Mentionsy

Lekarz dyżurny
Lekarz dyżurny
21.04.2026 16:00

Czerwone flagi logopedii. Jak ekrany wpływają na naszą mowę?

W jaki sposób prawidłowo rozwijać mowę u dzieci? Jak zadbać o własną mowę, jeśli okres dzieciństwa już dawno minął? Marek Łabno specjalista medycyny rodzinnej podpowiada jakie są czerwone flagi w logopedii oraz jak samemu wykonywać logopedyczne ćwiczenia w domu. Jaki wpływ mają ekrany na gryzienie, przeżuwanie i połykanie pokarmów? W temacie odkrywania tajników prawidłowej mowy rozmawia z neurologopedą Aleksandrą Kurtyką-Chrapkiewicz, terapeutką SI i terapeutką karmienia, znaną z sieci jako Logopeda_Torpeda oraz Kamilą Konturek-Ziembą z redakcji "Twoje Zdrowie".

Rozdziały (8)

1. Introdukcja i motywacja

Lekarz Marek Łabno przedstawia temat rozwijania mowy u dzieci i dorosłych.

2. Wpływ ekranów na rozwój mowy u dzieci

Lekarz analizuje negatywny wpływ ekranów na rozwój mowy u dzieci, podkreślając aktywność wymagającą w rozwoju mowy.

3. Mity dotyczące rozwijania mowy u dzieci

Lekarz opowiada o mitach dotyczących rozwijania mowy u dzieci, takich jak jąkanie i problemy po wypadkach mózgu.

4. Jedzenie przy ekranach

Lekarz przełącza na temat jedzenia przy ekranach, analizując negatywne skutki na rozwój mowy i zdrowie dzieci.

5. Rozwój mowy u dzieci i dorosłych

Rozmowa o wpływie ekranów na rozwój mowy u dzieci, w tym trudności z interakcją i relacjami międzyludzkimi.

6. Zaburzenia integracji sensorycznej u dorosłych

Wspomnienie o problemach integracji sensorycznej u dorosłych, w tym sytuacjach związanym z mową i czuciem.

7. Ćwiczenia dla mowy

Podanie prostej techniki ćwiczeń do poprawy mowy, takich jak ziewanie, chrapanie i kąsanie twardej hrabiny.

8. Ochrona oczu przed ekranami

Porady na temat ochrony oczu przed uszkodzeniami spowodowanymi przez długie patrzenie na ekran, w tym zasada 20-20-20.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 398 wyników dla "R"

Lekarz dyżurny w radiu RMF24.

O zdrowiu i profilaktyce.

Lekarz Marek Łabno, witam serdecznie.

Pomogę Wam dzisiaj zbudować przestrzeń do prawidłowego rozwoju mowy u Waszych dzieciaków.

Opowiem Wam też, jak dbać o własną mowę, nawet jeśli okres dzieciństwa macie już daleko za sobą.

Pojawią się czerwone flagi w temacie mówienia?

Zapraszam.

W Radiu RMF24 Lekarz dyżurny Marek Łabno.

Dzisiaj bohaterem jest prawidłowy rozwój mowy.

Które umiejętności przez najbliższe dekady będą kluczowe dla kandydatów na rynku pracy?

Twarde skille typu wiedza w zakresie obsługi danej maszyny czy może miękkie skille z gatunku komunikatywności, budowania relacji czy rozumienia emocji?

Nie wiem czy trafiliście, ale posłuchajcie tego.

Według World Economic Forum i raportu Future of Jobs kompetencje miękkie znajdują się w ścisłej topce pożądanych cech u pracowników.

Podobnie LinkedIn w publikowanych przez siebie rankingach Global Talent Trends wskazuje, że jasne wyrażanie myśli, umiejętne słuchanie i dostosowanie języka do odbiorcy ma fundamentalne znaczenie dla pracodawców.

No wiecie, praca to jedno, ale prawidłowe mówienie i rozumienie mowy przydadzą się Wam i Waszemu dziecku jeszcze bardziej na co dzień.

Zrozumiała wypowiedź to skuteczność w relacjach i satysfakcja, no i mniejszy poziom frustracji u dziecka.

A myślę, że część z Was już wie z czym się jest frustrowanego trzylatka.

No i sami wiecie, że brak frustracji u takiego osobnika jest na wagę złota.

Przynajmniej z perspektywy rodzica.

Duma i pewność siebie czy większa szansa na brak problemów z czytaniem i pisaniem to kolejne argumenty za tym, że powinniście traktować prawidłową mowę jako coś absolutnie priorytetowego dla funkcjonowania dziecka.

Tutaj od razu chcę Wam podkreślić jedną super ważną rzecz.

Może być tak, że dwulatek operuje już całkiem dużym zasobem słów.

A może się zdarzyć inaczej, że dwuletnie dziecko dopiero zaczyna mówić pojedyncze słowa.

Obydwa warianty są granicami normy.

Rozwój mowy charakteryzuje się niezwykłą zmiennością.

U każdego z Was wyglądał trochę inaczej.

Oczywiście są pewne orientacyjne punkty.

Już kilkutygodniowe dziecko wydaje sobie jakieś tam bliżej nieokreślone dźwięki.

Nazywa się to gaworzeniem i jego brak może świadczyć na przykład o problemach ze słuchem.

Około pierwszego roku życia dziecko potrafi wypowiedzieć pierwsze najprostsze słowa.

Dwulatek łączy już to czego się nauczył w proste zdania typu mama da, tata idzie.

Z jednej strony słyszycie spoko spoko, każde dziecko rozwija się w swoim tempie, nie martw się.

A z drugiej strony pojawia się niepokój.

To teraz trochę więcej na ten temat.

Rodziców proszę o zapamiętywanie.

U najmniejszych maluchów komunikacja zaczyna się znacznie wcześniej niż pierwsze słowa.

To są spojrzenia, to są gesty, reakcje na dźwięk.

Dlatego jedną z priorytetowych rzeczy, na które proszę, zwracajcie uwagę, jest to, czy dziecko reaguje na swoje imię.

Jeśli roczny maluch nie odwraca się, kiedy je wołacie, nie szuka źródła dźwięku, to powinna wam się zaświecić lampka ostrzegawcza.

Większość bobasów w pierwszym roku życia zaczyna wydawać różne powtarzalne dźwięki.

Nie doszukujcie się w tym normalnych słów, bo ten etap to

Jeśli go brakuje, a dziecko jest super ciche, nie eksperymentuje dźwiękiem, nie bawi się mówieniem, to zdecydowanie kolejna lampka z napisem UWAGA.

Pozostając w temacie czerwonych flag, powiem Wam o geście wskazywania palcem.

Ustalmy może trochę na przekór starszyźnia, że wyłączamy z tej zasady maluchy w pierwszym roku życia.

Gest wskazywania to niewerbalny okrzyk pt.

Brak tej komunikacji, brak tego gestu wyciągniętego palca jest zdecydowanie czymś wymagającym odnotowania.

Podobnie będziecie oceniać starsze dzieci.

W przypadku dwulatków spodziewacie się oczywiście już nieco większego zasobu słów.

Natomiast nie chodzi właśnie o bezwzględną ilość słów, a bardziej o jakość komunikacji.

Kiedy jednak dwulatek nie stara się łączyć kilku słów w jeden ciąg albo nie reaguje na proste komunikaty,

To też jest dobry moment na konsultację logopedyczną.

Im starsze dziecko, tym jego mowa powinna być bardziej zrozumiała dla otoczenia.

Trzylatek porozumiewający się w sposób nie do rozszyfrowania, nawet dla najbliższych, to następny kandydat do pokazania specjaliście.

Nie zakładajcie od razu najgorszych scenariuszy.

Może być tak, że trudności z mową u waszych pociech wywołane są przez coś stosunkowo prostego, jak na przykład problemy ze słuchem.

Czasem mogą to być zaburzenia rozwojowe wymagające wsparcia.

Najważniejsze, żeby sprawdzić o co chodzi i móc pomóc dziecku.

Lekarz dyżurny w radiu RMF24 o zdrowiu i profilaktyce.

Opowiadam Wam dzisiaj o dbałości o rozwój mowy.

O ile ten wrzucony luz towarzyszący patrzeniu w ekran Wam pomoże, o tyle dla dzieciaków to prawdziwe zło w najczystszej formie.

Zanim odpowiem dlaczego tak jest, spróbuję Wam wytłumaczyć jak uczy się Wasz mózg.

I to niezależnie czy mówimy o Was jako dorosłych, czy wtedy gdy byliście małymi dziećmi.

Mózg najefektywniej tworzy połączenia, czyli synapsy między neuronami, kiedy działa kreatywnie.

Jej rozwój to nie jest bierne słuchanie gadających głów w tablecie.

To super ekstra aktywny proces.

Dziecko mówi, dorosły odpowiada.

Dorosły mówi, dziecko reaguje.

Jest spojrzenie, jest gest, jest jakaś emocja.

Najbardziej edukacyjna bajka tego nie daje.

Świnka Pepa czy Skye z psiego patrolu nie czeka grzecznie na ekranie aż dziecko coś powie.

Dlatego dzieci, które spędzają dużo czasu przed ekranem rzadziej inicjują komunikację i na dzień dobry mają dużo niższy zasób słów niż rówieśnicy, którzy nie dotykają w ogóle elektronicznych sprzętów.

American Academy of Pediatrics chyba uważa podobnie.

Bo zaleca, aby dzieci do drugiego roku życia w ogóle nie korzystały z ekranów.

Mianowicie, zwróćcie uwagę, współczesne kino dla dzieci jest przepełnione ruchem, głośnymi dźwiękami, akcją.

Akcją tak szybką, że nie powstydziłby się jej reżyser szybkich i wściekłych.

Istota przekazu werbalnego zjeżdża wtedy na drugi plan.

Jakie znaczenie ma co powiedział ten piesek do drugiego pieska skoro zniszczenie jedną bombą jego pojazdu jest wystarczająco jasnym powodem do jego niezadowolenia?

Po co używać słów skoro wiadomo cały czas o co chodzi?

Dzieci nie muszą użyć wyobraźni.

Wszystko co mogłoby narysować się na podstawie słów w ich mózgach jest już stworzone przez twórców filmu.

W radiu RMF24 Lekarz dyżurny Marek Łabno.

Do tej pory skupiałam się tylko na dzieciach, a przecież dobra wymowa jest też bardzo ważna u dorosłych.

Pierwszym mitem, z którym chcę się rozprawić jest to, że jak ktoś w dorosłości ma wadę wymowy, to już jest posprzątane i nic się nie da zrobić.

Wiele osób, mając zasoby, mając czas, mając pieniądze, żeby o siebie zadbać, nawet nie rozważa terapii logopedycznej.

Przecież to już jest nie do naprawienia.

Tymczasem mózg dorosłego zachowuje zdolność do uczenia się i zmianę nawyków.

Korekta być może będzie u części z Was dłuższa i pewnie bardziej wymagająca niż u dziecka.

Odpowiednie ćwiczenia skupiające się na płynności mowy, na artykulacji, na emisji głosu zrobią naprawdę fajną robotą.

Dorośli...

Wy potraficie ćwiczyć z logopedami w znacznie bardziej zaawansowany sposób niż małe dzieci.

Tak więc nie myślicie, że będziecie tylko powtarzać sylaby albo ćwiczyć język zdrapując spodniebienie opłatek.

Chociaż przyznajcie, że akurat ten ostatni przykład jest na serio całkiem ciekawym i skutecznym ćwiczeniem.

To teraz mity dotyczące zarówno dzieci jak i dorosłych.

Każdy z Was poznał przecież kogoś, kto się jąkał.

To przez stres albo przeżył coś strasznego.

Natomiast prawda o jąkaniu jest trochę inna.

Stres owszem może nasilać objawy, ale rzadko kiedy jest główną przyczyną.

U jąkających się dzieci moglibyście częściej zaobserwować też współruchy, tiki, zaburzenia toniczno-kroniczne.

Dlatego terapia i całościowe podejście do takiego dziecka

Ma super znaczenie.

Jąkanie jest zaburzeniem płynności mowy, natomiast wiele osób z tą dysfunkcją świetnie sobie radzi w komunikacji i są dobrze rozumiane przez otoczenie.

Tak więc jeśli wasze dziecko się jąka, ale dobrze je poprowadzicie z terapią, wtedy będzie się skutecznie komunikować.

Jeśli za nie dbacie terapią, niestety będą narastać lęki przed mówieniem.

Tych mitów narosłych wokół mowy jest naprawdę sporo i jak przekopałem dla was pół internetów, to musiałem wybrać tylko część z nich.

Poznajcie zatem ostatni wybrany przeze mnie mit, czyli osoby po wypadkach, udarach mózgu i innych neurologicznych historiach, które już nigdy nie będą mówić normalnie.

Przecież jak ktoś nie mówi po urazie mózgu, to już jest to nieodwracalne, prawda?

No nieprawda.

Wierzcie mi, ale rehabilitacja neurologopedyczna potrafi czynić cuda.

Kiedyś poznałem na stażu 30-latka po wypadku motocyklowym, który był częściowo sparaliżowany i miał problemy z mową.

Kilka miesięcy jego ciężkiej pracy, systematyczność, teamwork zespołu neurologów i logopedów zrobił efekt wow.

Jakiś czas później spotkałem go w przelocie na szpitalnym korytarzu,

Kiedy idąc o kulach uśmiechnął się do mnie i powiedział dzień dobry.

Wiecie, to też nie jest tak, że osoby po tak ciężkich chorobach czy wypadkach zawsze wrócą do swojej wcześniejszej formy.

Najczęściej jakieś ograniczenia niestety zostaną z nimi do końca życia.

Ale hej, w kontekście mowy miks, praca plus ćwiczenia z neurologopedą naprawdę może dać wielką poprawę.

W radiu RMF24 Lekarz dyżurny Marek Łabno.

Mówimy dziś o wpływie ekranów na rozwój mowy u dzieci, ale to nie jedyna sfera, w której mogłam szkodzić.

Coraz częściej młodzi ludzie także jedzą przy tabletach.

Ze mną jest teraz Kamila Konturek-Ziemba z portalu Twoje Zdrowie RMF24.

No nie chcę, żeby zabrzmiało to jak kiedyś to były czasy, a teraz tych czasów nie ma.

Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę niejadka, to taka najprostsza próba nakarmienia go, jak wyglądała?

Uwaga, leci samolocik, który miał oczywiście wylądować w buzi.

Czasami ta łyżka zupy albo kawałek mięsa na widelcu miały różne przygody zanim dotarły do brzuszka, maluszka czy starszaka.

To takie historyjki wymyślane na poczekaniu, które rozbudzały jednak wyobraźnię.

Teraz jest łatwiej, bo w każdej chwili na różnych urządzeniach można włączyć bajki i wpatrzone w nie dziecko może i ładnie wszystko zjada, ale zdaniem specjalistów robi to automatycznie i nieświadomie.

No z jednej strony tak i może nawet bez marudzenia, ale jak podkreślają eksperci nie o to w jedzeniu chodzi.

I przede wszystkim brakuje tej interakcji, co przekłada się na gorszy rozwój językowy i społeczny.

No właśnie, tak sobie jeszcze pomyślałem, że to jest czynnik, który sprzyja otyłości, bo można takie dziecko zatankować pod korek jedzeniem, którego to dziecko nie potrzebuje, ale jest tak wpatrzone w ekran, że o tym za bardzo nie myśli, co kto mu z jedzenia podkłada pod nos.

Później nawet samo też tak bezwiednie je i nawet nie wie, czy potrzebuje, czy nie potrzebuje, po prostu nieświadomie i bezmyślnie.

No dobra, czyli zamiast sobie ułatwić, to tak naprawdę trochę sobie utrudniamy to życie tymi ekranami.

Tak, zwłaszcza, że to nie jest jednorazowa sytuacja.

Najprawdopodobniej to dziecko już w ogóle nie będzie chciało jeść bez bajek.

Warto też zaznaczyć, że według badań młodzi ludzie, którzy jedzą przy ekranach częściej wybierają jednak żywność niezdrową, wysoko przetworzoną i są narażeni na otyłość.

Tracą kontakt z własnym ciałem no i sygnałami, które ono wysyła.

Także słuchajcie, jeśli też pilnujecie odpowiedniej wagi, nie tylko wśród dzieci, ale też wy dorośli, to ograniczcie te seriale, jak jecie, skupcie się na jedzeniu.

Dziękuję Kamila i widzę, że już otwierasz naszą rozgrzaną do czerwoności skrzynkę mailową.

Temat naprawdę wzbudza sporo emocji.

Tak, mnóstwo emocji wśród rodziców i nie tylko.

Pojawiło się też kilka refleksji, rachunków sumienia, to znaczy, że dorośli też uważają, że przesadzają z ekranami.

Lekarz dyżurny w radiu RMF24 o zdrowiu i profilaktyce.

Rozwój mowy i jedzenie to zupełnie inna bajka?

Nie, jeśli towarzyszy im bajka na tablecie czy telefonie.

Bardzo dużo dzieciaków ma dzisiaj problem z mową, ale też trudności w tak podstawowej czynności jak gryzienie i przeżywanie pokarmów.

A jak starszaki?

Jak sobie radzą w świecie pełnym ekranów?

O tym porozmawiam dzisiaj z Aleksandrą Kurtyką-Chrapkiewicz, neurologopedą, terapeutką SI i terapeutką żywienia.

Bardzo serdecznie witam ciebie, Olu, u nas.

Cześć, bardzo się cieszę i dziękuję za zaproszenie.

Ola, to lecimy z grubej rury.

Skąd się biorą te problemy z mówieniem u dzieciaków?

Rzuciłeś bardzo duży temat, bardzo szeroki, a tak naprawdę na to się składa bardzo, bardzo wiele rzeczy.

Problemy z mówieniem zaczynają się tak naprawdę już na samym początku, kiedy dziecko nie dostaje odpowiedniego bodźca.

W momencie, kiedy na przykład jest niemowlak, któremu rozszerzamy dietę,

I dziecko nie ma możliwości rzucia pokarmu, nie ma możliwości odpowiedniego połykania, jest zła koordynacja oddechowa, no to wtedy zaczyna być problem z mową.

Dlatego, że to są trochę naczynia powiązane.

Zamówieni i zagryzieni odpowiadają ten sam aparat artykulacyjny, prawda?

Dlatego jeżeli dziecko nie będzie sobie odpowiednio ćwiczyło policzków, języka, warg, no to też ta mowa po prostu nie będzie płynna.

Czy ty to obserwujesz, że faktycznie jest problem, że ci dwulatkowie częściej mają problemy z mówieniem niż dawniej?

Tak, obserwuję to, ale myślę sobie, że za to też odpowiadają bardziej świadomi rodzice, to znaczy oni już wcześniej przychodzą do neurologopedy.

Na niektórych oddziałach szpitalnych też już jest neurologopeda, na oddziałach noworodkowych chociażby i neurologopeda już od samego początku sprawdza, czy chociażby nie jest za krótkie wędzidełko języka, które później realnie odpowiada za, może odpowiadać za problemy z rozszerzaniem diety.

Może odpowiadać za właśnie mówienie, no bo zobacz ile głosek my musimy wypowiadać i ruszać odpowiednio tym językiem.

Jak to wędzidło językowe jest za krótkie, no to będzie problem, prawda?

Czyli to też jest realny problem.

To nie jest taka ściema, że wszyscy, wszystkim musimy badać wędzidełko języka, bo wiesz, nie wiem, 20-30 lat temu nasi rodzice w ogóle nie mieli świadomości, że coś takiego istnieje, albo przynajmniej bardzo ograniczono w porównaniu z tym, co teraz się dzieje, a jednak z tego, co ty mówisz, to jest realny problem.

Jest to realny problem i właśnie to ja za to bardzo rodziców chwalę, że oni są świadomi i mimo tego, że powinni siedzieć w domu i się cieszyć tym po prostu macierzyństwem tymi pierwszymi dniami, im się chce zapakować to dziecko do samochodu, jechać do tych wszystkich neurologopedów, osteopatów, fizjoterapeutów.

Ja uważam, że każde dziecko i powtarzam to każdemu rodzicowi czy każdej kobiecie w ciąży, bo też mam dziewczyny do siebie, które przychodzą i pytają o problemy laktacyjne, bo też za chwilkę bronię tytułu międzynarodowego konsultanta karmienia piersią i butelką.

I ja też im mówię o tym, że słuchajcie, jeżeli tylko i wyłącznie coś was zaniepokoi, dziecku będzie mlaskało przy jedzeniu, już takie malutkie, będzie wypływał pokarm kącikiem ust, to wy przychodźcie i odwiedzajcie neurologopedów, a my już potem też wspieramy się.

Prowadzicie razem z pediatrą, z lekarzem rodzinnym.

Dokładnie, z lekarzem.

Ja też wysyłam swoje dzieciaczki do fizjoterapeutki mojej zaprzyjaźnionej.

Ona do mnie dzwoni, mówi Ola, wy nie ruszycie z pracą języka, bo tutaj jest tak obręcz barkowa cała napięta.

Daj mi troszeczkę rozluźnić malucha i ja dopiero popuszczę ci ten język.

Czy sam w sobie smoczek może narobić dzielostwa, czy niekoniecznie?

Nienawidzę tego określenia, to zależy.

Natomiast smoczek może często uratować życie mamie, takie realne życie mamy.

Dzieciątka to są ssaki, my jesteśmy ssakami i one tego ssania potrzebują.

To jest odruch.

To jest odruch, dokładnie.

I to jest jedyna forma czasami uspokojenia tego maluszka, prawda?

Więc ja jestem jak najbardziej, ja nie demonizuję smoka.

Sama moim chłopcom, starszy syn odrzucił, młodszy do niedawna jeszcze miał smoczek, więc ja nie demonizuję tych smoków.

Uważam, że jak nie ma innych przeciwwskazań do tego, żeby ten smoczek był, to jak najbardziej ratujmy się.

My jesteśmy też rodzicami, a skoro to zostało z jakiegoś powodu wymyślone i ma nam pomagać, to jak najbardziej smoczek jest okej.

Pod warunkiem, że...

Smoczek nie jest u dziecka po prostu w buzi non stop, bo smoczek wpływa na złą pozycję spoczynkową języka, ten języczek powinien być na górze.

Dziecko, które jest zatkane smokiem nie będzie z nami nawiązywało relacji, nie będzie z nami próbowało tych pierwszych słów gdzieś tam wypowiedzieć, więc mówię, to zależy, nie?

Czyli nie jest zakorkowane tym smoczkiem na non stopie.

Używajmy tego smoka faktycznie jak jest potrzebne, jak trzeba dziecko uspokoić, jak dziecko, mama musi gdzieś wyjść, dziecko na przykład zasypia przy piersi i ja mówię, proszę się ratować, niech proszę dać smoczek, niech tata da ten smoczek, jak pani nie ma, no bo to jest jedyna forma, żeby pani mogła mieć trochę życia też.

Mamy musicie mieć trochę życia.

Musicie mieć trochę życia.

Druga rzecz, ze smoczków wkraczamy w świat starszych osób i dorosłych też i nastolatków, bo przyznasz, że problemy logopedyczne nie dotyczą tylko i wyłącznie dzieci.

Czy da się też coś zrobić w trochę późniejszym wieku?

Pytam szerzej i o młodzież i o dorosłych.

Jak najbardziej, da się każdą głoskę wywołać nawet w dorosłym życiu.

Tylko, że dzieciaki to są na tyle plastyczne stworzonka, że my łatwiej jesteśmy w stanie wywołać pewne głoski.

U dorosłego ta praca jest troszkę trudniejsza, dlatego, że znowu wracamy do korzeni.

My od samego początku pracujemy na tych mięśniach, nad mięśniami artykulacyjnymi.

I jak te mięśnie nie będą odpowiednio pracować, to w dorosłym życiu, no to jest jakbyś teraz pójdziesz sobie na siłownię i będzie super, jesteś młody.

Ale ciężej jest wrócić do formy osoby, która jest o wiele, wiele starsza, no bo to są mięśnie.

I ma swoje przyzwyczajenia.

I ma swoje przyzwyczajenia.

Ma swoją biomechanikę, porusza się w określony sposób.

Dzieci, które są czystą kartą, łatwiej prowadzić.

Ale podkreślamy razem, że to nie jest tak, że tego się nie da wyprowadzić.

Nie, człowiek jest plastyczny i wszystko jesteśmy w stanie, nawet jesteśmy w stanie zniwelować chrapanie.

Proszę bardzo.

Porozmawiamy trochę o ekranach, bo ta nasza plastyczność, ta nasza kreatywność, te wszystkie pozytywne cechy są trochę zabijane przez ekrany, ale nie tylko te cechy, bo tak samo mowa dostaje w kość przez ekrany.

Musisz o tym troszkę szerzej nam teraz opowiedzieć.

Tak, mowa dostaje w kość, dlatego że nasz układ nerwowy, żeby mógł sobie odpowiednio funkcjonować, potrzebuje takich kilku instrumentów do gry odpowiedniej, żeby ten układ nerwowy pracował, żebyśmy mogli odpowiednio w tym świecie funkcjonować.

I my potrzebujemy dotyku, my potrzebujemy ruchu, my potrzebujemy równowagi, potrzebujemy, żeby funkcjonował odpowiednie wzrok i słuch.

Ekran uruchamia tylko i wyłącznie wzrok i słuch, nie?

Czyli reszta tego całego mechanizmu nie pracuje odpowiednio.

Ekrany zabijają relacje.

Jak ja się teraz do ciebie uśmiechnę, to ty się do mnie uśmiechniesz.

Jak ja się uśmiechnę do Pokemona w telewizorze, on zrobi swoją minę, nie?

Więc dzieciaki raz, że nie uczą się mowy przez to, no bo nie ma interakcji, to też nie uczą się wzajemnego odczytywania emocji, które są potrzebne do funkcjonowania w świecie, tak?

W realnym życiu.

Zresztą na ekranie jest non stop eksplozja tych emocji.

Dziecku nawet nie ma jak przeskanować wszystkich tych po kolei emocji, do nich się odnieść i właśnie po kolei na nie zareagować.

Masz jakieś porady odnośnie samych ekranów w kontekście jedzenia, w kontekście mówienia u dzieci?

W jaki sposób to ograniczać?

Myślę sobie, że my jako rodzice jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, bo jesteśmy pierwszym pokoleniem, które jest tak bardzo na te social media i na ten wirtualny świat wyeksponowane.

Więc myślę sobie, że też musimy zachować taki trochę zdrowy rozsądek.

Zakazanie naszym dzieciom w tym momencie korzystania z ekranów, to jest pozbawienie ich życia.

Więc myślę sobie, że trzeba zastosować

Po prostu twarde zasady i to też w każdym domu jest inaczej.

My u nas w domu wprowadziliśmy zasady.

Ja nie muszę dziecku mojemu sprawdzać, ile on w tym telefonie jest, bo gdzieś tam on wie, że ten telefon nie powinien być najważniejszy.

Najpierw życie, potem ekran.

Natomiast wiem, że rodzicom to dużo pomaga, że jest wprowadzona kontrola rodzicielska, jeśli chodzi o czas.

Druga sprawa to jest rozmawiajmy z dziećmi.

Ekrany nie zrobią nam aż tyle złego, jeżeli my będziemy z tymi dziećmi rozmawiać na zasadzie ok, widzę, że coś cię tam zainteresowało.

Chcesz mi opowiedzieć co tam robiłeś?

Żeby te dzieciaki jak najwięcej z nami rozmawiały o tym nawet co się w tym świecie dzieje.

Żeby ten mózg był stymulowany do jakiejś interakcji.

Jak najmniej korzystajmy z ekranów, a najlepiej w ogóle przy jedzeniu.

Ja tutaj też chcę zaznaczyć, że czasami mamy takie przypadki w gabinecie, że my zalecamy, żeby rodzice włączali ten ekran na jakiś czas i to są przypadki, tak, ale to są czasami naprawdę takie przypadki, że dziecko nie potrafi zjeść, to są jakieś spektrum i tak dalej i to my już tutaj, to są zupełnie inne przypadki.

Mówimy o zdrowych dzieciach, czyli próbujemy eliminować ten ekran podczas jedzenia.

Relacja, relacja, jeszcze raz relacja.

Na tym dziecko, w ten sposób dziecko rozwija się emocjonalnie i rozwija się komunikacyjnie.

Czyli same plusy praktycznie mamy z takich interakcji, jeśli właśnie ograniczymy te ekrany.

No ale bądźmy realistami, nie da się zejść do zera.

To by nawet było z niekorzyścią dla dzieciaków.

Wspomniałaś już o tym, że nie powinniśmy jeść przy ekranach.

Co negatywnie wpływa pod kątem żywienia na rozwój mowy?

Na rozwój mowy, ale też na temat samego żywienia.

Bo jedzenie przy ekranie powoduje, że dziecko je automatycznie.

Dzieci też często traktują jedzenie, te starsze, jako przeszkodę w grze.

Więc on bierze to jedzenie,

Potrafi czasami nie przełykać, znowu nie pracują nam odpowiednio mięśnie, które powinny pracować w ten sposób jak u każdego normalnego, zdrowego człowieka podczas grzienia, podczas jedzenia.

I tutaj się pojawia problem, że te dzieciaki jedzą na takim autopilocie, nie czują konsystencji tego jedzenia.

Ja miałam u siebie w gabinecie chłopca, któremu musiałam od początku wprowadzać.

I to może się komuś wydawać w ogóle jakaś fanaberia mamy i w ogóle tak, że to jest nienaturalne.

Ja miałam chłopca, tylko tam już wjechało takie ostro uzależnienie behawioralne.

On teraz jest w Szpitalu Świętego Ludwika i tam się leczy.

Natomiast tutaj było bardzo, bardzo dużo problemów.

Od tego, że on nie potrafił się skupić na rozmowie, nie potrafił budować pełnych zdań, nie potrafił wnioskować, nie potrafił opowiadać o tym, co się dzieje.

Był bardzo agresywny, nie był skoncentrowany, duży problem był z jedzeniem dlatego, że połykał całe kawałki.

On nie przegryzał dlatego, bo jego głowa była skupiona na grze, a nie na tym co on je.

Dlatego on połykał naprawdę spore ilości takich poważnych kęsów.

Miałam chłopca, który nastawiał sobie budzik o godzinie 3 w nocy.

Grał do godziny 5 nad ranem w grę.

Na komputerze.

To akurat był tablet, bo miał tablet schowany pod poduszką.

Mama to wyczaiła, bo po prostu przeniosła sobie nianie od młodszego brata do pokoju.

Kompletnie nie wiedziała, co się z chłopakiem dzieje, bo właśnie był bardzo agresywny.

Wiadomo, że przy grach też odpowiednio działa dopamina, która działa na płat przedczołowy, która odpowiada za koncentrację, za planowanie, za emocje.

To dziecko było totalnie rozregulowane emocjonalnie.

Okazało się, że on się budził o 3, grał do 5, o godzinie 7 był nieprzytomny, jak trzeba było pójść do szkoły.

To też jest kolejny taki skrajny przypadek.

I też miał trudności z mową, jak rozumiem.

Miał trudności z mową.

On nie potrafił złożyć zdania, bardzo chaotycznie mówił.

Nie potrafił się skupić też na tym, o co ja go pytam.

Tutaj był też taki problem natury sensorycznej.

No bo znowu wróćmy do tego, że żeby nasz mózg odpowiednio mógł pracować, to nam są potrzebne inne bodźce, a nie tylko i wyłącznie wpatrywanie się w tablet i też zauważ jak te gry funkcjonują, nie?

Tam wszystko się bardzo szybko zmienia, tam są bardzo żywe kolory, ty szybko dostajesz nagrodę.

W realnym życiu ty musisz się trochę postarać o to, żeby tą nagrodę dostać.

Nie jest tak łatwo życie przewidywalne, ty musisz sam zdecydować.

Te dzieciaki później starsze mają z tym duży problem.

To jest mega ciekawe, ponieważ jeśli dobrze Cię zrozumiałem, to nawet osoba, która nie miała jakichś wielkich problemów z mową, jeśli wchodzi w etap takiego dużego uzależnienia od ekranów, od grania na komputerze, może rozpocząć trudności z mową, prawda?

Dobrze, to może taki przykład z ostatniego tygodnia.

Przyszedł chłopczyk, który tak już był pochłonięty tą grą, że on nie potrafił zaplanować żadnej czynności w gabinecie.

W momencie, kiedy ja prosiłam, żeby on sekwencyjnie wykonał jakieś zadanie, to on nie potrafił sobie tego w głowie zaplanować, dlatego że gra nie uczy planowania.

Wiesz, w grze jest wszystko przewidywalne.

I reagujesz na to, co się dzieje natychmiast.

I my podczas zajęć integracji sensorycznej, ja po kolei uczę tego typu rzeczy dzieci.

Ja mam teraz chłopca, który nie potrafi nauczyć się wiązania butów.

I wiem, że to może się... Nie potrafią dzieci zapinać guzików.

Słuchaj, musisz mi więcej powiedzieć i naszym słuchaczom o integracji sensorycznej, bo jesteś też terapeutką SI, a to bezpośrednio wiąże się z mową i dużo osób w ogóle nie wie o co chodzi.

Dlaczego rozmawiamy z neurologopedą i ten neurologopeda zamiast mówić tylko i wyłącznie o mowie mówi o wiązaniu butów.

Proszę cię rozwiń tą myśl.

Ta integracja sensoryczna i ta neurologopedia to są też trochę takie dziedziny, które się wzajemnie uzupełniają.

Z racji tego, że teraz te ekrany, dzieciaki są wszędzie na te ekrany wystawione, no to też przychodzą do mnie dzieci, które są bardzo, bardzo pobudzone.

I ja sprawdzam, czy to pobudzenie wynika właśnie z tego, że jest na te ekrany za często, za mocno wystawione.

Sprawdzam, czego brakuje temu dziecku, bo są to dzieci, które albo są za bardzo przebodźcowane, bo za bardzo oddziałuje na nich ten ekran, albo wręcz przeciwnie, one są wycofane, bo tam tych bodźców jest tak dużo, że te dzieci się wycofują.

Te dzieci, które są zafiksowane tylko i wyłącznie na ekranach, właśnie mają problem z jedzeniem.

Jak mają problem z jedzeniem, to często mają problem z wymową pewnych głosek, bo nieodpowiednio pracuje buzia.

Jak się łączy, że gdybym była jeszcze kilka lat młodsza, to bym skończyła fizjoterapię, ale że już czterdziecha blisko, bo za chwilę.

Coś ty, to jeszcze przed tobą 70 lat.

No nie, nie, już po prostu, więc myślę sobie, że bardzo mnie też to interesuje, no a potem psychologia, to jeszcze jest taka dziedzina, bo to się wszystko tak łączy, że to jest niesamowite.

Słuchaj, a skoro mówiliśmy jeszcze o mowie i o zaburzeniach sensorycznych, to proszę cię, powiedz jeszcze dwa słowa o dorosłych.

Wiem, że to nie jest twój pacjent, ale wydaje mi się, że dorośli też mogą mieć duże problemy z integracją sensoryczną, zaburzeniami integracji sensorycznej.

Czy taka 30-40 letnia osoba, jeśli czuje, że coś może być nie halo z tą integracją sensoryczną, jak ona ma to zauważyć?

No to ja cię teraz bardzo zaskoczę, ale niestety nasze dzieci to jest większość, która ma problemy z integracją sensoryczną, dlatego że my, o wiele starsi od nich, byliśmy wystawieni na chodzenie gołą stopą po trawie.

My kręciliśmy się, nasz układ fantastycznie pracował na czepakach, huśtawkach.

Nasza koordynacja.

Nasza koordynacja była zupełnie inna.

Czucie równowagi.

Dokładnie, czucie równowagi.

To jest znowu ta orkiestra, do której my wracamy.

To wszystko u nas grało, bo my zamiast siedzieć w domu i tak jak teraz niestety dzieci i rozmawiają teraz przez komunikatory, to my wołaliśmy pod oknem o 5 złotych, wołaliśmy do mamy daj mi 5 złotych i wrócę o 19.

Więc my byliśmy to zupełnie inna teraz, zupełnie inaczej ta integracja sensoryczna funkcjonuje.

Ale czy jest to możliwe, żeby będąc dorosłym mieć takie zaburzenia?

Kiedy możemy je u siebie wykryć, zobaczyć, wiesz, nawet w kontekście mowy, bo może być ktoś, kto na nią mówi szy, czy, albo ry i ma z tym jakiś problem, ma problemy z inicjowaniem komunikacji, a być może u niego są problemy natury integracji sensorycznej.

Kiedy taka dorosła osoba może powinna podejść do neurologopedy, do terapeuty SI?

Każda osoba dorosła, której wydaje się, że mówi nieodpowiednio, której język wychodzi za daleko i jest syplenienie międzyzębowe, kiedy nie mówi R, kiedy właśnie chrapie, to wystarczy przyjść, zgłosić się.

Są osoby, które nawet w Krakowie jest bardzo dużo tego typu punktów.

Ja też współpracuję z fizjoterapeutami, ale też logopedami dla dorosłych, żeby po prostu popracować

Kiedy dorosły może przeczuwać, że on tylko źle mówi, ale może mieć jakieś większe problemy właśnie z propriocepcją, z czuciem głębokim, z integracją sensoryczną?

Kiedy to zrobić i kiedy się do ciebie zgłosić, jak masz 30-40 lat?

Ale ogólnie do neurologopedów, do fizjoterapeutów zgłasza się każdy dorosły, który czuje, że wypowiadanie głoski przez niego jest nieodpowiednie, że przeszkadza mu na przykład chrapanie w nocy,

Że przeszkadza mu to, że często jest język na dole i on oddycha zamiast nosem, czyli prawidłowym torem oddechowym, oddycha buzią.

A oprócz tego, że denerwuje go chociażby w dorosłym życiu, a znam takich dorosłych, tylko że wtedy się mówi, że ktoś jest po prostu dziwakiem.

Obcinanie paznokci czy zakładanie obcisłej bielizny termicznej nawet na narty.

To w mojej rodzinie jest taki dorosły, który po prostu tego nie założy.

No i my dawniej, my teraz z dzieciakami ćwiczymy, próbujemy odwrażliwić te miejsca, które denerwują, tak?

A ci dorośli, raz, że już trochę nauczyli się z tym swoim problemem żyć, a dwa, no to chodzą do fizjoterapeutów na różnego rodzaju masaże takie dociskowe.

Olu, trzy ćwiczenia, które są takie nieoczywiste, a mogą bardzo pomóc w rozwoju mowy.

Ja kojarzę z innych wizyt z logopedami, że na przykład zdrapywanie językiem z podniebienia opłatka.

Masz jeszcze jakieś takie proste ćwiczenia, które można by było wdrożyć dzieciom, ale też osobie dorosłej?

Oczywiście, ja bardzo lubię tego typu zadania, bo można je wykonywać chociażby jadąc do przedszkola, do żłobka, czy jak wiesz, jedziesz do dziadków w trasie i wtedy nie trzeba sięgać po te nieszczęsne tablety, żeby dziecko na chwilę uspokoić w korku.

Tylko to jest tak, to jest kląskanie, które pomaga nam też odpowiednio... Kląskanie?

Język się pięknie przyczepia do podniebienia, a o to nam też chodzi w tej pozycji spoczynkowej języka.

To też jest bardzo ważne, potem na przyszłość właśnie żebyśmy nie chrapali, bo ja cały czas się uprę tego chrapania, bo wiem, że my jesteśmy w stanie to chrapanie nawet u dorosłego człowieka wycofać.

Druga rzecz to jest dmuchanie, dmuchanie przez baniek.

Wtedy pięknie się cofa język, ładnie pracują usta.

To jest picie gęstych musów przez słomki.

Ale ważne, żeby słomka była między wargami, a nie między zębami, dlatego że znowu blokujemy język.

Czyli aktywujemy ten mięsień okrężny ust.

I dodatkowo Jezyczek, który się ładnie cofa.

Ale no wiadomo, że nie mamy w samochodzie tego musa, a obiecałam, że będą te proste patenty do wdrożenia na co dzień.

Dokładnie, więc to do samochodu, kląskanie, wysyłanie buziaczków, uwaga teraz, ziewanie i chrapanie.

Proszę bardzo.

Cofa się język, wzmacnia się język, cały mięsień, okrężny ust i mamy robotę zrobioną.

Ekstra.

Ziewajcie, krąskajcie, wysyłajcie całusze.

I jedzcie twarde rzeczy, błagam, błagam, błagam.

Jeszcze raz powtórzę.

Jeszcze raz powtórzmy najważniejsze rzeczy.

Najważniejsze jest relacja, relacja, relacja.

Rozmawiajmy ze swoimi dziećmi, jedzmy wspólne posiłki, bo przez to dziecko zje po pierwsze to, co lubi, no bo możecie je razem przygotować.

Dwa, właśnie będzie gryzło, będzie odpowiednio pracowało tym buziakiem.

I sprawdzajcie treści jakie oglądają wasze dzieci.

Moim i waszym gościem była Aleksandra Kurtyka-Chrapkiewicz, neurologopeda, terapeutka SI czyli integracji sensorycznej, terapeutka karmienia.

Bardzo ci Olu dziękuję.

Dziękuję bardzo za zaproszenie.

Bardzo miło było cię tutaj gościć.

Dziękuję, bardzo miło było tu być.

W radiu RMF24 Lekarz dyżurny Marek Łabno.

Ze mną ponownie jest Kamila Konturek-Ziemba z portalu Twoje Zdrowie RMF24, która tym razem wybrała pytania od Was.

Cały czas jestem, przeglądam pytania, no i te najciekawsze.

Pierwsze od pani Marty.

Staram się ograniczać dzieciom czas przed tabletem, ale najbardziej boję się o ich oczy.

Czy wpatrywanie się w ekran może uszkodzić wzrok?

Może, tak, tak, tak, tak, ale nie martw się, że sam ekran może bezpośrednio uszkodzić wzrok.

Realnie przyczyni się do pogorszenia widzenia i do problemów ze wzrokiem.

Tak, długie patrzenie sprzyja krótkowzroczności.

Zresztą wiecie, że teraz mamy epidemię krótkowzroczności.

Mięśnie oka pracują w jednym trybie i oczy cały czas patrzą bardzo blisko.

A jeśli do tego dołożysz jeszcze małą ilość czasu spędzanego przez dziecko na zewnątrz, bo to też często współgra z ekranami, no to problem jest większy.

Światło naturalne reguluje rozwój gałki ocznej.

Patrzenie w dal odciąża wzrok.

No i dzieciaki mają z tym problem.

Sama pewnie też często patrzysz w ekran komputera i mało mrugasz.

I tutaj wjeżdża na białym koniu fajny patent, o którym kiedyś już wam mówiłem w temacie okulistyki, czyli zasada 20-20-20.

Czyli co 20 minut patrzysz przez 20 minut na coś oddalonego o 20 stóp, czyli koło 6 metrów.

No i wypróbujcie to.

Twoja pociecha też niech wypróbuje, oczy będą się mniej męczyć.

Ostatnio czuję ból promieniujący od szyi do prawej ręki.

Czy może to być spowodowane pozycją, którą przyjmuję w czasie przeglądania internetu w telefonie?

To może jakieś trwałe uszkodzenie lub zwyrodnienie?

Opis, który mamy tutaj, pasuje do podrażenia struktur w odcinku szyjnym kręgosłupa.

W grę wchodzi na przykład szyjna radikulopatia, czyli takie schorzenie, które polega na ucisku struktur nerwowych.

Możesz tą frazę wpisać w internet, wtedy jeszcze możesz więcej o tym poczytać.

Na ten moment powiem ci tylko, że bardzo, ale to bardzo twój telefon się do tego przyczynia.

Głowa pochylona do przodu generuje duże przeciążenia, mięśnie się męczą, pracują statycznie w totalnie nie anatomicznej pozycji.

A do tego jeszcze obrzęk tkanek miękkich okolicy karku może dawać ucisk na nerwy.

Może nie wywalaj, dobra.

Może nie rób tego.

Nie rób tego może, ale no staraj się ograniczyć ruch głowy do przodu i w ogóle zrób sobie jakieś mocne limity na patrzenie się w ekran.

Powiem ci o czerwonych flagach w tym temacie, bo to też jest ważne, żeby było wiadomo kiedy podejść do lekarza.

Kiedy jest drętwienie palców lub ręki, kiedy jest osłabienie siły mięśniowej, na przykład rzeczy wypadają ci z dłoni.

No to wtedy warto podejść do swojego lekarza.

Dziękuję Wam bardzo za dzisiejsze pytania.

No i oczywiście z Kamilą polecamy wszystkie odcinki Lekarza dyżurnego.

Znajdziecie je w serwisie RMF On.

Marek Łabno, dzięki.