Mentionsy
Wyprawy Kolumba, odkrycie Ameryki i zagłada Indian
[Reklama] Kup książkę "Królowie Wysp Kanaryjskich" na https://sklep.mrocznewieki.pl/
W połowie lat 90. XV wieku, podczas drugiej wyprawy Kolumba misjonarz Ramon Pane rozmawiał z jednym z Tainów, który przekazywał mu wiedzę o religii i zwyczajach swojego ludu. Rozmówca Ramona wspomniał, że jeden z kacyków jego ludu rozmawiał kiedyś z duchem Giocauuaghama, który przepowiedział mu przyszłość jego rodaków. Duch ostrzegł kacyka, że jego potomkowie krótko będą panami ziemi na której on teraz żyje. Zbliża się bowiem dzień, w którym do brzegów ich wyspy dotrą obcy ludzie noszący dziwne stroje, którzy zgładzą członków jego ludu.
Wesprzyj mnie na:
https://patronite.pl/mrocznewieki
https://buycoffee.to/mrocznewieki
https://suppi.pl/mrocznewieki
Mroczne Wieki to podcast historyczny prowadzony przez Michała Kuźniara w całości oparty na publikacjach (naukowych i popularnonaukowych), tekstach źródłowych oraz własnych wnioskach.
Okładka: "Kolumb na San Salvador", Jean Leon Gerome Ferris, ok. 1892, domena publiczna
Źródła:
Casas, Bartolomé de Las, Krótka relacja o wyniszczeniu Indian, tłum. K. Niklewiczówna, “W drodze”, Poznań 1988.
Colon, Hernando, Dzieje żywota i znamienitych spraw admirała Krzysztofa Kolumba, tłum. Alija Dukanović, Wyd. MON 1965.
Michele de Cuneo's Letter on the Second Voyage, 28 October 1495
Opracowania:
Bergreen, Laurence, Columbus. The Four Voyages, Viking 2011.
Swiet, Jakow, Kolumb, PIW, Warszawa 1979.
Artykuły:
Kubś, Jakub. (2025). The Anthropophagic Antilles: The Origins of the Term “Cannibal” – An Invention of Christopher Columbus. Academic Journal of Modern Philology. 23. 10.34616/ajmp.2025.23.16.
Sponsorzy odcinka (1)
"Kronikarz, niejaki Michał Kuźniar. [336s] Kolumb pojawia się w paru rozdziałach tej książki jako bohater drugoplanowy."
Szukaj w treści odcinka
XV wieku, podczas drugiej wyprawy Kolumba, misjonarz Ramon Pane rozmawiał z jednym z tajnów, który przekazywał mu wiedzę o religii i zwyczajach swojego ludu.
Pozostali ludzie byli zazwyczaj lokalnymi żeglarzami, przyciągniętymi do ekspedycji zarówno wizją przeżycia przygody i zdobycia wielkich bogactw, jak charyzmą i estymą otaczającą trzech braci Pinzonów, jacy mieli towarzyszyć Kolumbowi w niebezpiecznej wyprawie.
Członkowie ekspedycji, której przewodził genueński admirał Krzysztof Kolumb, spędzili na archipelagu cały miesiąc, zmuszeni do tego koniecznością naprawy psującego się steru napięcie oraz potrzebą uzupełnienia zapasów wody i prowiantu przed wielkim wyzwaniem, jakim będzie dla nich pokonanie Atlantyku.
Czas spędzony przez Kolumba i jego załogę na Wyspach Kanaryjskich opisuje w swojej książce Królowie Wysp Kanaryjskich partner tego odcinka, jakim jest mało znany twórca, niejaki Michał Kuźniar.
Kolumb pojawia się w paru rozdziałach tej książki jako bohater drugoplanowy.
Tutaj także stanął Kolumb, który na Gomerze zaopatrzył się w niezbędny prowiant, słodką wodę, a także wdał się w romans z panią tej wyspy, Beatriz de Bobadillo, młodą i rzekomo oszałamiająco piękną wdową, która 4 lata wcześniej straciła męża, Hernana Peraza.
Beneficjentem tego stanu rzeczy, późnym latem 1492 roku, stał się także Krzysztof Kolumb, który miał spędzić parę przyjemnych chwil w ramionach trzydziestoletniej wdówki.
Kolumb miał im w tym pomóc.
W podróży na zachód, Kolumb i załogi jego statków
Z biegiem kolejnych mil morskich oczom Kolumba ukazywało się coraz więcej dziwnych wodorostów, które na niektórych obszarach zdawały się pokrywać całe połacie pokonywanego przez niego akwenu.
Kolumb starał się nawigować statkami tak, aby unikać glonów, bowiem nie znając dobrze ich natury, obawiał się, że mogą spowolnić lub wręcz unieruchomić te niewielkie jednostki pływające pośrodku morza, wskazując marynarzy na pewną śmierć.
Kolumb milczał na temat swojego naprawdę niezwykłego daru – nawigacji zliczeniowej, czyli żeglowania na oślep, szacowania czasu i odległości za pomocą prostych narzędzi takich jak lina, boja czy punkt orientacyjny.
Bergrin dodaje przy tym, że Kolumb, ten mistrz nawigacji zliczeniowej i prawdziwy żywiołak chłopskiego rozumu, dość kiepsko radził sobie z posługiwaniem się zdobyczami technologii, takimi jak astrolabium.
Nie bez znaczenia był także detal pod postacią zupełnie nieznanego i niespodziewanego w tym miejscu nowego świata, do którego brzegów Kolumb miał przybić już w październiku.
7 października Kolumb zmienił nawet kurs z zachodniego na południowo-zachodni, motywując to kierunkiem, w jakim wędrowały stada ptaków.
Prawdopodobnie dzięki tej drobnej zmianie kursu Kolumb nie wylądował tam, gdzie w pierwszej kolejności zmierzał.
Zanim jednak do tego doszło, Kolumb musiał radzić sobie z narastającym zniecierpliwieniem i objawami buntu załogi, domagającej się powrotu do ojczyzny.
Aby ograniczyć ich liczbę, Kolumb ostrzegł, że ten, kto zgłosi dostrzeżenie Ziemi, ale w ciągu trzech kolejnych dni nie zostanie ona odnaleziona, straci bezpowrotnie szansę na nagrodę, nawet gdyby później faktycznie Ziemię zobaczył.
Nocą 11 października, czuwający jak zwykle po nocach Kolumb miał dostrzec w oddali światło przypominające ogień niesionej pochodni lub zwyczajną świeczkę.
12 października 1492 roku, po pięciu tygodniach podróży, trzy statki Kolumba dotarły do Indii.
Nagrodę zgarnął Kolumb.
Pieniądze dostał Kolumb, a skromny żeglarz z Pinty był zdruzgotany wyrokiem do tego stopnia, że nie tylko nigdy więcej nie pożeglował już z Genueńczykiem.
Dla Kolumba zaś, który po sukcesie pierwszej wyprawy stał się bardzo bogatym człowiekiem, były to jedynie drobne pieniądze, niespecjalnie zmieniające jego status.
Syn Kolumba, Hernando, tak cytował słowa ojca opisującego rdzennych mieszkańców wyspy Guanahani w przekładzie Alii Dukanowicia.
Gdy ludzie Kolumba pokazali im obnażony miecz, ci bez zastanowienia chwytali jego ostrze, kalecząc się przy tym.
Dla miejscowych, których Kolumb wkrótce ochrzci egzonimem Indios, skąd wzięli się nasi Indianie, przybysze byli bowiem istotami półboskimi.
Podczas pierwszego rejsu Kolumb i jego towarzysze niemal wszędzie będą witani jako ludzie z nieba.
Kolumb hojną ręką rozdawał tajnom szczególnie czerwone czapeczki, szklane korale i małe dzwoneczki z mosiądzu, których wartość była znikoma, ale dla Indian z Guanahani były to pożądane przedmioty, za które z chęcią oddawali prowiant, bawełnę i złoto, czyli to na czym Kolumbowi zależało najbardziej.
Indagowani o nie, mieszkańcy Guanahani wskazywali Kolumbowi kierunek na południu, mówiąc o krainie Cibao, którą, doskonale zaznajomiony z pracami Marka Polo, admirał uznał za zniekształconą wersję Cipango .
Kolumb był przekonany, że Cibao to właśnie Cipango, które jest tuż za rogiem, na wyciągnięcie ręki.
Kolumb kazał ruszyć razem z nimi, traktując ich jako przymusowych przewodników.
Dwójka spośród tej siódemki umknie Kolumbowi już na najbliższej wyspie.
Kolumb niczym nie różnił się od wcześniejszych czy późniejszych konkwistadorów.
W kolejnych dniach Kolumb dobijał do brzegów następnych wysp, powtarzając na ich plażach dziwny z punktu widzenia ich rdzennych mieszkańców rytuał, na który składało się wbijanie sztandaru kastyli i wygłaszanie niezrozumiałych inwokacji z drewnianym krzyżem w ręku.
16 października Kolumb wylądował na wyspie, którą nazwał Fernandiną, dzisiejsza Long Island, gdzie po raz pierwszy zanotował w swoim dzienniku używanie przez tubylców bardzo oryginalnych łóżek pod postacią siatki rozwieszonej między drzewami.
Na tych wyspach Kolumb spotkał także źródło życia, czyli mais.
Nowy świat, do którego dopłynął Kolumb, miał dać staremu światu znacznie więcej poza hamakami i kukurydzą.
Genueński Admirał rozpoczął proces znany jako Wymiana Kolumbijska.
Ślady kostne na niektórych europejskich szkieletach z epoki prekolumbijskiej sugerują, że syfilis był towarzyszem Europejczyków, być może już w starożytności.
Wydaje się jednak, że eksploratorzy tacy jak Kolumb i jego następcy przywieźli z Ameryki odmienne szczepy tej choroby, które faktycznie mogły dawać nieznane wcześniej gwałtowniejsze dolegliwości.
Misjonarz Ramon Pane sporządził na polecenie Kolumba etnograficzne zapiski wierzeń i mitologii tajnów, wspominając przy tym o herosie Guagugionie, który zapałał miłością do pięknej Guabonito, ale aby z nią współżyć, musiał najpierw sporządzić ziołowy eliksir, którym wyleczył syfilityczne wrzody pokrywające jego ciało.
Pod koniec października na jednej z ostatnich wysp odwiedzanego właśnie archipelagu ludzie Kolumba napotkali odrażające węże z nogami, które miejscowi zwali iguana.
Dopiero podczas drugiej ekspedycji Kolumba w latach 1493-1496 jego młodszy brat Bartłomiej postanowił przełamać tabu i skosztować mięsa legwana.
W powszechnej świadomości Krzysztof Kolumb niegdyś funkcjonował jako wielki odkrywca, wyprzedzający swoje czasy wizjoner i człowiek, który połączył ze sobą odizolowane wcześniej światy.
Kolumb od samego początku wykazywał autentyczne zainteresowanie napotkanymi ludźmi, nie tylko pod kątem ich niewolniczej eksploatacji.
Materiał sporządzony przez misjonarza znalazł się wiele lat później w biografii Kolumba sporządzonej przez jego syna.
Dzieje żywota Krzysztofa Kolumba ukazały się także po polsku w latach 60-tych w przekładzie Alii Dukanowicia.
Kolumb z rozbawieniem zauważył, że tajnowie chowali swoje bożki przed Europejczykami, obawiając się, że ci ukradną je, aby posiąść ich moc.
W tym momencie Kolumb zaprawdopodobnie zapomniał, że w Starym Świecie podobny zwyczaj wykradania sobie relikwii istniał co najmniej od starożytności, a może nawet od prehistorii.
W bliższych Kolumbowi czasach, chociaż już po jego śmierci, w 1517 roku turecki sułtan Selim wywiózł do Stambułu z podbitego Kairu całe mnóstwo muzułmańskich relikwii, które po dziś dzień można oglądać w muzeum Topkapi.
Hiszpanie płynący z Kolumbem zauważyli, że religia w świecie tajnów bywa wykorzystywana w sposób, który dzisiaj określilibyśmy jako cyniczny.
Do europejskich słowników weszło ono właśnie podczas pierwszej wyprawy Kolumba.
W październiku Kolumb penetrował kolejne wyspy archipelagu Bahamów, aż wreszcie dotarł do brzegów większej wyspy, którą nazwał Kuana, chociaż miejscowi mówili o niej Kubanakan, albo w skrócie Kuba.
Kolumb zaczął podejrzewać, że na tym rozleglejszym lądzie będzie w stanie wreszcie spotkać przedstawicieli Imperium Wielkiego Hanna i nawiązać z nimi handel.
Ignorancja Kolumba była tego najlepszym przykładem.
21 listopada niewielka flotylla Kolumba zmniejszyła się o Pintę, której kapitan Martin Alonso Pinzon samowolnie oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
Nie czekając na zgodę, ani nawet nie informując o tym Kolumba, popłynął w jej kierunku, nie przejmując się losami ekspedycji.
Niesubordynacja Pinzona dotknęła Kolumba, który przez jakiś czas czekał na kapitana Pindy, ale wobec jego przedłużającej się nieobecności postanowił płynąć dalej na wschód, eksplorując kolejne wyspy.
Kolumb i jego ludzie byli pod wrażeniem tej rozległej, górzystej i gęsto zaludnionej wyspy, której fauna i flora momentami przypominała im rodzinne strony.
Guacanagari od początku złapał nić porozumienia z Kolumbem, chociaż żaden z nich nie potrafił mówić w języku swojego interlokutora.
Guacanagari otrzymał od Kolumba dzwoneczki, szklane paciorki, mosiężne pierścienie, pojemnik z wodą o aromacie pomarańczy, koszule i rękawiczki.
Indiański wódz odwdzięczył się tym, na czym Kolumbłowi zależało najbardziej – złotem.
Kolumb kazał zbierać te drobiazgi, wymieniając za nie niemal bezwartościowe dzwoneczki, za którymi Indianie wręcz szaleli.
Tajnowie, tak jak większość Indian w prekolumbijskiej Ameryce, obrabiali złoto, kując je na zimno, czym pomagała im niska twardość rud tego pierwiastka.
Zupełna nieznajomość obróbki metali przypisywana Indianom prekolumbijskim jest mitem równie powszechnym co błędnym.
Dzięki olbrzymiej dysproporcji w technologii na obydwu kontynentach, Kolumb był w stanie kupować złoto od Guacanagariego, płacąc za nie mosiężnymi drobiazgami.
W nocy z 24 na 25 grudnia, a więc w Wigilię Bożego Narodzenia, pomniejszoną flotę Kolumba spotkało nieszczęście.
Kolumb miał być pierwszym, który zerwał się z posłania i przybiegł do steru.
Kolumb został w Nowym Świecie z jedną tylko karawelą.
Jego ludzie pomogli załodze Kolumba wydobyć wszystkie cenne przedmioty i zapasy z wraku, a następnie przenieśli je do pobliskiej wioski, gdzie złożono je w jednym miejscu.
Kolumb z uznaniem miał przyznać, że tajnowy nie ukradli niczego, ani jednego drobiazgu zewakuowanego wraku.
Kolumb stanowczo zabronił członkom załóg kradzieży, gwałtów czy stosowania jakiejkolwiek przemocy wobec Indian.
Kolumb w takich sytuacjach zawsze starał się porozumieć z tajnami poprzez tłumaczy, zakazując okradania ich opuszczonych osad.
Podczas pobytu w gościnie u Guaca Nagariego, Kolumb miał wpaść na pomysł założenia stałej osady, pierwszego europejskiego fortu na Karaibach.
W forcie na brzegach Hispanioli miało zostać 39 członków ekspedycji oczekujących na powrót Kolumba.
Kolumb zamierzał wracać do ojczyzny na jednej pozostałej karaweli – Nini.
Położenie zakładanego właśnie fortu znał jedynie Kolumb i paru bardziej doświadczonych pilotów ekspedycji, chociaż jak się później przekonamy, ich wiedza nie była zbyt precyzyjna i podczas kolejnej wyprawy trochę czasu upłynęło zanim karavele Kolumba zdołały dotrzeć do La Navidad.
Zwłaszcza po tym, jak Kolumb zaprezentował mu pokaz sprawności militarnej i siły ognia jego ludzi, strzelając z małego działa do wraku Santa Maria.
Wśród Indian, jacy znaleźli się na pokładzie jedynego statku, jaki w tym momencie pozostał Kolumbowi, część odbywała tę podróż dobrowolnie, pragnąc na własne oczy ujrzeć Kastylię i wspaniałość jej monarchów.
Na jednej z nich Kolumb kazał porwać 12 kobiet i dzieci, aby później pokazać je na kastylijskim dworze.
Zaraz po zniewoleniu tej grupy Indian, do statku Kolumba podpłynął na czułnię mężczyzna, który ze łzami w oczach prosił o zabranie go w podróż razem z porwanymi, ponieważ jedna z kobiet była jego żoną, a dwójka dzieci także była jego potomkami.
Kolumb niechętnie uległ błaganiom mężczyzny i przyjął go w niewolę.
Hernando Kolumb podkreśla wspaniałą myślność ojca, który nie tylko przyjął w niewolę Arawaka, pragnącego połączyć się z wywożoną w nieznane rodziną, ale jeszcze kazał żeglarzom dobrze traktować wszystkich pojmanych.
Kolumb zabrał ze sobą w drogę do Europy mniej niż 25 Indian, z których długą podróż, do której byli zupełnie nieprzyzwyczajeni, przeżyło nie więcej niż 7 osób.
Kolumb nie był specjalnie przekonany do tego pomysłu, ale wobec nalegań Indianina zgodził się wypłynąć z nim na pełne morze, gdy akurat pogarszała się pogoda.
Rozbawiony całym zajściem Kolumb, odstawił go na brzeg z całą rodziną i pożegnał darami.
Młodzieniec był jednak nieugięty i w końcu Kolumb dał się przekonać.
Pinzon spotkał się z Kolumbem, składając mu bardzo mętne wyjaśnienia co do przyczyn swojego zniknięcia.
13 stycznia w malowniczej zatoce Samana, na dzisiejszej Dominikanie, żeglarze Kolumba starali się nawiązać kontakt i wymianę handlową z miejscowymi Indianami.
Uzbrojeni w łuki ze strzałami zakończonymi grotami z kości, zaczęli zasypywać ludzi Kolumba pociskami.
Nie doszło do jakiejś masakry, Kolumb ciągle trzymał swoich ludzi na wodzy.
Podróż powrotna przebiegała bardzo gwałtownie, ponieważ Kolumb miał pecha trafić na wyjątkowy pod względem anomalii pogodowych okres na Atlantyku.
Wkrótce Kolumb doszedł do wniosku, że Pinta musiała zatonąć.
Póki co, beczka Kolumba nie została jeszcze odnaleziona.
Wtedy zostali zdradliwie pojmani przez Portugalczyków, którzy wkrótce podjęli próbę przejęcia także statku z Kolumbem i pozostałą częścią załogi.
Portugalczycy byli przekonani, że Kolumb jest jakimś piratem, który zapewne buszował w portugalskich koloniach w Gwinei, a teraz cudem przeżył nawałnicę o niespotykanej sile, która zapewne zniosła go na Azory.
Nikt nie chciał uwierzyć, że jakiś Kolumb w tym samym czasie przekroczył rozszalałe Morze Ciemności.
Portugalczycy uwolnili uwięzioną załogę i pozwolili płynąć Kolumbowi na zachód.
Poza tym statek został zniesiony w kierunku stolicy Portugalii – Lizbony, miejsca, którego Kolumb starał się za wszelką cenę unikać.
Statek Kolumba zatrzymał na inspekcję jakiś Portugalczyk, którym okazał się sam Bartolomeu Diasz, obecnie będący jedynie zastępcą kapitana.
Kolumb zachowywał się dumnie i odmawiał zejścia na ląd bez uzyskania gwarancji bezpieczeństwa od króla.
Podczas spotkania z Kolumbem król Jan starał się wybadać żeglarza co do lądów, które rzekomo odkrył.
Po dłuższym przesłuchaniu Jan miał z trudnym do ukrycia rozczarowaniem uwierzyć Kolumbowi.
Portugalscy kronikarze z epoki sugerowali, że Jan rozważał pozbawienie Kolumba życia, ale zaniechał tego planu.
Kolumb nie ufał Janowi i wiedział, że podczas takiej podróży niechybnie mogłoby dojść do jakiegoś wypadku, którego ofiarą najpewniej byłby on sam.
Jeden z problemów prześladujących Kolumba rozwiązał się sam.
Kolumb po krótkim odpoczynku ruszył w kierunku Barcelony, gdzie przebywała właśnie para królewska.
Kolumba obsypano za szczytami, potwierdzając jego tytuły Admirała Morza Oceanicznego oraz Wicekróla Wysp i Lądu Stałego wszystkich odkrytych przez niego ziem.
Niemal natychmiast rozpoczęto przygotowania do kolejnej wyprawy, która była tym bardziej potrzebna, że na Hispanioli zostało przecież 39 żeglarzy, tych zakładników ambicji Kolumba.
W tym samym czasie, gdy Kolumb starał się wydusić złoto z Indian na Karaibach, aby spłacić te pożyczki, to samo robił Alonso de Lugo na La Palmie, a potem także Teneryfie.
Kolumb darzył ją olbrzymim sentymentem.
W pomny losu Santa Maria Kolumb wybierał na drugą wyprawę głównie lekkie jednostki o niewielkim zanurzeniu.
Kolumb nie zamierzał korzystać ze statku należącego do rodziny Pinzonów, z którymi był wyraźnie skłócony.
W październiku na Gomerze Kolumb kolejny raz spotkał się z Beatriz de Bobadillo, która poza obdarzeniem go swoimi wdziękami, o czym wspominał m.in.
Zaraz po opuszczeniu Gomery, Kolumb wręczył kapitanom pozostałych okrętów zapieczętowane listy z dokładnymi współrzędnymi fortu La Navidad.
Korzystając z doświadczeń pierwszej ekspedycji, Kolumb popłynął tym razem nieco inną, bardziej południową trasą.
Kolumb zaczął więc eksplorować kolejne wyspy, nawet nie zdając sobie sprawy, jak blisko znalazł się kontynentu południowoamerykańskiego.
Pamiętniki Kolumba i jego towarzyszy wielokrotnie podkreślają, że ludzie ci napadali na wioski bardziej spokojnych Arawaków, biorąc do niewoli ich kobiety i dzieci.
Nawet Kolumb prędko zauważył jednak, że zazwyczaj są to po prostu szczątki zmarłych przodków, trzymanych niczym relikwie w ważnym miejscu chaty.
Dzięki indiańskim tłumaczom, których było w hiszpańskich szeregach coraz więcej, Kolumb dowiedział się, że kobiety te zostały przez Karaibów porwane, a teraz były ich niewolnicami.
Życie rdzennej ludności w prekolumbijskiej Ameryce daleko było od nieskażonej idylli, delikatnie rzecz ujmując.
Kolumb w końcu uległ naciskom i prośbom, wyrażając zgodę na zabranie jej oraz paru innych towarzyszących jej kobiet z dziećmi, pojmanych wcześniej przez Karaibu.
Wizja ludożerczych kanibali z Małych Antylii w pamiętnikach Kolumba i jego współtowarzyszy jest stosunkowo jednolita, ale czytając ich relacje między wierszami, a następnie porównując z późniejszymi badaniami etnograficznymi z tego rejonu Karaibów, możemy nabrać sporo wątpliwości co do ich rzetelności.
Kolumb podczas pierwszej wyprawy dowiedział się od tajnów o przerażających kaniba zamieszkujących wschodnie wyspy, a następnie sam spotęgował ich obraz tworząc przerażających ludożerców.
Nawet czytając relacje samego Kolumba i jego towarzyszy z drugiej wyprawy, prędko zorientujemy się, że praktycznie wszędzie to owi Karaibowie są ofiarami Hiszpanów, z którymi walczą w obronie swoich wiosek, rodzin i ziemi.
Najbardziej niesławnym dowodem wykorzystywania przez Europejczyków pojmanych na małych antylach kobiet jest fragment napisany przez uczestnika drugiej wyprawy, genueńczyka Michele da Cuneo, doskonale znającego zresztą Kolumba.
Jego ojciec sprzedał kiedyś nieruchomość ojcu Krzysztofa Kolumba.
W podobnym tonie o pochodzeniu Kolumba wypowiadali się cztery członkowie rodziny Las Casas, którzy także wówczas wpłynęli z admirałem do Nowego Świata.
Ogólnie nikt z żyjących w czasach Kolumba nie podważał jego pochodzenia, a genueńczycy jako kapitanowie, kupcy, marynarze czy wierzyciele ekspedycji na Atlantyku byli spotykani na porządku dziennym.
To taka mała dygresja, ponieważ co jakiś czas ktoś wyskakuje z rewelacjami o odkryciu prawdziwego pochodzenia Kolumba.
Problem w tym, że twórcy tych teorii bardzo chętnie powołują się na spekulacje, jakie narodziły się pół wieku po zgonie Kolumba, a bardzo rzadko zaglądają do źródeł pisanych za jego życia.
Jego krótka relacja jest jednak bardzo cenna, gdyż uzupełnia wspomnienia samego Kolumba czy Ramona Pane.
Tępieni przez załogi Kolumba, przekonanego, że ma do czynienia z krwiożerczymi ludożercami, którzy nie zasługują na litość.
Ferdynand i Izabela instruowali nawet Kolumba w jednym z listów, aby nie przysyłał Karaibów do Europy, tylko chrzcił i nawracał ich na miejscu.
Guillermo Coma, pochodzący z Italii, członek drugiej ekspedycji Kolumba, zauważył, że owiani mroczną legendą Karaibowie są przy bliższym poznaniu ludźmi bardzo inteligentnymi i trzeźwo myślącymi.
Wizja kanibali z relacji Kolumba i jego towarzyszy jest mocno przesadzona, co podkreśla dr Jakub Kupś w swoim artykule o antropofagicznych antylach, którego tytuł znajdziecie w opisie odcinka razem z innymi źródłami.
Kupś pisze, że paradoksalnie to sami Indianie Karaibscy często uważali Kolumba i jego ludzi za demonicznych ludożerców, którzy porywali na swoje statki ludzi i nigdy już ich nie wypuszczali.
Kolumb faktycznie porywał ludzi na Karaibach, chcąc zrobić z nich przewodników, tłumaczy, maskotki do pokazania królom, a w końcu niewolników, jacy mieli zrekompensować koszty kolonizacji Nowego Świata wobec braku złota.
Celem Kolumba była w końcu Hispaniola i La Navidad.
Kolumb jeszcze przed odjazdem kazał kolonistom odkładać całe zakupione przez nich złoto na dnie studni, w tajemnicy przed Indianami.
Wypytywany przez Kolumba Guacanagari zapewniał go, że on i jego ludzie nie tylko nie uczynili awanturniczym Hiszpanom z Lanavidad nic złego, ale wręcz bronili ich przed kacykiem Caonabo.
Królewscy inspektorzy namawiali Kolumba do ukarania Indianina, ale admirał stanowczo odmówił.
Kolumb był przekonany, podobnie jak jego syn w swojej biografii ojca, że miejsce w jakim ulokowano nowe miasto było perfekcyjne, z doskonałym portem, jakością powietrza i gleby.
Dlatego też miasto przetrwało jedynie 4 lata, po czym zostało opuszczone na rzecz Santo Domingo, miasta założonego przez Bartłomieja Kolumba w niedzielę.
Kolumb, pragnąc uzyskać finansowanie i zgromadzić na kolejną wyprawę śmiałków, mocno owyolbrzymił łatwość, z jaką można znaleźć złoto w Nowym Świecie.
Kolumb musiał więc zagonić do pracy szlachet nieurodzonych i ich zwierzęta, stosując poniżające kary fizyczne, jeszcze bardziej antagonizując sobie część osadników.
Dotkliwym problemem podkopującym morale i autorytet Kolumba był także brak złota.
W portach półwyspu Iberyjskiego dobrze zapamiętano wyciąganych spod pokładów półżywych Karaibów, którzy masowo umierali zaraz po opuszczeniu niewolniczych transportów Kolumba.
Kolumb szedł przez jakiś czas w zaparte.
Kolumb tymczasem penetrował Hispaniolę, wznosząc w jej sercu umocnione drewniano-kamienne forty, takie jak San Tomas, gdzie garnizonem niemal 400 ludzi dowodził Pedro Margarit, który bardzo prędko uwikłał się w konflikty z urzędnikami Kolumba, w tym zwłaszcza jego braćmi Bartłomiejem i Diego, którzy pod nieobecność admirała eksplorującego pobliskie akweny i wyspy sprawowali surowe i nie zawsze kompetentne rządy.
Podczas drugiej wyprawy Kolumb nie zdołał opłynąć wszystkich wybrzeży Kuby.
Widząc to Kolumb kazał całej załodze podpisać deklarację mówiącą, że Kuba jest fragmentem stałego lądu, a więc Azji.
Kolumbowic coraz mocniej palił się grunt pod nogami.
Kolumb zapadł wówczas w letarg, tracąc wzrok, słuch i pamięć.
Nawet po wyzdrowieniu Kolumb przyznawał, że jeszcze przez pięć kolejnych miesięcy odczuwał poważne skutki tej dolegliwości, która dodatkowo nałożyła się na prześladujący go reumatyzm i postępujący artretyzm.
Bracia Kolumba nie cieszyli się zbyt dużym posłuchem.
Słabą pozycję braci Kolumbów dodatkowo pogłębiało także ich pochodzenie.
Konkwistador Alonso de Ojeda miał na przekór radom królów katolickich i praktykom Kolumba publicznie obciąć uszy Indianinowi, który odmówił Europejczykom pomocy w przeniesieniu ich bagaży przez strumień.
Kolumb wyruszył w pole na czele małej armii złożonej z 200 piechurów i 20 jeźdźców.
Kolumb spotkał przeciwnika w sercu dzisiejszego Haiti.
W bitwie pod Vega Real, chociaż za czasów Kolumba miejsce to określano terminem Matanza, czyli po prostu rzeźnia, bo faktycznie stało się ono prawdziwą rzeźnią dla koalicji zbuntowanych tajnów.
Kolumb zdecydował się, że wyśle Kaonabo do Hiszpanii, nie chciał bowiem brudzić sobie dłoni straceniem tak znacznego przeciwnika.
Przed odesłaniem pojmanego Kaonabo do Europy, Kolumb spędził jakiś czas na dyskusjach z pokonanym.
Kaonabo wedle słów Kolumba był człowiekiem w sile dni, dostojnym, bardzo inteligentnym i przebiegłym.
Kolumb pisał, cytuję,
Krótkie rozmowy, jakie przeprowadził z pojmanym Indianinem Kolumb dodają parę kolejnych barw do bardzo bogatej i skomplikowanej palety, jaką był jego charakter.
Swoją drogą, pomimo wszelkich zawartych weń zniekształceń, przeinaczeń i uproszczeń, film Scotta to praktycznie jedyne co warto w ogóle obejrzeć na ekranie w kwestii Krzysztofa Kolumba.
Jego film jest wizją mroczną, realistyczną, całkiem sprawnie kondensującą dzieje dwóch pierwszych wypraw Kolumba w mniej niż 150 minut.
Kolumb surowymi karami kontynuował pacyfikowanie buntu stłumionego na przesiąkniętych indiańską krwią polach Matancy pod Vega Real.
Sam Kolumb nie był z natury okrutnikiem, ale potrafił bezlitośnie dążyć do zaspokojenia swoich obciążeń fiskalnych, którymi musiał spłacić wierzycieli i monarchów.
Glejty Kolumba nie były zresztą tak do końca jego wynalazkiem.
Od pierwszego pojawienia się Kolumba na plażach Hispanioli minęły niecałe trzy lata, a niemal cała jej ludność została sprowadzona do roli niewolników, harujących przy wydobyciu złota.
Bardzo prędko Kacykowie zaczęli donosić Kolumbowi, że złoto się wyczerpuje lub zwyczajnie nie sposób go zdobyć w niektórych regionach.
W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że większość ofiar wywołały najprawdopodobniej choroby przywleczone ze Starego Świata, na których rozprzestrzenianie się Kolumb i jego ludzie nie mieli wielkiego wpływu.
W ciągu paru dekad zabójcza fala nowych patogenów połączonych z podbojem i prześladowaniami przetoczy się przez całe Karaiby, a potem także kontynenty amerykańskie, wywołując dotkliwy niedobór rąk do pracy, który uzupełnić będą musieli czarnoskórzy niewolnicy z Afryki, będący kolejnym elementem kolumbijskiej wymiany.
Ten anonimowy, rdzenny mieszkaniec Wysp Kanaryjskich towarzyszył Kolumbowi w drugiej wyprawie jako najeźdźca.
Kolumb był bez dwóch zdań wybitnym nawigatorem, o czym najlepiej świadczy fakt, że podczas pierwszej wyprawy na morzu nie stracił ani jednego człowieka.
W przeciwieństwie do Izabeli, patronującej Kolumbowi, król Aragonii od samego początku starał się zdobyć obciążające go dowody, aby podważyć zbyt potężną pozycję wicekróla i admirała Morza Oceanicznego.
Gdyby Kolumbowi faktycznie pozostawiono wszystkie tytuły, zaszczyty i wpływy pieniężne z odkrytych ziem, w ciągu stulecia jego rodzina mogłaby stać się potężniejsza niż królestwo, które wysłało go na ekspedycję.
Zeznania obciążające Kolumba nie były wcale trudne do uzyskania.
Kolumb odsyłał wielu z nich celowo, zdając sobie na miejscu sprawę, że nie będzie w stanie ich wyżywić.
Zdając sobie sprawę z widma głodu, Kolumb surowo ograniczał wydawanie żywności, co spotkało się z niezadowoleniem i złorzeczeniami kolonistów.
Samego Kolumba nie można było jednak oskarżać o hipokryzję w tej materii.
Z początku lekarz ekspedycji, dr Chianka, obwiniał o wybuch epidemii klimat, ale Kolumb twierdził inaczej.
Kolejni uciekinierzy roznosili plotki o autorytarnych i bezlitosnych rządach Kolumba wspieranego przez niekompetentnych braci.
Kolumb na wszystkie wyprawy płynął wioząc nieco więcej ludzi, ale teraz zatłoczenie było koszmarne.
W szybszym dopłynięciu do celu Kolumbowi przeszkodziły błędy w nawigacji i kiepska pogoda, w tym szczególnie przeciwne wiatry.
Pod koniec tej podróży Kolumb odniósł jednak pewien triumf, po raz kolejny dowodząc posiadania genialnego talentu do nawigacji zliczeniowej.
Kolumb w swoim stylu uznał to za cud.
Ostatnie odcinki
-
Ostatnie wyprawy Kolumba - "Admirał Moskitów" i...
15.04.2026 15:12
-
Wyprawy Kolumba, odkrycie Ameryki i zagłada Indian
30.03.2026 12:37
-
Kubilaj-chan - Pan Dwóch Światów i Ostatni Wiel...
13.03.2026 17:49
-
Kommodus: Cesarz - Gladiator i jego mit
22.02.2026 18:38
-
Kobiety antycznej Hellady - życie codzienne w s...
11.02.2026 18:55
-
Królowie Wysp Kanaryjskich. Dzieje Guanczów [Au...
27.01.2026 17:12
-
Neandertalczycy - krewniacy z epoki lodowcowej
22.01.2026 16:46
-
Pierwsi Europejczycy - kiedy ludzie pojawili si...
03.01.2026 08:50
-
Polska Piastów - Książę i poddani, daniny i sąd...
21.12.2025 09:27
-
Polska Piastów - gospodarka, rolnictwo, hodowla...
13.12.2025 18:43