Dziś o serialu. O serialu AN!ELA, który został wyprodukowany dla Netflixa i tu na tej platformie jest do oglądania. W roli tytułowej Małgorzata Kożuchowska. Osiem odcinków, 45 minutowych, czyli taki Solidny serial, chyba miniserial, o ile komuś nie wpadnie do głowy, żeby robić drugi sezon. A czytałem już takie pełne entuzjazmu doniesienia z Netflixa, że podoba się w Polsce, że może się uda sprzedać ten serial, bądź prawa do tego scenariusza do innych krajów i może będzie jeszcze powszechniej oglądany.
Czyli widzą Państwo, to są zawodnicy wagi ciężkiej. Oni wszyscy biorą się za takie poważne sprawy. Tutaj mamy opowieść o dziewczynie granej przez Małgorzatę Koszuchowską, a właściwie o młodej kobiecie. Która zostaje porzucona w pierwszych obrazach tego serialu. Porzucona przez męża, dzięki któremu należała do takiej elity warszawskiej. No i pozbawiona jest jego konta i jego pieniędzy. Przyzwyczajona jest do życia na wysokim poziomie. Ma jakieś takie poszczepione futerko.
Prawie źle to nazywam. Jakoś inaczej trzeba by nazwać. Taki trochę Kożuch na Kożuchowskiej jest jakby futerko. Właść w stylu Kożucha. Może to nawet taka ma być zabawa nazwiskiem. W każdym razie takie ma coś dziwnego. Ma dziwną też fryzurę. Może nie dziwną jako taką, chociaż dziwną dla takiej osoby jak ona, bo mnie się ta fryzura kojarzy z Marią Szabłowską, czyli z polską dziennikarką muzyczną, radiową głównie, no ale znaną świetnie też z telewizji, zresztą moją koleżanką. No i zdecydowanie Małgorzata Kożuchowska chodzi w fryzurze Marysi Szabłowskiej, co jest bardzo w porządku. Tylko w ogóle nie wydaje mi się niczym nowatorskim, ani ekscentrycznym, ani godnym jakiegoś określenia, że to jest nowa twarz Kożuchowskiej.
O Kożuchowskiej będziemy mówili jeszcze za chwilę, ale skoro już wspomniałem, że to jest główna rola, No i że ona w tej sytuacji takiej nie do pozazdroszczenia znajduje się na początku serialu, musi się jakoś odnaleźć w życiu, ma przebojową naturę, nie ma pieniędzy, ale niezwykła się poddawać i rusza w takie działanie trochę na oś lep i trochę chaotyczne, żeby z jednej strony się na mężu trochę zemścić, Kolejny odcinek.
Projekt w szkole, w której pracowała i w której są dwie dziwne bliźniaczki, grane przez Gabrielę Muskałę podwójnie. Muskała gra jedną i drugą bliźniaczkę. One są oczywiście lekko różniące się, ale mają być bliźniaczkami. Dlaczego są bliźniaczkami? I po co są bliźniaczkami? I co ma wyniknąć z tego, że są bliźniaczkami? To jest tak trochę słabo uzasadnione. Ale tutaj dochodzimy już do tego, chociaż opisując rolę Kożuchowskiej, ja myślę, że już tego dotknąłem. Mianowicie, to jest taki Eintopfspeise, jak mówią Niemcy, czyli taka potrawa jednogarnkowa.
Jeśli to się kiedyś sprawdziło, to i teraz się sprawdzi. Jeśli to połączymy, to uzyskamy nowy wizerunek dla Kożuchowskiej, która ciągle cierpi z powodu tej gwałtownej śmierci w kartonach w serialu M jak Miłość, a przecież jest dużo lepszą aktorką. Co do aktorstwa Małgorzaty Kożuchowskiej, To ja się nie bardzo zgadzam z tym, bo już czytałem takie zachwyty, że to jest w ogóle rola przełomowa w jej karierze, że to jest w ogóle fenomenalne i ona pokazuje jaką aktorzycą jest. To jest tak. Małgorzata Kożuchowska jest dobrą, sprawną, warsztatową aktorką, ale jest aktorką poślizgową.
Aktorka poślizgowa to znaczy, że jedzie takim ślizgiem i że generalnie buduje to, co buduje z poślizgu i ze ślizgu. Z poślizgu, ze ślizgu i ze ślizgu. I to cały czas się ślizga. Leci szybko, jest wypolerowany, jest gładki, jest efektowny. Jest efektowny. Tak, to prawda. Jest efektowny. Ale jest... Bardzo zewnętrzne, jest bardzo retoryczne, jest bardzo pewną założoną maseczką, formułą, o której wiemy, że będzie działać, bo Kożuchowska po prostu potrafi zagrać różne stany emocjonalne, na przykład potrafi być zabawna.
Jest warsztatową, taką rzemieślniczą aktorką. Natomiast ona zupełnie nie posiada zdolności wcieleniowej. To znaczy, no nie ma czegoś takiego, żeby weszła w postać i wypełniła sobą tę postać, stwarzając postać, która nas fascynuje, która będzie żyła od początku do końca i która nie będzie Kożuchowską. Tylko tą postacią, którą Kożuchowska gra. No ona nie ma tej umiejętności, nie ma tej zdolności w teatrze, bo mówi się, bo ona w teatrze świetnie gra. Tak, ja widziałem, w teatrze gra również dobrze, to jest fachowa aktorka, fachowa aktorka, ale cały czas nie ma w niej tego kliknięcia, tego, żeby rola z nią tak się złożyła i żeby tak klik.
Kliknęło i żebyśmy to połknęli w całości. Tylko cały czas nam się taki długi cukierek do ciamkania przełyka i przełyka przełknąć nie możemy, bo on się ciągnie, ciągnie, ciągnie, nigdzie nie kończy. Taki karmel w takim, takim glucie. I coś w tym jest, w tym aktorstwie jest coś takiego, że ono jest nieforemne. Właśnie jest takim ciągnącym się karmelem. I panowie nic nie wymyślili na Koszuchowską. Ani pan Piątek, ani pan Czekaj nie potrafią z takiej aktorki jak Koszuchowska, a ja cały czas wierzę w to, że w niej jest jakiś potencjał, z którym sobie ciągle nie radzą reżyserzy, ale który może ją pociągnąć wyżej.
To nie jest zła aktorka, to nie jest ktoś, kogo można lekceważyć. Never underestimate Małgorzata Kożuchowska. Ale ona potrzebuje dzikiego partnera. Tak naprawdę Kożuchowska potrzebuje Adama Hanuszkiewicza, Którego już nie ma. Może by z niej wycisnął siódme poty Kazimierz Dejmek, którego już nie ma w teatrze. A w kinie, ja wiem, może gdyby Andrzej Wajda zaprosił ją jeszcze kiedy robił filmy do wspólnego działania, to by odkrył w niej, bo on miał taki dar, że patrzył na aktora, aktorkę i widział coś nowego i wyciągał. To pozwalał temu wyjść na wierzch. No może ktoś taki.
Ale panowie nie mają tego daru otwierania aktora. W związku z tym mamy tutaj taki beneficowy występ Małgorzaty Kożuchowskiej. Beneficowy, to znaczy jest ewidentnie wszystko na nią ustawione. Łącznie z plakatem i łącznie z tytułem i z postacią i tak dalej. A jednak ona pozostaje cały czas w tym swoim ślizgu powierzchownie mieniącego się i błyszczącego, ale trochę bezkształtnego aktorstwa. No więc tak. Z Kożuchowską już Państwo wiedzą jaka jest moja ocena. Jeśli idzie o scenariusz Pawła Demirskiego, to uważam, że jest on właśnie taki ugotowany z różnych kawałków, powrzucanych, które spróbował skleić takim starym superglue lewicowym, używanym już przez tyle lat z Moniką Strzępką.
Ani mądrego, ani śmiesznego, ani lekkiego, ani zabawnego. Wszystko... W wszystkich tych kierunkach ruszyła wyprawa i w połowie drogi i do Zabawnego, i do Lekkiego, i do Ważnego gdzieś wpadli w jakąś kolejnę i się wyhamowali i zostali tam. Więc w każdej dziedzinie, w każdą stronę, gdzie tylko próbowali pójść, to stanęli w pół drogi, nie doszli nigdzie do końca. I dlatego, no co z tego, że tam jest Jacek Poniedziałek w roli tego męża, co porzuca Kożuchowską na początku i rezygnuje z niej na rzecz Renaty Dancewicz. No i co z tego, że oni są, jak mi, no naprawdę, Jacek Poniedziałek, taki aktor, no tam on nic nie ma do zagrania.
To wszystko jest tak retoryczne, to wszystko jest takie Takie namalowane na papierze, naprawdę, narysowane na papierze, to w ogóle nikogo to nie obchodzi, co się z nim dzieje. Nic, nic. No już bardziej pazura. Pazura to pazura. Wchodzi pazura, jest pazura, on jest zawsze zabawny, on zawsze ma w sobie jakąś taką wewnętrzną energię. Gra tutaj... Gra przyjaciela Poniedziałka, który jest adwokatem i staje się teraz głównym przeciwnikiem Kożuchowskiej, próbującej się zemścić na mężu za to, że ją porzucił, więc tam jest mocna walka, ale jednocześnie ten adwokat ma syna, który jest raperem.
No ale co kto lubi. Jak najbardziej. Matę, czyli... Przepraszam, to nie jest mata. Nigdzie nie jest powiedziane, że to jest mata. On jest banan. Tego rapera z lepszych kulturalnych sfer gra Antoni Sztaba. I w zasadzie to na tym polega główna atrakcja tego serialu, że tak sobie kombinujemy, o kogo tu może chodzić, a z kim to jest skojarzone. Dużo rapu, ale nie ma duszy rapu, moim zdaniem. Dużo Małgorzaty Koszuchowskiej, ale w wydaniu aktorstwa poślizgowego. Scenariusz nielewicowy i nieskonstruowany po hollywoodzku. Nie mówię, że napisany koślawo, ale napisany chyba mogę powiedzieć bez serca.
Myślę, że już czas na ocenę. Najpierw oczywiście misa tybetańska. Uwaga. 4. 4 na 10. Bardzo słabo, bo nic się z niczym nie klei. Tubka się zaczopowała. Nic ciekawego, nowego, inspirującego nie wylazło z tej tubki. A te wszystkie talenty, które brały udział w AN!ELI, jak się okazało, nie pokazały się ze swojej najmocniejszej strony. Jeśli idzie o Małgorzatę Koszuchowską, to cały czas szukamy dla niej reżysera i szukamy scenariusza, żeby mogła wreszcie pokazać swoją klasę, bo ta próba to jeszcze nie jest to, o co chodzi.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Moja ocena: 4/10