Mentionsy

Koroluk
Koroluk
03.09.2025 10:51

Wzlot i upadek Szymona Hołowni

👉 Wesprzyj podcast: ⁠https://patronite.pl/koroluk⁠ ⁠⁠⁠⁠📖 Spis źródeł: https://justpaste.it/dpbgd

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 607 wyników dla "PO"

Jeszcze rok temu wygrywał w rankingach zaufania polityków.

W roku 21 jego partia swobodnie przekraczała 20%, a w pojedynczych sondażach była nawet pierwsza.

Obecnie poparcie Polski 2050 nie pozwala na przekroczenie progu wyborczego.

Co się stało, że tak jak wcześniej pelikot Kukiz i Petru chciał rozbić Duopol, ale to Duopol rozbił jego?

O tym powiemy sobie w tym odcinku.

Przybliżę dziś biografię i polityczną drogę Szymona Hołowni.

Prześledzę ewolucję jego poglądów i podejmę z nimi polemikę.

A na koniec powiem co, mimo przeciwności, udało mu się w polityce dokonać.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od narodzin.

Dwukrotnie byłem w nowicjacie u dominikanów i dwukrotnie z niego występowałem.

Raz przez dość poważną chorobę, drugi raz, bo zrozumiałem, że to nie miejsce dla mnie, że nie nadaje się do życia w strukturze, w której wszystko jest nad dzwonek, a rytm dnia wyznacza seria sygnałów, po których trzeba precyzyjnie wykonać pewne czynności.

Opisuje to w książce pod tytułem Pół na pół.

Chyba chciał mnie objąć na pożegnanie, a może nie tylko to, w każdym razie dostał mordę.

Z tak zwanego plaskacza, po czym odepchnąłem go na tyle mocno, że się przywrócił na tapczan czy wersalkę, przy której stał.

Przez 5 lat studiował psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Nie było mu to do niczego potrzebne.

Przepracował tam kilka lat, potem poszedł do Newsweeka, a potem pisał dla Ozonu, Rzeczpospolitej, Machiny, Przewodnika Katolickiego, Tygodnika Powszechnego, Więzi, Wprost.

Jak można tłuc na okładce, że księża to hipokryci, bo mają dzieci?

Tyle tym wprawdy, co w stwierdzeniu, że dziennikarze kłamią, politycy to złodzieje, a artyści to prostytutki.

Redaktorem naczelnym Newsweeka był wówczas, od kilku miesięcy, Tomasz Lis i pożegnał pracownika w swoim stylu.

To znaczy nazwał go świętoszkiem, hipokrytą i załganym, pseudoliberalnym, pseudodoktrynalnym, dwie piersi sądzym, liberalnym katolikiem.

A poza tym Hołownia był bardzo płodnym pisarzem.

Książki głównie o tematyce religijnej, co widać już po samych tytułach.

Nie były to jednak połajanki purytanina.

Szymon starał się pokazać ludzką stronę religii.

I nawet nie mówię tego pogardliwie.

Przykładowo w książce Boskie Zwierzęta propagował humanitarne podejście do zwierząt.

I oto niektóre wypowiedzi Szymona z tego tekstu.

Nie istnieją powody, dla których żyjąc w Polsce w XXI wieku, dysponując takimi możliwościami wyboru pokarmów, mam dalej jeść mięso.

Nie mam odwagi, by posunąć się do tego, co zrobił Jaś Kapela, który zatrudnił się w hodowli, żeby pokazać nam, co tam się dzieje i napisał o tym świetną książkę Polskie Mięso.

Sądzę, że to kwestia kilku, może kilkunastu lat, zanim Polska dojrzeje do tego, że wegetarianizm czy weganizm to nie fanaberia ekoświrów czy chwilowa moda z zachodu, że to wyraz naszej troski i wiary, miłości do bliźniego i wszystkiego, co wiąże się z człowiekiem.

Szymon zatem był fajnokatolikiem, co oznacza, że miał miłe, nieoceniające usposobienie i że były w jego światopoglądzie elementy fajne, jednak wciąż to był katolicyzm nieprzejednany w niektórych tematach.

O poglądach Hołowni i ich ewolucji powiemy sobie jednak potem.

Pracował w radiu, a potem poszedł do telewizji.

W roku 26 pracował w TVP1, potem był dyrektorem programowym stacji Religia TV, a potem przeszedł do TVN-u i to tam uzyskał ogólnopolską sławę.

A wszystko za sprawą programu Mam Talent, który cieszył się ogromną popularnością.

Po prostu prokop ma 2,6 m.

Opisując jego historię, nie sposób pominąć także działalności filantropijnej.

Założył fundację, który pomagał dzieciom w obokich krajach Afryki i Azji.

Współzałożył portal internetowy Pomocni.info skierowany do osób w trudnej sytuacji życiowej.

Podsumujmy wszystko, co dotąd powiedzieliśmy.

Pisarz, publicysta, fajno katolik, lubiany gospodarz niezwykle popularnego talent show, filantrop, a przy tym człowiek niewiarygodnie złotousty ujmujący i obdarzony łagodną fizjonomią, która wzbudza zaufanie.

Czy istnieje lepszy kandydat na polityka, który ma rozbić partyjny duopol?

Tomasz Grodzki, marszałek Senatu i czołowy polityk Platformy, zarzucił Hołowni, że jest promowany przez lobby finansowe.

Nie podał jednak żadnych konkretów.

Wyglądało na to, że Dyopol faktycznie boi się Hołowni.

W lutym roku 20 Hołownia wypuścił spot inaugurujący kampanię wyborczą.

W spocie, poza standardowym blabla o wojnie polsko-polskiej i potrzebie budowania zgody, pojawił się fragment, w którym Hołownia mówił, że będzie dbać o każde drzewo, a nie tylko o jedno.

W tym momencie filmu kamera pokazała brzozę, a następnie papierowy samolocik.

Jednak nie spotkało się to z aplauzem.

Drwiąc z katastrofy smoleńskiej nie tylko pogłębiasz podziały, które przecież obaj chcemy zasypywać, ale rozdrapujesz wciąż niezagojone rany bliskich ofiar.

Panie Hołownia, pan poważnie sprowadza tragiczną śmierć 96 osób do papierowego samolociku i walki o jedno drzewo?

Spot, który wczoraj opublikował mój sztab, spudził kontrowersję.

Nie zwróciłem uwagi na to, czy w tle mojej narracji pokazywana jest brzoza czy inne drzewo.

Mi ów film opowiadał zupełnie inną historię.

Poruszyło ich to.

Przecież mówił w tym spocie, że będzie walczył o każde drzewo, a nie tylko o jedno.

No ale przeprosił, spot zniknął i rozeszło się po kościach.

Dwa dni po feralnym spocie Hołownia przedstawił swój program wyborczy.

Chciał także walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym, harmonijnie współpracować z Unią i Stanami, reaktywować Trójkon Weimarski, potępiał przyjęte przez niektóre samorządy uchwały o strefach wolnych od LGBT, a w kwestii prawa aborcyjnego opowiadał się za utrzymaniem status quo.

Przypominam, było to jeszcze przed wyrokiem Trybunału Przyłębskiej.

Jeśli odnieśliście wrażenie, że niektóre z tych postulatów kłócą się z obecnym obliczem Hołowni, to macie rację.

O tym także powiemy sobie potem.

Chciałbym kiedyś zrobić Polskę.

Jeśli zrobił to pod publiczkę, wymusił płaczniczym aktor, aby pomóc sobie w kampanii, to oczywiście było to żenujące.

Polityk powinien trzymać fason w rozmowach z innymi.

Na początku kampanii Hołownia miało słabe sondaże.

Przez pierwsze dwa miesiące, od początku lutego do początku kwietnia, był dopiero piąty.

Wystawienie Kidawy Błońskiej nie było dobrym pomysłem.

Słaba kampania, brak charyzmy, ale przede wszystkim ogłoszenie bojkotu wyborów z powodu pandemii, to wszystko sprawiło, że poparcie kandydatki Platformy zaczęło spadać na łeb na szyję.

Panuje mit, wedle którego Hołownia przed drugą turą zachował się egoistycznie i nie poparł Trzaskowskiego.

Świeżo po pierwszej turze mówił, że zagłosuje na Trzaskowskiego, choć bez przyjemności.

Również dzień przed ściszą wyborczo powiedział, że zagłosuje na Trzaskowskiego, żeby go pokonać w przyszłych wyborach.

Zrobił też coś podobnego, co ostatnio Mentzen.

Odbył z Trzaskowskim na live dyskusję, w trakcie której omawiali kilka kluczowych dla Szymona posterotów.

Prezydent zawetuje każdą ustawę, która nie przeszła pełnego cyklu legislacyjnego z konsultacjami społecznymi, oceną skutków prawnych itd.

Prezydent zawetuje każdą ustawę, która zabiera samorządom środki lub dokłada im zadań bez zapewnienia odpowiednich środków.

A czwarty postulat to zapewnienie, aby w Kancelarii Prezydenta pracowały osoby bezpartyjne, a także utworzenie ciała doradczego złożonego z samorządowców i wysłanie wniosku do NIK-u o sprawdzenie, czy w Spółkach Skarbu Państwa i Samorządach nie są zatrudniani partyjniacy.

Trzaskowski zgodził się ze wszystkimi postulatami, no ale nie pomogło.

Mimo wszystko Hołownia nie miał powodu do rozpaczy.

Z prezentera telewizyjnego stał się w krótkim czasie poważnym graczem politycznym.

W sierpniu założył Stowarzyszenie Polska 2050.

Zapowiedział też założenie partii politycznej o takiej samej nazwie.

Podobno było blisko, ale ostatecznie wymiksował się z tego Trzaskowski.

Sam Hołownia wspomina to tak.

Partia 40-latków, która 70-latków pośle na zasłużoną emeryturę, a my teraz przejmujemy władzę w Polsce, bo taki koncept, gdzie on zostawia Rafał Platformę, Władek PSL, ja już nie jestem w Polsce 2050, bo tworzymy zupełnie nowy ruch.

Hołownia opowiedział się po stronie kobiet.

Gdzie jest głos mojego kościoła, gdy Kaczyński w imię obrony kościoła chce podpalać kraj i topić go we krwi?

Pisał w mediach społecznościowych.

Pojawił się także na protestach.

Hołownia w przeszłości pozycjonował się jako zdecydowany wróg aborcji.

Choć w kampanii prezydenckiej opowiadał się już za utrzymaniem tzw.

Czy ktoś mógłby od nas powiedzieć, panu Hołowni, żeby wypier...

Bo my robimy rewolucję i nie mamy czasu zajmować się każdym politycznym polantem chętnym do powiezienia się na nas.

Wszystkie mamy krótką ścieżkę reakcji jeśli chodzi o polityków komentujących nasze protesty.

Od sierpnia ubiegłego roku, kiedy pojawiła się w sondażach z wynikiem 4%, notowała nieprzerwany wzrost i w styczniu miała już 15%.

Widać było, że entuzjazm o wyborach prezydenckich nie opada i Hołownia ma szansę być czymś więcej niż polityczną efemerydą.

Na konwencji PO Budka kreślił wizję Zjednoczonej Opozycji, którą nazwał koalicją 276.

Tyle bowiem potrzeba szabel, aby obalić weto prezydenta Dudy.

W skład koalicji miała wchodzić Platforma, Lebica PSL, ale także Polska 2050.

Hołownia nieca reagował entuzjastycznie na ten pomysł.

A zatem koalicja proponuje kolejną koalicję.

Z jednej strony naprawdę cieszę się, że przebudziliśmy opozycję zimowego snu.

Z drugiej strony niepokoi mnie planowanie małżeństwa bez pytania o zdanie wybranka.

Trudno mówić o poważnym związku.

Skomentował to w mediach społecznościowych.

W tym miesiącu powstało w Sejmie Koło Polska 2050.

Zasiliły je trzy posłanki.

W kolejnych miesiącach dokoła dołączyli jeszcze posłowie Platformy Michał Gramatyka i Paweł Zalewski, członek klubu KO Tomasz Zimoch, senator KO Jacek Bury, poseł Partii Nowoczesna Mirosław Suchoń i poseł Porozumienia Gowina Wojciech Maksymowicz.

Od Lewa, czyli wiosny, do Prawa, czyli do Porozumienia Gowina.

Nie mogło się to spodobać Platformie.

Opozycja powinna wspólnie zastanowić się nad tym, co jest najważniejsze.

Wzajemne przejmowanie posłów temu nie służy.

Ja mam takie poczucie, że Szymon Hołownia szedł do polityki po to, żeby ją zmieniać, a to niestety polityka zmienia Szymona Hołownię, powiedział Trzaskowski.

Najpierw szczepili się lekarze, 80-latkowie, nauczyciele, potem 70-latkowie i tak dalej.

Gdy 1 kwietnia Michał Dworczyk poinformował o tej awarii, Hołownia zapłonął oburzeniem.

A jednak sam dwa dni potem skorzystał z tej usterki i się zaszczepił.

Proszę zostawić Szymona Hołownię w spokoju.

Pomijam już fakt, że wszelkie przejawy hejtu w Wielkanoc to po prostu wstyd.

Choć politycy konkurencyjnych partii ciskali w Hołownię gromy, nie odbiło się to na sondażach.

I w kwietniowych sondażach to jego Polacy wskazywali na lidera opozycji.

Na przełomie maja i czerwca sondaże Polski 2050 osiągnęły 24%.

Historycznie wysoki poziom.

W tym samym czasie miała już ona tylko 15% poparcia i chyba nigdy nie była tak nisko.

Hołownia podbierał jej posłów i wyprzedzał ją w sondażach.

Strzaskowski gdzieś obok budował swój ruch, organizował pierwszy kampus Polska Przyszłości i Platforma nie miała pewności, czy dalej będzie chciał grać z nimi do jednej bramki.

Pojawił się bunt wewnątrz samej partii.

W maju blisko 60 parlamentarzystów KO wystosowało list otwarty, w którym krytykowali obecną kondycję ugrupowania i wzywali do wewnętrznych przemian.

Na początku czerwca powiedział w TVN, że jest gotów zrobić wszystko, żeby Platforma nie przeszła do historii.

A na początku lipca oficjalnie ogłosił powrót do polskiej polityki i stanął na czele partii.

W ciągu zaledwie dwóch miesięcy poparcie Koalicji Obywatelskiej skoczyło z 15% do 27%.

A Polska 2050, która miała na początku czerwca 24%, w październiku zleciała do 13%.

Tusk zniszczył marzenia Hołowni o zostaniu liderem opozycji.

Łatwo przyszło, łatwo poszło.

Hołownia próbował ratować sytuację, ale nie miał dobrego pomysłu.

We wrześniu zorganizował pierwszy kongres ruchu Polska 2050.

Pierwszy Kongres Ruchu Polska 2050.

Będą setki osób z całej Polski.

Będzie gość specjalny, który, mam nadzieję, na trwale zmieni oblicze polskiej polityki.

Specjalny gość, który odmieni oblicze polskiej polityki.

Główną funkcjonalnością tej aplikacji były mini referenda i ankiety skierowane do członków Stowarzyszenia Polska 2050, czyli demokratyzacja całego ruchu Hołowni.

Jeśli połowa, to partia musiałaby wziąć to stanowisko pod uwagę.

Sam pomysł nie był rewolucyjny.

Podobne aplikacje uruchomiły już partie w innych krajach, jak choćby ruch pięciu gwiazd we Włoszech.

Ale po co był ten cały hype?

Po co była szopka z tajemniczym gościem i zapowiedź zrewolucjonizowania polskiej polityki, skoro już po roku nikt o tej aplikacji nie pamiętał?

Buńczuczne zapowiedzi, że Koło Poselskie Polska 2050 rozrośnie się o kolejnych członków i będzie w stanie utworzyć piętnastoosobowy klub, nie ziściły się.

W sierpniu 1922 roku Hołownia pojawił się na kampusie Polska Przyszłości.

Kiedy ktoś z widowni zadał pytanie o podejście obu panów do zmian w prawie aborcyjnym, Szymon powtórzył swoją stałą śpiewkę o referendum.

Słuchajcie ja... Czasami trzeba się w polityce też nie zgadzać.

Czy równość może być poddana pod referendum?

To po pierwsze.

A w grudniu PKW odrzuciło sprawozdanie finansowe Polski 2050.

Był to cios wizerunkowy, tym większy, że PKW już rok wcześniej odrzuciło sprawozdanie Komitetu Hołowni za kampanię prezydencką i musiał wtedy oddać ponad 200 tysięcy złotych.

W sprawozdaniu za rok 2021 w rubrykach z wpłatami Polska 2050 umieściła same zera.

W opinii PKW kłóciło się to z tym, że Polska 2050 zorganizowała w tamtym roku ten feralny kongres z Jaśminą.

Podobne rozkminy musiał mieć PSL, który balansował na progu wyborczy, stąd też obie te partie zaczęły się mieć ku sobie.

W kwietniu uroczyście ogłoszono powołanie trzeciej drogi Koalicji Polskiej 2050 i PSL-u, która miała wspólnie startować do Sejmu i Senatu.

PSL zaś wniósł rozbudowane struktury, czyli coś, czego nie miała Polska 2050.

Hołownia, który od zawsze krytykował stare partie i dążył do odpartynienia spółek Skarbu Państwa, o to spiknął się z najbardziej obrotową i przesiąkniętą nepotyzmem formacją.

Akademik za złotówkę dla studentów spoza wielkich miast.

Rodzinny PIT, większa rodzina niższe podatki.

Państwo jako uczciwy pracodawca, czyli zapowiedź podwyżek dla budżetówki.

Koniec kolei do lekarzy, czyli postulat przeznaczenia 7% PKB na zdrowie i wprowadzenie zasady, że jak NFZ nie zapewni wizyty u specjalisty w ciągu 60 dni, to zwróci pieniądze za wizytę prywatną.

50% wydatków na modernizację wojska w polskich zakładach zbrojeniowych.

Zielona Polska, tani prąd, czyste powietrze, czyli rozwój rynku OZE, ułatwienia dla prosumentów, ograniczenie wyrębu lasów.

W kwietniu PiS-owcy przegłosowali w Semiu ustawę, która powoływała do życia Komisję do Spraw Badania Wpływów Rosyjskich w latach 2007-2022.

Kiedy jednak pod koniec maja Duda zadeklarował podpisanie tej ustawy, to Hołownia zmienił stanie.

Warszawski marsz 4 czerwca to już w tej sytuacji nie jest wyłącznie manifestacja jednej partii politycznej.

To jest dziś rzecz o bezpieczeństwie narodowym, powiedział i faktycznie się na marszu pojawił.

Marsz był potężny i chociaż Szymon wcześniej ironizował, że to wydarzenie nie odmieni losów świata, to chyba miało ono większy wpływ na polską politykę niż aplikacja Jaśmina.

Wzięło w nim udział od 300 tysięcy do nawet pół miliona uczestników, a według analiz osiągnął on w infosferze 300 milionów w zasięgu, co było rekordem dla Polski.

Zachęcony sukcesem Tusk w lipcu zapowiedział kolejny marsz.

Jeszcze jest za wcześnie, by podjąć tę decyzję, czy weźmiemy udział w Marszu Miliona Serc, zwołanym przez Tuska.

Finalnie na marszu się nie pojawił, choć było tam kilku polityków trzeciej drogi.

Prawdopodobnie przyczynił się do tego świetny występ Hołowni w debacie TVP i beznadziejny występ Tuska.

A jakaś część wyborców postanowiła zagłosować na trzecią drogę taktycznie, żeby nie spadła pod próg.

Sam Tusk na spotkaniu z mieszkańcami Rzeszowa apelował do sympatyków trzeciej drogi, by nie wahali się ani chwili i głosowali na swoich.

15 października Hołownia miał powody dla euforii.

Był to wynik powyżej oczekiwań.

Komitet wprowadził do Sejmu 65 posłów i posłanek i mniej więcej połowę stanowili ludzie Hołowni, a połowę drużyna Kosiniaka.

Paulina Henik-Chlowska, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.

Agnieszka Puczyńska została zaś ministrą bezteki do spraw społeczeństwa obywatelskiego.

Marszałkowanie Hołownia rozpoczął 13 listopada.

Były obawy, że polityczny debiutant nie podoła temu zadaniu, jednak wszedł w nową rolę nadspodziewanie dobrze.

Hołownia nie dawał sobie wejść na głowę krnobrym pisowcom, cytował z pamięci regulamin Sejmu i ponował nad salą.

Raz po raz sypał cię tymi ripostami, które stawały się hitami internetu.

Przypomnijmy może niektóre z tych przebojów.

Procedowane, czy coś powiedziałem?

Najmocniej państwa przepraszam, ale czasami słowo proces tak ciśnie mi się na usta, że nie mogę się powstrzymać.

Pan poseł Marek Jakubiak, Republikanie.

Zrobić porządek z tą frakcją doktorów, panie pośle.

Nie, panie pośle.

Wyjaśniłem, jakie kroki podjąłem w sprawie posłanki Borowiak.

Może pan mnie obrażać dowolnymi słowami, panie pośle Suski, nie rusza mnie to.

Panie, do Jaruzelskiego już mnie pan porównał.

Czekam, jak mnie pan znów porówna do Hitlera.

Panie pośle Suski, proszę zająć miejsce na sali.

Jestem dyktatorem, jestem Jaruzelskim i te wszystkie inne rzeczy, które już słyszałem od pana posła Suskiego zmieszczą się w moim sercu.

Efekt Marszałka widać na wykresach z portalu Social Blade.

Pod koniec października kanał Sejmu miał 45 tysięcy subskrybentów.

Na początku stycznia miał już ich 740 tysięcy.

Podobnie to wygląda w przypadku liczby odsłon.

Potem oczywiście hype opadł, ale nadal obrady Sejmu mają znacznie większą oglądalność niż za poprzednich rządów.

Światowe media, takie jak BBC i Financial Times, pisały o fenomenie polskiego Semiflixa.

Transmisje obrad polskiego Sejmu trafiły nawet do warszawskiego kina.

Trudno sobie wyobrazić lepszy początek kadencji.

Hołownia zaś stał się pozytywnym symbolem nowej ekipy.

Po części dzięki swojej retorycznej sprawności, a po części dlatego, że jako jedyny lider znajdował się na afiszu.

Bo przypominam, że aż do 13 grudnia wciąż funkcjonował operetkowy trzeci rząd Morawieckiego.

Na początku grudnia Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga zgłosiły poprawkę do projektu w sprawie zamrożenia cen energii.

Poprawka dotyczyła kwestii budowy farmy wiatrowych na lądzie.

Poprawka zmieniała regulacje dotyczące minimalnej odległości stawianych wiatraków od innych obiektów.

Zamysł dobry, bo PiS sparaliżował ten sektor zupełnie niepraktycznymi wymogami, jednak poprawka przeginała w drugą stronę.

Aferę wywołał inny punkt, który według wielu prawników sankcjonował wywłaszczenia pod budowę farm wiatrowych.

A to już wyglądało jak prawo pisane pod dyktando lobbystów.

Koalicja pod naporem krytyki wycofała się z tego pomysłu.

W trakcie świąt Hołownia postanowił zorganizować, pierwszą w historii Sejmu, Wigilię dla osób w potrzebie.

Zapowiedź na stronie Sejmu głosiła, że w spotkaniu weźmie udział około 500 osób.

Na Wigilii pojawiła się Fundacja Ocalenie, która świadczy pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej.

Po spotkaniu umieściła ona w mediach społecznościowych wpis.

W życiu bym nie pomyślała będąc w lesie na granicy białorusko-polskiej, że któregoś dnia zostanę zaproszona do polskiego sejmu, że znajdę się w gronie osób specjalnie zaproszonych.

Prawica podniosła niesłychany klangor i do dziś wypomina mu, że spotkał się z uchodźcami.

Pod koniec grudnia Hołownia stanął przed pierwszym poważnym politycznym testem i stał go raczej na truje.

W takiej sytuacji marszałek Sejmu stwierdza wygaśnięcie mandatów poserskich.

Panowie zatem weszli do Sejmu, głosowali, mimo że formalnie nie byli już posłami, a Kamiński nawet zdążył pokazać wszystkim gest Kozakiewicza.

Jeśli Hołownia stwierdzi wygaśnięcie mandatów, to powinny zatem pójść odpowiednie kroki.

Hołownia jednak chciał być dobroduszny i dezaktywować im karty dopiero po tym, jak Sąd Najwyższy rozpatrzy ich odwołanie.

Stwierdziła ona, że Kamiński i Wąsik nadal są posłami.

I choć za burdel prawny w Sądzie Najwyższym odpowiada PiS, to Hołownia niespójnym działaniem dołożył się do tego galimatiasu.

W roku 24 powoli wyczerpiało się efekt świeżości, działał już rząd Tuska, więc Hołownia przestał być głównotwarzą złycięskiej koalicji, a popularność Semiflixa malała.

Na początku marca wybucha afera korupcyjna z człowiekiem Hołowni w roli głównej.

Adam Gomoła to najmłodszy poseł tej kadencji.

Szybko został pupilkiem mediów, które przedstawiały go jako głos pokolenia Z, ale jego dobra passa nie trwała długo.

Według taśm ujawnionych przez Nową Trybunę Opolską, Gomoła miał kupczyć jedynkami na listach wyborczych.

Pikanteri tej sprawie dodaje fakt, że w trakcie rozmowy z kandydatem Gomoła powiedział, że takie zjawisko jest w jego środowisku powszechną praktyką.

Bo wiecie, wydawcą nowej Trybuny Opolskiej, która nagłośniła sprawę, jest Pro Media, której większościowym udziałowcem jest Orlenowska Polska Press, więc na końcu tego łańcucha znajdował się były wójt Pcimia.

Kiedy wydawało się, że Gomuła nie mógł się już bardziej skompromitować, to postanowił pójść się wyżalić do Zbigniewa Stonagi.

I chociaż tyle dobrego, że kierownictwo Polskie 2050 nie kręciło, tylko wywaliło go z partii jeszcze w dniu ujawnienia przekrętu.

Prokuratura z urzędu wszczęła w tej sprawie postępowanie.

W kampanijnym ferworze Hołownia wypowiedział słowa, które, zwykle z rozbawieniem, są mu wypominane do dzisiaj.

Prędzej czy później trafi tam, gdzie powinien trafić.

W związku z wyborami samorządowymi Hołownia zrobił także coś, co rozsierdziło sporą część progresywnych wyborców.

Na początku marca miało się odbyć głosowanie nad czterema ustawami aborcyjnymi.

Hołownia jednak przesunął głosowanie na 11 kwietnia, czyli już po pierwszej turze wyborów samorządowych.

Nie spodobało się to Lewicy.

Mówiąc o tej kwestii trzeba nam spokoju i cierpliwości, aby walcząc o dobro nie wprowadzać więcej zła.

Mówił do wyborców na spotkaniu w Tychach.

Kiedy przeczytała to na Twitterze Żukowska nie wydawała się uspokojona.

Wypier z tym spokojem Hołownia napisała do niego.

Na pozor był to wynik niezły, wyższy niż ówczesne sondaże, jednak diabeł tkwił w szczegółach.

Wybory samorządowe są specyficzne, PSL zawsze wypada w nich świetnie, bo ma potężne struktury na terenach wiejskich.

Szczególnie nie miał powodów do radości Hołownia, bo PSL wprowadził do Semików Wojewódzkich 58 radnych, a Polska 2050 zaledwie 20.

Polska 2050 nie ma rozbudowanych struktur i opiera się głównie na charyzmie jednego człowieka.

Według badania ExitPolipsosa na trzecią drogę głosowało zaledwie 50% wyborców ugrupowania z 15 października.

Czerwcowe wybory europejskie potwierdziły słabą kondycję trzeciej drogi.

Dostała ona niecałe 7% i wprowadziła do europarlamentu tylko trzech polityków.

Pojawiły się różnice ideowe.

Polska 2050, głównie ustami Ministr Funduszy Południńskiej na Łęcz, stanowczo się temu sprzeciwiała i optowała za budownictwem społecznym.

PSR postanowił być konserwatywną kotwicą w rządzie.

Chociaż żółci popierali ustawy o związkach partnerskich, to większość ludowców była przeciwko.

I to pomimo tego, że w kampanii prezydenckiej trzecia droga jako całość opowiadała się za związkami.

W Polsce 2050 jest sporo osób o umiarkowanie progresywnych poglądach.

Wszyscy obecni na sali członkowie Polski 2050 poparli tę ustawę.

W przypadku PSL-u poparły ją tylko 4 posłanki, 24 PSL-owców było przeciw.

PSL bowiem ma nepotyzm we krwi.

Co zatem dalej łączyło oba środowiska poza strachem przed progiem wyborczym w przypadku rozstania?

Chyba już tylko gospodarka, a szczególnie kwestia obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, którą drogowcy przedstawiali jako swoje być albo nie być w rządzie.

W drugiej połowie roku sondaże trzeciej drogi oscylowały wokół 10%.

Nazwał przy tym siebie niezależnym kandydatem, czym zapoczątkował modę na niezależnych kandydatów i każdy partyjny kandydat przedstawiał odtąd siebie jako niezależnego.

Mencen, który miał wówczas zbliżone sondaże do Szymona, zaproponował mu debatę, ale ten odmówił tłumacząc się tym, że nie interesują go starcia jeden na jeden.

Ale z niezrozumiałych powodów odpuścił, w kolejnych miesiącach to on skamlał o debatę ze Sławkiem, ale lider Konfederacji, który miał już znacznie lepsze sondaże od Hołowni, stracił zainteresowanie.

Pod koniec listopada Newsweek napisał, że Hołownia studiował na skompromitowanej uczelni Collegium Humanum, gdzie dochodziło do handlu dyplomami.

Według cytowanych przez Gazetę Pracowników Uczelni jego oceny i dokumenty były wpisane do systemu uczelni, choć nie uczęszczał na zajęcia i po prostu czekał na dyplom.

Hołownia zaprzeczył, aby był studentem, zapewniał, że tylko złożył wniosek o przyjęcie na studia, ale ich nie podjął.

A służby były wówczas podległe ministrowi Siemoniakowi z Platformy.

Aluzje nieczystych zagrań pod adresem koalicjanta spowodowały ferment w rządzie.

Politycy PO w prywatnych rozmowach spekulowali zaś, że cieknąć może nie ze służb specjalnych tylko z katowickiej prokuratury, którą zawiadywał człowiek pracujący tam jeszcze za Ziobry.

Rok 25 Hołownia rozpoczął bez większej nadziei.

Czuli coraz mniejszą wspólnotę z marszałkiem, a poza tym przeczuwali, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto.

W styczniu Sejm uchwalił zaproponowaną przez Hołownię ustawę incydentalną, wedle której o ważności wyborów prezydenckich miało decydować piętnastu najstarszych stażem sędziów Sądu Najwyższego, a nie kwestionowana Izba Kontroli Nadzwyczajnej.

Litry Polski 2050 przez długi czas nie miał werwy.

Dopiero w połowie marca wziął urlop w Sejmie, by wziąć się na poważnie ze spotkania z wyborcami.

Nie miał jednak dobrego pomysłu na kampanię.

Oto jego postulaty.

Rozwój po polsku, czyli postawienie na rozwój miast powiatowych.

Dani prąd z polskiego słońca i wiatru.

Mieszkania w przystępnej cenie, czyli budownictwo społeczne zamiast opłat do kredytów.

Polskie zbrojenie dla polskiej gospodarki.

Polska stuminutowa, czyli możliwość dojazdu w 100 minut z każdej wsi do stolicy województwa dzięki rozbudowie transportu publicznego.

Spółki Skarbu Państwa do naprawy, czyli odpartynienie spółek oraz smartfony precz ze szkół, czyli zakaz używania telefonów w szkołach podstawowych.

O swoich postulatach jednak mówił raczej niewiele.

Hołownia uznał ten pomysł za niedemokratyczny.

TVP powinna według niego pokazywać wszystkich kandydatów.

Postanowił więc wbić się na debatę, a za nim poszli inni.

Debata była fenomenem, tylko w stacjach telewizyjnych obejrzało ją ponad 6 milionów Polaków, a był jeszcze internet.

Hołownia w tej debacie brylował, przy okazji smagał też Trzaskowskiego za pomysł dwójkowego starcia.

Coraz bardziej pozycjonował się jako kandydat odległy zarówno od PiSu, jak i od PO.

Potem były kolejne debaty i w nich także Hołownia w zgodnej opinii komentatorów wygrywał lub przynajmniej wypadał nieźle.

Debatki z fanami Męcena, którzy przychodzili na niezbyt liczne spotkania Hołowni z wyborcami.

Mimo kameralnego kontekstu te starcia były elektryzujące i niosły się viralem po mediach społecznościowych.

Pisały też o nich portale internetowe, na przykład Gazeta.pl.

Zwolennicy Konfederacji przychodzą na spotkania z Szymonem Hołownią i próbują go zaginać niewygodnymi pytaniami.

Wyglądało to na koniec jego poważnej kariery politycznej.

Hołownia jako pierwszy jeszcze w dniu ogłoszenia wyników przekazał swoje poparcie Trzaskowskiemu.

Nie pomogło, wygrał Nawrocki.

Dzień po wygranej Nawrockiego Szymon na konferencji prasowej zaproponował dyskusję o tym, czy prezydenta w przyszłości nie powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe jak w Niemczech, a nie społeczeństwo.

Ale poza tym Hołownia grzecznie Nawrockiemu pogratulował.

Za priorytet uznał uchwalenie ustawy o odpartyjnieniu TVP, ustawy o asystencji osób z niepełnosprawnościami, ustawy antykuwetowej, ustawy zakazującej smartfonów w podstawówkach oraz natychmiastowe odblokowanie pieniędzy na tanie mieszkania i wypisanie z wykazu prac dopłat do kredytów.

I obie w tych sondażach zleciały pod próg.

A potem Hołownia się chyba pogubił.

Na początku lipca, pod osłoną nocy, spotkał się w mieszkaniu Adama Bielana z Bielanem, Jarosławem Kaczyńskim i Michałem Kamińskim.

Nie powiadomił o tym spotkaniu koalicjantów, sprawę ujawnili dziennikarze.

Kaczyński powiedział, że rozmawiali o tym, że trzeba Polskę ratować.

Adam Bieran uspokajał, że rozmawiali o powodach upadku I Rzeczypospolitej oraz o książce Richarda Butterwicka, Światło i Płomień.

A według nieoficjalnych ustaleń TVN-u, panowie rozmawiali o powołaniu rządu technicznego, w którym Hołownia zachowałby stanowisko marszałka.

Szymon się tłumaczył, że nie zrobił nic drożnego, trzeba rozmawiać z każdym plemieniem, a późna pora wynikała z tego, że dopiero wtedy miał wolny slot, przyznał jednak, że miejsce spotkania było niefortunne.

Zdradził przy okazji, że ujawnione przez dziennikarzy spotkanie było drugim, spotkał się z Bilanem także kilka tygodni wcześniej i także w jego mieszkaniu.

Niestety te wszystkie tłumaczenia nie brzmiały przekonująco, bo o ile faktycznie warto rozmawiać i zasypywać rowy niezgody, o tyle kluczowe były właśnie miejsce i pora.

Marszałek ma swój gabinet, gdzie może przyjmować gości jawnie, a spotykanie się nocami w prywatnym mieszkaniu śmierdzi spiskowaniem.

Upokarzające są słowa Hołowni, że ekscytacja nie jest uzasadniona ani wskazana.

Nie każdy powinien dać się zaciągnąć na nocne spotkanie do pana Bielana.

A cztery dni po wpisie Zimoha papierami rzuciła także Izabela Bodnar.

Zrezygnowała z członkostwa w Partii Polska 2050 oraz opuściła klub parlamentarny.

Swoją decyzję uzasadniła tym, że główny przekaz partii dotyczący walki z polaryzacją i zwłaśnionymi obozami stawia znak równości między PiS-em a PO, a ona na taki symetryzm się nie godzi.

Niestosowne spotkanie Hołowni z pisowcami nie było według niej przyczyną tej decyzji, ale w jakimś stopniu zmobilizowało ją do jej ostatecznego podjęcia.

W krótkim czasie zatem Hołownia stracił dwoje posłów.

Lipiec nie był szczęśliwy dla marszałka jeszcze z jednego powodu.

Pod koniec miesiąca w Polsacie poniósł go język.

Zapomniał, że już nie jest publicystą tylko politykiem i oznajmił, że były namawiane do przeprowadzenia zamachu stanu.

Przez tych, którym się nie podobał wynik wyborów prezydenckich, w domyśle przez polityków Platformy.

Hołowni chodziło o pomysły, żeby opóźnić zaprzysiężenie Karola Nawrockiego i faktycznie takie propozycje podsuwali różni ultrasi w rodzaju Giertycha.

Jednak polityka to sztuka komunikacji.

Słowa o zamachu stanu dały pożywkę opozycji oraz naraziły na śmieszność samego Hołownię, bo jak może być w koalicji z ludźmi, którzy tak depczą demokrację?

Szymon tłumaczył się potem, że użył terminu zamach stanu nie w znaczeniu prawnym, tylko w ramach politycznej diagnozy, ale mleko się rozlało.

Pełczyńska Nałącz oraz Henning Loska utrzymały swoje resorty, zaś Adriana Porowska przestała być ministrą ds.

Za to ministrą kultury została Marta Cienkowska z Polskiej 2050, która zastąpiła w tej roli wybraną z rekomendacji KO Hannę Wróblewską.

Pod koniec lipca ukazały się dwa sondaże zaufania do polityków.

W badaniu CBO Suhołownia zaliczył spadek o 4 punkty procentowe względne poprzedniej edycji.

W sondażu Ibrisu Hołownia zajął ostatnie miejsce wśród badanych polityków.

Na początku sierpnia Szymon, zgodnie z harmonogramem, odebrał przysięgę od Nawrockiego i nie wkładał mu kija w szprychy.

Krótko po zaprzysiężeniu wybuchła afera KPO.

Przedsiębiorcy z branży hotelarskiej i gastronomicznej dostali bajońskie dotacje na projekty, które nie do końca kojarzyły się Polakom z rozwojem nowoczesnej gospodarki.

W ogniu krytyki znalazła się ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, będąca czołową postacią Polski 2050.

Jest lubiana nie tylko przez wyborców koalicji, ale także przez część wyborców opozycji, która ceni ją choćby za walkę z deweloperami oraz asertywne podejście do Donalda Tuska.

KPO to działka jej ministerstwa, poza tym poluzowała ona pewne kryteria przyznawania dotacji, więc ostrze publicznego oburzenia skierowało się na nią.

Nie straciła za to posady i pewnie nie straci, jednak spekulowało się, że w listopadzie, kiedy Hołownia przestanie być marszałkiem, może ona dostać stanowisko wicepremierki.

Podobnie jak to, że Hołownia może coś jeszcze znaczyć w wielkiej polityce.

I to już koniec części pierwszej, w której omawiałem biografię Hołowni oraz jego polityczną drogę.

Przypominam, że mam Patronite'a.

Jeśli chcesz wesprzeć moją twórczość, to polecam rozważyć donacje.

Każda, nawet najdrobniejsza wpłata pokazuje mi, że to co robię ma sens i za każdą serdecznie dziękuję.

Dotąd mówiłem o poglądach Hołowni niewiele, tyle ile to było konieczne dla snucia opowieści o jego ścieżce.

Zasadniczym problemem światopoglądu Hołowni jest brak stałości.

Oczywiście światopoglądowe wolty są prozą polityki i można to zarzucić wielu figurom, na przykład Trzaskowskiemu w ostatniej kampanii.

Mam podejrzenie z czego to wynika.

Otóż Hołownia jest politycznym świeżakiem.

Kwestie wiary ma przemyślane do spodu, ale zagadnienia polityki lub gospodarki to dla niego stosunkowe novum, więc czasem sam nie wie co o tym wszystkim sądzić.

W wielu kwestiach on po prostu nie ma twardych poglądów.

Pokażę Wam najbardziej spektakularne przykłady.

Jeśli spytałbym osobę niezainteresowaną polityką, z czym jej się kojarzy partia Hołowni, to z dużym prawdopodobieństwem bym usłyszał, że z obniżką składki zdrowotnej.

Ten bowiem postulat Polska 2050 umieściła niedawno na sztandarach i uczyniła go wręcz rdzeniem swojego programu, bo od niego uzależniała swoje istnienie w rządzie.

Posuwał się nawet do stwierdzeń, że składka zdrowotna nie leczy niczej jego zdrowia, tylko zabija polskie firmy.

W debacie prezydenckiej porównywał dosypywanie kasy do NFZ-u do lania wody do dziurawego wiadra.

Jego partia głosowała za ustawami obniżającymi składkę zdrowotną dla przedsiębiorców, ale także proponowała własne, bardziej drastyczne pomysły.

Rok temu Polska 2050 złożyło projekt, który wprowadzał zryczałtowaną składkę zdrowotną o trzech progach.

Osoby, których przychód lub wynagrodzenie mieści się w zakresie od 7 do 25 tysięcy miesięcznie, płaciłyby 520 złotych składki, a osoby, których przychód lub wynagrodzenie wynosi powyżej 25 tysięcy miesięcznie, płaciłyby 700 złotych.

Obecnie prezes zarabiający 50 tysięcy złotych miesięcznie na umowie o pracę płaci jakieś 4 tysiące składki zdrowotnej, przedsiębiorca na skali podatkowej z dochodem 50 tysięcy płaci 4,5 tysiąca składki, przedsiębiorca na liniówce płaci 2,5 tysiąca składki, a przedsiębiorca na ryczałcie z przychodem 50 tysięcy płaci 1400 złotych składki.

Według Hołowni, każdy z nich powinien płacić tylko 700 złotych.

Ta zmiana pogłębiłaby nierówności dochodowe.

Bo jeśli ktoś zarabiałby płacę minimalną i płacił 300 złotych składki, to składka pochłaniałaby prawie 10% jego dochodów.

Polska 2050 zaproponowała to drugie rozwiązanie.

Jednak budżet państwa opiera się głównie na podatkach pośrednich, takich jak VAT i akcyza, które najbardziej obciążają biednych, bo to biedni wydają największy procent dochodów na konsumpcję.

Jak zatem nie patrzeć, pomysł Hołowni stanowiłby ulgę dla zamożnych i ucisk dla biednych.

Takie zatem poglądy Hołownia ma dzisiaj.

A w tym dokumencie nawoływali do podwyższenia składki zdrowotnej dla pracowników oraz do likwidacji przywilejów w zakresie płacenia składki w domyśle trzeba wziąć się za przedsiębiorców.

Propozycje do rozważenia.

Składka zdrowotna od umów o pracę i umów cywilnoprawnych wynosi 9% podstawy wymiaru przy czym aż 7,75% jest odliczane od podatku dochodowego.

Przykładowo w Niemczech wynosiła ona aż 14,6% podstawy wymiaru, a w Czechach 13,5%.

Należy więc rozważyć podwyższenie składki o 1 lub 2 punkty procentowe.

Równie ciekawe zmiany zaszły w podejściu Szymona do ekologii oraz energetyki.

Polska 2050 startowała jako zielona chadecja.

W roku 2021 Ruch opublikował strategię pod tytułem Polska na zielonym szlaku.

Należy rozważyć wprowadzenie zakazu rejestracji nowych samochodów spalinowych po roku 35.

Taki przepis musiałby iść w parze ze wsparciem państwa w proces wymiany samochodów na elektryczne, a dokładne limity emisyjności powinny być opracowane po konsultacjach społecznych.

W skrócie, zakaz rejestracji spalinówek po 1935 roku to nie głupi pomysł i warto zwiększyć akcyzę na rejestrację spalinówek już zaraz.

PiS wpisał do KPO podatek od posiadania samochodów spalinowych.

Tego podatku nie będzie dzięki ministrom Polski 2050.

W roku 24 Hołownia także oświadczył, że idzie do Europarlamentu po to, aby zatrzymać dyrektywę budynkową.

Problem w tym, że we wspomnianej strategii Polska na Zielonym Szlaku pojawiło się wiele postulatów zbieżnych z treścią dyrektywy.

Według dyrektywy budynkowej wszystkie budynki budowane po roku 30 powinny być bezemisyjne i należy dokonać renowacji już istniejących budynków.

Tymczasem co zakładała wspomniana strategia?

Polakom należy pokazać jasny kierunek, w którym zmierzać będzie ogrzewanie polskich domów.

Tym kierunkiem jest poprawa stanu energetycznego połączona z elektryfikacją ogrzewania, opartą o pompy ciepła wspomagane rozwojem prosumenckiej fotowoltaiki.

Postulujemy odejście od stosowania węgla w ogrzewnictwie od roku 30.

Pamiętając o przejściowej roli gazu ziemnego od 30 roku powinniśmy zakazać stosowania indywidualnych źródeł ciepła opartych na gazie ziemnym w nowych budynkach i w budynkach przechodzących głęboką termomodernizację.

To oczywiście zmiana na lepsze, ale warto odnotować, że nawet w takich podstawowych kwestiach brak u niego stałości.

W Polsce mogłoby powstać tylko wtedy, jeśli byłaby rozładzaniem pomostowym pomagającym nam jak najszybciej odejść od węgla w stronę ozy.

Hołownia nie widział atomu w polskim miksie energetycznym za 30 lat.

Mówił, że w roku 2050 75% energii powinno być pozyskiwane z ozy, a reszta z gazu.

Rząd z uporem maniaka zapowiada niemożliwe dziś do realizacji inwestycje w elektrownię jądrową.

To groźne dla bezpieczeństwa systemu energetycznego, który będzie musiał sobie poradzić z rosnącą dziurą po węglu.

Powinna być ona łatana przede wszystkim odnawialnymi źródłami i trochę gazem.

Obecnie Hołownia żarliwie atom popiera, cieszy się z nawrócenia polityków na atom, choć przemilcze, że sam niedawno się nawrócił i wytyka popisowi, że mało robił w tym temacie, choć przecież zarzuca partię Kaczyńskiego, że z uporem maniaka dąży do budowy elektrowni.

11 lat zarządów najpierw Platformy, a później PiSu z polskim projektem atomowym nie działo się nic.

Bo my dzisiaj potrzebujemy polskiego modelu transformacji energetycznej.

Szymon zmienił zdanie również w kwestii wprowadzenia euro w Polsce.

Widzę, że wielu z Państwa po raz pierwszy dziś odkryło, że w Polsce 2050 chcemy jak najszybszego przyjęcia euro w Polsce.

I takich wypowiedzi było więcej.

Powinniśmy nie myśleć dzisiaj o wprowadzeniu euro, bo na to nie ma dzisiaj przestrzeni.

Kiedy jesteśmy dzisiaj, a wiemy, że jesteśmy po rządach PiSu, w procedurze i po pandemii, w procedurze nadmiernego deficytu, kiedy to nie opłacałoby się Polsce, to nie należy takiej decyzji podejmować, nawet jeżeli miałaby się skończyć za 4 czy 5 lat.

Tłumaczenia, że jesteśmy teraz po pandemii są bałamutne, bo o konieczności przyjęcia euro mówił jeszcze w roku 23, kiedy już byliśmy po pandemii.

Po prostu zmienił stanie.

W tej samej wypowiedzi z roku 23 mówił, że trzeba skończyć z gotówką.

To marnowanie pieniędzy pod wybory.

Czy wiecie do czego doprowadzimy Polskę, jeżeli nadal będziemy kupować wyborców i licytować się z PiS-em na rozdawanie pieniędzy?

A tu inna wypowiedź z roku 23, którą mu puścił na spotkaniu jakiś konfiarz.

I co powiedział?

Czyli w roku 23 to było marnowanie pieniędzy, kupowanie wyborców i napędzanie inflacji, a w roku 25 jest to doświadczenie, które robi wiele dobrego.

Na marginesie nie wiem o co Hołowni chodzi, kiedy mówi, że osobiście głosował za podwyższenie 500 plus do 800 plus.

Sejm przyjął ustawę w lipcu roku 23, wtedy jeszcze Szymon nie był posłem.

W roku 22 był zagorzałym przeciwnikiem CBK i nazywał tę inwestycję porąbanym pomysłem, któremu należy się przeciwstawić.

Dwa lata później mówił, że Polska potrzebuje takiego lotniska.

Dziś próżno szukać takich wątków w jej kuryteryce, a w roku 1924 cała Polska 2050 poparła ustawę o użyciu broni na granicy, która zapewniała strażnikom bezkarność.

W roku 1922 sprzeciwiał się strefie bufurowej na granicy, a dwa lata potem ją poparł.

W tych kwestiach zdanie zmieniła jednak spora część sceny politycznej, więc tutaj akurat Szymon szczególnie się nie wyróżnia.

Podsumujmy.

W kwestiach gospodarki bliski nim był solidaryzm społeczny, popierali podwyżkę składki zdrowotnej i wprowadzenie euro.

Dziś ścigają się z Konfederacją na liberalizm gospodarczy, a zieleń w ich programie bardzo mocno wyblakła.

Nadal głosi postulat odpartyjnienia spółek Skarbu Państwa.

Nadal podchodzi sceptycznie do zabiegu przerywania ciąży.

Jednak nie da się ukryć, że Polska 2050 straciła sporą część swojej dawnej tożsamości.

Teraz pochylę się nad spojrzeniem Hołowni na sprawy obyczajowe.

Nie były one jednak tak gwałtowne, wyglądały na normalną ewolucję poglądów, więc tego akurat nie będę się czepiał.

Po prostu opiszę jego drogę, bo jest to ciekawa historia, a konserwatyzm marszałka wciąż stanowi dla wielu kontrowersyjny temat.

Optykę Hołowni na sprawy kulturowe ukształtowała religia katolicka, stąd opowieść warto zacząć od jego relacji z kościołem.

Wspomnieliśmy już, że Szymon dwukrotnie przybywał w nowycjacie w zakonie dominikanów, jednak nie podobał mu się tamtejszy rygor.

Potem zaś napisał wiele książek na temat wiary.

W jednej książce na początku rozdziału zadał nam pytanie.

A. Idziesz do garażu po swoją dynię.

B. Idziesz na poważną rozmowę do sąsiadów.

Dziś dynia, jutro amulety, pojutrze dziecko będzie satanistą.

C. Podstawiasz mu nogę, gówniarz porysował ci wczoraj samochód.

Następnie Szymon przeprowadza wywód, aby dojść do tego, jaka jest prawidłowa odpowiedź.

I jak my sami byśmy się czuli, gdyby ktoś po naszej śmierci szedł do medium i magicznymi zabiegami ściągał nas ze światów dla swojej satysfakcji?

Po tych rozkminach dochodzi do wniosku, że prawidłowa jest odpowiedź B.

Czyli idziesz na poważną rozmowę do sąsiadów, bo dziś dynia, jutro amulety, a pojutrze dziecko będzie satanistą.

Szymon przestrzegał nas także przed korzystaniem z usług wróżek, gdyż według niego mógł to być początek drogi do opętania.

In vitro według Szymona z roku 12 przynosi więcej szkody niż pożytku.

Jest to grzebanie od samego początku w autonomii drugiego człowieka.

Wobec takiego podejścia do in vitro nikogo nie ściwi, że jeszcze bardziej był nieprzejednany w temacie aborcji.

W roku 2013 do Sejmu trafił obywatelski projekt, który usuwał z prawa aborcyjnego przesłankę embryopatologiczną, czyli miał zrobić to, co po latach zrobił Trybunał Julii Przyłębskiej.

Posłowie na szczęście go odżycili.

W parlamencie właśnie został odrzucony obywatelski projekt ustawy usuwający z listy wyjątków umożliwiających w Polsce przerwanie ciąży sytuację, gdy mające się urodzić dziecko ma wady rozwojowe.

Czy ten projekt to dobry pomysł?

Czy gdybym posłem podniósłbym za nim rękę?

Wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji nie jest w naszym kraju póki co realne, trzeba więc ratować sytuację krok po kroku.

Choć jednocześnie podzielił się obawą, że taki ruch prawny byłby niebezpieczny, bo mógłby spowodować efekt wahadła.

Dawny Szymon miał także poglądy wyraźnie homofobiczne.

W roku 2011 powiedział w TVN-ie.

A jeszcze w roku 19 wpadł na absurdalny pomysł, aby na 5 lat zabetonować stan prawny dotyczący kwestii obyczajowych.

Słowo daje, że gdybym był prezydentem, bo z innej pozycji zrobić się tego nie da, ogłosiłbym 5-letnie moratorium na wszelkie spory światopoglądowe, wetowałbym wszystkie ustawy choćby o centymetr zmieniające status quo w jedną lub drugą stronę w tematach takich jak aborcja czy LGBT.

Obejrzał film Sekielskiego tylko nie mów nikomu i powiedział, że rzygać mu się chce i domagał się dymisji całego episkopatu.

Nie mogę patrzeć na Polskę, w której kościół katolicki staje się przy budówku PiSu.

Kiedy jednak celebrant go rozpoznał, to nie dał mu boskiego opłatka.

Pana poglądy przepraszam, powiedział.

Swoje ówczesne emocje opisał w książce pod tytułem Fabryka Jutra.

Wyjaśniał, że może dla nas brzmi to trywialnie, ale dla głęboko wierzącego katolika komunia to oś życia duchowego i to było dla niego gorsze od publicznego spoliczkowania przez najbliższego przyjaciela.

Skończyła się moja ufność w relacji z Kościołem jako instytucją, poczucie stabilności, przekonanie, że niezależnie od tego, do której świątyni wejdę, a nawet jakie głupoty będzie w niej czasem wygadywał ksiądz, będę tam na prawach domownika.

Teraz czuję się bardziej jak gość, który za każdym razem musi przekonywać sam siebie, że ma prawo wejść i non-stop powinien być gotowy na to, że zostanie wyproszony.

A potem na dobre wszedł do polityki i uleciał z niego dawny radykalizm.

Dziś popiera tzw.

kompromis aborcyjny, opowiada się także za referendum i deklaruje, że gdyby lud przegłosował w tym referendum liberalizację aborcji, to jako prezydent podpisałby taką ustawę.

Zmienił zdanie także w sprawie in vitro, poparł w Sejmie finansowanie tego zabiegu z budżetu, popierał też związki partnerskie i głosował za dostępnością tabletki dzień po bez recepty.

Głosił także postulaty rozdziału kościoła od państwa, zastąpienia funduszu kościelnego dobrowolnymi odpisami podatkowymi od wiernych, zlecił Nikowi przeprowadzenie kontroli finansowania kościoła ze środków publicznych, a także opowiadał się za tym, by obraz o uczuć religijnych nie była ścigana z oskarżenia publicznego i aby nie groziła za nią kara więzienia.

W roku 1924 wyznał, że rozważał posłanie córki do katolickiej szkoły, ale dyrekcja miała się nie zgodzić ze względu na jego osobę.

Pytany o swoją ewolucję powiedział w roku 1920, że nie zmienił poglądów, tylko perspektywę.

Teraz jest politykiem, a nie publicystą.

Jednak w niektórych kwestiach obyczajowych ewidentnie zmienił poglądy.

Choć nie jest już takim katolickim radykałem jak de gade temu, to nadal prezentuje konserwatywny światopogląd.

Popiera związki partnerskie, ale małżeństwa jednopłciowe oraz adopcję są dla niego nie do przełknięcia.

I choć nie marzy już o całkowitym zakazie aborcji i opowiada się za stanem prawnym sprzed wyroku Przyłębskiej, to tak zwany kompromis aborcyjny wciąż byłby jednym z najbardziej restrykcyjnych praw regulujących tę kwestię w Europie.

Dla mnie są to postawy nie do przyjęcia.

Tak zatem wyglądają poglądy Hołowni na najbardziej zapalne kwestie.

Porozmawiajmy teraz o tym, co faktycznie zrobił przez niemal dwa lata obecności w Sejmie.

Jakie są dokonania marszałka i lidera Polski 2050?

Hołownia już na pierwszym posiedzeniu sejmu złożył jako marszałek 15 obietnic dotyczących uzdrowienia polskiego parlamentaryzmu.

Realizacji tych postanowień przyjrzał się kilka miesięcy temu demagog.

Sporo z tych obietnic miało charakter faty słownej typu zakończymy wojnę polsko-polską, a sejm nie będzie już trybuną dla pogardy.

Między innymi zlikwidował barierki spod Sejmu, organizował śniadania prasowe z przedstawicielami mediów, uruchomił podcast Marszałka i zaproponował zmiany w regulaminie Sejmu dotyczące serii pytań od różnych klubów do członków rządu zadawanych na początku posiedzeń.

Koniec z zamrażarką sejmową i koniec z zabieraniem głosów pod pretekstem fikcyjnego wniosku formalnego.

W Sejmie wciąż leżą projekty głównie partii opozycyjnych, którym nie nadano druku, więc nie mogą trafić pod obrady.

Sam Hołownia twierdzi, że mają one braki formalne, ale nie skazają się z nim posłowie opozycji.

Marszałek zaproponował zmianę w regulaminie Sejmu, ale nie weszła ona w życie.

Analiza demagoga o tym nie wspomina, ale warto dodać, że z inicjatywy Hołowni wprowadzono rok temu możliwość brania udziału w konsultacjach społecznych przez każdego obywatela.

Możesz zgłosić uwagi do każdego poselskiego i obywatelskiego projektu ustawy, wystarczy użyć profilu zaufanego.

Czy reprezentacja Szymona stanowi nową jakość w polityce?

Trzeba odpowiedzieć jasno – nie.

Są w jego ekipie osoby, które wyróżniały się int plus, na przykład, z wieloma zastrzeżeniami, Katarzyna Poczyńska-Nałęcz.

Adam Gomoła po zaledwie kilku miesiącach został bohaterem afery korupcyjnej i wykopali go z klubu.

Paulina Henning-Kloska jest jedną z gorzej ocenianych ministerek, odpowiada za aferę wiatrakową.

Ponadto hurtowo wsadza swoich ludzi do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Poseł Sławomir Ćwik jest jednym z największych chamów w parlamencie.

W kampanii Ewa Zajączkowska wywiesiła billboardy, na których eksponowała kolana.

Większość kandydujących eksponuje głowę, bo chce pracować głową i tego oczekują wyborcy, jednak nie wszyscy.

Potem ją za to przeprasza.

Niedawno też w kanale Zero zasugerował, że Tusk i Barbara Nowacka mają romans, a potem rżnął głupa, że nie to miał na myśli.

A Ryszard Petru, choć ma spore zasługi w zbiciu Konfederacji Poparcia dwa lata temu, to stanowi liberalną skamielinę z wczesnych lat 90-tych, jest chodzącym memem, doktrynerem i siewcą ekonomicznych mitów, takich jak magiczna krzywa Lafera ratująca polski budżet.

Nie mam poczucia, by posłowie Polski 2050 prezentowali wyższe standardy niż posłowie Platformy czy Lewicy.

Na początku roku 24 zakazał członkom Polski 2050 zasiadania w spółkach Skarbu Państwa.

Pod koniec roku 24 analizę przeprowadził Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Wykazał on, że ludzie Hołowni obleźli Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz jego wojewódzkie oddziały, a także Krajowy Zasług Nieruchomości.

Technicznie ma rację, to nie są spółki Skarbu Państwa, ale są to państwowe synekury, które powinni utrzymać specjaliści, więc to tłumaczenie nie do końca mnie przekonuje.

Ludzi związanych z Hołownią jest Współka Skarbu Państwa bez porównania mniej niż w przypadku KO czy PSL.

Więc mimo wszystkich zastrzeżeń trzeba chyba przyznać, że w tym aspekcie Polska 2050 prezentuje wyższe standardy od innych partii.

Niedawno Rafał Mrowicki z portalu XYZ sprawdził, ile z tych punktów weszło w życie.

Wprowadzono podwyżki dla budżetówki i zakończono niekontrolowany napływ żywności z Ukrainy.

A niektóre postulaty, takie jak asystencja osobista, mogą wejść w życie, tylko musimy jeszcze poczekać.

Spójrzmy na dokonania Polski 2050, bo miała ona sporo samodzielnych inicjatyw oraz ustaw.

Na tym poru Polska 2050 odniosła parę sukcesów.

Zaproponowali ustawę o jawności cen mieszkań, która obliguje deweloperów do podawania aktualnych cen mieszkań oraz historii zmian cen.

Przyszła już ona przez Sejm i została podpisana przez prezydenta.

W skrócie chodzi o to, że jak w ciągu roku od odebrania mieszkania znajdziecie w nim jakąś wadę techniczną, to nie musicie już udowadniać winy dewelopera, automatycznie odpowiada on za naprawienie szkody.

Polsce 2050 udało się także zablokować dopłatę do kredytów.

Przy czym Lewica na początku chciała przehandlować zgodę na kredyt 0% za poparcie dla zwiększenia nakładów na budownictwo społeczne.

Anna Maria Żegowska nazywała te dwie ustawy syjamskimi, a Hołowniarze od początku byli przeciwko.

Te ich działania w obszarze mieszkalnictwa oceniam pozytywnie.

W lipcu odbyło się głosowanie nad ustawą podwyższającą limit wydatków państwa na budownictwo społeczne.

Polska 2050 zgłosiła dwie poprawki, które wbrew rządowi przegłosowała razem z PiS-em i Konfederacją.

Hołowniarze jednak złożyli poprawkę, która zrobiła wyjątek dla miast poniżej 100 000 mieszkańców.

Pełczyńska tłumaczyła tę decyzję tym, że możliwość wykupu mieszkań w małych miastach pozwoli zatrzymać tam ludzi.

A druga poprawka dotyczyła minimów parkingowych.

W Polsce buduje się mieszkania na podstawie kilku reżimów prawnych.

Domyślnie buduje się na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

I jest też trzecia podstawa prawna, czyli wprowadzona w roku 2018 przez PiS ustawa Lex Developer.

Inwestycje na bazie Lex Developer mogą umijać miejscowe plany zagospodarowania, ale Developer musi uzyskać zgodę od gminy i spełnić określone warunki, np.

W roku 23 PiS wprowadził do ustawy Lex Developer minimum parkingowe, zgodnie z którym na każde budowane mieszkanie musi przypadać jedno miejsce parkingowe w strefie śródmiejskiej i półtora poza tą strefą.

Jeśli chodzi o całą resztę mieszkań, czyli te budowane na podstawie planów i WZ-ek, to tam nie istnieje sztywny parametr.

O wymaganej liczbie miejsc parkingowych decydują samorządy na podstawie specyfiki lokalizacji.

Ale Polska 2050 złożyła poprawkę, żeby utrzymać w Lex Developer sztywne wymogi dla miejsc parkingowych.

Sztywny wymóg nie ma sensu, bo samorządy lepiej wiedzą, ile powinno być miejsc parkingowych w danej dzielnicy.

A duża liczba miejsc parkingowych podwyższa ceny mieszkań oraz zachęca ludzi do używania samochodów.

Nam zaś powinno zależeć na tym, by samochodów było w miastach jak najmniej.

Pojawia się argument, że przecież w miastach jest pełno dziko zaparkowanych aut i teraz będzie jeszcze więcej.

Po co mają płacić za miejsce parkingowe, skoro mogą zostawić swojego sproda za darmo?

Co ciekawe, Pałczyńska jeszcze w czerwcu popierała postulat zostawienia decyzji o minimach władzom gminy.

Poprawka utrzymująca sztywne minima szczęśliwie została wykreślona przez Senat i Sejm w trzecim czytaniu przegłosował elastyczność decyzji.

Jednak poprawka dotycząca wykupu mieszkań w małych miastach stała się prawem.

Poza tym Polska 2050 miało też parę głośnych inicjatyw w innych dziedzinach.

Projekt wprowadzał transparentne konkursy i wynagrodzenia, zmniejszał rady nadzorcze do siedmiu członków, a trzech z nich powoływać miałby nie minister aktywów państwowych, tylko komitet dobrego zarządzania złożony z kandydatów zgłaszanych przez związki zawodowe, organizacje pracodawców i rektorów niektórych uczelni.

Pomysł nie spodobał się politykom z PO, PSL i PiSu.

Szczególnie krytykowali ten ostatni postulat, bo w ich opinii odbierałby on rządowi kontrolę nad spółkami.

W marcu Polska 2050 złożyła nowy projekt w tej sprawie.

Partia Hołowni złożyła także projekt ustawy o ślepym pozwie, czyli możliwości pozwania kogoś, kogo danych nie znamy.

Na pewnoście z tym spotkaliście.

Przygotowaliśmy projekt ustawy z tak zwaną ślepym pozwem.

To znaczy, jak atakuje cię anonimowo jakiś Piotr 420, mogę wytużyć przeciwko niemu tak zwany ślepy pozew.

Nie musimy wiedzieć, jak się ta osoba nazywa, gdzie mieszka, ale jest podaż ludosądu cywilnego sprawę i sąd cywilni i podstawie blokuje dane uładni z natura sieci.

Tak przedstawiony pomysł nie brzmi tragicznie.

Pytanie, czy to narzędzie nie będzie nadużywane do wyłudzenia danych i byle pieniacz będzie mógł poznać twoją tożsamość.

Albo czy za byle napisanie głupek nie będziesz ściągany po sądach.

Problem w tym, że firmy i organizacje już teraz nadużywają pozwów w celu uciszenia krytyki.

W roku 23. koalicja przeciwko slapom w Europie stwierdziła w swoim raporcie, że to Polska jest europejskim liderem w dziedzinie slapów.

Na 280 takich spraw aż 128 pochodziło z Polski.

Ustawa o ślepym pozwie jest obecnie w Komisji Sejmowej i niewykluczone, że stanie się kiedyś prawem.

Polska 2050 złożyła także projekt utrudniający polexit, który zakłada, że do wyjścia z Unii nie wystarczyłoby jak teraz zwykłe głosowanie w Sejmie, tylko trzeba by było przeprowadzić dwa ogólnokrojowe referenda.

Popieram.

Logika jest taka, że inne grupy posiadające broń muszą przechodzić okresowo takie badania, a myśliwi przechodzą je tylko w trakcie uzyskiwania pozwolenia na spluwę.

Słuszna to była idea, ale oczywiście przepadła w Sejmie, bo, poza PiS-em i Konfederacją, przeciwko zagłosowali także koledzy Hołowni z Trzeciej Drogi .

Kołowniarze złożyli też projekt dotyczący zakazu używania telefonu w komórkowych podstołówkach.

Na ten temat nie mam wyrobionej opinii, choć intuicyjnie skłaniam się ku poparciu.

I wreszcie Polska 2050 złożyła absurdalny projekt dotyczący obniżenia składki zdrowotnej i wprowadzenia trzech zryczałtowanych progów, ale to już omawiałem.

Polityka jednak to nie tylko ustawy.

To także rzucanie w eter różnych pomysłów.

Hołownia miał parę idei, które nie zmaterializowały się w postaci żadnego projektu, jednak pobudziły debatę publiczną.

Niektóre z tych pomysłów były głupie, inne całkiem ciekawe, a na temat innych nie mam wyraźnego zdania.

Przypomnijmy niektóre z nich.

Kołownia proponował, aby obniżyć wiek wyborczy w Polsce do szesnastego roku życia.

Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem.

W kilku krajach to funkcjonuje i można argumentować, że takie prawo zachęcałoby młodzież do zainteresowania się polityką.

Większość szesnastoradków ma sieczkę w mózgu i nie posiada wystarczającej wiedzy, by oddać przemyślany głos.

Ponadto sprzężenie prawa wyborczego z uzyskaniem pełnoletności wydaje mi się bardziej logiczne.

Hołownia wpadł na pomysł, aby każdy z nas miał lekarza, który będzie do nas dzwonił, a nie na odwrót.

Każdy z was będzie miał lekarza odpowiedzialnego, w którego interesie będzie dzwonić do was i sprawdzać, czy jesteście zdrowi.

A nie, że wy będziecie dzwonić do niego i pytać, i opowiadać mu, że jesteście chorzy.

To on będzie dzwonił, zlecał wam badania profilaktyczne, będzie was kierował do specjalistów, to jego zadaniem będzie umówienie tej wizyty u specjalisty, który powinien być blisko domu, w domu zdrowia, który w powiecie się organizuje i w którym zebrane są wszystkie usługi, z laboratorium analitycznym, z lekarzami specjalistami, z podstawową nocną świąteczną opieką zdrowotną.

Miałem podobne pomysły, kiedy chodziłem do podstołówki.

Potem jednak się tłumaczył, że to była przenośnia.

Hołownia zaproponował również dodatkowy dzień urlopu dla osób, które planują dziecko, aby mogły pójść na szkolenia z bezpieczeństwa cyfrowego.

Warto chyba zrobić jakieś podsumowanie.

Na początku filmu zadałem pytanie, dlaczego właściwie Hołownia spadł z Wysokiego Konia.

W toku filmu nie odpowiedziałem na nie wprost, ale przemyciłem kilka sugestii.

Kiedy Tusk wrócił do poważnej polityki, Polska 2050 w okamgnieniu przestała być nadzieją opozycji.

Projekt trzeciej drogi pozwolił Hołowni wejść do Sejmu, choć nie obyło się bez nerwów.

Przez dużą część kampanii parlamentarnej żółto-zieloni balansowali na progu wyborczym, jednak pod koniec utuczyli się na słabości Konfederacji.

Będąc już posłem Hołownia, padł ofiarą własnej retoryki.

Przez lata pozycjonował się jako krytyk popisu i przyciągał antysystemowy elektorat, a teraz wszedł w koalicję z diabolicznym Tuskiem.

Jeśli chcieli szczerego popisu, to skłaniali się ku Konfederacji albo razem, a jeśli chcieli głosować na rządowych lipków, to mieli do dyspozycji tych większych spod znaku PO.

Hołowni nie pomogła utrata tożsamości.

Partia utraciła światopoglądowy rdzeń i stała się chaotycznym zlepkiem różnych posturatów, niektórych całkiem sensownych, ale nie krążących wokół jakiejś naczelnej idei słońca.

A gwoździem do politycznej trumny okazały się zwyczajne błędy w rzemiośle.

Potajemne schacki z Kaczyńskim czy mówienie o zamachu stanu zniechęciły do niego tę część liberalnego elektoratu, która jeszcze nie podryfowała ku Platformie.

Jednak nie po to Hołownia szedł do polityki.

Abicjo Hołowni od początku było zostanie prezydentem, a wszystko inne stanowiło tylko środek do tego celu.

Nie sądzę, żeby go pociągała wizja bycia szeregowym posłem.

Podejrzewam zatem, że w roku 27 dobrowolnie odejdzie na polityczną emeryturę.

I pozdrowienia dla Jakub Gotlib, Magdalena Łabuda, Łukasz Cienisz, Katarzyna Grzesia, Kraw, Krzysztof Romanowski, Piotr Wodziński, Paweł Stelmach, Przemysław Gwóźdź.