TOMATO - o wymyślaniu siebie | Rozmawiają Marcin Szczygielski i Tomasz Raczek
Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski rozmawiają o tym, dlaczego dzisiejsi młodzi ludzie mają gorzej niż mieli oni.
Dobrze? Może być. No dobrze, to jak może być, to możemy zaczynać. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzisiaj mamy zapachy tutaj różne. Tak, jest lato, więc drugie TOMATO. Wyjątkowo szybko nagrywamy drugie TOMATO. Nie, no tamto było w lipcu, a to jest w sierpniu. No nie wiem, ten czas tak strasznie pędzi, że wydaje mi się, że dopiero co nagraliśmy i dopiero co wrzuciłeś na YouTube tamto poprzednie TOMATO. A ja wtedy nie powiedziałem różnych rzeczy, które chciałem powiedzieć, więc dzisiaj je dopowiem. Dlaczego nie powiedziałeś? No nie dokończyłem tej mojej myśli, ale teraz jeszcze przyjdzie na to czas. Jednej myśli nie dokończyłem. A to, co nas skłoniło do takiego błyskawicznego nagrania drugiego Tomato, w moim odczuciu przynajmniej,
To jest rozmowa, którą przeprowadziliśmy, gdzie ja powiedziałem, że nie chciałbym być znowu młodym człowiekiem, a na pewno nie chciałbym być dziś młodym człowiekiem w tej rzeczywistości, w której się znaleźliśmy, bo miałbym poczucie, że jakby nic absolutnie nie mogę i nic nie zależy od moich starań i chęci. Natomiast Tomek właśnie powiedział zupełnie inaczej. Ja uważam, że teraz wszystko można i teraz w większym niż kiedykolwiek stopniu wszystko zależy od Twojej aktywności, od tego, które możliwości wykorzystasz, bo możliwości jest mnóstwo. I na przykład w czasach mojej młodości, czyli za komuny,
To jeśli miałeś jakieś plany, jakieś ambicje, jakieś marzenia, to rzeczywistość obcinała ci na początku bardzo wiele takich możliwości, mówiąc nie możesz wyjechać na zachód, bo nie dostaniesz paszportu. Mówi to ten, który wyjechał na zachód. Ja akurat wyjechałem, ale dosyć późno. Późno, był na studiach. Młodym człowiekiem był, jeszcze nie pracował zawodowo, przynajmniej nie pracowałeś zawodowo jako człowiek wykształcony. Wyjechałem pisząc pracę magisterską na chwilę. Ale i tak już pracowałeś wcześniej, nie? No tak, ale nie było wtedy wysyłania studentów, wiesz, za granicę, tak jak jest w tej chwili, są takie programy, że właściwie każdy student może sobie wybrać jakąś zagraniczną uczelnię i sobie tam na parę miesięcy pojechać.
To czeka na ciebie, po prostu ta oferta jest gigantyczna. Ja musiałem wyjechać, jeśli zbierałem pracę, do pracy magisterskiej w ten sposób, że pracowałem nielegalnie w Londynie, żeby się utrzymać. Bo Ani, moi rodzice, nie mieli pieniędzy, żeby mi dosyłać. Nie mieli dolarów, nie mieli funtów. Nie umieli i nie mogli wymieniać złotówek na dewizy. W związku z tym musiałem te pieniądze zarobić. Wobec tego pracowałem czasem dniami, a czasem nocami. Bo czasem od północy na przykład pracowałem z piątku na sobotę w piekarni. Po to, żeby zarobić na to, żebym mógł zbierać informacje do pracy magisterskiej, żebym mógł uzupełniać repertuar filmowy, którego nie mogłem oglądać w Polsce, bo był zakazany przez cenzurę.
Żeby mieć wiedzę na temat wszystkiego, a nie wybraną, więc musiałem bardzo dużo starań włożyć, żeby mieć wszechstronną wiedzę. Dzisiaj możesz ją na przyczyśnięcie klawisza mieć, to tylko od ciebie zależy, ile czasu temu poświęcisz, jak jesteś sprawny w segregowaniu nadmiaru, ale wszystko jest pod ręką, a wtedy musiałeś po prostu kręcić, musiałeś oszukiwać. Pytał mnie policjant londyński, kiedy otwierałem piekarnię, wiesz, o północy i było ciemno, pusto. Bo ja byłem piekarzem i dostałem od właściciela piekarni klucze, żeby pierwszy przychodził i otwierał. No i on mówi, no że co ja tu robię, wiesz, w nocy pusto, ciemno, ja otwieram piekarnię, może się włamuję.
Bardzo było trudno. Trudno było. Ale można było to załatwić. Trzeba było zdobyć zaproszenie, trzeba było zdobyć wizę, trzeba było wziąć jakieś pieniądze. Fałszywe zaproszenie najczęściej, w którym byłoby napisane, że ci dadzą pieniądze, których ci nie dawali. Wszystko było oparte na kłamstwie. Ale jednocześnie było tak, że kiedy szedłeś na studia, Ja nie bronię, bo to teraz tak zabrzmi, jak ja bym bronił komuny. Nie o to chodzi. Ja tylko ci tłumaczę, dlaczego uważam, że teraz jest dobrze. Szedłeś na studia, to miałeś to takie poczucie, że idziesz na studia po to, żeby się uczyć, rozwijać i miałeś te gwarancje, że po tych studiach Przede wszystkim nie miałeś gwarancji, że się dostaniesz na te studia, bo jeżeli pochodziłeś z domu inteligenckiego, jak ja, ale co e, miałem minus parę punktów za pochodzenie, bo miałem złe pochodzenie.
Tego nie wiem. Później, kiedy był lata 90., kiedy ja wchodziłem w dorosłe życie, no to po prostu świat stał autentycznie otworem, wystarczyło chcieć i po prostu się szło i się dostawało pracę, bo praca była wszędzie, czekała na ludzi. Widzisz, to jest różnica pokoleń między nami. Tak, tak. No ale, a dzisiaj z kolei masz tak, że ludzie kończą jedne studia. Sami znamy takich młodych ludzi. Jedne studia, drugie studia, trzecie studia. Te papiery nic nie dają i nie ma pracy dla tych ludzi. A jeżeli jest, to jest to praca, która jest potwornie wyczerpująca, wyniszczająca i nie dająca właściwie satysfakcji. Mówisz o pracy w korporacji. Na przykład.
A za tym wszystkim jednocześnie teraz czai się ten taki cień, jak taka buka z muminków, taka wisząca, że za chwilę AI zastąpi ten zawód, tamten zawód, siam ten zawód. I ja myślę, że z moją skalą talentu dzisiaj, gdybym miał 19-20 lat, To ja nie wiem, ja byłbym w ciężkiej depresji. Ja bym mieszkał z moją mamą pewnie, w ogóle nie wiem, może nie. Ale pisanie dziś to właściwie jest już takie zajęcie, pogrobowiec jakiś taki. Trzeba przede wszystkim pisać i samemu wydawać. Czyli najlepiej jeszcze samemu dystrybuować, czyli dostarczać książki do odbiorców.
Dlatego, że wszyscy ci pośrednicy, którzy są po kolei, czego czytelnicy z reguły nie wiedzą, zabierają ci większą część dochodów. Ja potykam się z młodymi ludźmi na tych, to czasami ich zadaję pytanie, jak myślicie, ile jeżeli książka kosztuje 40 zł w księgarni, to ile z tych 40 zł dostaje autor? No to oni mają takie pomysły typu wszystko na przykład, albo połowę przynajmniej, a jak słyszą, że to są czasami 2 albo 3 zł z jednego egzemplarza, no to po prostu jest śmiech na sali, bo to nawet nie jest ojej, tylko to jest śmiech. Bo po prostu uważają mnie za frajera. Moje zdolności plastyczne, które mi otworzyły drogę do wszystkich właściwie prac w latach 90-tych, dzisiaj przegrywam z każdym darmowym nawet narzędziem AI, które się zajmuje grafiką.
Więc ja byłbym dzisiaj przerażony, ale jak rozmawialiśmy, to nagle obaj doszliśmy do tego samego wniosku, że właściwie ten czas, kiedy AI na przykład zagraża ludziom, którzy mają Potrzeby wyrażania się artystycznego i teoretycznie AI może im zamknąć drogę do ich realizowania w sposób zawodowy. Jednocześnie jeżeli przejdziemy do sfery rzemiosła, to absolutnie im nie zagrozi. I tak naprawdę tą inspiracją do tej rozmowy trochę jest dziewczyna, o której usłyszeliśmy. Juliana, Ukrainka, która przyjechała do Polski z Wołczańska. Wołczańsk dzisiaj to jest pustynia tam właściwie.
Gdzie jest Wołczańsk? To jest w obwodzie charkowskim. Tam są teraz prowadzone bardzo aktywne walki i to miasto jest zrównane z ziemią. Pani Juliana przyjechała do Polski, pracowała jako lakierniczka w Intercity. Ale ma potrzeby artystyczne i zaczęła robić świece. Które wyglądają tak. To są, słuchajcie, świece. One nie tylko wyglądają, ale one pachną jak kwiaty. Z wosku strojowego, czyli absolutnie wegańskie. Oprócz takich bukietów właśnie świecowych. W różnych kolorach one są. Tak, robi też takie świece, które przypominają figurki albo jakieś zabawki. No najróżniejsze kształty. No tak, to jest kostka Rubika. Tak, to jest. My mamy taką w ogóle kostkę z takich kulek właśnie kolorową na dole.
Która jest rodzajem kostki Rubika? To jest świeca też. I pani Juliana to po prostu robi u siebie w domu, dlatego że ma potrzebę, żeby robić coś artystycznego, kreatywnego i szuka cały czas możliwości sprzedawania tych świec i dzielenia się, w związku z czym pomyśleliśmy, że jej w tym pomożemy i zamieścimy linki do jej stron na Instagramie, na TikToku i na Telegramie, które nam przysłała. Ale widzisz teraz co powiedziałeś, to jest to, że marketing masz w ręku. Znaczy jeżeli chcesz i umiesz się tymi narzędziami posługiwać, to masz do nich dostęp. To jest to, co dzisiejszy czas umożliwia. Ja mam w ogóle takie wrażenie, że AI, ale wszystko to, co jest też związane z tą naszą epoką, po prostu umożliwia właściwie nieskończoną ilość kombinacji.
Tylko musisz chcieć je wykonywać. Musisz się zabrać za to. To nie do końca tak jest, bo ty możesz chcieć, ale takich ludzi, którzy chcą, Miliony wręcz myślę już. To są miliony takich ludzi, których chcą. Ale to są najczęściej ci, o których mówisz, to są ci, którzy przychodzą i mówią daj mi manual, daj mi instrukcję, jak to należy robić i ja będę według tego, co inni wymyślili i ułożyli takie instrukcje, robił też tak. No oczywiście, że tak. To co powiedziałeś o pani Julianie, która wymyśliła sobie kwiaty z wosku, bukiety kwietne i robi to przepięknie, to zresztą jest bardzo trudne do wykonania.
Oglądaliśmy jak pani Julia na trawie, bo to na Instagramie widać. Tak i to wymaga bardzo dużej zręczności, delikatności, uważności i tak dalej. Ale jeżeli możesz sobie to wymyślić i stworzyć od samego początku dla siebie jakąś drogę, jakiś pomysł, to jest zupełnie co innego. Natomiast ci wszyscy, którzy potrzebują, żeby ktoś im mówił, co mają robić, rzeczywiście są w czarnej. No, znaczy też jeszcze jest taka ścieżka, że ty możesz być właśnie tym, który mówi, jak należy coś robić. Takich coachów są też zastępy całe. Ja zawsze się dziwię, jak oni funkcjonują i z czego oni żyją, ale jakoś żyją, skoro to wciąż... To jest bardzo potrzebne, bo większość ludzi potrzebuje wskazówek.
Tak, nauczyciela. Tak, i takich, ja mówię manual, to nie dla wszystkich jest oczywiste, co to znaczy manual, to są takie amerykańskie Wiadomo, jak mówię amerykańskie, to znaczy, że to jest wytłumaczone jak dla debila, że wszystko punkt po punkcie bardzo łatwo i prosto, żeby każdy zrozumiał. I to są czasem całe książki, gdzie jest właśnie pokazany krok po kroku, co zrobić, żeby uzyskać... To jest odpowiednik tego co dawniej się na taśmie w fabryce robiło, może i dziś się robi.
To znaczy, że stoisz i masz twoje zadanie jest na przykład ścinać, wiesz, łebki tam jakimś... No to jest tak, ale na przykład są tacy coachy, bo teraz tak, no mamy znajomego, który próbuje rozwinąć swój biznes w oparciu właśnie o narzędzia AI, graficzne i niegraficzne, najróżniejsze. I ja tak obserwuję to trochę z boku, z pewnego rodzaju nawet zazdrością, bo ja nie mam takich Ja nie mam takiego podejścia, że chciałbym jakiś biznes rozwijać. Jedyny biznes jaki w życiu chciałem rozwinąć to wydawnictwo książkowe, ale tylko właśnie po to, żeby móc samemu pisać i wydawać. Ale to się nam udaje. Inni autorzy zazdroszczą ci, że jak to jest możliwe, że ty jesteś zadowolony z bycia pisarzem i możesz się z tego utrzymywać.
Tak, tak, tak. To też za chwilę dygresja, bo też jeszcze mi się przypomniało jak rozmawialiśmy o tych listach i rankingach, ile który pisarz najwięcej zarabia. Ale to za chwilę o tym powiemy. Przypomnijcie, w razie jakbyśmy tam przeskoczyli, to dajcie nam znać, że jest jeszcze kwestia tych zarobków pisarzy. To jest ciekawe. No w każdym razie teraz jest tak, że są coache, którzy, bo już to wiem, którzy uczą tego jak korzystać z określonych narzędzi AI, żeby te narzędzia AI za nas pracowały i za nas wykonywały pracę i żebyśmy my sobie leżeli, a AI będzie dla nas pracowało. To się nazywa jak stworzyć agenta swojego. I ten agent za ciebie ma robić coś. Właśnie ten zakres obowiązków mu dajesz, wymyślasz mu zakres obowiązków i on potem to wykonuje. Na przykład to może być taka sztuczna modelka, która w internecie się pokazuje, mówi różne rzeczy.
To też jest AI i w pewnym momencie już naprawdę nie wierzę. Ja mam gorsze podejrzenie, wiesz, co do coachów. To tak samo jak do tych script doctorów w filmie, którzy, wiesz, sprawdzają i poprawiają. Otóż ja mam przekonanie i przepraszam wszystkich, których teraz obrażę, ale moje przekonanie jest oparte na różnego rodzaju doświadczeniach. Że ci, którzy poprawiają innych, to nie są ci, którym się udało i którzy są bardzo dobrzy, tylko ci, którzy okazali się niewystarczająco zdolni, żeby tworzyć nowe rzeczy, więc się stali poprawiaczami tych, którzy są od nich zdolniejsi. Wobec tego coache często są ludźmi, którym się nie powiodło w życiu. Byli prezesem i przestali być prezesem, zostali coachem.
To ja muszę tu wtrącić, że ty jesteś typem samouka. Tak, ja jestem samoukiem. I absolutnie wszystko, co Marcin robi i umie, to on się sam tego nauczył. Ja się sam uczę, tak. Pytatom prób i błędów dochodzę do tego. Obejmie, czy to jest, nie wiem, zrywanie farby olejnej ze starych drzwi, Czy uszycie garniturą. Uszycie garniturą, tak, uczyłem się tego sam. No niemniej jednak ja wtedy właśnie robiłem te infografiki, przynosiłem je. Natomiast ten chłopak, on wszystko wiedział, o wszystkich programach trójwymiarowych, do pracy takiej grafiki trójwymiarowej, maja, niemaja, najróżniejsze, no w drobnych detalach, a jednocześnie sam nic nie robił. I jakby ja z takim podziwem na niego patrzyłem i się czułem po prostu taki strasznie głupi, że ja tak mało umiem. I któregoś dnia taki inny nasz kolega, jak tego drugiego właśnie nie było, to mówi tak, no widzicie, no on wszystko wie, on wie jaki program jest i gdzie należy co kliknąć, ale jakby nic z tego nie wynika, a Marcin nic niby nie wie, a jednocześnie siedzi i robi, nie?
No więc to jest chyba coś takiego, co się ma gdzieś w genach, no ja mam taką naturę takiego, Chłopka roztropka. Masz to po dziadku, bo twój dziadek też miał złote ręce i wszystko potrafił. Dziadek był majstrem w fabryce tworzyw sztucznych w Żydowcach w Szczecinie. I on naprawdę to był dosyć prosty człowiek, zresztą on nie miał jakichś takich, wydaje mi się, wielkich ambicji. On uważał, że trzeba pracować. Ale na przykład zrobił mojej mamie suszarkę do włosów w latach 50., kiedy w ogóle to było niemożliwe, żeby kupić coś takiego. On po prostu zrobił w warsztacie w pracy mamie suszarkę do włosów i zrobił
Nie, bo ciepło z żarówki szło do góry, obracało łopatki i się obracało rzeczywiście światło latarni. Migało światło, obracało się. Do złudzenia przypominało taką latarnię morską prawdziwą. No bo kłopot z moim dziadkiem polegał na tym, że on tych swoich umiejętności wynalazczych nie potrafił przełożyć jakby na pieniądze. Oni bardzo, bardzo mało zarabiali, z tym, że byli szczęśliwi, bo mieli ogród, uprawiali tam mnóstwo warzyw i owoców. I właściwie te pieniądze chyba nigdy nie były problemem dla nich. Wiesz co, bo oni byli skromni. Byli skromnymi ludźmi chyba. Tak, tak, tak. No moja mama jak śpiewała, to babcia była bardzo z tego dumna, a dziadek zawsze mówił, no weźcie się do normalnej pracy, bo to nie jest poważna rzecz, że ty wychodzisz i fikasz nogami na scenie. Filipinki tak nie fikały znowu nogami.
Takie były grzeczne panienki. Do pewnego momentu tak, potem to już nie do końca. Mniejsza z tym. W każdym razie, wracając do pani Juliany, to mnie uświadomiło, że pojawiają się dzisiaj inne możliwości realizacji swoich potrzeb artystycznych w wymiarze rzemiosła i zarabiania na tym, bo myślę, że na tym naprawdę można zarobić. Ja poznałem też taką dziewczynę z Ukrainy w Szczecinie w centrum handlowym. Był taki dzień, że było otwarte centrum handlowe dla sprzedających z zewnątrz. Czasami centra handlowe robią takie bazary. Tak, tak, tak. Na tych przestrzeniach, na tych korytarzach. I nawet czasami to się dzieje w niedzielę, centrum handlowe jest zamknięte, a te korytarze są otwarte i tam jest właśnie sprzedaż. Bardzo lubię takie okazje. I byłem właśnie w Galaxii w Szczecinie i zobaczyłem dziewczynę, która miała, też dziewczynę z Ukrainy, która miała stoisko, gdzie sprzedawała maskotki, które robiła na szydełku.
Słuchajcie, no to po prostu, to była już absolutnie artystyczna wyższa szkoła jazdy. Ja oglądałem te maskotki, one były perfekcyjne, doskonałe, każda była inna. Kupiłem trzy, one są w Szczecinie Mazurskiej, bo nie mogłem się powstrzymać, to są zabawki, ale ja nie mogłem się powstrzymać i je kupiłem. I okazało się, że to właśnie jest dziewczyna, która przyjechała do Polski z Ukrainy, musiała się stamtąd ewakuować. Nauczyła się tego szydełkowania, wychodziły jej to świetnie, już nie tylko produkowała te maskotki, które sprzedawała i one się naprawdę sprzedawały, bo widziałem, z tego stoiska po prostu znikały te rzeczy, a ona oprócz tego prowadziła warsztaty i prowadzi warsztaty, nie mam do niej niestety namiaru, warsztaty w Szczecinie, gdzie uczyła takiego szydełkowania Czyli stała się coachem. Stała się coachem, nauczycielką, stworzyła całe takie imperium szudełkowe maleńkie swoje, gdzie sprzedawała, tworzyła i uczyła innych.
I gdzieś znalazła w internetach widocznie moje... Tak, no bo on ten engine się po prostu... Tomek na tyle dużo o sobie powiedział, że engine sprawdził sieci, znalazł informacje na jego temat. Tak, i rzeczywiście zaczął pisać w moim stylu. Ja się najpierw ucieszyłem, że o jakie to jest ułatwienie, że rzeczywiście używam moich słów, moich takich charakterystycznych konstrukcji językowych. Ale potem się wystraszyłem, bo pomyślałem sobie, no to w zasadzie powiększa się ta przestrzeń, gdzie AI może to wykonywać oczywiście mnóstwo rzeczy i w sekundę. Ale potem sobie odpowiedziałem, że Wydaje mi się, że będzie robić AI wszystko to, czego ja nienawidziłem robić.
Mamy nawet chyba w rozmowach kontrolowanych takiego pana, co pisze listy po angielsku, tłumaczy niby, a przy okazji sam też tam dodaje od siebie różne rzeczy. Tak. No więc nic nowego pod słońcem. Innymi słowy, niech ilnowi subsole. Ja mam wrażenie, że Nic Nowego Pod Słońcem to jest trochę taki w pewnym wymiarze świat, w którym my żyjemy, bo my cały czas jakby utknęliśmy w latach 80., Czekaj, co było w latach osiemdziesiątych? Słuchaj, no więc właśnie jak się nad tym zastanowisz, to jeżeli chodzi o taką kulturę masową, w latach osiemdziesiątych było wszystko. Znaczy połowa, pierwsza połowa to był stan wojenny. Nie, nie mówię o polskich latach osiemdziesiątych, mówię w ogóle.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Marcel i Tomasz przedstawiają się i rozmawiają o planach na kolejne nagranie.
Marcel i Tomasz poruszają temat zmian w okresach życiowych i zawodowych.
Tomasz opisuje swoje doświadczenia z wyjazdem na zachód w latach 70-tych.
Marcel i Tomasz porównują okresy studiów i możliwości wyjazdów w latach 50-tych i 70-tych.
Marcel i Tomasz rozmawiają o wpływie AI na kreatywność i potencjalne zagrożenia dla artystów.
Marcel i Tomasz podają przykłady kreatywności i rozmawiają o coachach, którzy pomagają wykorzystywać AI.
Marcel i Tomasz rozmawiają o coachach i ich roli w wykorzystywaniu narzędzi AI.
Marcel i Tomasz opisują praktyczne zastosowania AI w swoim życiu i pracy.
Rozmówcy omawiają filmy i kulturowe zjawiska z lat 80-tych, wskazując na ich wpływ na generację i porównując je do obecnych trendów.
Rozmówcy omawiają trendy retro i ich wpływ na kulturę, podkreślając różnice między retro a reanimacją starych zjawisk.
Rozmówcy debatują nad wpływem AI na przyszłość kin, podkreślając brak autentycznych propozycji i obawę o utratę kreatywności.
Rozmówcy porównują obecne trendy w muzyce do poprzednich, podkreślając brak nowych przebojów i autentycznej kreatywności.
Rozmówcy debatują nad brakiem nowości w kulturze, podkreślając obawy o utratę kreatywności i autentyczności.
Rozmówcy omawiają sytuację migracyjną, opisując sytuację młodych mężczyzn przemytników ludzi i opisywane kanały ucieczki z Polski.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski rozmawiają o tym, dlaczego dzisiejsi młodzi ludzie mają gorzej niż mieli oni.