Mentionsy Mentionsy
Z diabłem za pan brat
Z diabłem za pan brat

RECENZJA. Primitiae Dormientium - "The Ash Chalice" (Putrid Cult, 2026)

31.01.2026 ·18 min 2 s

Solidny black/death metal, a może nawet bardziej death/black metal. Polecam!---https://www.youtube.com/@zdiabemzapanbrat

Zapraszam. Troszkę namieszałem na początku, ale uściślając i doprecyzowując, Primitiae Dormientium to na początku był jednoosobowy projekt pana, który ukrywa się pod pseudonimem K z kropką.

I on tenże projekt wypuścił już w 2025 roku płytę The Flame Vessel. Ona wyszła w Old Forest Production i pewnie dlatego przeszła bez echa. Też z drugiej strony nie jest to jakieś wiekopomne dzieło, o którym bardowie śpiewaliby pieśni do końca świata. Natomiast drugi już krążek The Ash Chalice Wydany zostaje przez Putrid Cult. Ja mówię o nim dopiero teraz, bo też niektórzy mi na to zwrócili uwagę, czemu dopiero teraz, skoro oni już od kilku miesięcy tego słuchają. No okej, słuchacie tego od kilku miesięcy, ale słuchacie tego z... Internetu.

W środku mamy wkładkę z tekstami, jest też kilka zdjęć, także generalnie wszystko się zgadza poza tą jakością. Pudełko też jest dramatycznie niskiej jakości, no niestety, ale... Sprawia wrażenie, jakby za chwilę miało się rozpaść. Nie pomaga w wyciąganiu wkładki. Żal, po prostu żal i trochę to boli. Osobiście jestem jednak zwolennikiem dbania o tego typu rzeczy, żeby te wydawnictwa były rzeczywiście sensowne i wyglądało to jakoś tak, jak powinno to wyglądać. Co zrobić? Mam tutaj też jeszcze jedną uwagę do wytwórni w przypadku tego materiału, no bo czytałem sobie gdzieś te notki promujące opisy np.

To był fragment pierwszego utworu. Płyta ma 8 kawałków, trwa 42 minuty i znowu jest bardzo, bardzo zróżnicowana. Intensywność, ale i momentami trochę więcej powietrza. Ciężkie, mocne riffy czasami przechodzą w łagodniejsze melodie. Jest też trochę takiej black metalowej, charakterystycznej Gitarowej zabawy, natomiast przede wszystkim ta płyta bazuje na riffie ciężkim, na riffie wywodzącym się z death metalu bez dwóch w ogóle zdań. To, że czasami wpuszczane tutaj jest powietrze, to, że czasami zdarzają się tu fragmenty bardziej klimatyczne, bo i takie tutaj są.

To nie znaczy, że to jest black metal, bo tak jak mówię, według mnie nie jest. Oczywiście nie stwierdzę, że to źle czy dobrze, tylko Gdzieś tam chcę naprowadzić Was na to, co gra mniej więcej Primitiae Dormientium, bo Problem polega na tym, że nadal według mnie twórca nie do końca cały czas wie, co by chciał robić. To mi się tak skojarzyło z sytuacją, kiedy jeden facet na przykład zakłada sobie trzy projekty. W jednym wali piwniczny black metal, w drugim ciśnie epickie, podniosłe hymny w stylu Hammerhardt, a w trzecim na przykład gra brutalny death metal.

I okej. I wtedy to wszystko ma sens. O tyle, że po prostu w każdym z nich realizuje to, co chce i dzięki temu takie wydawnictwa nie są przepełnione wszystkim, tylko trzymają się spójnie jednego nurtu, w którym miały się znajdować. W przypadku Primitiae jest tak, że oczywiście tu nie ma aż takiej mieszanki, ale jest tak, że po prostu jest tutaj znowu bardzo dużo najróżniejszych elementów i mam wrażenie, że lepiej by było przekształcić ten projekt w rzecz bardziej jednotorową, a po prostu założyć sobie drugi i tam dawać upust na przykład swoim jakimś bardziej takim Klimatycznym, melodyjnym zapędom.

Ale okej. Z drugiej strony nie moja to sprawa przecież. Twórca dokładnie robi tak jak chce. Podejrzewam, że twórca ma tutaj całą masę inspiracji. Wręcz jestem tego pewien. Jest wiele rzeczy, które chce zawrzeć w tej muzyce. No i wszystko to zamknął pod jedną nazwą. Jego wybór, jego rzecz. Natomiast potem właśnie z tego też tytułu gdzieś tam mogą być najróżniejsze, dziwne określenia tej muzyki. Oczywiście te najmniej istotne. Ale odbiór tego albumu też na pewno byłby inny, bo ja po skończonym odsłuchu pierwszym tego krążka uznałem, że to jest bardzo solidny materiał, to po pierwsze. Po drugie, że to jest bardzo ambitny materiał. Po trzecie, że to jest materiał niesamowicie...

Pełen jakiegoś takiego twórczego niezdecydowania, a to niekoniecznie dobrze. Oczywiście może w przyszłości coś się zmieni. Z tego co wiem, to już tam powstaje kolejny materiał, więc tu widzę prędkość tworzenia jest bardzo duża. Też nie wiem, czy to dobrze okaże się przy trzecim materiale. Ale słucha się tego naprawdę dobrze, tylko trudno się w tym czasami odnaleźć.

No to akurat był fragment taki, w którym mamy więcej powietrza, więcej przestrzeni, bo generalnie ten materiał jest gęsty, on jest dosyć zwarty, on jest intensywny, ale to też tylko w niektórych fragmentach, bo właśnie jest tutaj dużo takich zwolnień, są momenty klimatyczne, zresztą Trzeci fragment, który wam puszczę, będzie też na to wskazywał, a to i tak nie będzie najmocniejszy klimatyczny fragment z tego albumu. Brzmienie jest dosyć gęste, brzmienie jest lekko przybrudzone, ale jest selektywne, na pewno jest mocne. I to brzmienie też jest dużo bardziej death metalowe niż black metalowe. A tutaj naprawdę tego black metalu wcale dużo nie ma. Ale to... I dlatego też to nie do końca jest moja codzienność, ten album, bo ja raczej słucham takiego stricte black metalu, black metalu.

Ale podoba mi się ta rzecz. Dużo bardziej zauważam ogromny postęp w porównaniu do jedynki. Jedynka po prostu mi tam przeleciała gdzieś, no okej, dobra, jest sobie w miarę, tam to jest. Niech sobie będzie, zobaczymy co będzie dalej. No i okazało się, że ten drugi album The Ash Chalice jest dużo, dużo lepszy, dużo bardziej przemyślany mi się wydaje, dużo bardziej słuchalny w tym sensie, że właśnie jest tutaj zastosowanych trochę takich zabiegów. Gdzieś tam ten album czyniącym łatwiejszym w odbiorze na pewno dla niektórych. Ja osobiście nie jestem z tych zabiegów do końca zadowolony, bo ja bym wolał na przykład, żeby to wszystko było mniej więcej w klimacie tego pierwszego fragmentu, który słyszeliście z pierwszego numeru.

Jest to na pewno materiał dla ludzi, którzy przede wszystkim nie uciekają od death metalu, nawet siedząc w black metalu. Jest to materiał dla ludzi, którzy lubią muzykę może nie oczywistą, ale też nie taką totalnie łopatologiczną. Oczywiście agresywną, ale z dodatkami gdzieś tam troszkę większej atmosfery czy klimatu. Jest to na pewno album dla ludzi, którzy Cenią sobie dobrą robotę, jeśli idzie o brzmienie, o instrumentarium. To jest dobry album, to jest naprawdę solidny album. To jest album, który żadnej rewolucji oczywiście nie wnosi, ale nie ma się czego wstydzić i jak najbardziej myślę, że warto czekać na kolejne wydawnictwa Sportego Szyldu.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.