Mentionsy Mentionsy
W stylu Krychowiaka
W stylu Krychowiaka

Dlaczego TAK NAPRAWDĘ Dudka na Mundial nie wzięli?

08.06.2026 ·3 godz 18 min · 8 rozdziałów

Jak Jerzy Dudek po 20 latach patrzy na brak powołania na MŚ w 2006 roku? Czy od tamtej pory rozmawiał z Pawłem Janasem? Co wydarzyło się w szatni Liverpoolu w czasie pamiętnego finału Ligi Mistrzów w Stambule? Kto zainspirował słynny "Dudek dance"? Czym polski bramkarz zaskarbił sobie szacunek Jose Mourinho? To tylko niektóre z pytań, na które odpowiedzi usłyszycie w najnowszym odcinku podcastu "W stylu Krychowiaka"! W tej wyjątkowej rozmowie wracamy do najważniejszych momentów w karierze Jerzego Dudka. Od pierwszych kroków w polskiej piłce, przez największe sukcesy w Feyenoordzie i Liverpoolu aż po zakończenie kariery w Realu Madryt. Nie zabraknie również wątku gry w reprezentacji Polski i głośnego pominięcia bramkarza w kadrze na Mundial w Niemczech. 00:00 Najlepsze momenty 01:01 Pożegnanie z kadrą 11:56 Dlaczego bramkarze są inni? 21:33 Początki bramkarskiej kariery 36:13 Feyenoord Rotterdam 01:01:12 Liverpool FC 01:22:22 Finał Ligi Mistrzów, Stambuł 2005 02:17:27 Kariera reprezentacyjna 02:28:31 Pominięcie w powołaniach na MŚ 2006 02:53:54 Real Madryt

Nawet jak spadniemy, to ja nigdy nie byłem w Holandii, To sobie zobaczcie, jak Holandia wygląda. Jak ty opowiadasz tą historię, początkowe historie, tam jest tyle przypadków, a patrząc na to, jak ta historia się skończyła, to jest niewiarygodne. No, to jest historia pasterza takiego, w alchemiku, który idzie i tylko, które znaki poniosą, nie? No i w tamtym czasie, słuchaj, ja pojechałem z Tychami na obóz do Tychów. Ja znacie do tej Holandii z Tychami i zagrałem tam dwa mecze z Excelsiorem Rotterdam i z Feyenoordem Rotterdam, z drugą drużyną. I w tych dwóch meczach na tyle dobrze się zaprezentowałem, że oni mnie chcieli tam zostawić już. Feyenoord przyszedł i powiedział chcemy tego chłopaka. Ja nie wiedziałem o tym oczywiście.

Albo powiedział, nie ma takiej możliwości, on musi z nami wrócić do Tychów, musi z nami zagrać, musi nam pomóc utrzymać Tychy i może wtedy zobaczymy. Ja cały pół roku grałem w tych Tychach i po pół roku, jak już utrzymaliśmy, skończyliśmy na dziewiątym miejscu, jak skończyliśmy tą ekstraklasę, faktycznie Feyenoord się jeszcze raz do mnie zgłosił, żebym przyjechał na testy, na trzydniowe testy. I też miałem duży dylemat, czy jechać po prostu, czy nie. Byłem na obozie z Tychami, gdzieś tam w Trzciance pod Poznaniem. No i wtedy przyjechał prezes Buler i mówił, Jureczku, może byś pojechał na te testy, bo finansowo byliśmy klapa totana. Wypłacili jedną wypłatę miesięczną i dwie premie za mecz przez cały pół roku, a miało być Eldorado.

I mówił, może byś pojechał do tego Feyenoordu. Ja mówię, no ale nie ma paszportu. Paszport to ci zaraz przywieziemy, ale to byś musiał już jutro jechać, lecieć z Gdańska. Ja mówię, ja nigdy samolotem nie leciałem. Wszystko będziesz miał, nic się nie martw. No i ja z tego Gdańska sam w Gdańsku na stacji PKP spotkałem kobietę, która niosła kopertę. Bo moja żona dała jej w Gliwicach na stacji PKP ten paszport. Żeby ona nocnym pociągiem dowiozła mi paszport rano na następny dzień, dała mi ten paszport i ja wieszorem wsiadłem w samolot przez Kopenhagę do Amsterdamu. Z jedną torbą, bo ja nie widziałem się z moją żoną od ślubu, 15 czerwca mieliśmy ślub, a ja wyjechałem do Rotterdamu chyba jakoś, już nie pamiętam, na początku lipca.

A w międzyczasie byłem na obozie z piechniczkiem na wyjeździe po Ameryce Południowej z reprezentacją. Ja z tą jedną torbą miałem tylko buty piłkarskie i rękawice i nic więcej. Jak wylądowałem w Amsterdamie na lotnisku, to gość się pyta co ja tu robię. A ja mówię test, trening, Feyenoord, Rotterdam. I oni tam coś mówią, zaczynają się śmiać. Ale widzą, że mam bilet open, no bo miałem tylko na 3 dni jechać. Miałem tylko wejść i wyjść. I on mówi, no no, a bagaż, gdzie jest luggage? A ja mówię, to jest mój luggage. Otwiera i tam się wydobył taki smurt z tej torby, Że on zaczął pokazywać tym ludziom, że ja chyba faktycznie przyjechałem tu na jakiś test trening i zamknął tą torbę i mówi ok idź.

I dosłownie dwa metry przed drzwiami, przed wyjściem na zewnątrz, stał na mnie i czekał Włodek Smolarek, już świętej pamięci, który był przedstawicielem Feyenoordu, odebrał mnie i tak się zaczęła wielka przygoda w tym wielkim futbolu. Powiedz mi, od dzieciaka, który zaczynał swoje treningi z trzema kartkami, jaka była różnica, kiedy pierwszy raz byłeś w Polsce w klubie i później w Holandii? Grzesiu, mnie się wydawało, że każdy mój krok to jest jakaś wielka przepaść. Jak ja opuściłem Concordia Knurów, w której grałem przez cztery lata, nie puściłem ani jednego meczu. I pamiętam jak dzisiaj jechaliśmy na mecz do Poznania z GKS Tychy, Sokół Tychy.

Jakiś mały progres jest, ale dalej byłem niepocieszony, dalej byłem zły, że tak szybko się dzieje. I na trzeci dzień, jak już faktycznie te emocje zobaczyłem, już koniec tym sprzętem, tej ekscytacji, koniec tej ekscytacji tymi boiskami, koniec ekscytacji tym wielkim stadionem, bo trenowaliśmy obok stadionu, to już te emocje poszły. W trzeci dzień już było ok. I na czwarty dzień podpisałem umowę na 5 lat z Feyenoordem. No i tak się zaczął ten okres mój, ten przejściowy. Bo to był też trudny okres. Ja siedziałem na awcjach rezerwowych, ale ja goniłem tego Edde Huya. Goniłem go jak mogłem. No bo w języku holenderskim G czyta się jako H. Huya to jest dobre. No i goniłem go, ale jeszcze musiałem jakby budować doświadczenie, budować jakby wiesz, mój syn się rodził, no mnóstwo emocji takich wiesz, skokowych i no ale daliśmy radę, z różnymi emocjami, ale daliśmy radę.

Pamiętam, że tam w jakiejś historii. A nic nie powiedział tego. I w drugiej połowie zaraz Edek Goj złapał piłkę, Edek Goj wyprowadził. A później był bramkarzem tylko. A potem tak. Także no, my mieliśmy taki jakby, to tego nigdy nie wiadomo, wiesz, ja podpisywałem umowę, zarabiałem 10 razy więcej niż polscy, tak mi się wydawało. Pieniądze nie były dla mnie w ogóle absolutnie żadnym... Jakbym powiedział, że mam zarabiać 1000 gudenów, to bym zarabiał 1000 gudenów. Jakbym powiedział, że 500, to bym zarabiał 500 gudenów, bo w ogóle nie miałem odnośnika do wartości tych pieniędzy. Najważniejsze dla mnie było to, że podpisuję umowę z Feyenoordem. I Feyenoord też tak jakby podszedł, że ja wtedy zarabiałem 10 tysięcy gudenów miesięcznie. To było 10 razy więcej niż w Polsce. I Bobo Kaczmarek, pamiętam jak negocjowaliśmy mój kontrakt, mówi, hola, hola, moment kurde.

Także czekamy spokojnie, pracuj ciężko i na pewno dostaniesz szansę. No i jak Ed de Chuy faktycznie odszedł do Czechy, ja siedziałem sobie na grillu w Polsce, wróciliśmy do Polski, grilluję, grilluję, dostaję telefon, Fajnie, jest elegancko, przyjechałem z samochodem Opel Vectra klubowym. I dostałem telefon od Jana i mówię, Jan, Jerzy, gratulacje. Ed de Chuy podpisał kontrakt z Chelsea. Będziesz jedynką w Feyenoordzie. Pamiętam historię, kiedy pojechałeś na testy i zapomniałeś koszulek na mecz. Oto w Feyenoordzie. W Feyenoordzie, tak? Z Tychami jak pojechałeś. No, no to na obozie byliśmy.

I zawsze jest tak, że najmłodszy zawodnik, czasami jeden z młodych, ma nosić te torby z tym sprzętem. A ja byłem tak... Nagrzany tą atmosferą holenderską, wiesz, drogi rowerowe, piękne hoteliki, wszędzie czysto, wiesz, boisko, tam graliśmy w Lekkerkerk en de Eyssel, mieliśmy swój hotel. No wszystko było tak piękne, tak eleganckie, że ja byłem po prostu w wielkim, wielkim szoku. Jedzenie było tak dobre, śniadanie, te bułki, wędliny, no sery, no to było coś niewiarygodnego, nie? No i wieczorem graliśmy mecz z Feyenoordem Rotterdam. Na sztucznej Murawie, pod światłami, już Bobo daje skład, nazwisk nie było, tylko numery.

I dostaliśmy oryginalne koszulki Feyenoordu Rotterdam. Słuchaj, jak sobie goście robili zdjęcia w tych koszulkach, ja do dzisiaj mam te zdjęcia i mówię, słuchajcie, teraz mnie proszę przepraszać, tu w sygnet, że mogliście wreszcie dotknąć prawdziwą koszulkę prawdziwego klubu piłkarskiego, który jest niesłychanie znany. Nie ma przypadku, pół roku później podpisuję kontrakt Z Feyenoordem Rotterdam na 5 lat, nie? Jak ja pokazywałem te zdjęcia w Rotterdamie, że my tu graliśmy, to oni myśleli, że my jesteśmy fanami w ogóle Feyenoordu i dlatego graliśmy w ich koszulkach, także no, no to taka jest. Wiesz, że to mi się przydarzyło w młodzieżowej reprezentacji polskiej? To samo? Graliśmy z Hiszpanią i dwie Hiszpanie grały. I razem z nimi graliście? Tylko wyjazdowych? Tak, my wyjazdowych, oni w tych...

I ta kinderstuba śląska, taka właśnie tego osiedla grudniczego doprowadziła do tego, że musisz się cieszyć z każdego dnia. Jak zdobyłeś nagrodę piłkarza roku, co wtedy się zmieniło? Oczywiście rozpoznawalność. Wyobraź sobie, że w Polsce była dyskusja, czy ja mam jechać na reprezentację, czy nie. I dopiero Andrzej Strejlał nakierował opinię publiczną na... Ja to pamiętam jak dzisiaj, jak on mówi tak, no słuchajcie, ja sobie nie wyobrażam, że wy nie powołacie do reprezentacji Polski najlepszego piłkarza Ligi Holenderskiej. Bo była taka, a to to Feyenoord, a to Liga, tu mamy innych bramkarzy i tak dalej.

Ty po prostu sobie trenuj, ty obserwuj, ty sobie z boku stój i tylko się ucz. To jest zaskakujące, jako najlepszy zawodnik, nie bramkarz, zawodnik w Holandii, nie pomyśleli nawet, żeby cię powołać. W pewnym momencie ja mówię, że to jest niemożliwe, żeby takie rzeczy były, bo ja wcześniej dostałem powołanie od wujcika. I może na tej podstawie to też tak było wywnioskowane, że reprezentacja Polski grała mysz towarzystwi na Litwie. A ja miałem, nie chcę powiedzieć trudny okres, ja dopiero wchodziłem do bramki Feyenoordu i mój debiut w Lidze Mistrzów, wszyscy wiedzą jak się mój mecz skończył w Lidze Mistrzów, a mój debiut w Lidze Mistrzów to był wyjazd...

Co mogłeś zrobić lepiej. I wtedy, pamiętam, dostałem telefon od Wójcika, że mówi, słuchaj, panie Dudek, chcielibyśmy cię powołać. To było 3 dni przed meczem. Ja mówię, trenerze, bardzo pana przepraszam, ale ja dopiero zacząłem grać w Feyenoordzie i przegraliśmy mecz w Lidze Mistrzów i ja muszę tutaj zostać. Ja muszę tutaj zostać, ja muszę po prostu popracować nad swoją stabilną sytuacją w klubie. Że mnie dużo bardziej pomoże to, że ja tu zostanę przez te teraz 10 dni, Bo może się dużo wydarzyć te 10 dni, jak mnie nie będzie, niż jak pojadę na mecz na Litwę, żeby zagrać towarzyski mecz. Ty sobie kurwa chyba żartujesz. Ja już cię nigdy nie powołam.

Tak było, że jak ja z Rotterdamu przyjechałem na reprezentację, to nie wiedziałem, że polecę do Anglii. I dopiero po meczu już od razu trener mówi, słuchaj, ale jak kończycie reprezentację, to przyjedziesz od razu do Liverpoolu. Więc ja jechałem od razu do Liverpoolu. Już nie mogłem powiedzieć cześć, dziękuję, fajnie było przez te 5 lat. Tylko lecę, wiesz, prosto poleciałem z Polski, poleciałem do Liverpoolu. Tak samo zresztą nie wiedziałem o Feyenoordzie, też pojechałem na obóz piłkarski Sokoła Tychy i już mnie w domu nie widzieli. Także wiesz, to nie ma co myśleć za dużo, trzeba po prostu brać życie takim, jakim jest. Szybka analiza, szybka decyzja, trzymasz się tej decyzji, wiesz, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłeś podjąć.

Nie ma marudzenia później, jak coś się nie układa, wiesz, że tam, nie wiem, puścisz bramkę, niedobrze się czujesz, że mogłeś iść tam albo podjąć to, albo to, to w niczym nie pomoże. Ta decyzja, którą się trzymasz, to jest najważniejsza i idziesz za nią, nie? Kiedy po raz pierwszy pojechałeś do Liverpoolu, dotarło do Ciebie, że jesteś w wyjątkowym miejscu? Tak, dotarło do mnie, że jestem w wyjątkowym miejscu, natomiast pierwsze kilka meczów ja czułem się jak na wyjeździe z Feyenoordem. Jakby wiesz, niby wiedziałem, że już podpisałem umowę z Liverpoolem, wiedziałem kurde, bo ja jeszcze miałem tą przyjemność, że Ja przez pierwsze trzy miesiące trenowałem na obiekcie, Melwood się nazywał, i szatnie były jeszcze stare Liverpoolu z lat 70., z lat 80., 90.

Także jeszcze Bill Shankly tam jeszcze motywował w tej szatni tych zawodników. To był na tym obiekcie sportowym. I tak trochę to było, wiesz, zaskakujące, ale Ja jestem przyzwyczajony do wielu rzeczy, do każdego standardu i do każdego standardu tak naprawdę się dostosuję. I jak mnie Żerat Huje zobaczył, mówi, no co, nie podoba ci się coś tutaj? Ja mówię, nie, to jest super, kurde, czuć tą historię. Ja mówię, kurde, te wanny, bo to w Anglii, Wiesz, że oni mieli coś takiego, że po treningach wchodzili wszyscy do wanny do ciepłej wody i tych wanny było tam 16 w szatni. Mała siłownia taka, salony masażu dla zawodników. Chcesz mi powiedzieć, że lepsze warunki były w Feyenoordzie niż w Liverpoolu?

105:19 · Decyzje trenera i ich konsekwencje 1

I nagle masz taki moment, że bronisz tą piłkę i mówisz, no i co teraz? I teraz co powiecie? Czy mam zostać, czy mam odejść? Cały ten spektrum. Powiedziałem sobie, czekałeś na ten moment całe życie. Bo tak naprawdę tak to wyglądało, że czekałem na ten moment, ten moment chciałem mieć. Bo ja nie wiedziałem, czy będą rzuty karne, nie wiedziałem, jaki scenariusz tych rzutów karnych, tylko ten moment, moment tej glorii w ostatniej sekundzie do grywki, że obroniłem. Dopiero później, Ja się dowiedziałem, że to z głowy strzelał Szewczenko i dobijał Szewczenko. A to Szewczenko, przepraszam, powiedziałem Inzaghi. Ja myślałem, że to mój kolega z zespołu z Feyenoordu, że John Dal Thomas on główkował, a Szewczenko dobił.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.