo to twoja emocjonalność jest tutaj problemem, nie moje zachowanie.
Muszę jeszcze jedną kwestię poruszyć, bo sobie nie uważam tej dzisiejszej rozmowy bez feminatywów.
Maćku, że Ty też walczyłeś o tę popularyzację feminatywów, gdybyś też tak tutaj...
Feminatywy w języku są.
Były od zawsze, czy się to komuś podoba, czy nie.
Przez jakiś czas miały niższą frekwencję i to jest wynik odgórnych działań w czasach komunistycznych.
No, po tym jak komuna upadła, język zaczął wracać na naturalne tory, więc feminatywy, które są naturalne dla języka flekcyjnego, jakim jest polszczyzna, również zaczęły się pojawiać coraz częściej.
Chcesz korzystać z feminatywów?
Korzystasz.
Nie chcesz korzystać?
Nie korzystasz.
Zawsze, zawsze szanujesz wolę osoby, której dotyczy ta forma.
Dlatego, że każdy z nas ma prawo decydować o tym, jak chce być określany.
I nie mamy z tym problemu, kiedy przychodzi do nas Tadek i mówi, nie mów do mnie Tadeusz, wolę formę Tadek.
Respektujemy to, bo to jest po prostu kulturalne i nie chcemy, żeby Tadek czuł się źle.
A kiedy kobieta mówi, no ja bym wolała być określona mianem prezeski, to jest o nie, lewactwo, nie będę tego robić.
Jedynym problemem z feminatywami jest to, że samo ich użycie w tym momencie jest dalej niestety narażaniem się na ataki.
No jeżeli kobieta powie osobie, że jest prezeską,
Czy jeżeli w artykule pojawi się chirurszka, to oczywiście wpadnie 150 osób, które będą mówić, tego się nie da wymówić, nowomowa, to nie jest po polsku, to tamto, siamto.
Wszystkie te argumenty, wszystkie te, które ja słyszałem, są z części ciała odpowiedzialnych za wydalanie produktów trawienia.
Feminatywy znajdziemy w Biblii, w feminatywy znajdziemy w tekstach z XV, XVI, XVII wieku, u Mickiewicza, u Sienkiewicza i tak dalej, i tak dalej.
U Żeromskiego, u Orzeszkowej.
Irytowały te ataki.
Ja mogę trochę powiedzieć, bo ten TED o feminatywach, podobnie jak ten TED teraz, one wynikają z tego samego.
To znaczy, użyłbym tutaj bardzo krótkiego, dosadnego słowa, które bardzo lubię, rozpoczynającego się i kończącego głoską W, a w środku ma głoski R i K, ale powiem, z głębokiej irytacji wynikały te TEDy.
Wywołanej przemocą na tle językowym.
Zauważcie też, jakie to jest zabawne.
Kobieta pisze o sobie, że jest neurobiolożką.
I wpadają tam ludzie i krzyczą, i to jest coś, co zawsze się pojawia.
I teraz tak.
Ona podjęła suwerenną decyzję językową.
Nie narzuca tej formy innej osoby, by ją określić.
Ona określa siebie.
I ta suwerenna decyzja językowa w odniesieniu tylko do jej osoby jest narzucaniem.
Równocześnie to, że ta inna osoba wpada w komentarze i pisze, nie możesz tak robić, to jest niefajne, mnie się to nie podoba, feminatywy są śmieszne.
Jaka agresja po prostu.
Tak, to nie jest narzucanie, prawda?
Czyli ja w tym momencie, jeżeli bym powiedział o tobie pani redaktor, też ci narzucam jakąś formę.
Ale nie, bo w tym momencie to faktycznie ja określam ciebie.
Jakbym ja osobie powiedział, że jestem redaktorem, to narzucam wszystkim tę formę.
Równie dobrze mogę powiedzieć, że ja w tym momencie sięgam po szklankę i wezmę łyk wody, narzucam ludziom picie wody.
No... Cholipka nie.
Holipka, skąd się wzięło słowo holipka?
Tak sobie myślę, bo też używane w literaturze jest to.
Ale to tak, wiecie, fajne wyrażenie, delikatne na frustrację.
Jak ładnie brzmi jeszcze, jak zrobimy to odrobinę bardziej emocjonalnie, to to H potrafi nam się zrobić takie bardziej gardłowe.
Jest holipka, prawda?
Albo może być zdecydowanie milsze i miękkie holipka.
Holipka, o, holipka.
Bo to jest ch, też od razu tak... Cholistka.
To jest takie zrobienie.
I to pyky.
Właśnie, pyky.
Pyky.
Tak, zwartowe, głuchowe.
Mamy ten pierz na początek, pierz robiony przez H i on nam potem tak... To jest taka poduszka, na którą ktoś siada i ona wybucha pierze, prawda?
Mamy cholipka, to jest to.
Absolutnie widać twoje zainteresowanie i nacechowanie emocjonalne cieszenia się w ogóle językiem polskim, znaczy w ogóle...
Jak wspaniale te rzeczy brzmią, jak my zobaczymy, co nam robią te słowa.
To jest przepiękna rzecz w polszczyźnie, jak sobie pomyślimy o tym, że gwizd nam gwizdze, że zgrzyt nam zgrzyta przecież.
Tak, ile mamy rzeczy, o czym zapominamy, dlatego że słowo oddala się od desygnatu bardzo często w procesie historycznym, ale jak ono nam mówi dokładnie to, co się dzieje, prawda?
Złodziej to jest człowiek, który sprawia, że zło się dzieje, prawda?
Mamy całą masę tego typu wyrażeń w języku i jak sobie pochylimy się nad tym po prostu, sobie no oczywiście,
Ale jak się pochylimy nad tym i poświęcimy chwilę namysłu, to możemy znajdować te piękne znaczenia.
No i właśnie to jest znowu ten moment, kiedy możemy pracować nad funkcją estetyczną języka, w bardziej świadomy sposób z niego korzystać.
I jest to praca konstruktywna wtedy.
W ramach ciekawostki ostatnio przeczytałam, bo ja akurat pasjonuję się rodziną języków słowiańskich, poza polskim znam jeszcze kilka, i jak czytałam w ogóle o historii języka, nie jestem ekspertką, ale czytałam książkę, no to okazuje się na przykład Niemcy, w ogóle wyraz Niemcy, słowo Niemcy, to dlatego, że oni byli tak określani przez Słowian, dlatego, że oni byli uważani za takich, którzy bełkoczą, są niezrozumiali i wręcz niemi.
I to też pokazuje, że my w ogóle nie doceniamy dzisiaj tego, jak właśnie, czy rodzina języków słowiańskich, czy Słowianie, jak my pięknie kształtowaliśmy ten język, jak my jesteśmy jednym z jakichś grupy... Ale właśnie jak to nam pokazuje bardzo często postawy, prawda?
No tutaj właśnie postawa wobec naszych zachodnich sąsiadów, gdzie z pogardą spoglądamy na nich przez pryzmat językowy.
To jest pryzmat języka, tak, ale jesteśmy, że jakby ta rodzina języków słowiańskich, te języki słowiańskie to jest dzisiaj jakby jedyne, tak bym powiedziała, takie dziedzictwo, gdzie my w miarę, mówiąc innymi językami, jesteśmy w stanie się zrozumieć.
One tak się bardzo od siebie nie różnią.
To prawda, tak.
Równocześnie, bo w słowiańszczyznach, w słowiańszczyźnie jest cała masa przepięknych rzeczy, no my też bardzo lubimy
Słuchajcie, ale Maćku, masz wyczucie czasu bardzo dobre z tym ucięciem.
To jest ten Cerber, który zawsze daje znak, że musi kończyć, bo mam znaki z reżyserki.
Zastanawiam się, czym zakończymy ten odcinek, bo tutaj się widzę, byśmy się porozwijały, bo jest bardzo dużo pytań.
Cały czas się takie nowe przykłady przychodzą do głowy.
Czy moglibyśmy zakończyć, bo wiecie co, ja wynoszę sobie...
Dzieci też taką ciekawą lekcję dla siebie, tego nieoceniania już z góry, że ktoś... Tak, takiej pokory.
Tak, włączyć, bo to wynika z różnych rzeczy i żeby na to po prostu spojrzeć bardziej szeroko, a nie tak... Nieoceniania to raz.
Dwa, właśnie chyba nam się za bardzo wydaje, że wiemy o języku, kiedy to jest wydawanie się... W ogóle, umówmy się, ta wiedza to jest też taka rzecz bardzo płynna.
Zwykle jest tak, że kiedy wiemy odrobinę, to wydaje nam się, że wiemy bardzo dużo.
Kiedy dowiadujemy się odrobinę więcej, to okazuje się, że o całej masie obszarów w ogóle nie mieliśmy pojęcia, prawda?
Okazuje się, że gdzieś tam było siedem drzwi i my jesteśmy w stanie otworzyć tylko jedne z nich.
Otwieramy i za nimi jest kolejnych siedem.
Otwieramy jedne i za nimi jest kolejnych siedem.
My tak naprawdę tylko w delikatnym stopniu, w drobnym stopniu zmniejszamy obszary niewiedzy.
I myślę, że ta pokora jest tutaj ważna.
Ja wiem, że nam się wszystkim wydaje właśnie dlatego, że z języka korzystamy codziennie.
No ale codziennie korzystamy z biologii również.
Zachodzimy na strawienie na przykład, prawda?
Niekoniecznie.
Druga rzecz to jest faktycznie jakaś taka empatia w komunikacji, zwrócenie uwagi na drugiego człowieka.
Ja robię dużo szkoleń w firmach między innymi z takiej skutecznej komunikacji i na tych szkoleniach widzę jak często ludzie są zszokowani jak zachowania, które wydawały im się zupełnie normalne albo ba, wydawały im się
Działania mi na rzecz poprawienia poziomu komunikacji w firmie robią coś zupełnie przeciwnego, jak sprawiają, że my nie potrafimy się dogadać.
A to na przykład w wymiarze biznesowym ma potem konkretne przełożenie na wyniki firmy, na czas tracony, na zupełnie bezproduktywne wymiany wiadomości itd.
Zwracajmy uwagę na drugiego człowieka i nie przejmujmy, że ten nasz język, którego się nauczyliśmy, no właśnie jest ostatecznym punktem odniesienia.
Maćku, gdzie możemy cię znaleźć?
Gdzie możemy przekierować naszych słuchaczy?
Mnie można znaleźć na stronie internetowej, można mnie znaleźć w social mediach po wpisaniu mojego imienia i nazwiska.
Można mnie znaleźć w Warszawie, ale adresem dzielił się nie będę, bo moja kotka źle reaguje na dzwonek do drzwi.
Moja, ona nie jest moja, mieszkamy razem.
Współlokatorka.
To jest współlokatorka.
Ja płacę za wynajem, płacę czynsz, media, sprzątam kuwetę, rzucam zabawki, ona mruczy.
Uważam, że nikt nie przegrywa w tym układzie.
Bardzo ładne zakończenie.
Naszym gościem dzisiaj był Maciej Makselon.
Maciek, bardzo ci dziękujemy za tę rozmowę.
I ja bardzo dziękuję.
Dziękujemy za dziś i zapraszamy na kolejny odcinek podcastu.
Czekamy też na Wasze komentarze.
Możecie pisać do nas na naszym Instagramie o tym, jakich tematów i jakich gości chcielibyście posłuchać.
Ostatnie odcinki
-
Wychowanie w świecie ekranów – jak nie stracić ...
16.04.2026 09:13
-
Uzależnienia nastolatków – gdzie kończy się eks...
03.04.2026 08:00
-
Jak wychować nastolatka i nie stracić z nim rel...
27.03.2026 12:33
-
Alkoholizm kobiet
15.07.2025 08:31
-
Dietoterapia
30.06.2025 09:39
-
Siła kobiet
16.06.2025 08:40
-
Pierwsza pomoc psychologiczna
02.06.2025 08:21
-
Czuła odwaga i odporność psychiczna
19.05.2025 06:00
-
Z-łączeni czyli o łączeniu pokoleń
05.05.2025 08:59
-
Snobizm językowy
21.04.2025 06:00