(z)Lany (w) poniedziałek (Majdan Kozicki 1979)
🎟️ Bilety na BLASTCAST! Podcast Festival → https://blastcast.pl/#bilety BLASTCAST | 9–10 października | Warszawa, Fabryka NorblinaPodcasty na żywo, rozmowy i spotkania z twórcami.[Kod zniżkowy dla słuchaczy Zbrodni Prowincjonalnych: ZBPROBC15]To będzie jedna z tych historii, które są tak głupie, że gdyby nie tragiczny finał, byłyby śmieszne. Bo konflikt, który tam siępojawił jest na poziomie bójki między 12-letnimi chłopcami.Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to: https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/majdan-kozickiMuzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days
Ja jak byłam dzieckiem, to pamiętam, że urządzaliśmy na podwórku regularne bitwy na wodę rano w lany poniedziałek, ale to nie było tak, że tylko chłopcy oblewali dziewczyny, tylko wszyscy oblewali wszystkich. No i jak było ciepło, to była to świetna zabawa, jak się było gdzieś tak na początku podstawówki, więc sama mam w sumie dobre wspomnienia z tych lanych poniedziałków, ale w tej takiej tradycyjnej wersji, że to kawalerowie oblewają panny, jest pewna perwersja, kiedy teraz o tym myślę. W 1979 roku Lany Poniedziałek wypadł 16 kwietnia. Wieś Majdan Kozicki w województwie lubelskim świętowała go, tak jak wszystkie inne wsie w Polsce. Choć w dokumentach dotyczących tej sprawy pojawia się nazwa Majdan Kozicki, to od razu wyjaśnię, że tak naprawdę nie ma właściwie wsi o tej nazwie.
Bo to, co tak w skrócie określano jako Majdan Kozicki, to są w rzeczywistości trzy sąsiadujące ze sobą wsie i są to Majdan Kozic Górnych, Majdan Kozic Dolnych i Majdanek Kozicki. Każda z tych wsi ma po około 100 mieszkańców i tu ponownie potwierdza się zasada, że im bardziej na wschód, szczególnie tu na wysokości granicy z Ukrainą, tym bardziej wyludnione wsie i w tych trzech Majdanach w latach 1998-2021 Ubyło od 22 do 36% mieszkańców. Przyrost naturalny w tej gminie wynosi minus 10. Bezrobocie jest tu zwykle o plus minus 2% większe niż w całej Polsce. Także jest to jeden z tych takich zaniedbanych zakątków kraju. Majdan Kozic Górnych znany jest właściwie tylko z jednej rzeczy, a mianowicie z tego, że w tej miejscowości zginął ostatni żołnierz wyklęty, lalek, czyli Józef Franczak.
Przyjmuje się, że był to ostatni poległy w boju polski partyzant, który nigdy nie złożył broni. Są też świadectwa mówiące o jego mniej chlubnych czynach, jak to zwykle też bywa w przypadku Żołnierzy Wyklętych. Tam są oskarżenia, że podczas okupacji brał udział w porwaniu i wydaniu Niemcom ukrywającego się żydowskiego krawca, również w innych atakach na ludność żydowską i na Polaków, którzy ukrywali Żydów. Nie wiem ile jest w tym prawdy, to nie miejsce żeby się nad tym zastanawiać. Nie o tym będzie nasza historia, wspominam o tym, bo to pewnie jest jedyna rzecz jaką Majdan Kozicki zapisał się w historii Polski. A zbrodnia, o której Wam opowiem, nie będzie miała w sobie niczego bohaterskiego ani niczego politycznego, no chociaż polityka też się tutaj nam pod koniec wkradnie, ale w trochę innym sensie.
A to, że rozegrała się bardzo blisko miejsca, w którym zgładzono ostatniego partyzanta Rzeczpospolitej, to tylko przypadek, bo mogłoby do niej dojść wszędzie tam, gdzie pałętają się znudzeni, pijani idioci, którzy nie wiedzą, co zrobić ze swoim czasem, więc wykorzystują go w najgorszy możliwy sposób. 21 kwietnia 1979 roku mieszkanka wsi Antoniówka, położonej jakieś 7 km od wspomnianego Majdanu Kozickiego, zgłosiła się na milicję. Konkretnie powiadomiła komendę wojewódzką w Lublinie o zaginięciu swojego syna. Po raz ostatni Stanisław był widziany w Antoniówce 16 kwietnia, czyli od jego zniknięcia minęło już 5 dni. Kiedy rodzina ostatni raz z nim rozmawiała, młody mężczyzna miał pójść do sąsiednich wsi, do Borkowszczyzny
Pomimo, że było dopiero koło południa, Jan i jego towarzysze byli już Mocno pijani Jan i Stanisław nie znali się wcześniej, pomimo tego Jan z jakiegoś sobie tylko znanego powodu czy raczej bez żadnego powodu postanowił obrzucić mężczyznę wyzwiskami. Tak po prostu, bo zobaczył jakąś nieznaną twarz we wsi i postanowił zaznaczyć swój teren i pokazać kto tu rządzi. Nie podszedł do niego tylko wykrzykiwał gdzieś tam z podwórka czy z jakiegoś rowu, w którym siedział ze swoimi trzema kolegami jakieś tam Wyzwiska i Stanisław odkrzyknął mu coś w stylu jak jesteś taki mocny to podejdź, no ale Jan nie podszedł, a Stanisław poszedł dalej swoją drogą. To jednak nie był koniec ich interakcji tego dnia. Kilka godzin później do gospodarstwa rodziny B w Majdanie Kozickim przyjechało na motocyklach kilku mężczyzn.
Byli to Jan ze swoim kolegą Marianem, z którym woził się od rana oraz właśnie zaginiony Stanisław. Wtedy jeszcze nie zaginiony. Gospodarze, którzy byli rodziną od strony matki Jana dowiedzieli się, że mężczyźni przyjechali do Majdanu Kozickiego, żeby napić się wódki na zgodę po tym, jak chwilę wcześniej stoczyli prawdziwie heroiczny bój na leśnej drodze kawałek za wsią. Bój wyglądał tak, że Stanisław szedł drogą, był już sam. Kiedy nadjechali na motocyklach Jan i jego kolega Marian, będę go nazywać dobrym Marianem, bo w dalszej części pojawi się jeszcze jeden mężczyzna o tym imieniu, więc musimy ich tu sobie jakoś rozróżnić. Także Jan zatrzymał się obok Stanisława, zszedł z motocykla i zaczął prowokować mężczyznę do bójki. Tyle, że był w stanie, w którym sam się do tej bójki za bardzo nie nadawał, więc coś tam bełkotał, machał rękami, ale wystarczyło, że Stanisław go odepchnął i Jan stracił równowagę i wylądował na glebie.
Jak się wkrótce okazało, o tym, co się wydarzyło, wiedziało w Majdanie Kozickim już całkiem sporo osób. Oczywiście prowincjonalnym zwyczajem nikt się nie chciał z tą wiedzą jakoś szczególnie wychylać, nikt nie poszedł na milicję, Ale jak już milicja zapukała do drzwi Władysława, czyli tego mężczyzny, który miał odwieźć Stanisława na przystanek PKS-u, no to mężczyzna chcąc nie chcąc musiał powiedzieć, co wiedział, bo w przeciwnym razie to on stałby się głównym podejrzanym. Według jego zeznań, kiedy odwoził Stanisława na PKS, na odcinku drogi, który przebiegał przez las, spotkali Jana, któremu towarzyszyło czterech innych mężczyzn, jego kolegów, dwaj z nich to byli bracia, Henryk I i Tadeusz, Był też Henryk II i Marian, z tym, że to nie był ten sam Marian, z którym Jan wcześniej jeździł.
W tym przypadku fizycznie to Jan zabił Stanisława, ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie jego czterej koledzy, którzy wcześniej doprowadzili go do nieprzytomności biciem i kopaniem. W pojedynkę Jan próbował już wcześniej się zmierzyć ze Stanisławem i pamiętamy jak to się dla niego skończyło. Także on sam by nie dał mu rady. Stanisław zginął tylko dlatego, że koledzy Jana zgodzili się mu pomóc, więc sądzenie ich tylko za pobicie, no nie wiem, mnie się to wydaje co najmniej niedopowiedzeniem. Sprawa trafiła na wokandę w lutym 1980 roku. Nie była może głośna na cały kraj, ale budziła wielkie zainteresowanie i emocje wśród mieszkańców Majdanu Kozickiego i okolic. Wielu z nich zjechało do Lublina, żeby uczestniczyć w rozprawie. Część przyjechała, żeby zeznawać, inni, żeby towarzyszyć tym, którzy byli świadkami.
Do tego oskarżonych było aż pięciu, plus jeszcze rodzina ofiary, także zebrało się tam całkiem sporo osób, całkiem sporo mieszkańców Majdanu Kozickiego, którzy prawdopodobnie nie tęsknili za Janem i mieli nadzieję, że wyrok wyeliminuje go z ich społeczności na długo, jeśli nie na zawsze. Bo on do tej społeczności nic szczególnie dobrego nie wnosił. A oto jak wspominał swój pierwszy proces Jan w swoim liście. Podczas pierwszych rozpraw, jakie odbyły się przed Sądem Wojewódzkim w Lublinie, zaprzeczyłem zgodnie z prawdą, abym to ja właśnie zabił Denata, ale tutaj do przysłowiowej akcji wkroczył mój obrońca, adwokat Ireneusz Bieniażkiewicz, który usilnie zaczął namawiać mnie, abym jednak przyznał się, bo to mu w dużym stopniu ułatwi obronę i co za tym idzie otrzymam łagodny wyrok.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podajana jest informacja o festiwalu podcastów Blastcast, który ma miejsce w Warszawie.
Opowiadana jest historia z Lanych Poniedziałka 1979 roku, gdzie zaginął Stanisław.
Opisane są okoliczności zbrodni, w której zginął Stanisław podczas zasadzki.
Podajana jest historia procesu i wyroku dla Janego, oskarżonego o zabójstwo.
Opisane są okoliczności rewizji wyroku i konsekwencje dla Janego.
Rozmowa kończy się, host podziękowuje słuchaczom i informuje o planowanym festiwalu podcastów.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
🎟️ Bilety na BLASTCAST! Podcast Festival → https://blastcast.pl/#bilety
BLASTCAST | 9–10 października | Warszawa, Fabryka Norblina
Podcasty na żywo, rozmowy i spotkania z twórcami.
[Kod zniżkowy dla słuchaczy Zbrodni Prowincjonalnych: ZBPROBC15]
To będzie jedna z tych historii, które są tak głupie, że gdyby nie tragiczny finał, byłyby śmieszne. Bo konflikt, który tam siępojawił jest na poziomie bójki między 12-letnimi chłopcami.Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to: https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/majdan-kozicki
Muzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days