nie pisz tej jedenastej wiadomości
Odcinek o tym, jak w głowie reżyserujesz genialne rozmowy, a na żywo mówisz "w sumie to nic". Opowiadam historię o dziewczynie z parapetu, paraliżu przed wysłaniem "hejka" i o tym, dlaczego łatwiej jest czytać Kaczora Donalda na przystanku, niż powiedzieć komuś "cześć". Jak zwykle, więcej pytań niż odpowiedzi.ig: https://instagram.com/pbialasiewicz/ kontakt: [email protected]: http://banal.pl
Główny temat to gigantyczna przepaść między tym, co czujemy i myślimy, a tym, co ostatecznie mówimy. Analiza naszych wewnętrznych monologów i zewnętrznego milczenia. Także pomilczmy teraz razem, drodzy Państwo. A, sorry. Mieliśmy milczeć. Ale tak jakoś trudno milczeć, nie? Więc może zróbmy coś innego. No bo tam gada w tej głowie. Ja już tutaj się zapatrzyłem na gwóźdź i zacząłem rozkminiać. A może by tak opowiedzieć o tym gwoździu? Ale nie, gadanie o tym gwoździu będzie dosyć głupie, bo kogo obchodzi wbity gwóźdź w moim studiu?
O, aż mi strzeliło w kręgosłupie. No i tak dziadek będzie opowiadał. Poznałem kiedyś dziewczynę. Wspaniała cudmalina, jakby śpiewał pewien profesor disco polo, że te jej oczy zielone były takie cudowne. I właśnie ona taka była. Siedzieliśmy na parapecie w jakimś klubie. Rozmawialiśmy. Ja oczywiście Don Quixote, Don Juan. To ja do niej oczywiście zagadałem, a po prawdzie to ona musiała mnie złapać za rękę i wręcz zmusić mnie do rozmowy z nią, bo bym się po prostu sam nie odważył. Ale w mojej wyobraźni oczywiście byłem Don Kiszotem, Ryanem Goslingiem i tak podchodzę do niej i mówię, hej mała, u mnie czy u ciebie?
Ale głupie, ale żenujące. I tak naprawdę nie wiadomo, co by się wydarzyło, czy by było tak, że ludzie by patrzyli, udawaliby, że nic nie widzą, żeby nie wchodzić w żadną interakcję, a potem by do domu wracali. Ej, Zosia, nie uwierzysz, widziałam typa, co robił pajacyki. Ja też bym tak chciał, ale się boję. Czy może ktoś by powiedział, co dzisiejsza ta młodzież odwala, przejść chodnikiem tu nie wolno, bo pajacyki robią, do roboty by się wzięli normalne, ja i torbą by baba okładała. Co by się wydarzyło? No bardziej to wszystko się wydarzyło w naszych głowach, czy byłoby to cringe'owe. Aby wziął jeden i wyszedł i zaczął tańczyć pajacyki i by było wszystko spoko, nie? Więc te żenujące rzeczy rozgrywają się najbardziej w głowie, a koniec końców najbardziej żenujące rzeczy to są te, które...
No ja wiem. Ja wysłałem 20, także jeszcze spokojnie możesz podnieść swój pułap na luzie. To są najbardziej żenujące rzeczy. Próba udowodnienia, że nie jest się żenującym. A najmniej żenujące to są często te, które wydają się żenujące. Właśnie jak zrobienie tego pajacyka. No i właśnie ja jej nie powiedziałem cześć. Właśnie o tym mówiłem tej dziewczynie, z którą rozmawiałem na parapecie. Potem zobaczyłem ją na przystanku. Ale to oczywiście nie koniec sagi. Nie koniec. Bo ja musiałem udawać tajemniczego chłopaka, tego, wiecie, niedostępny. On jest taki niedostępny i taki tajemniczy, że ja chyba zrobię dla niego wszystko.
A tak naprawdę za kogo on się uważa? Dlaczego on mi nie powiedział cześć? Dlaczego od razu, jak mnie zobaczył, odwrócił wzrok? I wtedy ona myśli, czy ja byłam wtedy żenująca i głupia? Czy ja się zbłoźniłem? Czy on po prostu chciał mnie coś tam tego, tamtego zrobić? Nie myśl nawet o tym, o czym, czego tamtego. To nie jest to to, o czym myślisz, tak że każdy myśli to, co ma w głowie, nie? Tego nie wiemy, co ona myślała, ale... Miałem oczywiście jej numer albo jakąś możliwość kontaktu. I tak siedziałem. Napisać do niej cześć?
Nie, to zbyt proste. Może powinienem napisać, czy siedzisz dalej tam na tym tapczanie? Nie tapczanie, tylko skasuj, skasuję wiadomość. Czy siedzisz tam na tym parapecie jeszcze ciągle? Takie, wiecie, śmiesznie. Jakiś śmieszek z gry wóz. Mógłbym to napisać. Nic nie napisałem oczywiście. Skasowałem kilka wiadomości i tak rozpłynęła się ta znajomość. Nawet nie pamiętam jej imienia i nie wiem, czy bym ją poznał, gdybym ją spotkał na ulicy tyle lat minęło. Ale gdzieś to krąży we mnie ta historia wielokrotnie i to jest zawsze bardzo pokazujące, jak
Jaki jest ciężki, często paraliż przed napisaniem albo powiedzeniem tego, co się czuje, tego, co by się chciało, tej drugiej osobie. I kasowanie wydaje się u wiadomości dużo bardziej satysfakcjonujące. To jest paraliż pod podjęciem jakiejś odpowiedzialności czy decyzji, ale co wiadomo, skąd miałoby się zrobić. Może tak po prostu ma być, że czasami z niektórymi ludźmi ten kontakt ma taki być. A z drugiej strony najchętniej to bym kompletnie nie myślał i po prostu pisał. O, hejka ta mała, co tam u ciebie? I nie przejmował się tym, co kompletnie ktokolwiek mnie kiedy w konsekwencji odrzucił. A może przez to życie byłoby nudne i smutne.
A ja powiedziałem tylko dzień dobry, może ja... A może mi się wymsknęło i nie powiedziałem tego. Tak powiedziałem, o ty... Ej, mogę przeklinać i tu jest... I nie słyszycie pika. Kur... na su... ty kur... Może właśnie tak powiedziałem. Ale w takim razie wymyśliłem takie genialne rozwiązanie. I to nie jest żadna reklama. Korektor emocjonalny. Nazywa się Cover All TM. Taki w spreju, że można sobie psiknąć i nic nie czujesz. Wychodzisz, gadasz do kogoś jakieś rzeczy i myślisz, o nie, ale głupota. I teraz wchodzi Cover All TM i możesz i wszyscy zapominają o twojej niezręcznych, wypowiedzianych słowach.
A przynajmniej ja zawsze uwielbiałem go używać i psikać sobie na twarz, żeby nikt nie widział, co ja właściwie czuję i myślę i zawsze być w trybie. Wszystko spoko. Wszystko spoko. Wszystko spoko. Można byłoby przed lustrem ćwiczyć. Tak, wszystko spoko. Więc to znowu jest coś, co sobie zauważam, że bardzo często łatwo jest uciec w żart i ironię. I zamiast ktoś na przykład spyta, co robisz, żeby wyjść ze smutku, który odczuwasz. Scrolluję cały dzień Instagrama i porównuję się do innych. Dzięki temu wiem, że moje życie jest gorsze od nich, ale mogę się cieszyć ich wspaniałym życiem, że podróżują i tak zwiedzają świat, że ich życie jest tak idealne i dalekie od mojego.
Nowy film już teraz. W kinach. I tak można byłoby opisać moje życie. I nie wiem, czy wasze też. Także wy sobie, sami odpowiedzcie i bądźcie ze sobą szczerzy. Tak jak przy spowiedzi, czyli można zawsze powiedzieć więcej grzechów nie pamiętam. A w głowie paliłem papierosy, nie słuchałem się mamy. Więcej grzechów nie pamiętam. Nie pamiętam. I jest git. To także też można to sobie zastosować. Także spokojnie. Żarty żartami, ale o czym ja mówiłem? A, o tej ironii i tak dalej. Wiesz, że często w komunikacji dużo łatwiej jest być ironistą i sarkastycznym kimś.
To oczywiście bardzo często lubimy w drugich osobach, ale za tym też mam wrażenie, że kryje się pewien mechanizm obronny, który powoduje, że właściwie nie wiadomo, co kryje się za tą osobą i takie osoby są zawsze bardzo pociągające bo nie wiadomo czy on mówi prawdę czy on się zgrywa to jest ta tajemnica zabawa frywolna a z drugiej strony łatwo łatwo się za tym ukryć sam się tu kryje więc jest spoko i czy miałbym komuś teraz powiedzieć radę no to drogi Piotrze co ja mam zrobić napisać do niej
Napisać do niego? No wiesz. Jeżeli napisałaś już do niego dziesięć wiadomości i on nie odpisał, to może ta jedenasta wiadomość już nie będzie potrzebna? Ale skąd ja mam wiedzieć, w jakiej sytuacji jesteś? Czy warto odpisać? No jeżeli siedzieliście wczoraj na parapecie takim, a zauważyłem, że na Marszałkowskiej, muszę zrobić tę dygresję, na Marszałkowskiej od Placu Zbawiciela do Placu Unii, to jest dla wszystkich z Warszawy, robimy tutaj oczywiście tylko dla Warszawy wszystko. Jak zawsze w każdym medium To są takie parapety I tam bardzo często wieczorem W weekendy siedzą Młode, zakochane pary I rozmawiają ze sobą o życiowych sprawach Tak jak ja właśnie rozmawiałem Z tamtą dziewczyną I teraz wyobrażam sobie Jak wchodzi Nasze dobro narodowe
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Korektor emocjonalny. Nazywa się Cover All TM.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Korektor emocjonalny. Nazywa się Cover All TM."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Odcinek o tym, jak w głowie reżyserujesz genialne rozmowy, a na żywo mówisz "w sumie to nic". Opowiadam historię o dziewczynie z parapetu, paraliżu przed wysłaniem "hejka" i o tym, dlaczego łatwiej jest czytać Kaczora Donalda na przystanku, niż powiedzieć komuś "cześć". Jak zwykle, więcej pytań niż odpowiedzi.
ig: https://instagram.com/pbialasiewicz/ kontakt: [email protected]
newsletter: http://banal.pl