Mentionsy

Czarne skrzynki
Czarne skrzynki
26.08.2025 16:00

Największa katastrofa lotnicza w historii. Zderzenie samolotów na Teneryfie

Gęsta mgła unosi się nad lotniskiem Los Rodeos na Teneryfie a w wieży kontroli lotów panuje całkowite zamieszanie. Załoga rozpędzającego się po pasie jumbo jeta sądzi, że otrzymała zgodę na start, ale kiedy dostrzega światła innego samolotu zbliżającego się w mgle, jest już za późno na reakcję... 27 marca 1977 roku na Teneryfie doszło do największej katastrofy w dziejach lotnictwa cywilnego. W zderzeniu dwóch Boeingów 747 linii KLM i Pan AM zginęły 583 osoby. W najnowszym odcinku podcastu "Czarne skrzynki" wracamy do tragicznych wydarzeń z lotniska Los Rodeos. Jak to możliwe, że dwa jumbo jety znalazły się na tym samym pasie startowym? Jakie czynniki doprowadziły do wypadku? W jaki sposób wydarzenia na Teneryfie wpłynęły na współczesne standardy bezpieczeństwa w lotnictwie? Na te pytania odpowiadamy w tym odcinku "Czarnych skrzynek". Scenariusz na podstawie wersji oryginalnej podcastu Kod: Katastrof autorstwa Amandy Lang. Czyta Kuba Śliwiński.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 69 wyników dla "Am"

Zapraszamy do salonów i na honda.pl.

Choć zapowiadał się piękny i słoneczny dzień, po południu niespodziewanie pojawiła się gęsta mgła, która sprawiła, że samoloty stojące na płycie lotniska są ledwo widoczne.

Co więcej, port lotniczy w Las Palmas został tymczasowo zamknięty z powodu zamachu terrorystycznego i część samolotów zostało skierowanych na Teneryfę.

Pasażerowie i członkowie załóg samolotów są zirytowani i zmęczeni kilkugodzinnym czekaniem.

Wielu pragnie spędzić tam urlop, a linie lotnicze umożliwiają szybkie i wygodne dotarcie na miejsce.

Port lotniczy zostaje zamknięty.

Zostaje też podjęta decyzja, że wszystkie samoloty mające lądować w Las Palmas zostaną przekierowane na lotnisko Los Rodeos na Teneryfie.

Port lotniczy nie jest jednak przygotowany na przyjęcie tak dużej liczby samolotów i kontrolerzy są mocno przeciążeni pracą.

Wśród samolotów, które utknęły na lotnisku są dwa Boeingi 747, ówcześnie największe odrzutowce pasażerskie na świecie.

Jeden należy do holenderskich linii lotniczych KLM, drugi jest obsługiwany przez amerykańską firmę Pan Am.

Na pokładzie samolotu linii Pan Am panuje wyjątkowo napięta atmosfera.

Dorothy Kelly, 36-letnia szefowa personelu pokładowego, szybkim krokiem przechodzi między rzędami foteli.

Lotnisko w Las Palmas nadal pozostaje zamknięte.

Jednym z pasażerów pierwszej klasy jest 35-letni John Amador.

Samolot wyleciał z Los Angeles i międzylądował w Nowym Jorku, zatem niektórzy spędzili już na pokładzie ponad 13 godzin.

W kokpicie holenderskiego samolotu również panuje ponura atmosfera.

Planowo mieli przylecieć do Las Palmas, wysadzić pasażerów, zabrać kolejnych i jeszcze tego samego dnia wrócić do Amsterdamu.

Jednak zamach bombowy, przekierowanie na Teneryfę i zamknięcie lotniska spowodowały, że ten plan stawał się coraz mniej realny.

W przypadku złamania tych zasad kapitanowi mogło w najgorszym razie grozić nawet więzienie.

Van Zanten wie, że musi jeszcze dolecieć do Las Palmas, ale jeżeli opóźnienie się przeciągnie, nie będzie mógł już wrócić tego samego dnia do Amsterdamu.

Domyśla się też, że jego żona na pewno jest bardzo zaniepokojona wiadomością o zamachu i kapitan chce jak najszybciej wrócić do domu.

Uświadamia sobie ironię nagłówka umieszczonego na okładce gazetki pokładowej KLM znajdującej się we wszystkich kieszeniach na oparciach foteli.

Mijają kolejne minuty i Van Zanten decyduje, że skoro i tak stoją bezczynnie, to mogą wykorzystać ten czas na zatankowanie samolotu.

Jeżeli potem wszystko poszłoby sprawnie, to być może lot do Amsterdamu jeszcze tego samego dnia wciąż będzie możliwy bez łamania regulacji.

Załoga KLM informuje wieżę o swoich zamiarach i wkrótce pod samolot podjeżdża cysterna.

Kontroler informuje pilotów Pan Am, że lotnisko w Las Palmas zostało ponownie otwarte.

Braque i mechanik pokładowy George Warnes wychodzą nawet z samolotu, aby sprawdzić, czy nie uda im się jednak przejechać obok holenderskiej maszyny.

Kontroler ruchu lotniczego musi teraz wyprawić wszystkie samoloty w dalszą podróż.

Nie jest to łatwe zadanie, port lotniczy nie posiada radaru naziemnego, a gęsta mgła uniemożliwia ocenę pozycji samolotów przez okno.

O godzinie 16.58 samolot linii KLM jako pierwszy rozpoczyna kołowanie.

Następnie załoga Pan Am dostaje zgodę na uruchomienie silników.

Dostają taką samą instrukcję, jaką pierwotnie otrzymał kapitan Van Zanten.

Jednak tak jak w przypadku załogi KLM, Amerykanie mają początkowo trudności ze zrozumieniem, o który zjazd chodzi kontrolerowi, zwłaszcza że droga podana przez wieżę zmuszałaby samolot do wykonania dwóch, niezwykle ostrych skrętów.

Trzeba w tym miejscu dodać, że oba samoloty i wieża używają tej samej częstotliwości i mogą się nawzajem słyszeć.

Istnieje możliwość, że kapitan Van Zanten zinterpretował tę rozmowę jako potwierdzenie, że samolot Pan Am znajduje się już przy zjeździe i zaraz opuści pas startowy.

Boeing 747 linii Pan Am wolno toczy się po pasie, a kapitan Grabs usilnie wypatruje zjazdu, na którym ma skręcić, aby zwolnić drogę i umożliwić załodze KLM start.

Samolot linii KLM dociera tymczasem na kraniec pasa, wykonuje zwrot i zajmuje pozycję do startu.

Zgoda, o której mówi pilot, zawiera kluczowe informacje o tym, gdzie samolot powinien się kierować po oderwaniu od ziemi.

Jest to jedynie potwierdzenie trasy samolotu.

Przekonany, że wieża wydała stosowne pozwolenie i że samolot Pan Am opuścił już pas, o godzinie 17.06 kapitan zwiększa ciąg silników do mocy startowej.

Dokładnie w tym samym momencie pierwszy oficer z Panam, słysząc wcześniejszą wymianę zdań, mówi My wciąż kołujemy po pasie.

Kontroler, nieświadomy, że odrzutowiec KLM zaczął się już rozpędzać, prosi pilotów Panam o poinformowanie go, gdy ci już zwolnią pas startowy.

Przecież amerykański odrzutowiec miał już chwilę temu zjechać z pasa startowego.

Zwraca się do Van Zanten'a słowami.

Czy Panam nie opuścił jeszcze pasa?

Mniej więcej w tym samym czasie załoga Panam dociera do zjazdu C4.

Po chwili Grabs zauważa światła samolotu KLM i stwierdza – tam jest!

Tymczasem samolot KLM osiągnął prędkość V1 i poruszał się już zbyt szybko, aby w porę wyhamować.

Ogon samolotu uderza o ziemię, pozostawiając na pasie startowym długą rysę.

Podwozie i silnik holenderskiego samolotu uderzają w Boeinga Pan Am, miażdżąc i przecinając jego górny pokład.

Ponieważ zbiorniki z paliwem są pełne, dochodzi do potężnej eksplozji i samolot zamienia się w kulę ognia.

Załoga Boeinga Pan Am przeżyła.

Jednak gdy wyciąga rękę do sufitu, gdzie znajdują się przełączniki, z przerażeniem odkrywa, że nic tam już nie ma.

Tymczasem na pokładzie samolotu linii Pan Am wybucha panika.

John Amador jest jedną z osób, która widziała, co się wydarzyło i wie, że musi jak najszybciej wydostać się na zewnątrz.

Stewardessa Dorothy Kelly znajduje się w przedniej części samolotu i zauważa kilka osób zastygłych w bezruchu.

Gdy nie widzi nikogo więcej, sama skacze na ziemię.

Domyślając się, że ten wciąż jest na pokładzie samolotu, rusza w stronę wraku.

Nagle następuje eksplozja, która rozrywa samolot na kawałki.

Z 396 osób przebywających na pokładzie Pan Am tylko 70 udało się uciec.

Dopiero załoga samolotu, który stał nieopodal pasa informuje, że słyszeli i widzieli eksplozję.

Kapitan Grabs wali pięściami o ziemię i cały czas powtarza.

Strażacy nie są początkowo nawet w stanie podejść do płonącego wraku samolotu KLM i skupiają się na zabezpieczeniu terenu wokół maszyny linii Pan Am.

Kilku miejscowych podjeżdża samochodami z zamiarem przewiezienia rannych do szpitala.

John Amador wsiada i wtedy zaczyna docierać do niego, że jego przyjaciel Howard zginął w pożarze.

Przeżyło tylko 61 ludzi, którym udało się uciec z płonącego samolotu Panam.

Możliwe więc, że przyzwyczaił się do samodzielnego wystawiania sobie pozwoleń na start, gdyż symulatory w zasadzie nie uwzględniały roli wieży kontroli lotów.

Istotnym czynnikiem był też fakt, że lotnisko Los Rodeos zupełnie nie było przygotowane na przyjęcie tak wielu samolotów.

Za jedną z przyczyn tragedii uznano również brak jasnych zasad dotyczących komunikacji między wieżą kontroli lotów i pilotami.