Mentionsy Mentionsy
TurboHistoria
TurboHistoria

Fenomen Trylogii. "Magia Sienkiewicza nadal działa"

03.01.2025 ·41 min 58 s

Powstała pod koniec XIX wieku "ku pokrzepieniu serc". Trylogia autorstwa Henryka Sienkiewicza jest do dziś najbardziej popularnym polskim cyklem powieściowym w historii. Czy po 150 latach potrzebujemy jej nowej wersji? W audycji TurboHistoria rozmowa z Adamem Stawickim, autorem "Mroku północy" i "Korony carów", czyli dwóch pierwszych tomów prequelu sienkiewiczowskiej Trylogii.

Jest pan Wołodyjowski, chociaż nie ten, tylko jego ojciec, a jeżeli chodzi o tę jedną postać, która łączy Obie trylogie. Znaczy mamy tutaj, ja raczej bardziej myślałem o Zagłobie. O Zagłobie, no właśnie. Ta postać, która zdecydowanie łączy, to pan Zagłoba, który już żyw, ten sam, nie żadna rodzina, pojawia się i u Sienkiewicza, i pojawia się również u pana. Mrok północy to jest książka, która jest już za nami, natomiast najświeższe wydawnictwo to jest Korona Carów. No i tutaj łatwo odgadnąć, jaki tym razem kierunek pana zainteresował. Kierunek, który mnie bardzo zainteresował i myślę, że wielu czytelników zainteresuje, a kierunek, który jest troszeczkę nadal mało opisywany. Jest oczywiście, są poruszane tematy Dymitriad, natomiast ja te Dymitriady opisuję troszeczkę tak bokiem, chyłkiem, nie jest to główny cel tej opowieści.

No dobrze, ale jeżeli chodzi o Dymitra Samozwańca, to o nim za chwilę. Wcześniej, jeżeli pan pozwoli, kilka bardzo krótkich pytań. Ulubiona część trylogii Sienkiewicza? Zdecydowanie Ogniem i Mieczem. Okej. Przeczytana po raz pierwszy w wieku? Myślę 14 lat. Do tej pory ile razy? O, już chyba nawet nie zliczę, 10 na pewno. A cała trylogia? A cała trylogia, to jest różnie, dlatego że akurat Pana Wołodyjowskiego czytałem tylko raz. Ja też najmniej. No, bo już smutno się kończy. To nie jest książka z happy-endem, a jednak lubimy ten amerykański styl happy-endowy. Najlepiej zekranizowana część? Zdecydowanie Potop. Tadeusz Łomnicki czy Zbigniew Zamachowski? Łomnicki.

Bo musi być ważne, skoro to akurat po trylogię pan sięgnął. Ja mam takie bardzo patriotyczne zawsze nastawienie, lubię historię w ogóle, natomiast wszystkie takie rzeczy patriotyczne mocno do mnie przemawiają, a sama trylogia, reaguję na trylogię takim dreszczykiem cały czas, mimo tego, że minęło trochę lat od czasu, kiedy pierwszy raz czytałem Ogniem i Mieczem, to cały czas czuję taki dreszczyk oczywiście w takich najważniejszych momentach. Jest to rzeczywiście dla mnie taka literatura dla pokrzepienia serc i taką też starałem się odtworzyć w tym prequelu Trylogii. Dobrze, a dlaczego akurat Trylogię? No bo już nawet zostawiając samego Sienkiewicza z boku, znaczy przepraszam, inne jego powieści, inne jego książki,

Jeżeli chodzi o tego typu literaturę, mieliśmy nawet w tamtych czasach, kiedy tworzył Sienkiewicz, przecież innych bardzo popularnych autorów. W tamtych czasach z Sienkiewiczem, jeżeli chodzi o popularność, ścigał się chociażby Walery Przyborowski. Są książki Gąsierowskiego, są książki Kraszewskiego. Jest kilku autorów, którzy rzeczywiście celowali w historię Polski. Dlaczego akurat Sienkiewicz i Trylogia? On jest, można powiedzieć, według mnie takim pisarzem typu pop tamtych lat. On potrafił zdecydowanie dotrzeć do czytelnika. Ta literatura jest rzeczywiście taką literaturą, która mogła trafić pod strzechy i chyba taką była, że trafiła rzeczywiście do każdej osoby.

Tego się nie da porównać. Trylogia to trylogia. To jest absolutnie nieporównywalne. Zresztą to sam Sienkiewicz, np. pisząc Krzyżaków, popełnił taki troszeczkę plagiat, bo ukazała się wersja Krzyżaków bodajże Kraszewskiego, jeżeli dobrze pamiętam. Mam nadzieję, że nie zbłądziłem tutaj w jakiś sposób. A jednak wszyscy pamiętamy sienkiewiczowskich krzyżaków, a nie żadnych innych, więc tutaj na tej podstawie można powiedzieć, że Sienkiewicz umiał pisać dla ludzi tak, żeby każdy potrafił to zrozumieć i żeby każdy potrafił to przeżywać, bo to jest ważne, żeby tą literaturę dało się przeżywać. I ta magia nadal działa? Myślę, że ta magia zdecydowanie nadal działa. Ja zresztą tak sobie patrzyłem na badania czytelnictwa.

Sienkiewicz jest nadal w pierwszej trójce, co jest w ogóle niebywałym osiągnięciem. Choć pytanie, na ile to jednak szkolne lektury trochę tutaj wyrabiają normę. Myślę, że akurat jeżeli chodzi o szkolną lekturę, to może ta książka jest wypożyczana, ale przez to młode pokolenie tak tylko liźnięta właśnie dlatego, że jest to lektura szkolna. Gdyby może nie była lekturą szkolną, to by była częściej czytana. Zawsze mi chodzi taki tekst z Wojny Domowej, gdzie mamy tytuł Pawła, jednego z głównych bohaterów, do którego ma pytanie zadane, co czytasz? Nic, ale to widzisz, jakaś książka. Nie, to nie książka, to lektura. No i właśnie o to chodzi.

Jeżeli to jest lektura, to się tak tylko liźnie, a jeżeli jest to książka, którą rzeczywiście chce się połknąć, to jest to zupełnie inny rodzaj czytania. Zostawmy w takim razie lektury, wróćmy do tego, co najważniejsze, czyli do książek, do Trylogii, już dwóch trylogii w tym momencie, bo mamy oryginalną sienkiewiczowską. Mamy jeszcze niepełną, ale o to też będę dopytywać pana autorstwa. Czy dziś widzi pan jakieś niedostatki w tej oryginalnej sienkiewiczowskiej trylogii? Bo na przykład bardzo często pojawiają się takie zarzuty mówiące o tym, że Sienkiewicz dość swobodnie traktował pewne fakty historyczne. Wystarczy na przykład spojrzeć chociażby na to, na jakich bitwach się skupiał. Bardzo często w jego książkach brakuje tych rzeczywiście najważniejszych batalii, Typu bitwa pod Beresteczkiem, czy bitwa o Warszawę, a pojawiają się dużo mniejsze, czasami wręcz incydenty, które w jego książkach urastają do przełomowych batalii.

Każdy ma takie swoje podejście, jakie chciał mieć to podejście, to na co chciał zwrócić uwagę przede wszystkim. No tutaj chociażby w ognie i miecze postać Jeremiego Wiśniowieckiego, która historycznie może niekoniecznie była aż tak znacząca, jak to Sienkiewicz chciał przekazać. Ale trwogę budził. Trwogę budził, zdecydowanie. Tak, to imię Jarema swoje robiło. Natomiast rzeczywiście, w ognie i miecze ten Konstantynów, o którym, gdyby nie Sienkiewicz, pewnie w życiu byśmy nie słyszeli, bardziej byśmy słyszeli o Podhajcach. Natomiast Beresteczko jest potraktowane tak troszeczkę sobie amuzą, już poza głównym nurtem książki, a była to bitwa rzeczywiście niezwykła.

Natomiast ten kraj był takim miejscem, Dlaczego postanowił pan zmierzyć się z Sienkiewiczem i dopisać kolejne części? A to jest bardzo ciekawe pytanie, a odpowiedź jest banalna. Ja zawsze byłem ciekawy, czytając trylogię, zawsze byłem ciekawy, dlaczego Sienkiewicz nie opisał wcześniejszych czasów. No dobrze, ale przepraszam, takie pytania pojawiają się przy lekturze wielu książek. Nie wiem, co mogłoby być dalej, jak się potoczą losy bohaterów, albo skąd ci bohaterowie się wzięli, ale nie do każdej takiej opowieści dopisuje się części poprzedzające, czy też części kolejne.

Znów mam wrażenie, że po części odpowiedziałby Pan na pytanie, które dopiero zostanie zadane. Ale to mimo wszystko idźmy dalej, dobrze? Proszę bardzo. Sienkiewicz pisał w czasie zaborów, w wyjątkowym okresie, jeżeli chodzi o historię Polski i miał bardzo klarowny cel. To miało być pisanie ku pokrzepieniu serc. Teraz mamy rok 2024 i piszemy o tym, Bo? Bo nadal pokrzepienie serc jest potrzebne. My momentami chyba w zalewie takiego dobrobytu, umówmy się już takiego, jaki mamy teraz, tracimy trochę wątek tego, kim jesteśmy. Część Polaków uważa się za Europejczyków, część w ogóle za tutejszych, tak jak to kiedyś nazywali się sami Białorusini.

Natomiast Nam jest potrzebna identyfikacja narodowa. My musimy w jakiś sposób odróżniać się od innych nacji, a odróżniać się możemy właśnie swoją historią. Tak jak mówił marszałek Piłsudski, naród bez przeszłości nie ma przyszłości. I to jest prawda stara jak świat i która w niczym nie straciła na aktualności. No dobrze, panie Adamie, to już wiemy dlaczego. Natomiast teraz pytanie mimo wszystko o pewną Odwagę. Nie miał pan obaw przed tym, żeby się zmierzyć z Sienkiewiczem i z tym, no, mitem trylogii? Zawsze taka obawa jest, dlatego na początku pisałem tylko i wyłącznie do szuflady. Natomiast w momencie, kiedy przeszedłem bodajże szósty czy siódmy rozdział, zacząłem czytać rodzinie, rodzinie się spodobało, dzieci słuchały z zapartym tchem i domagały się kolejnych rozdziałów.

Ale wie pan, że rodzina nie zawsze jest obiektywna, albo nie chce być niemiła na przykład, prawda? Nie, oczywiście, że tak. Dlatego posyłałem dalej. A w momencie, kiedy książka została ukończona i to właśnie dzięki rodzinie, dzięki znajomym, którym się ta książka podobała w momencie pisania, no to miałem więcej odwagi do tego, żeby zacząć posyłać ją po wydawnictwach. Jedno z tych wydawnictw się tematem zainteresowało. A długo to trwało? Czy było takie trochę odbijanie się od ściany i odpowiedź pod tytułem, Boże, no po co nam jakiś kolejny Sienkiewicz po tylu latach? Generalnie w ogóle nie było odpowiedzi. Przepraszam, tak, bo to chyba jest w części praktykowane. Materiały niezamawiane nie muszą być zwracane, prawda?

Natomiast tutaj oczywiście troszeczkę ulokuję produkt, ale mam nadzieję, że to nie będzie w jakiś tam sposób wycinane. Bardzo dziękuję wydawnictwu Astra, że zainteresowało się tematem, bo to było ryzyko, tak? Wyjście z taką historią jest ryzykowne, ale to mówię dzięki temu, mam nadzieję, że zrobiliśmy przyjemność części osób, które to przeczytały i zresztą te opinie takie zdanie wyrażają. No to kolejna rzecz, bo obawy dotyczące Sienkiewicza Pan niejako rozwiał, natomiast zastanawiam się, czy dużo większym ryzykiem, dużo większym wyzwaniem nie było jednak zmierzenie się ze współczesnym czytelnikiem.

Dlatego ja postanowiłem tą moją trylogię napisać odrobinę inaczej niż pisał ją Sienkiewicz. Wiadomo, że Sienkiewicz pisał trylogię w wieku XIX, gdzie jednak mieliśmy troszeczkę inny język. Inny był też styl, w jakim się pisało. Książka ukazywała się na początku w odcinkach w prasie. Zdecydowanie tak. Natomiast ja staram się, żeby jednak maksymalnie zachować styl sienkiewiczowski, chociażby składnię zdań, która jest absolutnie nietypowa z orzeczeniami pojawiającymi się na końcu zdania. Czy te wtrącenia łacińskie, czy wtrącenia wierszowane. Starałem się, żeby to wszystko pozostało, natomiast żeby te opisy były jednak odrobinę krótsze, bo wiem jak... Nasza cierpliwość jest inna już w XXI wieku?

Myślę, że cierpliwość młodzieży, ale i w ogóle całego społeczeństwa jest też troszkę inna. I te opisy czasami sprawiały, że czytelnicy przeskakiwali kilka tych kartek, aż się ten opis skończy i zacznie się akcja. U mnie akcja jest zdecydowanie żwawsza właśnie tak, żeby przyciągnąć tego współczesnego czytelnika, żeby nie zanudzić go historią, tylko żeby go wciągnąć. I stąd taka jedna z opinii, że jest to takie połączenie sienkiewiczowskiej trylogii z Czarnymi Chmurami. Ja kupuję te wytłumaczenia i te wyjaśnienia, natomiast nadal mam jedną wątpliwość, bo rozumiem, że chciało się poznać losy bohaterów poza tym, o czym napisał Sienkiewicz. Rozumiem.

Ponieważ nie za bardzo było gdzie je poznać, to trzeba je było napisać samodzielnie. To też jestem w stanie zrozumieć. To ryzyko no i te pierwsze kroki, w których pomagała rodzina, też kupuję. Natomiast mimo wszystko trzeba mieć naprawdę sporo odwagi albo sporo szaleństwa, żeby ten pomysł zrealizować jako absolutny debiut literacki. Nie mając na koncie wcześniej niczego innego. No zdecydowanie. Ale z drugiej strony czemu nie zacząć z wysokiego C, tak? To jest na zasadzie albo teraz, albo nigdy. I ja jednocześnie też starałem się podejść z pokorą do tego, bo były jakieś zarzuty oczywiście o to, że naruszam świętość Sienkiewicza, że właśnie z motyką na księżyc.

Trzeba sięgać po takie wydawnictwa jak chociażby Słownik wyrażeń trylogii Sienkiewicza, który ukazał się pod koniec XIX wieku i który miał tłumaczyć pewne określenia z Sienkiewicza i tłumaczyć fragmenty napisane właśnie po rusku wówczas. A jak to jest w ogóle pisać powieść przygodową z elementami miłosnymi osadzoną w XVII wieku? Na ile trzeba być jednak wiernym tej epoce, wiernym temu codziennemu życiu, tym rytuałom, które wtedy miały miejsce? Na ile trzeba być wiernym językowi i na ile trzeba się pilnować, żeby z tym wszystkim nie przesadzić? To oczywiście nie jest takie proste pytanie, dlatego że nie da się tak naprawdę pokazać w książkach dokładnie tej epoki, jak ona wyglądała, bo my byśmy takiej epoki nie zaakceptowali.

Chociażby jeżeli chodzi o sam język. Sam Sienkiewicz nie pisał prawdziwą staropolszczyzną. Nie mówię o samej treści, tylko o cytatach, o dialogach, monologach. Nie dało się pisać prawdziwą staropolszczyzną, bo nikt by jej nie zrozumiał. W momencie, kiedy się sięga właśnie po jakieś cytaty z epoki, czy chociażby właśnie te diariusze, one są momentami kompletnie dla nas niezrozumiałe. Inna rzecz dotycząca właśnie wydarzeń życia codziennego. Czy my byśmy zaakceptowali to, jak oni naprawdę jedli, jaka naprawdę była wtedy higiena? Myślę, że mogłoby to być całkiem interesujące. Całkiem interesujące i myślę, że... Interesujące tak, ale do zaakceptowania chyba nie bardzo.

No i jak te światy mają się nie zderzyć ze sobą? No oni też muszą się przyzwyczaić do tego, że kiedyś ta miłość wyglądała zupełnie inaczej. A mamy z tym problem? Czy też mają z tym problem te młode pokolenia Pana zdaniem? Myślę, że tak, że dla nich jest to bardzo trudne, że od pierwszej randki nie przechodzimy od razu do pełnej miłości, tylko właśnie takie pąsowienie. Pewne jakieś spotkania tylko w gronie starszych i tak dalej. No już nawet Sienkiewicz myślę, że nie trzymał się do końca tych realiów XVII wieku, a teraz musimy pójść jeszcze dalej, bo po prostu ten współczesny czytelnik chyba zacząłby się pukać w głowę, co to jest za miłość, że oni tylko

Spotykają się w kościele i na siebie spojrzą. Jeszcze jeden bardzo ważny wątek, pytanie czy nie najważniejsze, zresztą wspominał Pan o tym, że to ma znaczenie, to miało znaczenie u Sienkiewicza, u Pana ma mieć to znaczenie tym bardziej, czyli kwestia bitew. Na ile to było wyzwaniem, żeby mniej więcej zgodnie z prawdą historyczną oddać realia tamtych bitew i tamtych batalii? Ja sobie zdawałem sprawę na każdym etapie pisania każdej z tych książek, że jest masę ludzi, rekonstruktorów, którzy doskonale sobie zdają sprawę, jak te bitwy wyglądały, w jaki sposób przebiegały. Z czego nie do końca zdawał sobie sprawę Sienkiewicz, no on już hejtem nie musi się raczej przejmować, ale były to oceniane, ten sposób walki, używania broni, określeń jakie były używane przez Sienkiewicza, że to nie do końca odzwierciedla

No chyba tych sequelów aż trzech nie będzie, ale na pewno w moim uznaniu ta historia wymaga dokończenia, bo ona jest troszeczkę niedokończona. Zresztą sam Sienkiewicz chyba przymierzał się do tego, żeby historię trylogii kontynuować. Jest książka na polu chwały Która miała być pierwszą częścią nowej trylogii. Z jakichś względów Sienkiewicz ograniczył się do jednej części, która nie sięga Wiednia. Obiecuję, że jeżeli... Chociaż akurat ta powieść, ona już nie ma chyba tej magii. I chyba Sienkiewicz właśnie już nie miał do końca pomysłu na to, co zrobić. On zamiast wykorzystać tych bohaterów z trylogii, on poszedł zupełnie nowym śladem i ten ślad już nie był taki, jak trylogia.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.