Mentionsy

PRZEtłumacze
PRZEtłumacze
15.04.2025 11:20

Pan Doable – językowa rozrywka? Yes, please.

Rozmowa z Jakubem Skorupskim, właścicielem szkoły językowej, trenerem języka angielskiego, podcasterem. Znanym z Instagrama jak Pan Doable.

Jak usprawnić komunikację w języku obcym? Co zrobić z idiomami, których uczono nas w szkole? Dlaczego tak często mylimy akcent z wymową?

Pan Doable: https://www.instagram.com/pan_doable/

Podcast" Lyryki": https://open.spotify.com/show/2uMaFvWNfJIAzKXCY4d0te

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 158 wyników dla "BY"

Staram się pokazywać tę fajniejszą stronę języka angielskiego w social mediach jako takie moje influencerskie alter ego, czyli Pan Doable, aczkolwiek influencerem nie jestem i nawet nie do końca wiem, co musiałbym zrobić.

Nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby nim zostać, żeby móc tak o sobie mówić.

Czyli nie wiem, co było najpierw.

Język angielski nigdy nie był moją pasją.

Ale lubię gadać tak, żeby zrozumieć drugą stronę.

I chyba tutaj raczej pasją drugą powiedziałbym, choć strasznie górnolotnie teraz jak sam siebie słyszę w głowie brzmi, jest człowiek.

Angielski po prostu był tym, co mi w szkole wychodziło najlepiej.

Z języków optych byłem zawsze mocniejszy, z języka polskiego byłem niezły.

Nie mając pojęcia do końca, co ja chcę w życiu robić, tam po drodze jeszcze miałem pomysły, jeszcze była romanistyka, bo też francuski znam, slawistyka i afrykanistyka, wszystko jakieś filologie, prawda, ale ostatecznie stwierdziłem, dobra, niech to będzie anglistyka, bo potem jest najwięcej opcji.

Natomiast absolutnie nie było żadnego planu, że ja będę nauczycielem, choć udzielałem korepetycji z języka angielskiego już w klasie maturalnej chyba, albo nawet wcześniej może, więc gdzieś tam to uczenie się działo.

No i tak, przy czym różnica między mną a wieloma innymi studentami była taka, że ja wiedziałem, że idąc na anglistykę to nie jest tak, że będziesz się dalej uczyć języka obcego, tylko idziesz tam się uczyć o języku, ewentualnie o kulturze, literaturze, historii, ale nie języka obcego, dlatego tak wiele osób.

No i tak to się potem naturalnie toczyło, że po studiach jeszcze po drodze była amerykanistka, też na UW, Ośrodek Studiów Amerykańskich.

I żeby się utrzymać, żeby móc się wyprowadzić z rodzinnego domu, zacząłem uczyć w szkołach językowych, a potem utworzyłem własną i jestem tu, gdzie jestem.

Nudna trochę historia, wiem, ale tak było.

Ja się cały czas tego języka uczę po to, żeby być lepszym i żeby odpowiedzieć na pytania.

Spotkania nie ma jednego, kiedy bym się nie nauczył czegoś nowego.

Kiedyś było trudniej, jak ktoś mnie zapytał, jak jest kit w oknie.

To było ciężej, teraz jest łatwiej, więc zdecydowanie muszę się uczyć na bieżąco cały czas i to jest bardzo, bardzo fajne.

Tak bym odpowiedział na swoje pytanie.

Powiedz, skąd wzięła się, to jakby domyślam się, ale może opowiedz, jak przebiegał ten proces wybierania nazwy dla twojej szkoły.

Chciałbym powoli, żebyśmy doszli do tego, dlaczego stałeś się Panem Doable, bo to bardzo dźwięczne, wdzięczna marka w brzmieniu.

Powiedz, jak to było?

To był bardzo długi proces, bo firma nazywała się pierwotnie inaczej.

To było moje imię, nazwisko i Language Solutions, bo jak zakładałem firmę 100 lat temu, to wtedy wszyscy mówili, no nazwij sobie, daj sobie Solutions w nazwie.

Mogły być też Services na przykład.

Właśnie, to była jedna z dwóch opcji.

To chyba jednak marketingowo onośne nie jest, że trzeba by tutaj jakiś rebranding zrobić.

I to było jedno, długie lato myślenia.

Ale chcieliśmy, żeby jednak to miało jakiś związek z naszymi wartościami i z tym, w co wierzymy, jeżeli chodzi o uczenie.

To nie musi być zrobione tak, jak tobie się wydaje na początku, że będzie.

Jaki był początek twojej bytności w internecie?

Jak było w twoim przypadku?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie zastanawiałem jak to będzie, bo jednak słyszy się o fejkach, słyszy się o hejcie i tak dalej, więc myślałem o tych rzeczach.

Chciałbym, żeby było, ale nie ma.

Czy to było trudne?

Staram się być schludny i umyty.

A przynajmniej jak są głupoty, to żeby one były edukacyjnymi głupotami.

Czyli żeby było przynajmniej zabawnie.

Możesz sobie tu pozwolić śmiało na dłuższą opowieść o tym, jak wygląda, nie wiem, na przykład na kanwie takiego tygodnia, czy też miesiąca, twoja selekcja materiałów do tego, co się nada, co się nie nada, bo ja mam wrażenie, że na kanale, na Instagramie jest właściwie samo gęste i mogłoby tam być trochę więcej takich

Mamy też podobne poczucie humoru, a staramy się, żeby te materiały były dosyć humorystyczne w większości przypadków, więc też łatwo nam przychodzi wymyślanie tego, co będzie, mówiąc brzydko, żarło, a co nie.

Natomiast ta selekcja, no to musi być coś, co ja nazywam na moje potrzeby i na potrzeby moich klientów prawdziwym angielskim.

Nie znosiłem w szkole, jak nauczyciele języka angielskiego kazali nam uczyć się idiomów, które były nam o kant wieszczego.

Były mi... są według mnie bez sensu.

Można by przyjąć, że ten mój kanał na Instagramie czy w ogóle w social mediach to jest taka próba wyjścia do ludzi z takim prawdziwym, codziennym angielskim.

Co powinno być uczone, a co nie i jak to robić.

Też humor jest tutaj ważny, żeby to było w miarę zabawnie, bo wtedy się łatwiej zapamiętuje po prostu.

Czy to była rozmowa pełna, mówię o jego stronie, tego dialogu.

Nie wiem, jaki jest twój język angielski, ale zakładam, że skoro rozmawiałeś z native pickerem, to jest wystarczająco dobry, żeby się z nim skomunikować.

Pamiętaj, że rozmowa to jest przynajmniej, to są dwie osoby, więc

To nie tak, że będzie myślał, o teraz rozmawiam z kacperem, który nie ma dobrego angielskiego, więc ja muszę mówić, jakbym mówił do, nie wiem, dziecka.

Glazura, taki stary żart był, glazura, nie terrakota.

Z kim byś nie rozmawiał, czy będziesz na wakacjach i będziesz rozmawiał z inną osobą, która nie jest również native speakerem języka angielskiego, będziecie rozmawiali w danym kontekście, na przykład w hotelu w Grecji, poprosisz o czyste ręczniki, to i ty, i ta osoba, z którą rozmawiasz, znacie kontekst, wiecie, o co tutaj chodzi.

Więc tutaj dobrze byłoby wiedzieć te rzeczy, znać je.

I mi nie chodzi o to, żeby ktoś poznał wszystkie te wrażenia, ale na pewno byłeś w takim miejscu i na pewno nieraz...

Poczułeś to, czy to był język angielski, czy jakikolwiek inny język, który znasz albo którego się uczysz, że jak wyłapałeś w filmie, w serialu, na YouTubie, w jakimś odcinku coś, co kiedyś gdzieś ktoś ci wytłumaczył albo czegoś sam się nauczyłeś, to miałeś takie, o kurczę, ja wiem, co to znaczy.

I jeżeli taki przeciętny widz czy słuchacz mojego kanału znajdzie w swoim życiu codziennym wokół siebie, a ten język angielski jest obecny w naszym życiu, co byśmy nie robili, gdzie byśmy nie pracowali.

Jeżeli on znajdzie chociaż jedno takie wyrażenie, które ja używałem, które tłumaczyłem i sobie pomyśli, o kurczę, kojarzę to, tak to było gdzieś tam, nawet nie musi mnie pamiętać, ale gdzieś mu się to tam obija w głowie.

Fajnie, że wspominasz o tym co odbiorcy, bo odbiorców właśnie chciałbym spytać ja teraz ciebie.

Może kiedyś będzie więcej, ale pewnie musiałbym regularnie postować.

Na przykład tak było, pamiętam, z takim, jednym z pierwszych filmów, które wrzuciłem, kiepskiej jakości strasznie to było, ale broniła się treść ewidentnie.

To był film o tym, jak powiedzieć po angielsku kilkanaście albo kilkadziesiąt.

Ale pamiętam, że tam były komentarze i ludzie pisali rzeczy w stylu, nie miałem pojęcia.

I to było bardzo miłe.

To było bardzo miłe.

Jedna ma chyba 7 lat, a druga 11, więc to nie są osoby dorosłe.

Wydaje mi się, że spokojnie, na moje oko byś się nadawał, ale a propos dokładania sobie właśnie obowiązków, w pewnym momencie życia stwierdziłeś, że chcesz jeszcze zostać podcasterem i chcesz w ten sposób się aktywizować i pokazać w sieci.

O waszym podcaście, jak on powstawał, czy zamysł od razu był wyklarowany, to jest bardzo ciekawe.

Zamysł nie był wyklarowany w ogóle, on się pojawił nagle, natomiast gdzieś we mnie kiełkowała od wczesnych lat, wydaje mi się nastoletnich albo wcześniej, szkolnych właściwie, taka myśl, że z jednej strony, nie wiem, może powiedz mi, czy podzielasz moje obserwacje, ale z jednej strony nauczyciele języka angielskiego niezwykle lubili puszczać nam piosenki w szkole.

Ta piosenka to zawsze był taki element, na który niektórzy czekali, niektórzy nie, ale to było.

Podręczniki tak były zresztą budowane.

Tak, to były piosenki z podręczników.

Tam Black Eyed Peas i Justin Timberlake tam były takie... Nieważne.

Długi tekst, bardzo rapowany w połowie, więc zupełnie to było bez sensu.

I to był taki element, który istniał.

Z drugiej strony słyszałem naprawdę całe moje uczniowskie życie od nauczycieli, żeby się tego angielskiego nie uczyć z piosenek.

I to we mnie gdzieś tam z tyłu głowy było.

Na przykład, keep somebody at bay, czyli jakby tak trzymać kogoś, wiesz, żeby uspokoić i żeby się ktoś nie wychylał, nie rzucał, prawda?

Żyłem już wtedy, byłem na świecie i słuchałem tej płyty namiętnie.

Ale wiem, że artyści nie lubią, żeby o nich mówić, że są artystami, więc powstrzymam się.

No i tam sobie pogadaliśmy i powiedziałem mu, wiesz co, mam taki pomysł, a może byśmy coś zrobili, weź zróbmy podcast.

I to był absolutny żart, jak tak powiedziałem.

Tylko, że reakcja Jacka była taka, że dobra.

I to nie było takie dobra, na zasadzie spoko, pośmiejmy się, tylko to było takie dobra, podoba mi się ten pomysł, robimy to.

No i chwila nam zajęło, chyba mieliśmy parę miesięcy jeszcze przerwy, nie myślenia o tym zupełnie, bo to był jakiś tam czas, kiedy czymś byliśmy mocno zajęci, a potem znowu się dzwoniliśmy, stwierdziliśmy, co to jest z tym podcastem.

To po prostu wydaje mi się, że byłoby to marnowanie czasu i w efekcie też pieniędzy klienta, więc tego nie robię.

Polecam, żeby posłuchać, odsłuchać.

To może być coś innego, coś bardziej namacalnego, jakieś spotkanie, jakaś wycieczka, coś faktycznie za granicą, dotknięcie czegoś po prostu bliżej, bardziej, prawda?

Wydawałoby się, że to już dawno wszystko było, a okazuje się, że można się czegoś tamtąd dowiedzieć.

Znaczy po pierwsze uczę się kulturowo bardzo dużo rzeczy, też o czasach, w których te piosenki były nagrywane i o samych zespołach, albo o artystach.

Ale też często wyłapuję rzeczy, których ja nie wiedziałem, albo nie byłem pewien, albo bardzo po macoszemu potraktowałem jakieś wyrażenie w swojej edukacji języka angielskiego kiedyś.

To jest taki lifelong learning i naprawdę, nie wiem, nie zamieniłbym tego na nic innego.

Ale powiedziałeś też o piosenkach, to tylko dodam od siebie, bo jeszcze miałem mówić jak to było z tymi piosenkami, zanim podcast powstawał.

Aha, czyli on się nie chce czuć tak, jakby zrobił ten dzień.

I to był jeden z takich momentów, kiedy sobie pomyślałem, aha,

Czyli język może być nieoczywisty i w piosenkach on jest nieoczywisty, to dobrze byłoby się skupiać.

Oczywiście to byli redhoci w tym okresie tylko.

Więc siedziałem i czytałem każdy tekst, a że te teksty nie były jakieś oczywiste, to nic się nie nauczyłem, ale było super.

Ale też można było zbliżyć się cokolwiek w robieniu paszczowo w trakcie słuchania tych piosenek i śpiewaniu sobie pod nosem, a nie jakieś tam przeciekawe twory sam.

Mam na myśli akcent, który może być wystarczający, może być całkiem niezły, a może być perfekcyjny.

Mocno ciśniesz swoich uczniów o to, żeby akcentowali.

Chciałem powiedzieć, że to nie było planowane, to nie jest ustalone, że Kacper mi zapytał akcent, ale super się cieszę, że mówisz o słowie akcent, bo zaraz, jeżeli będę za bardzo, jak będę przesadzał, jakoś tyradę, wjadę za mocno, to od razu stopuj mnie.

I dla mnie naprawdę, tak jakbym miał bardzo uprościć, do czego się sprowadza dobra wymowa w języku obcym, niezależnie w jakim języku, to jest, czy dobrze akcentuję, to znaczy czy dobrze uderzam w tę sylabę, w którą trzeba.

Akcentują po polsku, to znaczy uderzają na inną sylabę, niż język angielski by sugerował, niż trzeba w języku angielskim.

Tu chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby wymówić te słowa poprawnie.

Tylko musisz wymawiać rzeczy tak, jak powinny być wymówione.

Powiedziałeś, że akcent może być perfekcyjny.

Chyba, żebyś się przeprowadził do kraju docelowego, w którym używany jest ten język i żył tam 30-40 lat i przeprowadziłeś się tam jako w miarę młody człowiek, to okej.

Co więcej, to może być nawet bardzo dobry przyczynek do rozmowy dla nich, albo coś charakterystycznego, co sprawia, że są zapamiętani.

Wiesz co, wydaje mi się, że faktycznie za rzadko mówi się o tym, gdzie ten stres powinien być osadzony.

No wiesz, ja jestem skrzywiony w stronę amerykańskiego akcentu, chociaż ja to często raczej nazywam taki international English, bo też na pewno, gdybym rozmawiał z native speakerem języka angielskiego, to on będzie mnie słuchał i będzie pewnie w pewnym momencie rozmowy, zakładam, że ta rozmowa będzie ciekawa, interesująca i będziemy się fajnie dogadywać, będziemy mieli tak zwany flow, on zapyta, masz ciekawy akcent, skąd jesteś?

Nie do końca wiedzą co, nie do końca wiedzą skąd ty możesz w ogóle być, ale słyszą, że ty nie jesteś stąd i zapytają cię.

No wiesz, zrobiłem kurs nawet o wymowie języka w języku angielskim, więc jakby jest mi to bliskie i to jest ważne.

Ja chcę, żeby ludzie poprawiali, usprawniali, tylko że wszystko w swoim czasie i na odpowiednim etapie.

Zależy mi, żeby ludzie nie robili błędów, ale to wynika z tego, o czym mówiłem wcześniej.

Ale chodzi o to, żeby mieć jakiś punkt odniesienia, żeby mieć jakiś taki probierz swojego progresu.

To ty wiesz, że to, jak on ci powiedział, żebyś mówił na przykład słowo surface, że to nie jest surface, jak mówi połowa albo zdecydowana większość Polaków, którzy nawet mówią dobrze po angielsku, tylko to jest surface.

Może po prostu, nie wiem, wewnętrzny lewak ze mnie wychodzi i ja, wiesz, chcę, żeby wszyscy byli równi.

Żeby ludzie czuli, że się rozwijają i żeby też czuli, że wcale nie są gorsi.

Właśnie, bo wspomniałeś o tym, że wcale nie są gorsi niż inni, ale być może są lepsi, ale może nie skupiać się tutaj na tym, że lepsi niż inni, tylko lepsi od siebie jeszcze niedawno temu, prawda?

Żeby też nie wywyższać się, bo to jest też ważne, tak samo jak w każdej innej dziedzinie.

Ale to fajnie, tutaj możemy skręcić w taką uliczkę niebezpieczną, w której chciałbym cię chwilę przytrzymać i przycisnąć do ściany.

Jak to wygląda w twoim przypadku, jeżeli chodzi o poprawienie kogoś, kto w twoim towarzystwie, wyobraźmy sobie jakąś scenkę, jesteś z... Tylko też, żeby ta relacja prywatna tutaj nam nie weszła na to, jak ty się zachowasz teraz.

Czyli powiedzmy, że twój dobry znajomy, ale jeszcze nie jakiś super kumpel, przyjaciel jest razem z tobą w restauracji za granicą i po prostu strasznie coś walnął jakiegoś babola do kelnera, że on być może go źle zrozumie.

Czy go poprawisz, czy pozwolisz kelnerowi, żeby sobie poradził?

Warto rozmawiać na wstępie wcześniej, warto sobie gdzieś kiedyś poruszyć taką kwestię między sobą, jeżeli mamy taką możliwość, że... A jak ty byś się czuł, gdybym ja cię poprawił?

Czy to byłoby okej dla ciebie?

Co też powoduje, i to jest bardzo niefajne, że często osoby nie chcą mówić.

To niestety bardzo często ta, co mówi słabiej, po prostu jakby oddeleguje na tę pierwszą całe mówienie po angielsku czy w języku obcym w ogóle podczas całego wyjazdu.

Coś załatwić z rezydentem w hotelu, czy pójść w restauracji z kelnerem, to jest bardzo, bardzo złe i bardzo szkodliwe dla tej osoby postępu w nauce po prostu.

Wtedy na pewno, jeżeli coś było opowiedziane, użyte, przeczytałeś w menu,

Ludzie często nie chcą mówić po angielsku przy mnie w sytuacjach takich prywatnych, bo się na przykład czują skrępowani, więc ja na tyle, na ile mogę, na tyle, na ile czuję się swobodnie, to staram się ten temat zaopiekować na samym początku i powiedzieć, słuchajcie, jakby, jeżeli o mnie chodzi, to wiecie, ja już nie jestem w pracy.

Rozmawiajmy po to, żeby cieszyć się tą chwilą, a nie żeby się teraz zastanawiać nad językiem.

Jeżeli już jest faktycznie ustalone z kimś, że ktoś chce, życzy sobie, żebyś go poprawiał albo żebyś go czegoś nauczył,

Powiedz, co to za zasady, bo chciałem spytać o to, jak ubrać faktycznie, te liczby są bardzo magiczne zawsze, nie?

Kiedy to zdaje się być tak strasznie łatwe i namacalne wtedy, jak widzisz 5, już w 5 godzin, czy już w 5 tygodni, czy już w 5 miesięcy, zawsze liczba jest tutaj potrzebna.

Więc wiesz co, to jest jakby jedna fascynacja Nirwaną i Amy Winehouse, Klub 27, Janice Joplin.

Nie, próbowałem zrobić, próbowałem, zrobiłem kurs, w którym, to nie jest kurs takich największych podstaw, to nie jest aż tak podstawowe, żeby osoba, która jest na poziomie, nie wiem, A1, A2 z niego skorzystała, raczej nie.

Tutaj chodzi o osoby, które już coś troszkę gadają i te podstawy, mają opanowany ten lęk podstawowy, żeby w ogóle otworzyć usta, ale chcą czegoś więcej, to wtedy te zasady się przydają.

Próbowałem to uprościć, czy sprowadzić do takiej liczby, nie ważne czy to jest 27 czy ile, ale do jakby zasad, listy zasad, które wiem, że...

Gdyby był wyryte w głowie jako zasada fonologiczna, to ten angielski przychodziłby dużo łatwiej ludziom.

I to wynika trochę z tego, że jak byłem, jak się uczyłem angielskiego i jednocześnie, równolegle uczyłem się francuskiego w szkole.

To to nigdy potem nie stanowiło problemu i ja byłem w stanie się rozwijać w tym języku dużo, chcę powiedzieć szybciej, na pewno inaczej.

To nie było takie strasznie szkolne.

Ja byłem w stanie czytać na głos w klasie, już w liceum, nie wiem, artykuły i nie myśleć o tym, jak ja brzmię do końca.

Z końcówką w zapisie OUGHT albo AUGHT, czyli czas przeszły od BY, czas przeszły od THINK, od CATCH i tak dalej.

Jest ich kilka, nie ma ich jakoś wiele, ale na pewno większość z Państwa, jeżeli teraz... Gdybyście teraz mieli Państwo zrobić takie ćwiczenie, my z Kacperem zamilkniemy, a Państwo sobie na głos powiecie, jaki jest czas przeszły od BY.

I nic się złego nie stało w kontekście, tak jak mówiłem wcześniej, w kontekście byśmy byli zrozumieni, to jest najważniejsze.

I to jest jakby taka kaskada potem już problemów, nie?

I coś by tam trzeba przyczarować.

Ale francuski faktycznie tutaj pewnie się świetnie nadaje, żeby uciąć nieco te ambicje dźwiękowe i liter potrafi być naprawdę wiele, kiedy dźwięk jest bardzo krótki.

No więc jakby francuski właśnie, ale to, że masz AUX to jest O. Ja zawsze już mam takie spaczenie, że jak widzę na przykład AUX na jakimś sprzęcie audio, to ja nie myślę AUX, tylko mówię O. Bo we francuskim to jest O. Więc o takie rzeczy chodzi w tym kursie i wydaje mi się, że to się przydaje po prostu.

Powiedz, gdzie najłatwiej będziecie znaleźć, czy to jeżeli chodzi o rozrywkę językową, tak bym to może nazwał, czy też stricte edukację, czy nawet właśnie jakieś zakupy?

Taka była miła ta rozmowa.

Najważniejsze jest, żeby gadać.

Żeby próbować gadać i przełamywać ten strach.

I to na ogół to są osoby po trzydziestce albo starsze, dlatego że wiem, że te osoby mają największy problem z przełamaniem tych lęków.

Natomiast absolutnie warta jest ta gra tej świeczki, żeby ten lęk przełamać, bo to nie musi być teraz, że będziecie Państwo po tym angielsku czy w innym języku.

Ale wystarczy jeden moment, gdy Państwo się przełamiecie i zrobicie coś po angielsku, ktoś Was zapyta na ulicy o drogę dokądś, a coraz więcej jest zagranicznych turystów w Polsce, żeby się z samym sobą poczuć, lepiej jeszcze komuś pomóc przy okazji.