TAKA MIŁA STARUSZKA
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Szpitalna — miejsce, gdzie stare meble i antykwariaty tworzą atmosferę dawnego porządku. Gdy pewnego wrześniowego popołudnia wydarzenie wstrząsa jedną z kamienic, rozpoczyna się śledztwo, które odsłania złożone więzi między pokoleniami i trudne warunki życia młodego mężczyzny.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Tajny Detektyw, 1932 nr 38Tajny Detektyw, 1932 nr 39Express Ilustrowany, 1933 nr 120Express Ilustrowany, 1933 nr 121Express Ilustrowany, 1933 nr 97Czas, 1932 nr 212Czas, 1932 nr 213Czas, 1933 nr 100Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 258Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 259Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1933 nr 121Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
W oficynie na pierwszym piętrze znajduje się niewielkie mieszkanie z jednym pokojem i kuchnią. To właśnie w nim żyje Maria Rysakowska, wdowa powoźnym Muzeum Czartoryskich. Ma 60 lub 65 lat, zależnie od źródeł. Utrzymuje się ze skromnej emerytury i pomocy rodziny. Kiedyś podobno była pełna energii. Teraz dni wypełniają jej drobne rytuały. Poranna herbata, rozmowa z azorczynią czy drobne zakupy na kleparzu. Wieczorami siada przy oknie, z którego widać podwórze i patrzy, jak inni wracają z pracy. Według sąsiadów jest spokojną, porządną, cichą kobietą.
Nikt nie przypuszczał, że właśnie za tym spokojem kryje się historia, o której za kilka dni będzie mówił cały Kraków. Środa, 14 września 1932 roku. Zwyczajny poranek. Około dziesiątej dozorczyni zamiata podwórze, a pani Rysakowska jak co dzień wietrzy pościel na ganku. Zamyka okno, tak żeby nie wpadł kurz. Później znika w mieszkaniu. Przez cały dzień pościel pozostaje na balustradzie. Początkowo nikogo to nie dziwi, ale gdy zapada wieczór, a pierzyny nadal wiszą, sąsiedzi zaczynają szeptać między sobą.
Dlaczego Rysakowska nie zabrała pościeli? No i dlaczego w jej mieszkaniu, mimo późnej godziny, nie pali się światło? Punktualnie o 22.00 kucharka z mieszkania obok zapukała do drzwi mieszkania Rysakowskiej. Ale nikt nie odpowiedział, a drzwi były zamknięte na klucz. Po sąsiedzkiej naradzie zadecydowano, że coś musiało się stać i najlepiej będzie posłać po montera z warsztatu na podwórzu. Kiedy mężczyzna pojawił się na miejscu, postanowił w inny sposób sprawdzić, co takiego stało się w mieszkaniu Rysakowskiej. Nad drzwiami wyjściowymi znajdowało się małe okienko. Może by tak zajrzeć przez nie do środka?
Jak pomyślał, tak zrobił. Przestawił drabinę, zajrzał przez małe okienko nad drzwiami i cofnął się z krzykiem. Na podłodze kałuży krwi leżała Maria Rysakowska. To nie mógł być zwykły wypadek. Ktoś bowiem przykrył jej twarz poduszką i szmatami. W jednej chwili cała oficyna ożyła. Ktoś pobiegł po dozorczynie, ktoś inny po woźnego. Zawołano lekarza z pogotowia ratunkowego, a jednocześnie posłano po funkcjonariusza policji z pobliskiego posterunku przy Małym Rynku. Wąskie schody dudniły od kroków i szeptów, a w oknach, pomimo późnej godziny, pojawiały się zaciekawione twarze.
Pierwszy przybył lekarz pogotowia. Po otwarciu drzwi, których zamek musiał sforsować ślusarz, stanął w progu mieszkania. Na podłodze, przywalona poduszką i szmatami, leżała Maria Rysakowska. Z ust wystawał kosmyk śwych włosów, a jej ręka kurczowo trzymała brzeg stołu. Wokół leżały rozrzucone rzeczy. Przewrócony koszyk, rozbite szkło i porozrzucane gazety. Lekarz pochylił się. Dotknął szyi kobiety, a potem klatki piersiowej. Niestety puls był niewyczuwalny. Stwierdził zgon Marii Rysakowskiej.
Obok nich przewrócony kosz na drobiazgi, z którego wysypały się nici, guziki i skrawki materiałów. Na stole z kolei lerał przewrócony słoik z sokiem z borówek, którego zawartość rozlała się na blat i częściowo na podłogę. I to właśnie ten rozlany sok, początkowo błędnie uznany za sok malinowy, doprowadził pierwszego lekarza do przypuszczenia, że przyczyną śmierci był udar sercowy. Założono, że we wszystkie plamy krwi to była po prostu rozlana ciecz. Ustalono, że zginęła pewna suma pieniędzy, około tysiąca złotych, które Rysakowska miała posiadać w domu po niedawnej wypłacie z kasy oszczędnościowej oraz 20 srebrnych dolarówek.
Drzwi do mieszkania były w nienaruszonym stanie. Nie stwierdzono żadnych śladów włamania. Zamek był zamknięty od zewnątrz i, co ważne, klucz zniknął. Nie znaleziono go ani w mieszkaniu, ani w jego bezpośrednim otoczeniu. Szyby i listwy przy oknach również pozostały całe. To odkrycie wykluczyło przypadkowy rabunek i wskazywało, że sprawcą jest ktoś, kogo Rysakowska znała i wpuściła do mieszkania dobrowolnie. Z polecenia władz ciało przebieziono do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok. Zgodnie z protokołem oraz z relacjami prasowymi, podczas sekcji ustalono kilka ważnych dla śledztwa szczegółów.
Potwierdzono to, co wspomniałam nieco wcześniej, że śmierć Marii Rysakowskiej nastąpiła w sposób gwałtowny, na skutek wielokrotnych uderzeń tępym narzędziem w głowę. Na czaszce stwierdzono 8 ran zadanych z dużą siłą. W raporcie autopsyjnym opisano wszystkie obrażenia. Były to rozległe potłuczenia kości czaszki, wieloodłamowe złamania kości sklepienia czaszki, rozległy krwiak podskórny oraz międzyoponowy wylew krwi, czyli krwotok wewnątrz czaszkowy pomiędzy oponami mózgowymi. Rany głowy miały charakter nieregularny i tępy, co potwierdzało, że narzędzie nie miało ostrej krawędzi.
Śledczy przesłuchali sąsiadów Rysakowskiej i domowników oficyny. To właśnie wtedy ustalono, że Rysakowska często podejmowała w domu gości, różnej płci i w różnym wieku. Nie inaczej było w dniu zabójstwa. Kilku świadków widziało, że po południu mieszkanie Rysakowskiej odwiedził młody mężczyzna, znany już wcześniej i często u niej widywany. I to był punkt zwrotny, bowiem jeszcze tego samego dnia na policję zgłosił się pewien młody mężczyzna. Czy zgłosił się sam, czy stawił się na wezwanie policji, to kwestia sporna. Część źródeł podaje, że chłopak z własnej woli pojawił się na komisariacie.
Inni, że policjanci byli w jego mieszkaniu pod jego nieobecność i zostawili mężczyźnie wezwanie na przesłuchanie. Jakby nie było, to 19-letni Zdzisław Owczary, bo to właśnie o nim mowa, przyszedł na komisariat i przyznał od razu, że to on był wczorajszym gościem Rysakowskiej. I choć początkowo jego zeznania były niepewne, takie fragmentaryczne, to po chwili obszernie i detalicznie opisał przebieg poprzedniego dnia. Jak sam przyznał, kiedy upewnił się, że policja nie będzie go biła, to stwierdził, że może spokojnie opowiadać o tym, co zaszło. Nazywał się Zdzisław Władysław Owczary i jak wspomniałam miał 19 lat.
Inaczej było w drugim sklepie, w którym Zdzisław zatrudnił się po zakończeniu swojej współpracy z Sasową. Co ważne, nie został on zwolniony. Odszedł z własnej woli. Jak później tłumaczył, bał się, że w końcu jego chlebodawczyni złapie go na kradzieży, a tego wolałby uniknąć. Owczary przeniósł się do firmy Lennert przy ulicy Stolarskiej, gdzie pracował przez pół roku. W tym czasie wynosił z magazynu drobne towary – mydła, wody kolońskie, nici i inne przedmioty codziennego użytku. Według jego własnych zeznań robił to na prośbę Marii Rysakowskiej, którą znał od wielu lat i którą odwiedzał regularnie.
To ona miała go do tego zachęcać, tłumacząc przy tym, że przecież i tak zarabia niewiele, ledwie 30 złotych miesięcznie, co jest jawnym wyzyskiem i zdecydowanie należy mu się więcej. A on posłuchał, bowiem co by o Rysakowskiej nie mówić, to kobieta znając jego sytuację pomagała mu jak mogła. Najczęściej stawiając przed chłopakiem talerz z gorącą zupą, żeby biedak nie głodował. Mając to na uwadze, czuł, że jest jej coś winien. Dlatego posłuchał, kiedy prosiła go, by wynosił dla niej rzeczy. Dostawał od niej listę potrzebnych produktów, po czym wynosił wszystko ze sklepu, chowając towar za pazuchą.
Przynajmniej tak brzmiała jego wersja. Ostatecznie sprawa kradzieży wyszła na jaw, a Owczary został z pracy zwolniony. I to dyscyplinarnie. Po utracie zatrudnienia długo nie mógł znaleźć nowej posady. Był młody, bez oświadczenia i z opinią nielojalnego praktykanta. Z tego powodu coraz częściej odwiedzał Rysakowską, która, jak sam przyznał, czasami dawała mu jedzenie lub drobne wsparcie. Ich relacja, początku sąsiedzka, przerodziła się w zależność. Młody chłopak szukał u niej pomocy i akceptacji. Ona zaś korzystała z jego posługi i przysług.
14 września, w dniu zabójstwa, przyszedł do mieszkania Rysakowskiej około godziny drugiej po południu. Kobieta poprosiła go, by poszedł do miasta po chleb i cukier. Po powrocie wspólnie zjedli skromny posiłek. W trakcie rozmowy tematy zszedł na pracę Zdzisława, a raczej jej brak. Kto go zainicjował? Tu po raz kolejny nie mamy pewności. Albo chłopak zaczął się żalić na swój los, albo Rysakowska poczęła mu czynić wymówki, że ten wciąż wałęsa się bez celu po mieście i nie ma żadnej pracy zarobkowej. I znów, jakby nie było, to dyskusja szybko przekształciła się w kłótnię.
Owczary poczuł się zaatakowany. Rysakowska wypowiadała się w sposób pogardliwy, jakby to była jego wina, że nie może znaleźć pracy. A przecież po pierwsze, to były czasy wielkiego kryzysu, gdzie bezrobocie zaczynało sięgać nawet 50%, a po drugie, przecież miał wcześniej prasę. Może i małopłatną, bowiem nie był pełnoprawnym pracownikiem, a praktykantem, ale zapewniającą stały dochód. Stracił ją tylko i wyłącznie dlatego, że za namową Rysakowskiej zaczął okradać swojego chlebodawcę. Gdyby nie to, to zapewne w dalszym ciągu pracowałby u Lenerta.
Nie omieszkał o tym napąknąć. Ale to jedynie rozsierdziło 65-latkę. Rysakowska miała zacząć nazywać go złodziejem i kazała mu się wynosić. Chwyciła kij bambusowy, który trzymała w kącie i uderzyła go w plecy. Owczary zeznał, że w tej chwili, jak to sam powiedział, zdenerwował się i chwycił metalowy ciężarek od zegara, który stał na stole. Uderzył nim kobietę kilkukrotnie w głowę. Ta upadając przewróciła koszyk stojący obok. Następnie przykrył jej głowę poduszką. W pokoju panowała cisza.
Nie powiedział rodzicom o zajściu. Następnego dnia rano dowiedział się o zbrodni z rozmów na ulicy. Po otrzymaniu wezwania na policję od matki zgłosił się sam i przyznał do winy. Podczas przesłuchania podkreślał, że nie działał z zamiarem ragunkowym. Twierdził, że nie zabrał żadnych pieniędzy ani kosztowności. Ale znaleziono coś, co potwierdziło jego wersję. Rysakowska rzeczywiście mogła mieć coś za uszami i mogła wykorzystywać młodego chłopaka, aby ten przynosił jej różne fanty ze swojej pracy. Bo w mieszkaniu Rysakowskiej znaleziono przedmioty pochodzące z kradzieży w firmie Lennert.
Dlatego wstępny motyw robunkowy odrzucono. W toku dochodzenia uznano, że motywem zbrodni był afekt i gwałtowny wybuch złości, nieplanowany napad. Z tego powodu Owczary został oskarżony o zabójstwo w afekcie. Jego postawa podczas przesłuchań była, jak zapisały gazety, pełna skruchy i przygnębienia. Nie próbował zaprzeczać, nie tłumaczył swojej zbrodni, a jedynie powtarzał, że nie chciał jej zabić. Kiedy opuszczał mieszkanie, był przekonany, że Rysakowska żyje. Przykrył jej twarz, ale tylko i wyłącznie dlatego, że, jak sam stwierdził, kobieta patrzyła na niego w jakiś taki mroczny, wywołujący ciarki sposób.
No to postanowił jej to oczy zakryć. W ten sposób śledztwo zakończyło się szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Zbrodnia, która poprzedniego dnia wydawała się tajemnicza i nieuchwytna, została wyjaśniona w ciągu kilkudziesięciu godzin. Młody praktykant handlowy. Ten, który jeszcze dzień wcześniej przynosił starej kobiecie chleb i cukier, okazał się jej mordercą. Rozprawa w sprawie zabójstwa Marii Rysakowskiej odbyła się w Krakowie przed Trybunałem Karnym Sądu Okręgowego. Na sali panowała cisza, przerywana jedynie szelestem papierów i stukaniem pióra o blat. Proces zapowiadano w gazetach jako jeden z najgłośniejszych w mieście.
Powtórzył, że w dniu tragedii kobieta zaczęła go wyzywać i uderzyła kijem, a on od ruchu złości wycięł ciężarek od zegara i uderzył. Nie zaprzeczał, nie próbował się usprawiedliwiać. Mówił tylko, że nie wiedział, że ją zabił, że myślał, iż, tutaj cytat, zaraz przyjdzie do siebie. Sędzia zarządził tajną część rozprawy, która dotyczyła osobistych relacji między oskarżonym a ofiarą. Dlatego też nie wiemy, jakie dokładnie relacje ich łączyłem. Natomiast możemy przypuszczać, że Rysakowska nie była aż tak miła i urocza, jak się ją maluje. Bowiem gdyby tak było, to nie istniałyby przesłanki, by utajniać tę część rozprawy.
Stał spokojnie, z pochyloną głową, jakby pogodzony z tym, co usłyszał. Kiedy zapadł wyrok, sprawa Marii Rysakowskiej i Zdzisława Owczarego powoli znikała z pierwszych stron gazet, żeby wręcz nie powiedzieć, że całkowicie zniknęła. Dla Krakowa była to jedna z wielu historii. Krótki błysk sensacji, o której mówiono kilka dni, może tygodni. Jeszcze przez chwilę tłumy gromadziły się pod kamienicą przy ulicy Szpitalnej 20, zaglądając w głąb podwórza i wskazując sobie okna oficyny, w których rozegrał się dramat. Potem ulica wróciła do swojego zwykłego rytmu, z zapachem starych książek, mebli i papieru, z echem kół wozów odbijających się od bruku.
Maria Rysakowska została pochowana bez rozgłosu. Nie miała żadnej bliskiej rodziny, tylko dalekich krewnych, którzy pojawili się po jej śmierci, aby odebrać rzeczy i dopełnić wszystkich formalności. W gazetach wspomniano o niej krótko. Wdowa po woźnym muzeum czartoryskich. Kobieta skromna, cicha, żyjąca samotnie. Cicisław Owczary trafił do więzienia, gdzie miał spędzić trzy lata. Nie wiadomo, co stało się z nim później. W archiwach brak jest dalszych śladów. Jego nazwisko zniknęło z rejestrów, tak jak znikają tysiące innych, zwykłych, nieistotnych dla historii.
Być może po odbyciu kary wrócił do rodzinnego domu przy Emmaus. Być może próbował ułożyć sobie życie od nowa. Był przecież młody, zaledwie 19-letni. mógł jeszcze wszystko zacząć od początku. Ale w świadomości Krakowa zostało coś więcej niż sam czyn. Sprawa Rysakowskiej była przez pewien czas symbolem zbrodni codziennej, takiej, która nie rodzi się z nienawiści, lecz z gniewu, biedy i upokorzenia. To wszystko, co zostało po tej historii. Żadnych listów, żadnych wspomnień, żadnych wyznań. I choć wiem, że jest to bardzo krótka sprawa i raczej dość typowa i banalna, o ile sprawy kryminalne można w ogóle nazwać banalnymi, to pomyślałam sobie, że dawno nie było nas w Krakowie i dobrze by było na moment do niego wrócić.
Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
MIEJSCE AKCJI: KRAKÓWKraków, ulica Szpitalna — miejsce, gdzie stare meble i antykwariaty tworzą atmosferę dawnego porządku. Gdy pewnego wrześniowego popołudnia wydarzenie wstrząsa jedną z kamienic, rozpoczyna się śledztwo, które odsłania złożone więzi między pokoleniami i trudne warunki życia młodego mężczyzny.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Tajny Detektyw, 1932 nr 38Tajny Detektyw, 1932 nr 39Express Ilustrowany, 1933 nr 120Express Ilustrowany, 1933 nr 121Express Ilustrowany, 1933 nr 97Czas, 1932 nr 212Czas, 1932 nr 213Czas, 1933 nr 100Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 258Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1932 nr 259Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1933 nr 121Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US