Mentionsy Mentionsy
Literatura ze środka Europy
Literatura ze środka Europy

Bora Ćosić - Konsul w Belgradzie (2007)

30.08.2026 ·26 min 40 s · 5 rozdziałów

Pierwszy - choć z pewnością nie ostatni - raz prezentuję twórczość Bory Ćosića. ▶️ Słuchaj dalej🎧 Półwysep Bałkański🗂️ Rozdziały (00:00) Rodzaj wstępu (02:20) Czym jest ta książka? (07:10) Konsulowanie w Belgradzie (14:20) Fragment o pracy w drukarni (20:00) Fragment o socjalizmie (24:30) Rodzaj zakończenia 🔍 Detale przekład: Danuta Ćirlić-Straszyńska 🚀 WsparcieZostań Patronem na PatronitePostaw kawę na Suppi

0:10 · Wstęp i opowieść o Belgradzie 5

Literatura ze środka Europy. Podcast okołoksiążkowy. Dzień dobry, przed mikrofonem Marcin Piotrowski. Zapraszam Państwa do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Literatura ze środka Europy. Dzisiejszy środek Europy to południe, bowiem dzisiaj w ramach cyklu bałkańskiego prezentuję Państwu książkę Bory Ćosića – Konsul w Belgradzie. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Sejny w roku 2012 w przekładzie pani Danuty Ćirlić-Straszyńskiej, a w oryginale książka ukazała się w roku 2007.

No i ten wstęp już mówi wszystko, a żeby dodać pełnego kontekstu, to wzmiankowane ambachadas to nawiązanie do Iwo Andricza i do jego książki zatytułowanej Kronika Trawnicka, ale która funkcjonuje w Polsce pod tytułem Konsulowie ich Cesarskich Mości. Zresztą Iwo Andricz w tej książce także się pojawia. Konsul w Belgradzie to jest rzecz nie za duża, około 350 stron. Książka, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Można byłoby mówić o tej książce, że to są wspomnienia, ale to jest chyba coś więcej niż wspomnienia, bo to jest rodzaj takiego pisania, które łączy w sobie walor bardzo głębokiej literackości.

To jest przepięknie napisane. A jednocześnie opowiada o tym, co było, opowiada historie bardzo osobiste, ale refleksja, którą ta książka przynosi, jest refleksją, powiedziałbym, taką bardzo eseistyczną. Fantastycznie, muszę powiedzieć od razu, mi się tę książkę czytało, chociaż dojrzewałem do niej. Historia opisana przez Ćosića to jest historia rzeczywiście jego życia. Zaczyna się ta książka w roku 1937, kiedy Ćosić z rodziną do Belgradu przyjeżdża. I jakież było moje zaskoczenie, kiedy fragment otwierający tej książki opisuje Belgrad jako miasto neonów, jako miasto reklam, miasto świateł.

Skojarzyło mi się to od razu z cyklopem Ranko Marinkowicza, który to cyklop też otwiera się opisem reklamy, opisem dodatkowo jeszcze dźwięku, ale reklama, światło też tam na początku jest. No i taki wielce dumny pomyślałem, ach, jakież nawiązanie odkryłem. Natomiast potem, no cóż, po chwili zorientowałem się, że Marinkowicz pisał o Zagrzebiu, a Ćosić pisze o Belgradzie. Ciekawe jest to o tyle natomiast, że Ćosić przeciwstawia rozświetlony Belgrad, miasto neonowych reklam, ciemnemu i zamkniętemu w sobie Zagrzebiowi.

No i wtedy też kończy się pobyt Ćosića w Jugosławii, kończy się pobyt Ćosića w Serbii. A o książce można byłoby myśleć jako o próbie rozliczenia się z tym, co było. Można byłoby też powiedzieć, że konsul to tylko chwyt, że konsul to tylko w tytule ujęty tutaj jest. Ale nie. Muszę przyznać, że byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak przez całą trzystustronicową narrację umiejętnie posługuje się Ćosić metaforą konsula, metaforą dyplomacji. Cała ta książka zbudowana jest na tym, że opisuje Ćosić swoje, cytuję, konsulowanie.

8:00 · Kultura i drukarnia 1

Nie ma żadnych obowiązków, jedynym jego obowiązkiem jest patrzeć i uczyć się. No i tak siebie opisuje jako kilkulatka, który towarzyszy matce, który najpierw towarzyszy całkowicie na ślepo, A kiedy potem otwiera się na to miasto, kiedy zaczyna dostrzegać rzeczy, no to nagle wie gdzie pójdą, wie po co pójdą, wie czego się w poszczególnych miejscach spodziewać. Z czasem zaczyna rozumieć, dlaczego sprawy funkcjonują w taki sposób. Kiedy wydawało mi się, że tylko ta metafora tutaj będzie pasować, no to nie. Ta metafora przez całą książkę jest utrzymywana i rzeczywiście, biorąc pod uwagę także to, jak ta książka się kończy, że kończy się wyjazdem, opuszczeniem Serbii i życiem na emigracji, to z tej perspektywy, tak jak we wstępie Ćosić pisał, z tej perspektywy rzeczywiście lata w Belgradzie to była praca konsula.

11:00 · Smutek i rozczarowanie 2

Miałem takie wrażenie podczas lektury tej książki. Książka eksploruje wiele obszarów kultury, ale ja od zawsze upodobałem sobie kulturę materialną w postaci druku. I tak jak czytając państwu fragment miasta Waleriana Pidmochylnego wybrałem chyba fragment o drukarni, tak i fragment o drukarni, a właściwie o zecerni, znajduje się tutaj u Bory Ćosića, a pisze on tak. Tu pora na mały kurs o pracy w drukarni. Już w przedwojennych czasach wiedziało się, że zecerzy, metramparze i wszyscy robotnicy w drukarni prasowej musieli przeczytać masę książek, całą górę tekstów, które w ich rękach zmieniały się w gazety i książki, rozmaite publikacje.

Byli więc wykształceni, nierzadko mądrzy. Po wojnie zdarzało się często, że dziewczyny z domów mieszczańskich pracujące w dziennikarstwie wychodziły za tych interesujących ludzi, niekiedy z rękami poczerniałymi od farby drukarskiej. Tam poznałem A.C. Feigla i wielu innych linotypistów, a także tych, którzy później ze złożonych szeregów liter odbitych na cienkich ołowianych płytkach tworzyli przyszłe strony czasopisma. Tym, co sprawiało, że ta praca wydawała się w pewnym sensie zaczarowana, było ich odwrotne spojrzenie, odwrócony obraz świata, życie w lustrzanej konstelacji. Jeszcze dziś widzę, jak nasi zecerzy przenoszą ciężkie sześciany ołowiu, a właściwie prostopadłościany, złożone z płytek, gdzie w zbitych szeregach roją się ciemne mrówki odwróconych liter.

15:30 · Kultura rosyjska i relacje z Rosją 2

Zawsze się obawiałem, że między linotypem a stołem, na którym makietowano strony, wskutek jakiegoś nieostrożnego ruchu rozsypie się ten naród słów, ta populacja linijek i później trudno będzie zestawić całość. Tak się jednak nie zdarzało. Oddziały metalowych liter trafiały w ramy przyszłych rubryk wciąż jeszcze na opak odwrócone. Inwertyci piśmiennictwa, jakby z innej galaktyki. Odwrócone napisy na karetkach pogotowia z myślą o kierowcach w pobliżu, którzy poprawną nazwę odczytują dopiero w lusterku wstecznym. Te napisy przypominają mi krótką chwilę moich doświadczeń w drukarni, niczym w jakiejś ziemi Oz, w galaktyce Gutenberga.

No to ta książka pokazuje, że można inaczej. Ta książka pokazuje, że Można być konsulem we własnym kraju. No i jest też książka ta dosyć smutną refleksją na temat socjalizmu, a jednocześnie refleksją, która, mam wrażenie, dosyć dobrze oddaje ideę tego systemu. Ćosić bardzo też konsekwentnie używa słowa socjalizm. W tej książce stosunkowo rzadko pojawia się słowo komunizm. Najczęściej pojawia się słowo socjalizm i mam wrażenie, że Ćosić właśnie tę różnicę czuł. Odeślę Państwa do rozmowy z Igorem Banaszczykiem, kiedy rozmawialiśmy o książce Slavenki-Drakulić, bajki o komunizmie.

20:00 · Zakończenie i refleksje 4

Tam z Igorem rozmawialiśmy także o tym, czy to był socjalizm, czy to był komunizm. Bardzo zachęcam do posłuchania naszej rozmowy. Tutaj Ćosić mówi o socjalizmie. Pisze o nim tak. Myślę, że niełatwo objaśnić całą procedurę, według której ktoś prowadzi życie pod godłem socjalizmu niespecjalnie interesujące. Zjawisko to, życie w takim ustroju, uważam za nieciekawe z natury i trudne. Bezcelowe jest wynajdywanie przyczyn, z jakich niektóre władze gnębią obywateli, a zabójczo nudne, gdy ktoś mętnie i bezsensownie oskarżony stara się udowodnić, że oskarżenia są niesłuszne, że nie knuliśmy spisku w celu obalenia tej głupawej władzy.

Całe pokolenie młodych, krzepkich, może zbyt silnych mężczyzn, partyzanckich wojowników zostało mocą prawa wysłane na wcześniejszą emeryturę. Wskutek tego dziesiątki tysięcy pięćdziesięciolatków w kwiecie wieku znalazły się w domu, w klubach, w gospodach, na meczach piłki nożnej, nie wiedząc co dalej. Przelecieli wszystkie przyjaciółki żon, zbudowali takie domki letniskowe, naużywali sobie chlejąc i żrąc z okazji świąt i rocznic, nazbierali głupich medali, dyplomów, papierów wartościowych swojej wojennej działalności, Trochę nawet podróżowali na ogół z pogardą po wielkim świecie, lecz jeśli wszystko podliczyć, kiepsko na tym wyszli, a co najgorsze dla tak grubego zwierza, dla Knurów, naszej rasy, pozbawiono ich siły i mocy wyzwalającej się w bezpośredniej akcji.

Nie zdołali poznać nauki Marksa, zbyt skomplikowanej jak na ich mózgi, zresztą na co im to? Byli przecież zwycięzcami. Zapomnijmy więc o teorii, o wszelkiego rodzaju pisaninie i przyjrzyjmy się poczynaniom podejrzanych osobników, którzy się zajmują książkami, czytają ich za dużo, a na dobitkę sami je dalej produkują. W tej sytuacji tu i ówdzie odbywały się polowania na nas, na literackie bażanty, tyle że ze strzelbami, prawie bez nabojów. Nie wiem, co we mnie było. Czyż był w cień? Myszkinowski, który mi towarzyszył od dzieciństwa, tak czy inaczej? Cały okres mojej pracy w konsulacie najbliższe otoczenie odbierało dość niechętnie.

Chyba nigdy do tej pory nie czytałem niczego takiego, co o takich relacjach z Rosją mówiłoby całkowicie beznamiętnie, to znaczy eksplodowałoby tylko wątek kulturalny, A w ogóle porzucało wątek polityczny albo wręcz mówiło o Rosji z sympatią. To było dla mnie no naprawdę zaskakujące, a już w szczególności jak myślę sobie o jakichś rzeczach eseistycznych, to chyba nigdy się z czymś takim nie spotkałem, więc dla miłośników kultury rosyjskiej także ciekawostka, że można w ten sposób także świat postrzegać. Tak jak już wspomniałem do Bory Ćosića powrócę z pewnością, Bo trochę tych rzeczy jest, są nawet literatury na świecie.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.