Jak naprawić miasto?
Magdalena Milert pyta w tytule książki „Dla kogo jest miasto?”, ale tak naprawdę odpowiedź już zna. Miasto od zarania dziejów służy tym, którzy je planują i finansują. A więc nie jest dla kobiet, dzieci, młodzieży, osób starszych czy tych w kryzysie finansowym, psychicznym, migracyjnym. Miasto ma służyć zamożnym mężczyznom w sile wieku. Czy w XXI wieku coś się zmieni? Powinno, z dwóch powodów. Po pierwsze, świadomość mieszkańców miast jest inna: jako aktywni użytkownicy sięgają po swoje prawa i są coraz bardziej skuteczni. Po drugie, im bardziej przenosimy się do przestrzeni cyfrowej, tym mniej korzystamy z ulic, parków i placów miejskich. Jeśli miasta nie zmienią polityki i nie staną się naprawdę przyjazne i inkluzywne, przestaną istnieć, stając się opuszczoną przestrzenią „pomiędzy”.Podcastu „Vogue Polska Living” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.
Problemy urzędowe, presje inwestorów, kwestie budżetów. Teraz funkcjonujesz trochę inaczej, edukujesz i zajmujesz się teorią, a jednocześnie pod pseudonimem Pying prowadzisz Instagramowe konto, które śledzi już ponad 70 tysięcy osób. To prawda. I to jest takie miejsce, w którym zajmujesz się architekturą właśnie taką bardzo współczesną. Zadajesz pytanie np. jak miasto może wpływać na zachorowalność i rozwój choroby Alzheimera. Mówisz o tym, że hałas jest zanieczyszczeniem. Jak myślisz, dlaczego ludzie tak entuzjastycznie pochodzą tymi ścieżkami? Dlaczego miasto jest takim pasjonującym tematem teraz? Wydaje mi się, że nawet nie chodzi tutaj o perspektywę pokazywania miasta, tylko o punktowanie tego, co nas frustruje, a ponieważ jesteśmy narodem, który bardzo lubi narzekać, to łączymy się w tym narzekaniu i jak ktoś to nazywa po imieniu i wskazuje konkretne przyczyny, to się to ludziom podoba po prostu.
Jak tą misję odebrałaś, to znaczy jakie miałaś cele? Chciałam przede wszystkim opowiedzieć taką jedną spójną historię, która przedstawia pewną inną wizję miasta, która przekracza pewne takie granice, które są w środowisku naszym architektonicznym w pewien sposób betonowe i metaforycznie. Prawdziwie. Robię przykłady. Przede wszystkim takie myślenie na temat tego, że architektura nie ma płci. Architektura jest takim tworem neutralnym, że projektujemy zawsze dla jakiegoś jednego wymyślonego użytkownika. Uśrednionego, statystycznego. Tak, statystycznego i na przykład zawsze zdrowego. Ewentualnie czasami się trafią jakieś takie projekty typu, nie wiem, dom seniora albo przedszkole.
Jak podkreślasz, są wzorowane na XIX-wiecznej uliczce handlowej. Jest ciepło, są toalety, jest tam też dużo młodzieży, ale okazuje się, że właśnie nie wszyscy są do tej przestrzeni zapraszani i żeby nie budować takich bezpośrednich zakazów i zapór, używa się różnych środków w architekturze, które sprawiają, że pewne osoby nie są mile widziane. Na przykład w przestrzeniach blokowisk, takich kompleksów mieszkalnych stosuje się ostre, zimne światło w takich miejscach spotkań, gdzie spotykają się nastolatki, ponieważ w tym świetle ich twarze wyglądają wyjątkowo niekorzystnie.
I to jest szczególnie ciekawy przypadek, bo w Birmingham, takiej jednej z bardziej prestiżowych dzielnic tego miasta, nawet zamontowano takie kolce przeciwko gołębiom. Uwaga na drzewach. Bo pod tymi drzewami parkowały drogie auta i nie chcieli, żeby zwierzęta, ptaszki robiły kupy na drogie auta. I normalnie są zdjęcia dostępne, polecam sobie wygooglować tam Spikes on Trees UK, no i wyjdzie. Ty piszesz o zjawisku estetyzacji strachu, ale ono ma też inną nazwę, to jest hostile design, czyli taki design, który ma No właśnie, wpływać emocjonalnie na odbiorców i inny przykład, który podajesz, który jest znowuż elementem pożądanym przez inwestorów, ale utrudniającym wielofunkcyjność różnych obiektów, to są ławki, które bardzo często są projektowane tak, żeby w parku można było siedzieć tylko w określony sposób, czyli na przykład nie spać na tych ławkach, nic z nich nie ukrywać, myślę tutaj o dealerach,
Żeby też ich nie niszczyć, łatwo je umyć i piszesz nawet o takim ruchu ludzi, którzy wykonują zdjęcia, opatrują swoje znalezisko odpowiednim hashtagiem i robią taki rodzaj protestu, ponieważ te zdjęcia łatwo można wtedy znaleźć i to jest wyraz pewnego oburzenia społecznego, takiego międzynarodowego ruchu właściwie. Tak, jest dużo takich zdjęć pod hashtagiem czy tam Hostile Design czy Hostile Architecture. Różne tam są wariacje. I w zasadzie niezależnie od kraju możemy się gdzieś tam z tym spotkać. To są i te ławki, u nas najczęściej po prostu takie w takiej formie metalowych obłych ławek, które mają jeszcze przez środek takie podłokietniki.
Bardzo ciekawe jest zjawisko połączenia gentryfikacji z płcią. Używasz słowa Femi-gentryfikacja i ona określa taką specjalną estetykę, która produktów Kierowane głównie dla kobiet, czyli salony, urody, jakieś kliniki, modne kawiarnie, które nie są wcale tymi miejscami, w których odbywają się ciche rewolucje i spotkania i wymiany, tylko to są miejsca z kawą za 30 złotych. No i one są właśnie kierowane dla kobiet, a jak wiemy produkty profilowane do kobiet są z jakiegoś powodu droższe i kobiety płacą podatek od płci jakby w różnych towarach, no ale że jakby wskazuje, że jest to również zauważalne w architekturze i urbanistyce.
Ale wracając do tego pytania, To ja oczywiście mam w sobie taki duży lęk, że te miasta będą zbyt cyfrowe, że się gdzieś tam przeniesiemy do tego świata online całkiem, ale z drugiej strony myślę sobie o czasie pandemii i o tym jak byliśmy zamknięci i jak później bardzo chcieliśmy się spotkać twarzą w twarz. Czy umieliśmy to zrobić? Czy architektura miast, parków i placu nam na to pozwoliła? Właśnie to też jest bardzo istotna rzecz. Philip Springer w ogóle fajnie sobie to tam zmapował, że w momencie kiedy był lockdown i były nawet zamknięte lasy, To wielki renesans miały wszystkie tereny kolejowe, bo najczęściej w tym pasie kolei mamy takie krzaki, zarośla i to było to miejsce, gdzie ludzie się bardzo chcieli spotykać.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Magdalena Milert pyta w tytule książki „Dla kogo jest miasto?”, ale tak naprawdę odpowiedź już zna. Miasto od zarania dziejów służy tym, którzy je planują i finansują. A więc nie jest dla kobiet, dzieci, młodzieży, osób starszych czy tych w kryzysie finansowym, psychicznym, migracyjnym. Miasto ma służyć zamożnym mężczyznom w sile wieku. Czy w XXI wieku coś się zmieni? Powinno, z dwóch powodów. Po pierwsze, świadomość mieszkańców miast jest inna: jako aktywni użytkownicy sięgają po swoje prawa i są coraz bardziej skuteczni. Po drugie, im bardziej przenosimy się do przestrzeni cyfrowej, tym mniej korzystamy z ulic, parków i placów miejskich. Jeśli miasta nie zmienią polityki i nie staną się naprawdę przyjazne i inkluzywne, przestaną istnieć, stając się opuszczoną przestrzenią „pomiędzy”.
Podcastu „Vogue Polska Living” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.