Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

TAKA MIŁA STARUSZKA

09.11.2025 ·31 min 48 s

MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Szpitalna — miejsce, gdzie stare meble i antykwariaty tworzą atmosferę dawnego porządku. Gdy pewnego wrześniowego popołudnia wydarzenie wstrząsa jedną z kamienic, rozpoczyna się śledztwo, które odsłania złożone więzi między pokoleniami i trudne warunki życia młodego mężczyzny.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Tajny Detektyw, 1932 nr 38Tajny Detektyw, 1932 nr 39Express Ilustrowany, 1933 nr 120Express Ilustrowany, 1933 nr 121Express Ilustrowany, 1933 nr 97Czas, 1932 nr 212Czas, 1932 nr 213Czas, 1933 nr 100Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 258Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 259Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1933 nr 121Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Inni, że policjanci byli w jego mieszkaniu pod jego nieobecność i zostawili mężczyźnie wezwanie na przesłuchanie. Jakby nie było, to 19-letni Zdzisław Owczary, bo to właśnie o nim mowa, przyszedł na komisariat i przyznał od razu, że to on był wczorajszym gościem Rysakowskiej. I choć początkowo jego zeznania były niepewne, takie fragmentaryczne, to po chwili obszernie i detalicznie opisał przebieg poprzedniego dnia. Jak sam przyznał, kiedy upewnił się, że policja nie będzie go biła, to stwierdził, że może spokojnie opowiadać o tym, co zaszło. Nazywał się Zdzisław Władysław Owczary i jak wspomniałam miał 19 lat.

Był praktykantem handlowym. Mieszkał wraz z rodzicami przy ulicy Emaus 41 na krakowskim Zwierzyńcu. Rodzina należała do uboższej warstwy społecznej. Żyła skromnie, na granicy niedostatku, w warunkach, które współcześnie określili jako trudne. Matka Zdzisława była zajęta zarobkowaniem, a ojciec występował w tych relacjach jedynie marginalnie. Można przypuszczać, że chłopiec wychowywał się głównie pod opieką matki, ale też nie jestem tego stuprocentowo pewna. Na pewno mężczyzna nie miał większego wpływu na życie swojego syna, a nawet jeżeli miał, to nie był to wpływ pozytywny, raczej wręcz odwrotnie.

Ludzie z najbliższego otoczenia rodziny opisywali Zdzisława jako chłopca cichego, prasowitego i nieśmiałego. Co było tutaj wyjątkowo mocno akcentowane z uwagi na warunki, w jakich był wychowywany. Bo pomimo trudności wyrósł na przyzwoitego mężczyznę. A kolorowo nie było. Chłopak od najmłodszych lat był zaniedbywany. Często sypiał pod schodami, co w tamtym czasie oznaczało skrajną biedę i brak stałego miejsca w mieszkaniu. Nie był uzależniony od żadnych używek, ani nie wykazywał cech zdemoralizowania. Nie miał też żadnych większych zatargów z prawem.

To znaczy nigdy wcześniej nie był karany, bowiem miał tam jakieś epizody związane z kradzieżą, o których opowiem wam dosłownie za moment. Ukończył siedem klas szkoły powszechnej, po czym rozpoczął naukę zawodu w handlu. I to właśnie w tym miejscu pojawia się wątek wynoszenia z miejsca pracy artykułów spożywczych i przemysłowych. Najpierw trafił jako praktykant do sklepu przy ulicy Długiej, należącego do kupczyni Sasowej. Według właścicielki przybytku to chłopiec był robotny, sumienny i spokojny. Nigdy nie zauważyła braków w asortymencie. Czyli nawet jeśli owczary wynosił coś cichcem, to musiały to być na tyle drobne rzeczy, że nie rzucało się to jakoś szczególnie w oczy.

Inaczej było w drugim sklepie, w którym Zdzisław zatrudnił się po zakończeniu swojej współpracy z Sasową. Co ważne, nie został on zwolniony. Odszedł z własnej woli. Jak później tłumaczył, bał się, że w końcu jego chlebodawczyni złapie go na kradzieży, a tego wolałby uniknąć. Owczary przeniósł się do firmy Lennert przy ulicy Stolarskiej, gdzie pracował przez pół roku. W tym czasie wynosił z magazynu drobne towary – mydła, wody kolońskie, nici i inne przedmioty codziennego użytku. Według jego własnych zeznań robił to na prośbę Marii Rysakowskiej, którą znał od wielu lat i którą odwiedzał regularnie.

Przynajmniej tak brzmiała jego wersja. Ostatecznie sprawa kradzieży wyszła na jaw, a Owczary został z pracy zwolniony. I to dyscyplinarnie. Po utracie zatrudnienia długo nie mógł znaleźć nowej posady. Był młody, bez oświadczenia i z opinią nielojalnego praktykanta. Z tego powodu coraz częściej odwiedzał Rysakowską, która, jak sam przyznał, czasami dawała mu jedzenie lub drobne wsparcie. Ich relacja, początku sąsiedzka, przerodziła się w zależność. Młody chłopak szukał u niej pomocy i akceptacji. Ona zaś korzystała z jego posługi i przysług.

14 września, w dniu zabójstwa, przyszedł do mieszkania Rysakowskiej około godziny drugiej po południu. Kobieta poprosiła go, by poszedł do miasta po chleb i cukier. Po powrocie wspólnie zjedli skromny posiłek. W trakcie rozmowy tematy zszedł na pracę Zdzisława, a raczej jej brak. Kto go zainicjował? Tu po raz kolejny nie mamy pewności. Albo chłopak zaczął się żalić na swój los, albo Rysakowska poczęła mu czynić wymówki, że ten wciąż wałęsa się bez celu po mieście i nie ma żadnej pracy zarobkowej. I znów, jakby nie było, to dyskusja szybko przekształciła się w kłótnię.

Owczary poczuł się zaatakowany. Rysakowska wypowiadała się w sposób pogardliwy, jakby to była jego wina, że nie może znaleźć pracy. A przecież po pierwsze, to były czasy wielkiego kryzysu, gdzie bezrobocie zaczynało sięgać nawet 50%, a po drugie, przecież miał wcześniej prasę. Może i małopłatną, bowiem nie był pełnoprawnym pracownikiem, a praktykantem, ale zapewniającą stały dochód. Stracił ją tylko i wyłącznie dlatego, że za namową Rysakowskiej zaczął okradać swojego chlebodawcę. Gdyby nie to, to zapewne w dalszym ciągu pracowałby u Lenerta.

Nie omieszkał o tym napąknąć. Ale to jedynie rozsierdziło 65-latkę. Rysakowska miała zacząć nazywać go złodziejem i kazała mu się wynosić. Chwyciła kij bambusowy, który trzymała w kącie i uderzyła go w plecy. Owczary zeznał, że w tej chwili, jak to sam powiedział, zdenerwował się i chwycił metalowy ciężarek od zegara, który stał na stole. Uderzył nim kobietę kilkukrotnie w głowę. Ta upadając przewróciła koszyk stojący obok. Następnie przykrył jej głowę poduszką. W pokoju panowała cisza.

Po zbrodni owczary umył ręce, a ciężarek opłukał i zawiesił z powrotem przy zegarze. Spróbował wprowadzić mechanizm w ruch, ale jak sam przyznał, zegar nie chciał iść. Mówił, że wtedy też poczuł pragnienie, więc otworzył sobie słoik z borówkami, który stał na stole, napił się, a resztę soku rozlał. Przypadkowo, niespecjalnie. Zanim wyszedł, zamknął drzwi od zewnątrz i zabrał klucz. Później wyrzucił go w zarośla w pobliżu kościoła Świętego Krzyża, niedaleko plant. Według jego relacji przez kilka kolejnych godzin błąkał się po mieście, a następnie wrócił do domu rodzinnego.

Dlatego wstępny motyw robunkowy odrzucono. W toku dochodzenia uznano, że motywem zbrodni był afekt i gwałtowny wybuch złości, nieplanowany napad. Z tego powodu Owczary został oskarżony o zabójstwo w afekcie. Jego postawa podczas przesłuchań była, jak zapisały gazety, pełna skruchy i przygnębienia. Nie próbował zaprzeczać, nie tłumaczył swojej zbrodni, a jedynie powtarzał, że nie chciał jej zabić. Kiedy opuszczał mieszkanie, był przekonany, że Rysakowska żyje. Przykrył jej twarz, ale tylko i wyłącznie dlatego, że, jak sam stwierdził, kobieta patrzyła na niego w jakiś taki mroczny, wywołujący ciarki sposób.

Owczary zasiadł na ławie oskarżonych ubrany skromnie, w ciemny garnitur, z twarzą bladą i napiętą. Świadkowie mówili później, że wyglądał raczej jak przestraszony uczeń niż przestępca. Nie odwracał wzroku od stołu sędziowskiego, a dłonie trzymał sklecione na kolanach. Prokurator odczytał akt oskarżenia. W akcie wskazano, że zbrodnia nie miała charakteru rabunkowego, a wynikła z nagłego wybuchu emocji. Kłótni pomiędzy młodym praktykantem a jego starszą znajomą. Dlatego zrezygnowano z oskarżenia o morderstwo z premedytacją i tak jak wspomniałam, to oskarżony odpowiadał z artykułu o zabójstwie w Apekcie.

Choć tam wątek kradzieży też gdzieś się pojawił, ale nie jestem pewna, czy rzeczywiście owczary cokolwiek zabrał. Jedynie mówią, że żadnego rabunku nie było, a owczary po prostu napił się soczku borówkowego i jak gdyby nigdy nic wrócił do domu. Inni twierdzili, że owszem, coś tam sobie zabrał, jakieś pieniądze, niejako bonusowo, no bo jak już należyła się okazja, to czemu miałby nie skorzystać. Ale nie jest to chyba aż tak bardzo istotne. Trybunał wysłuchał relacji oskarżonego. Owczary potwierdził wcześniejsze zeznania. Mówił spokojnie, bez oznak buntu, jakby opowiadał o czymś, co wydarzyło się bardzo dawno temu, a nie zaledwie kilka miesięcy wcześniej.

Po zakończeniu proces wznowiono publicznie. Świadkowie zeznający w procesie wystawili oskarżonemu bardzo dobrą opinię. Owszem, jeden z jego byłych pracodawców, ten z firmy Lennert, potwierdził, że chłopak kradł. ale jednocześnie nie zauważył, by chłopak był skłonny do agresji, ani też nigdy nie zaobserwował żadnego złego zachowania, pomijając te kradzieże. Co dość interesujące, to choć nie wiemy, co zostało powiedziane za zamkniętymi drzwiami, to owczary musiał być dość przekonującym. Bowiem nawet prokurator, chociaż oczywiście stał po stronie ofiary, bo też taka była jego rola, to jednak patrzył na oskarżonego dość łagodnym wzrokiem.

Podkreślił, że Owczary nie próbował ukryć śladów zbrodni, nie uciekał, a po jednym dniu sam zgłosił się na policję. Wnioskował o karę więzienia, ale z uwzględnieniem młodego wieku i silnego wzburzenia, w jakim wówczas działał. Dlatego jego zdaniem kara powinna być raczej symboliczna. A jeżeli prokurator już tutaj wnosi o niski wymiar kary, to rzeczywiście to, co Owczary powiedział za zamkniętymi drzwiami, musiało być dość ciekawe. Obrońca mówił o ciężkich warunkach, w jakich wychowywał się oskarżony. O biedzie, braku opieki i o tym, że był to chłopiec nienauczony panować nad emocjami, pozostawiony samemu sobie.

On również prosił o łagodny wymiar kary. Po naradzie Trybunał ogłosił wyrok. Zdzisław Owczary został uznany winnym zabójstwa w afekcie i skazany na trzy lata pozbawienia wolności. Dodatkowo orzeczono 3 miesiące więzienia za kradzież popełnioną wcześniej w firmie Lenert. Kary połączono. Łączny wymiar wyniósł 3 lata pozbawienia wolności z zaliczeniem czasu spędzonego w areszcie śledczym. Na sali sądowej nie było żadnych okrzyków ani poruszania. Wyrok przyjęto w ciszy. Sam Owczary również wysłuchał go bez słowa.

Stał spokojnie, z pochyloną głową, jakby pogodzony z tym, co usłyszał. Kiedy zapadł wyrok, sprawa Marii Rysakowskiej i Zdzisława Owczarego powoli znikała z pierwszych stron gazet, żeby wręcz nie powiedzieć, że całkowicie zniknęła. Dla Krakowa była to jedna z wielu historii. Krótki błysk sensacji, o której mówiono kilka dni, może tygodni. Jeszcze przez chwilę tłumy gromadziły się pod kamienicą przy ulicy Szpitalnej 20, zaglądając w głąb podwórza i wskazując sobie okna oficyny, w których rozegrał się dramat. Potem ulica wróciła do swojego zwykłego rytmu, z zapachem starych książek, mebli i papieru, z echem kół wozów odbijających się od bruku.

Maria Rysakowska została pochowana bez rozgłosu. Nie miała żadnej bliskiej rodziny, tylko dalekich krewnych, którzy pojawili się po jej śmierci, aby odebrać rzeczy i dopełnić wszystkich formalności. W gazetach wspomniano o niej krótko. Wdowa po woźnym muzeum czartoryskich. Kobieta skromna, cicha, żyjąca samotnie. Cicisław Owczary trafił do więzienia, gdzie miał spędzić trzy lata. Nie wiadomo, co stało się z nim później. W archiwach brak jest dalszych śladów. Jego nazwisko zniknęło z rejestrów, tak jak znikają tysiące innych, zwykłych, nieistotnych dla historii.

Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.