Kobiety z parasolkami (Wronów 1991)
🎟️ Bilety na BLASTCAST! Podcast Festival → https://blastcast.pl/#bilety BLASTCAST | 9–10 października | Warszawa, Fabryka NorblinaPodcasty na żywo, rozmowy i spotkania z twórcami.[Kod zniżkowy dla słuchaczy Zbrodni Prowincjonalnych: ZBPROBC15]W tej opowieści najmocniej uderzyły mnie wypowiedzi kobiet, sąsiadek, które od miesięcy żyły w strachu, a jedynym, czym dysponowały, żeby się bronić, były parasolki. Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to: https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/wronow-1991Muzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days
W tej opowieści najmocniej uderzyły mnie wypowiedzi kobiet, sąsiadek, które od miesięcy żyły w strachu, a jedynym czym dysponowały, żeby się bronić, były parasolki. Dziś mija równo 35 lat od dnia, w którym doszło do tej zbrodni. Dziś, kiedy to nagrywam, Wy słuchacie tego pewnie kilka dni później. Ale doszłam do wniosku, że to dobry moment, żeby tę historię opowiedzieć. Szczególnie, że o tej sprawie niewiele mówiło się w kontekście jej ofiary. Jak to często bywa, nagłówki zdominował sprawca i to wiele lat po tym, jak doszło do zbrodni we Wronowie. W dzisiejszym odcinku Zbrodni Prowincjonalnych historia Krystyny z Półowizny.
Link zostawiam Wam w opisie tego odcinka. Będę też informować jeszcze o tym na Facebooku i Instagramie Zbrodni Prowincjonalnych. Mam nadzieję, że zobaczymy się z częścią z Was 10 października w Warszawie. A teraz przejdźmy już do dzisiejszej historii. W jej przygotowaniu pomógł mi jeden ze słuchaczy, który udzielił mi trochę informacji na temat obecnej sytuacji we Wronowie, za co serdecznie dziękuję. Historia, którą chcę Wam opowiedzieć dotyczy dwóch wsi w województwie lubelskim Wronów i Pułowizn. Są to małe wsie oddzielone od siebie drogą wojewódzką nr 832 i lasem. Przy drodze jest przystanek autobusowy, z którego korzystają mieszkańcy obu miejscowości.
Zabudowania Pułowizn zaczynają się prawie przy samej szosie i ciągną się dalej w głąb wzdłuż wiejskiej drogi. Nie ciągną się zresztą jakoś tak strasznie daleko, bo wieś ma tylko 100 mieszkańców. Natomiast, żeby dojść do Wronowa trzeba przejść przez las. Biegnie tam taka wąska, asfaltowa droga, krzywa, dziurawa, łatana już nie wiadomo ile razy. Ten odcinek ma niecałe pół kilometra do pierwszych zabudowań Wronowa. Wronów to jedna z wielu wsi w Polsce, które właściwie niczym się nie wyróżniają. Bezrobocie trochę wyższe niż w całym kraju. W 2024 roku było to 5,5%, ale między 2004 a 2014 rokiem było naprawdę wysokie, w najgorszych latach sięgało 18%.
W latach 1998-2021 liczba mieszkańców zmalała o 7,2%. Także pojawia się tutaj ten problem, który charakteryzuje tereny wiejskie w Polsce, czyli starzenie się społeczeństwa, co też objawia się w taki sposób, który może nie nasuwa się jako pierwszy na myśl, ale stanowi duży problem i stanowi też element planu priorytetowego dzielnicowego gminy Bełżyce, w której leży Wronów. Czyli oszustwa, których ofiarami padają seniorzy. Wśród starszych osób mieszkających na wsi ta świadomość, jeśli chodzi o nowe metody oszustw, jest często jeszcze mniejsza niż wśród tych mieszkających w mieście. Ja to obserwuję nawet w mojej okolicy. To też pokazuje, jak bardzo Polska wieś jednak się zmieniła od lat 90. i że te problemy, z którymi się mierzy, są już zupełnie inne niż kiedyś.
Na początku XXI wieku zaledwie połowa gospodarstw we wsi dysponowała spłukiwanym ustępem i korzystała z wodociągu i kanalizacji. Tradycyjnie więc im dalej na wschód Polski, tym większe zaniedbania w infrastrukturze. Jeśli słuchaliście mojej historii z Mycowa, to tam przy samej wschodniej granicy te zaniedbania widać na maksa, szczególnie jeśli chodzi o stan dróg. Natomiast ten stan sanitarny, jeśli chodzi o Wronów, w ciągu ostatnich 20 lat już został poprawiony i dziś już prawie wszystkie gospodarstwa w tej gminie mają kanalizację, także to nie jest tak, że czas stanął w miejscu, ale w czasach, o których mówimy, to wciąż była taka, nazwijmy to mocno, niedoinwestowana gmina. Zresztą, która wieś była doinwestowana w latach 90-tych? I w ogóle co było doinwestowane wtedy? Ja sobie przypomnę Warszawę i to jak wyglądały w latach 90-tych dworce albo przejścia podziemne, czy w ogóle większość infrastruktury miejskiej, więc co tu dopiero mówić o takich miejscach jak Wronów?
Jeśli liczono na to, że chłopak opamięta się i od tej pory będzie unikał kłopotów, no to niestety nadzieje okazały się płonne. Już dwa miesiące później kolejna kobieta oskarżyła nastoletniego Zdzisława o gwałt. We wsi mówi się jednak, że tych napaści było znacznie więcej. Nie tylko we Wronowie. Chłopak często jeździł na zabawy do sąsiednich miejscowości. Wiadomo, że notorycznie upijał się tam i wdawał w bójki. Mieszkańcy Wronowa sugerują, że napadał też na dziewczyny. Jego ofiar mogło być kilkanaście. Większość Bała się jednak zgłaszać na jeszcze wtedy milicję, dopóki był nieletni można go było jedynie wysłać do poprawczaka, ale i w przypadku dorosłych przestępców seksualnych kary były śmieszne. Przechodzenie przez upokarzające procedury, niekończące się zeznania, złośliwe uwagi milicjantów i stygmatyzacje w małej społeczności, na to pod koniec lat 80. ofiary gwałtów z małych miejscowości mogły liczyć.
Nie można powiedzieć, żeby ktokolwiek we Wronowie był w szoku. Był to raczej jeden z tych przypadków, w których ludzie kiwają głowami powtarzając, że to musiało się tak skończyć. Na początku nie przyznawał się do morderstwa, policja nie potrzebowała jednak dużo czasu, żeby skłonić go do zeznań, kiedy zaczął mówić jego zeznania i dowody. Uzupełniały się bezbłędnie. Było jasne, że mieli właściwego człowieka. Sledztwo zajęło zaledwie dwa dni. Okazało się, że tamtego popołudnia wracając z pracy Zdzisław wypił kilka piw. Jak się pracuje kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnej wsi, Codzienne powroty bywają nużące. Pociąg się wleczy, autobus się spóźnia. Żeby jakoś urozmaicić sobie dłużącą się podróż, pije się piwo na przystanku przed drogą, później drugie w autobusie, no a później trzecie jeszcze z sąsiadem na miejscu.
Do dziś niejednego takiego Zdziska można spotkać na wiejskich drogach, jak wracają zygzakiem z pracy. Tamtego wieczora, kiedy Zdzisław i jego kolega byli na przystanku we Wronowie, zaczęło padać deszcz. Kolega poszedł więc do domu, a Zdzisiek postanowił jeszcze trochę posiedzieć na przystanku. Nie chciało mu się wracać jeszcze do domu, zapalił więc papierosa, patrzył na pasażerów wysiadających z autobusu jadącego w stronę Bełżyc, rozglądał się za jakimś znajomym albo za jakąś kobietą, którą mógłby zaczepić. Ludzie rozeszli się jednak szybko z przystanku, uciekając przed deszczem i przed zdiśkiem, a on został sam. Był zbyt pijany, a jednocześnie nie dość pijany. Zbyt pijany, by wrócić do domu nie narażając się na zrzędzenie matki i nie dość pijany, by to zrzędzenie zignorować. Po spędzeniu dwóch lat w poprawczaku w domu rodzinnym musiał się czuć niesłojo, przywykł do innego życia, a teraz musiał wrócić do rodzinnego domu, gdzie był znów traktowany tak samo jak dwa lata wcześniej, choć sam czuł się już zapewne zupełnie innym człowiekiem.
Ulga szybko zmieniła się w strach. We Wronowie nikt nie jest anonimowy. Krystyna wiedziała doskonale kim był Zdzisiek, mogła więc na niego donieść. To zdarzało się przecież już wcześniej. Jeśli poprzednie doświadczenia z wymiarem sprawiedliwości czegoś go nauczyły, Do tego, że pozostawiona przy życiu ofiara gwałtu oznacza kłopoty. Wiedział już, jak wygląda aresztowanie, przesłuchania, sprawa w sądzie. Z tą różnicą, że tym razem nie byłby to już sąd rodzinny, który mógł co najwyżej skierować go do poprawczaka. Teraz był pełnoletni. A biorąc pod uwagę, że nie po raz pierwszy dopuścił się napaści, Nie mógłby liczyć na łagodny wymiar kary. W tamtym momencie nie myślał o tym tak analitycznie. To był raczej impuls, kiedy zaczął bić ją podniesionym z ziemi konarem. Nie myślał o tym, że chce ją zabić, tylko o tym, że nie może pozwolić, by poszła na policję.
No i ten wyrok doprowadził niejako do drugiego aktu tego dramatu. Bo ten dzień, kiedy Zdzisiek wyszedł z więzienia, wreszcie nadszedł. Przez kolejne lata po skazaniu Zdzisława jego rodzice i rodzeństwo żyli jak dawniej, no bo nic innego im nie zostawało. Mieli dalej swój kawałek pola we Wronowie, który uprawiali i jakoś się z tego utrzymywali. Jedzenia im nie brakowało, ale bogactwa też w ich domu nie było. Prowadzili zwyczajne życie na wsi. Jednak niewypowiedziane piętno Zdziska wciąż wisiało nad ich domem. Lokalna społeczność nie wykluczała ich. Matka Zdziska mogła pójść do sklepu, zamienić dwa słowa z innymi starszymi paniami, swoimi sąsiadkami. Trochę porozmawiała, ale to nigdy nie był bliski kontakt.
Rodzina i sąsiedzi nie przychodzą więc pomagać przy zbieraniu siana, nie zostają na obiad i na wódkę po żniwach. Coraz mniej jest anegdot, żartów i wspólnie spędzanego czasu. Pijaki dalej przysiadują z winem pod sklepem, ale reszta woli spędzać wieczory przed telewizorami lub komputerami. Kiedy w 2016 roku Zdzisław opuszczał zakład karny w Łodzi, wiedział, że za murami więzienia czeka go zupełnie inny świat. Niemal całe dorosłe życie spędził w niewoli, a teraz wracał do rodzinnego domu we Wronowie, by podjąć je tam, gdzie zostało przerwane. Z tą różnicą, że teraz był mężczyzną w średnim wieku, który nie miał pojęcia o życiu we współczesnej Polsce. Współdzielnia budowlana, w której był zatrudniony zanim trafił do kryminału, od dawna nie istniała. O pracę było znacznie trudniej niż kiedyś.
Nie wiedział, co będzie robił. Podczas pobytu w więzieniu z nikim nie utrzymywał kontaktu. Nie miał już znajomych, tylko rodzinę, która z powodu jego zbrodni okryła się niesławą i chyba niespecjalnie za nim tęskniła. Na dodatek koniec jego wyroku splutł się z wydarzeniami, które uczyniły Cichy Wronów areną politycznych przepychanek i to właśnie powrót Zdzisława dał do nich pretekst. Wszystko to sprawiło, że kiedy 10 września 2016 roku wrócił do rodzinnego domu, mała wieś zapłonęła tak wielkim oburzeniem, że sprawą zainteresowały się ogólnopolskie media. Najgorzej było tuż po jego przyjeździe. Kierowcy nie wyjeżdżali na drogę sami, rodzice przywozili i odbierali dzieci ze szkoły. Żyliśmy w strachu, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać.
Wiele osób pamięta jeszcze jaki to jest człowiek, a we wsi mieszkają osoby, których ta tragedia dotknęła osobiście. Tak miesiąc później relacjonowała sytuacja jedna z mieszkanek Wronowa zapytana przez reportera Kuriera Lubelskiego. Po miesiącu redakcja zdecydowała się na wyłączenie komentarzy pod artykułem. Te bowiem zmieniły się w charakterystyczną dla polskiego internetu wojnę postu z karnawałem. Za sytuację we Wronowie obwiniano Petru Tuska, Kościół, Unię Europejską. O samych mieszkańcach nikt już nie pamiętał. Powroty z zakładów karnych po latach od siatki są szokiem nie tylko dla samych skazanych, ale także dla ich sąsiadów. Oczywiście w każdej wsi jest ktoś, kto kiedyś siedział, zwykle po wyjściu na wolność udaje mu się jakoś funkcjonować w rodzinnej miejscowości, może być darzony mniejszym zaufaniem lub stawać się pierwszym podejrzanym, kiedy w okolicy dochodzi do jakiegoś przestępstwa.
Nie zostaje jednak całkowicie wykluczony z lokalnej społeczności, a przynajmniej tak się dzieje w przypadku drobnych przestępstw, takich jak kradzieże, bójki, wypadki samochodowe pod wpływem alkoholu. Takie wyroki należą do prowincjonalnej codzienności, inaczej sprawy mają się w przypadku najcięższych przestępstw i najniebezpieczniejszych zbrodni, których sprawcy po latach powracają do swoich rodzinnych wiosek. Nawet jeśli odsiedzieli swoje wyroki, społeczeństwo nie wita ich z otwartymi ramionami. Tym bardziej, że zbrodnia, której dopuścił się z dzisiaj we Wronowie, nigdy nie przestała prześladować miejscowych. W listopadzie 2016 roku Gazeta Wyborcza donosiła z enfazą, że mieszkańcy Wronowa barykadują się w domach, nie pozwalają dzieciom wychodzić z nadwór i robią zapasy. Zupełnie jak gdyby szykowali się na wojnę, a nie na powrót z więzienia jednego człowieka. Te sformułowania miały niewątpliwie nadać artykułowi nieco bardziej sensacyjny ton, jednak w tamtym czasie atmosfera zagrożenia naprawdę udzieliła się mieszkańcom wsi.
Bo nie można nikogo skazać a priori za gwałt i morderstwo, którego może potencjalnie dopuścić się kiedyś w przyszłości. Jednak historia zbudowa prawdopodobnie coś zmieniła. Tym razem mieszkańców wsi nie zostawiono, bowiem samych z ich problemem Zdzisławowi przydzielono całodobową policyjną ochronę. Czterech funkcjonariuszy w dwóch radiowozach pilnowało jego domu. Jak sami przyznawali byli tam nie tylko, żeby bronić mieszkańców przed mordercą, lecz także, aby zapobiegać ewentualnym oddolnym próbom wymierzenia sprawiedliwości. Radiowóz zaczął pojawiać się we Wronowie w 2016 roku, kiedy to przez polskie media przedoczyła się sensacyjna informacja, że morderca i gwałciciel wrócił do Wronowa i boi się go cała wieś. Jak to zwykle przy takich sprawach media starały się przedstawiać wszystko w możliwie najbardziej sensacyjnym tonie.
Po prostu ludzie na wsi, tak samo jak ludzie w mieście, wychodzą z domu w jakimś konkretnym celu, a nie po to, żeby stać na środku ulicy i się gapić. Przez kilka tygodni we Wronowie trwała podgrzewana dodatkowym zainteresowaniem mediów panika moralna. Sołtyska wsi zbierała podpisy pod petycją, żeby Zdzisława umieszczono w ośrodku w Gostyninie, czyli tym ośrodku zamkniętym, który stworzono po tym, jak uchwalono tę tzw. ustawę o bestiach. Do ośrodka miały trafiać osoby, które odsiedziały wyroki za brutalne przestępstwa, ale po wyjściu na wolność nadal stwarzały zagrożenie dla społeczeństwa. Ta ustawa powstała w czasie, kiedy kończyły się wyroki tych morderców z przełomu lat 80. i 90., których skazywano w czasie, kiedy najwyższą karą było 25 lat pozbawienia wolności. No i to był bardzo głośny temat, bo oczywiście był też, jak to zwykle bywa, mocno pompowany i rozgrzewany przez polityków.
Tak naprawdę to w ogóle nie pojawiał się pomiędzy ludźmi. Widać go było tylko czasami w obejściu jego rodziny albo na polach, które do nich należały. Z nikim nie rozmawiał, z nikim nie utrzymywał kontaktu, utrzymał się z daleka od ludzi. No ale mieszkańcy Wronowa zdawali się czekać na ten moment, kiedy stanie się coś złego i będą mogli powiedzieć, a nie mówiłem. Ale ten moment do dziś nie nadszedł. Od 10 lat Zdzisław żyje po cichu we Wronowie, starając się nie wchodzić ludziom w oczy. Pracuje na polu albo w obejściu. Nie chodzi praktycznie po wsi, z nikim nie utrzymuje kontaktów. Od jakiegoś czasu policyjny radiowóz nie stoi już przed jego domem. Pani Sołtys, która 10 lat temu stanęła na czele protestu przeciwko Gowrotowi i Zdzisława do Wronowa dziś woli nie rozdrapywać starych ran.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
🎟️ Bilety na BLASTCAST! Podcast Festival → https://blastcast.pl/#bilety
BLASTCAST | 9–10 października | Warszawa, Fabryka Norblina
Podcasty na żywo, rozmowy i spotkania z twórcami.
[Kod zniżkowy dla słuchaczy Zbrodni Prowincjonalnych: ZBPROBC15]
W tej opowieści najmocniej uderzyły mnie wypowiedzi kobiet, sąsiadek, które od miesięcy żyły w strachu, a jedynym, czym dysponowały, żeby się bronić, były parasolki.
Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to: https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/wronow-1991
Muzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days