Mentionsy Mentionsy
TurboHistoria
TurboHistoria

Sarmacka Polska bez mitów. Codzienne życie w dawnej Rzeczypospolitej

19.12.2025 ·50 min 39 s

Polska sarmacka to nie tylko heroiczne bitwy i wielkie ideologie, lecz także codzienność zwykłych ludzi. Próbując zrozumieć dawną Rzeczpospolitą, warto sięgnąć do źródeł, by odkryć losy jednostek i ich autentyczne historie zapisane w aktach i przekazach pisanych. To spojrzenie na sarmatyzm z perspektywy codzienności, która odsłania prawdziwe oblicze epoki. Gościem Krzysztofa Grzybowskiego w audycji "TurboHistoria" był prof. Mateusz Wyżga. 

Międzywiejski, trudno powiedzieć szlachetycki, skoro w zajeździe jest kilkoro szlachty, a reszta to są ich poddani, którzy w ramach pewnych zobowiązań muszą iść ze swoim panem, żeby pognębić sąsiadów zamiędzy, bo im zaszli za skórę, bo stratowali uprawy, co przyspieszyło widmo głodu przednówkowego. To tam się przypadkowo odbije taka codzienność, że dzień przed zajazdem i dzień po zajezdzie też jest normalny dzień i coś tam się robi. Kontekst wypowiedzi i przesłuchania sądowego to nie jest tylko detaliczny opis morderstwa, które miało miejsce, czy kradzieży, ale taka osoba w sądzie pokazuje całe swoje tło. Jak ktoś chciałby pisać książkę o przemocy, to się skupi głównie na tych realiach, które miały miejsce podczas dokonania przestępstwa.

Ale nie czepiajmy się słówek. Chodzi o to, że ten model nie był oddzielony szklaną, super wizualowaną ścianą od reszty społeczeństwa. Oni to przejmowali na siebie. Kody kulturowe, modę, Elementy np. kuchni i to wszystko pokazało mi, że procesy narodowotwórcze tu nad Wisłą zaczęły się dużo wcześniej niż po odzyskaniu niepodległości i były osadzone na silnych lokalizmach, na tym, że bardziej się opłacało Szlachcicowi grać do jednej bramki ze swoimi poddanymi, żeby po prostu przez tę integrację funkcjonować dalej w miarę w jakiś niezaburzony sposób. Jednak ta organizacja wobec nowoczesności, która gwałtownie nadchodziła wraz z państwami absolutistycznymi, z nowinkami religijnymi, potem z nowinkami w zakresie społeczeństwa, z rodzącymi się potrzebami ogromnych armii, a za tym utrwaleniem z podatków, bo poprzez utrwalenie podatków z PiS-u ludności można było więcej rekrutów zarobować do powiększających się armii.

Więc nic nie jest za nic. To jest bycie patriotą. Kiedy w naszym sąsiedztwie rozwijają się absolutyzmy, Polska w najlepsze jeszcze jest rozpędzona tą, albo spowolniona raczej tą siłą małych ojczyzn. To jest kraj oddolny, kraj rolniczy. A prowincje nie zmieniają się tak szybko jak silnie zurbanizowane kraje Europy Zachodu czy Europy Południa. Z drugiej strony mamy Rosję, która miała jeszcze słabszą urbanizację, ale ten czynnik takiego przymusu społecznego był tam o wiele silniejszy niż u nas. Pojęcie złotej wolności w Polsce spłynęło ze szlachty w jakimś sensie na poddanych i te torsje pomiędzy szlachtą, która wygrywa w małych konfliktach lokalnych

Różne rzeczy się rodziły. A jeżeli będziemy uważni na to, co się działo na co dzień, jakie ludzie podejmowali decyzje, z czego one wynikały, to będzie nam łatwiej wyjaśnić plusy i minusy świata, który minął, ale czasem tylko pozornie minął. To na ile w takim razie ten nasz czarny obraz sarmatyzmu, który chyba cały czas pokutuje, to jest również zasługa czasów PRL-u i tego, w jaki sposób na szlachtę, na sarmatyzm, na poddaństwo pańszczyznę wtedy chciano patrzeć, albo inaczej, jak chciano je przedstawiać? Przede wszystkim zauważmy, że nigdzie to się nie spotyka z takim gorącym dyskursem jak u nas, bo jesteśmy społeczeństwem post-szlacheckim.

I wydaje mi się, że powinniśmy wziąć bardzo dużo rzeczy, żeby uwzględnić ogólną ocenę tego, jak kiedyś było. Pan redaktor pytał o czasy PRL-u. Ale wcześniej już w dyskursie, co przybliżył na przykład Adam Leszczyński w książce Obronicy Pańszczyzny, kapitalnie wyłożył świat, który nie chciał minąć. Świat ziemian, tego pojmowania, że dziedzic jest w jakiś sposób ojcem dla swoich poddanych. I zebrał różnego typu dyskurs, wspomnienia przechodzące z XVIII do XIX wieku. Bo te światy się przecierały, a transformacja zawsze boli, co pokazał przecież na przykładzie nowych zadań stawianych płci męskiej we współczesnej Polsce Wojciech Śmieja w kapitalnej książce po męstwie.

To też się nie wzięło z naszych czasów. To ma bardzo stare konotacje. No to znów, żeby ten obraz, to spojrzenie na czasy Polski i polskiego sarmatyzmu było szersze, to chciałbym na chwilę jeszcze powrócić do pańszczyzny, do tego tematu, który wywołuje cały czas chyba najwięcej emocji, najwięcej sporów, najwięcej kontrowersji. To jest też pewnego rodzaju klucz na dzisiejsze postrzeganie sarmatyzmu, czy też właśnie czasów szlacheckich. Na ile to jest klucz dobry i klucz prawdziwy, no to Pan to też pokazuje. No i obala pewne mity, no bo my myśląc o pańszczyźnie myślimy oczywiście o tym ucisku chłopów, a u Pana są chłopi, którzy mają własnych pracowników najemnych, którzy są właściwie, no można powiedzieć, takimi współczesnymi przedsiębiorcami.

A jednocześnie mamy też na przykład szlachtę, która z powodu biedy i ubóstwa sama musi się zaprzęgać do pługa, żeby zaorać własne pole, bo nie ma nikogo, kto mógłby jej w tej pracy wyręczyć. To kompletnie do tego naszego obrazu pańszczyzny i czasów szlachackich nie pasuje. Zacznijmy może od tego, że gdyby była taka fajna, to by się nie zapamiętała tak negatywnie. Więc pokażmy, dlaczego tak źle pamięta się pańszczyznę. Pańszczyzna jako słowo klucz wywołuje chyba podobne emocje, co słowo niewola. Słowo niewola dość łatwo zobnażyć, ponieważ posługiwano się w dawnej Polsce określeniem, że się kogoś traktuje jak niewolników. Ograniczając jego wolność, a u nas słowo wolność, tak jak dzisiaj Solidarność, było bardzo ważne społecznie.

Przyjmuje ludzi do podaństwa, wypycha tych, którzy są niezdarni. Nikt nie chce trzymać za wszelką cenę osób niewłaściwych do tego. W każdym razie taki kmiedź, czyli gospodarz musi pracować na dwóch etatach. Gdyby mógł pracować wyłącznie na swoim gospodarstwie, byłby o wiele bardziej przedsiębiorczy. Tymczasem on musi to podzielić między oddanie w postaci renty feudalnej energii życiowej, siły na pracę na folwarku, I podzielić to na pracę u siebie, z której ma zboże, owoce i wywozi to do miasta i staje się bogatszy. Problem zasadza się na tym, że jeżeli łamiano umowy z gromadą i dawano więcej obowiązków, co głównie robili dzierżawcy, którzy przejmowali wieś i chcieli szybko na niej zarobić, bo mieli na to 2, 3, 4, 5 lat.

Przy okazji sam sobie mogę wziąć worek moich grzybów i sprzedać. Ale to na pewno wykluczało gospodarza albo jego lepszych pracowników na parę albo paręnaście dni z pracy. Szkodziło jego wozowi, nawet jeżeli to był wóz wydzielony ze dworu i było własnością dworu, no to ten wóz się psuł i należało go naprawić. Pańszczyźnianie chłopi skarżą się, że nie zaopatrzył ich dwór w furaż, czyli żywność dla zwierząt. Że zwierzęta chorują podczas za długich transportów, które przekraczają 30 km. Wreszcie, że nie dostają diet, powiedzmy to językiem współczesnym. Chłopi muszą sami sobie kupować jedzenie. Takie malutkie, drobne sprawy codzienności wskazują, że im to nie pasowało. Ale to, że u nas nie pojawiła się tak zła pamięć o pańszczyźnie, to też jest efekt tego, że no nie był...

Dobrze rozwinięty ten system i on miał dużo wad. Próbowano co prawda przechodzić na gospodarstwa w pełni czynszowe, czyli przedsiębiorczy chłopi, którzy zarabiają tyle, że nie muszą chodzić do folwarku, tylko płacą dziedzicowi i on sobie zatrudni swoich własnych pracowników. System jako odgórna organizacja nie nadążał, bo państwo było oddolne. Tam nie było u góry kogoś bardzo silnego, kto tym będzie zarządzał, tylko Taka federacyjność państwa sprawiała, że na poziomie sejmików najwięcej się działo, a interesy nie zawsze były zbieżne. Jedna ziemia, nie wiem, ziemia różańska chciałaby tak, ale inna ziemia chciałaby inaczej. Biorąc to wszystko pod uwagę, no należy przyznać, że system nie był wydolny. Nie udało się ani w pełni przejść na czynsz jak w Prusach Królewskich, gdzie praktycznie dwór był wyobcowany z tego, co robią chłopie.

Szlachta zagrodowa, chodaczkowa i oni też muszą zasuwać, im też jest źle. Może tej, nie wiem, no magicznej jednoprocentowej cząstce społeczeństwa, oni tak nie czuli tego, że tak się świat zmienia. Staropolski na gorsze i na gorsze i na gorsze, ale przeciętny szlachcic musiał to odczuwać. Pojawiała się czasem pewnie beznadzieja, brak wiary w lepsze jutro, bo skąd, skoro te realia są, jakie są. Więc dlatego też to pozostało w nas jako coś niedobrego, ograniczenie wolności, praca o charakterze przymusowym, bo jeżeli dobrze szło, no to chłop odrobił tę część pańszczyzny, odrobił u siebie. Dwór się opiekował taką ochroną ogólnoprawną, ekonomiczną, odgórną, więc to były te dodatnie rzeczy, że jak ktoś wszedł w poddaństwo, to miał względnie zabezpieczone takie rzeczy jak narzędzia pracy, ziemię oraz ochronę pana prawną, w sensie takim, że jak ktoś go skrzywdził z innej wsi, z miasta,

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.