Za Horyzontem. Alina na Alasce
Alaska dzisiaj "Za Horyzontem". Tak daleko zabierze nas dzisiaj Alina Markiewicz - amatorka polarno- morskich klimatów. Postanowiła wrócić w to miejsce na świecie, że zobaczyć z bliska to, na co spojrzała 20 lat temu "z góry". Brzmi enigmatycznie? Dlatego warto się dzisiaj z nami wybrać w tę podróż.
To są Twoje klimaty. Alaska też taka jest? Ja mam teraz inny obraz Alaski. Ja na Alaskę bardzo chciałam wrócić i ta podróż zorganizowana z moimi przyjaciółmi, udało się spontanicznie zabrać dziewięć osób, które... chciały pojechać właśnie zobaczyć Alaskę. Ja na Alasce byłam strach pomyśleć 26 lat temu. Byłam wtedy na wyprawie w góry z Krzysiem Wielickim, z Rysiem Pawłowskim, z innymi kolegami. Celem było zdobycie najwyższego szczytu Ameryki, McKinleya, ponieważ Krzysiek Wielicki wtedy jeszcze myślał o pokoronie Himalajów, o skompletowaniu korony Ziemi i ten McKinley był jakby w planie. I wtedy widziałam taki wycinek Alaski, to znaczy byliśmy faktycznie, ta góra była celem, byliśmy można powiedzieć tylko w górach i Alaska kojarzyła mi się z czymś dość ciężkim, bo ja wtedy miałam 20 lat i była to moja pierwsza wyprawa w takie poważne góry.
Strasznie się zmęczyłam. Tam na Alasce nie ma szerpów, nie ma tragarzy, nie ma tej infrastruktury, która jest w Nepalu. Jest zupełnie inaczej. Góra też jest chimeryczna, cieszy się złą sławą. Tak. Na przykład Jurek Kukuczka raz w życiu się odmroził i to było właśnie na Makinleju. Też nigdy w życiu tak nie zmarzłam jak na Makinleju, mimo że była słoneczna pogoda. Tam faktycznie kojarzyło mi się to z jakimś strasznym wysiłkiem, pięknymi górami, ale przede wszystkim gigantycznymi szczelinami. Nigdy w życiu już potem w górach wysokich nie widziałam takich szczelin jak pod McKinleyem, ponieważ tam chodziło się w dużej mierze na nartach i patrząc przez takie małe oczko w śniegu, w podłożu widziało się
Wnętrze ziemi. Wnętrze ziemi, jakby tak. I to zapamiętałam z McKinley'a chyba wtedy najbardziej. Natomiast przez te dwadzieścia kilka lat ciągnęło mnie, żeby zobaczyć tę Alaskę większą, szerszą, coś więcej niż tylko góry. Tym bardziej, że niedźwiedzie były moją obsesją. No Alaska jest pięciokrotnie większa od Polski, w związku z tym eksplorować jest co. Jest tam tysiące, dosłownie tysiące Bo jest 100 tysięcy lodowców na całej Alasce, więc ona się nie kończy. Jest zimno, to na pewno. Nie, właśnie nie. Wszyscy myślą, że jak mówiłam, Alaskę tak naprawdę, żeby ją zwiedzać, można jechać w czerwcu albo w lipcu. I jest tam wtedy dzień polarny i wszyscy na hasło, że jedziemy na Alaskę, to łapią się za głowę.
To są takie bardzo czasami sentymentalne podróże, które wnoszą bardzo wiele, bo wiadomo, że świat się zmienia. Byłam na przykład teraz na lotnisku, z którego startuje samolot, kiedy leci się na lodowiec pod McKinley'a, w którym na lotnisku, którym pakowaliśmy wyprawę właśnie w 97 roku. Stoi ta sama chatka, ten sam domek z tarasem, gdzie świętowaliśmy wejście chłopaków na szczyt. No ale jest już inny świat, inne realia, wszystko się wiele zmieniło. Natomiast te podróże, takie właśnie wracanie do miejsc bardzo mi się podoba i w ogóle przed tym się nie bronię. Niektórzy się śmieją znowu gdzieś. No tak, byłam w Nepalu 15 razy. Nie żałuję ani jednego razu.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.