Mentionsy Mentionsy
Tłoczone z danych
Tłoczone z danych

Pieniądz. Cena zaufania

06.05.2026 ·29 min 58 s

Skoro pieniądz nie opiera się już na złocie ani srebrze, to co właściwie sprawia, że nadal mu ufamy? Odpowiedzi na to pytanie szukamy pośród współczesnych instytucji, które stoją na straży jego stabilności: banku centralnego, Rady Polityki Pieniężnej i narzędzi polityki pieniężnej. To odcinek, w którym jasno wskazujemy, że decyzje o stopach procentowych, celu inflacyjnym czy płynności systemu finansowego nie są aderwane od naszej codzienności. Wręcz przeciwnie. To decyzje, które wpływają na raty kredytów, ceny mieszkań, wartość oszczędności, inwestycje firm i nasze bieżące zakupy. Poznajemy nowe pojęcia, które pozwalają nam lepiej zrozumieć dyskurs publiczny: inflacja, deflacja i stagflacja. Wyjaśniamy, czym jest koszyk inflacyjny, dlaczego „moja inflacja” może różnić się od oficjalnej i dlaczego polityka monetarna oraz fiskalna powinny iść w tym samym kierunku. Jeśli zgadzamy się, że pieniądz to zaufanie, to musimy zaakceptować, że to zaufanie ma swoją cenę. CeterisParibus x Tłoczone z danychTo podcast dla tych, którzy chcą rozumieć świat gospodarki głębiej. Jak działa rynek? Państwo? Jakie jest miejsce człowieka w systemie gospodarczym?Zaprasza Maciej Krzysztoszek.

Podcast Grey. Płoczone z danych. Muzyka Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu Ceteris Paribus. Prosto o ekonomii. Niezmiennie do słuchania na wiodących platformach streamingowych oraz na kanale Grape w audycji Tłoczone z Danych. W poprzedniej części naszej opowieści o pieniądzu cofnęliśmy się daleko w czasie. Opowiadałem Wam o pierwszych wymianach i monetach, co wymagało przeniesienia się do czasów starożytnej Lidii, Grecji czy Rzymu. Spotykaliśmy kupców, bankierów i znane rody, na przykład medyceuszy czy futgerów.

I niech to będzie dobra zapowiedź następnego odcinka, który od tej opowieści właśnie zaczniemy, bo ona zaprowadzi nas do strefy euro. Tymczasem, żeby system monetarny działał sprawnie, ktoś musi stać na jego straży, bo wartość pieniądza w czasie się zmienia. Ktoś decyduje o jego sile nabywczej, o której zresztą dziś też sobie powiemy. Ktoś decyduje, czy w danym czasie kredyt jest tani czy drogi. Za tymi decyzjami stoją instytucje i ludzie. Na tapet weźmiemy bank centralny, radę polityki pieniężnej, koszyk inflacyjny i narzędzia, którymi można całkiem skutecznie wpłynąć na gospodarkę, czyli politykę monetarną i fiskalną. I przekonacie się, że wbrew pozorom nie rozmawiamy o abstrakcyjnych pojęciach, ale o codzienności nas wszystkich, o cenach na sklepowych półkach, wartości naszych wynagrodzeń, wysokości rat kredytów czy inwestycjach.

Ceteris Paribus. Prosto o ekonomii. Zaprasza Maciej Krzystoszek. Zacznijmy od serca systemu monetarnego, czyli banku centralnego. Bank centralny to jedna z najważniejszych instytucji nowoczesnej gospodarki. Dlaczego? Bo stoi na straży wiarygodności pieniądza i zasadniczo dba o stabilność całego systemu. Pamiętacie, gdy w poprzednim odcinku wymieniałem trzy podstawowe funkcje pieniądza? Powinien być środkiem wymiany, miernikiem wartości i powinien umożliwiać przechowywanie wartości w czasie. bo jeśli pieniądz zaczyna zbyt szybko tracić wartość, przestaje być fundamentem codziennych transakcji, a staje się nie lada problemem.

I właśnie na straży tych funkcji stoi bank centralny, a przynajmniej powinien z definicji. Czyli nie chodzi tylko o to, żeby banknoty były dobrze wydrukowane i trudne do podrobienia, choć to oczywiście ważne, ale żeby pieniądz zachowywał swoje funkcje w gospodarce. Jak doskonale wiecie, w Polsce bankiem centralnym jest Narodowy Bank Polski. Konstytucja mówi wprost, że NBP ma wyłączne prawo do emisji pieniądza, ustalania i realizowania polityki pieniężnej oraz odpowiada za wartość polskiego złotego. Organami NBP są prezes tegoż banku, Rada Polityki Pieniężnej oraz Zarząd NBP. W tym i w każdym innym sensie Bank Centralny nie jest zwykłym bankiem.

To taki bank banków. Jest instytucją, która współtworzy warunki działania całego systemu finansowego. I w związku z tym ma kilka podstawowych ról. Po pierwsze emituje pieniądz gotówkowy, banknoty i monety. Po drugie prowadzi politykę pieniężną, czyli wpływa na koszt pieniądza i kredytu w gospodarce. Niedługo to wyjaśnię bardziej szczegółowo. Po trzecie dba o stabilność systemu finansowego. I po czwarte w sytuacjach kryzysowych może pełnić funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji. Co to znaczy? Kiedy system bankowy wpada w panikę i bankom komercyjnym brakuje płynności, bank centralny może dostarczyć im pieniądz, żeby kryzys zaufania nie zamienił się w kryzys gospodarczy.

To nie znaczy, że bank centralny powinien ratować każdego i zawsze, ale w skrajnych sytuacjach może być ostatnią instytucją, która jest w stanie zatrzymać panikę, zanim ta rozleje się na całą gospodarkę. Jak to robi? Przez dostarczanie płynności. A tylko przypomnę, że płynność oznacza zdolność do regulowania bieżących zobowiązań. Czyli bank komercyjny może mieć wartościowe aktywa, ale okresowo nie posiadać wystarczająco dużo środków rozliczeniowych, żeby obsłużyć wypłaty i płatności swoich klientów. Wtedy bank centralny może udzielić mu finansowania zwykle pod jakieś zabezpieczenie. To awaryjne wsparcie płynnościowe jest udzielane bankom pod warunkiem ustanowienia adekwatnego zabezpieczenia kredytu refinansowego.

Tak to się fachowo nazywa. A innymi słowy banki centralne pełnią funkcję stabilizującą, żeby chronić ludzi i firmy przed skutkami problemów sektora bankowego oraz dbać o sprawne funkcjonowanie rynków finansowych. Oczywiście czym innym jest ratowanie banku, który ma chwilowy problem z płynnością, a czym innym utrzymywanie przy życiu instytucji trwale niewypłacalnej. Bank centralny powinien angażować się wówczas, gdy problemem jest panika i brak płynności, a nie gdy ktoś po prostu źle zarządzał i nie ma realnych aktywów na pokrycie zobowiązań. Inaczej pojawia się pokusa nadużycia. Skoro rynek wie, że bank centralny i tak wszystkich uratuje, uczestnicy systemu mogą podejmować coraz większe ryzyko.

Zresztą tu należy wspomnieć jeszcze jedną instytucję rynku finansowego – czyli Komisję Nadzoru Finansowego, która dba o bezpieczeństwo depozytów klientów w nadzorowanych podmiotach, czyli między innymi w bankach. A jest jeszcze jeden wątek, o którym mówi się rzadziej, chociaż w Polsce bywa co jakiś czas politycznie gorący, czyli zysk banku centralnego. Bank centralny może generować zysk, ale nie działa po to, żeby go maksymalizować tak jak prywatne przedsiębiorstwo. Dlaczego? Bo nadrzędnym celem NBP jest stabilność pieniądza i systemu finansowego, a nie zarabianie. Jego zysk albo strata mogą wynikać np. z różnic kursowych, zmian wartości rezerw walutowych, kosztów prowadzenia polityki pieniężnej czy oprocentowania aktywów i zobowiązań.

W Polsce zasady podziału zysku NBP są określone ustawowo. 5% zysku trafia na fundusz rezerwowy NBP, z którego środki mogą być przeznaczone wyłącznie na pokrycie strat bilansowych banku. Pozostała część, czyli zwykle 95% zysku jest przekazywana do budżetu państwa. I tu pojawia się pewna kontrowersja. Z punktu widzenia budżetu państwa taki zysk jest atrakcyjny, może znacząco zasilić dochody państwa. Ale z punktu widzenia niezależności banku centralnego trzeba uważać, żeby nie traktować banku jak dodatkowego źródła finansowania wydatków publicznych. Bank centralny nie powinien prowadzić polityki po to, by zarabiać dla budżetu. Ma prowadzić politykę tak, by chronić wartość pieniądza.

Jeśli przy okazji pojawia się zysk, ustawa określa, co z nim zrobić. Wspomniałem wcześniej o organie NBP jakim jest Rada Polityki Pieniężnej. To instytucja pełniąca szczególną rolę na rynku finansowym, a jej decyzje często wpływają na naszą codzienność. Gdy słyszymy w mediach, że NBP podniósł albo obniżył stopy procentowe, to w praktyce za tą decyzją stoi właśnie Rada Polityki Pieniężnej. to ona jest kluczowym organem decyzyjnym w sprawach polityki pieniężnej, a jej zadania reguluje artykuł 12 ustawy o Narodowym Banku Polskim. Co do nich należy? Rada każdego roku ustala założenia polityki pieniężnej i przedstawia ją Sejmowi, a potem składa sprawozdanie z ich wykonania.

Ustala także wysokość stóp procentowych NBP, zasady operacji otwartego rynku czy stopę rezerwy obowiązkowej. Brzmi bardzo skomplikowanie, bo w istocie to nie są proste rzeczy, ale zasadniczo chodzi o to, że RPP ustawia główne parametry przez które bank centralny wpływa na cenę pieniądza, kredyt, inflację i oczekiwania uczestników gospodarki. RPP ma też określoną konstrukcję instytucjonalną. Zasiada w niej przewodniczący, którym jest prezes NBP oraz 9 członków. Tych dziewięciu członków powołują po trzech prezydent, sejm i senat. Kadencja członków rady trwa 6 lat. Taka konstrukcja ma służyć temu, by decyzje rady nie były prostym przedłużeniem bieżącej polityki rządu.

Wartość pieniądza wymaga dłuższego horyzontu niż kalendarz wyborczy, a rządy, co jest zresztą zrozumiałe, oczekują wzrostu, inwestycji, transferów, no i społecznego zadowolenia. Tymczasem bank centralny ma bardziej prozaiczne zadanie – pilnować stabilności pieniądza. W Polsce Rada Polityki Pieniężnej działa w ramach strategii celu inflacyjnego, a zgodnie z założeniami polityki pieniężnej celem jest utrzymanie inflacji na poziomie 2,5% z odchyleniami ±1% w średnim okresie. Uwaga! To znaczy, że bank centralny nie celuje w zerową inflację. Chce, żeby ceny rosły umiarkowanie i przewidywalnie. Cel inflacyjny nie oznacza też, że inflacja w każdym miesiącu ma wynosić dokładnie 2,5%.

Słowo średniookresowy ma swoją rolę, bo bank centralny nie steruje cenami jak pokrętłem od kaloryfera. Decyzje o wysokości stóp procentowych działają z opóźnieniem, a na ceny wpływa wiele rzeczy, których bank centralny nie kontroluje bezpośrednio. Wyjaśnię to szerzej za chwilę, gdy opowiem Wam o inflacji. Tymczasem kończąc temat rady, nie mogę nie wspomnieć o jastrzębiach i gołębiach. Zapewne często słyszycie w komentarzach ekonomicznych te pojęcia. To nie są oficjalne frakcje, tylko publicystyczne określenia postaw wobec inflacji i stóp procentowych. Jastrzębie mocniej akcentują ryzyko inflacji. Uważają, że jeśli ceny rosną zbyt szybko, bank centralny powinien reagować zdecydowanie, nawet jeśli oznacza to wyższe stopy procentowe, droższy kredyt i wolniejszy wzrost gospodarczy.

I co ważne, decyzja o wysokości stóp nie zmienia gospodarki następnego dnia. Jej skutki pojawiają się po miesiącach albo nawet w następnych kwartałach. Bank centralny musi więc działać z pewnym przewidywaniem i odpowiedzialnością. Oceniać zarówno to, co dzieje się dziś, ale przede wszystkim, co może wydarzyć się za jakiś czas. I tylko dyskretnie zwrócę uwagę na coś, co akcentowałem w odcinku o kryzysach. Stabilność bywa zwodnicza, bo ryzyka często akumulują się nie w czasie chaosu, lecz w czasie dobrobytu. Dlatego nie powinno nas dziwić, gdy przy rozpędzonym wzroście i dobrych odczytach z gospodarki Rada może sygnalizować np. podniesienie stóp procentowych. To jest dostrzeganie na bliższym lub dalszym horyzoncie ryzyk, których my jeszcze nie widzimy.

To były poziomy, których wiele osób w dorosłym życiu wcześniej po prostu nie doświadczyło. Oczywiście źródeł takiej inflacji było kilka. Najpierw mieliśmy pandemię COVID. Gospodarki były zamykane i otwierane, łańcuchy dostaw zostały zaburzone, transport międzynarodowy był drogi, a na rynku brakowało części komponentów. Potem popyt zaczął wracać szybciej niż podaż, ludzie znów zaczęli chętnie kupować, przedsiębiorstwa chciały produkować, ale globalny system dostaw nie wrócił od razu do stanu sprzed pandemii. Do tego doszły ceny energii i surowców, później jeszcze rosyjska agresja na Ukrainę, która dodatkowo wzmocniła szok energetyczny i żywnościowy. To kumulacja czynników zewnętrznych, do których należy dodać wpływ krajowej polityki gospodarczej i decyzje podejmowane przez Bank Centralny i Radę Polityki Pieniężnej.

I tu wracamy do wcześniejszej części naszego odcinka, gdy opowiadałem Wam o stopach procentowych. Decyzje o ich wysokości działają z opóźnieniem, a na ceny wpływa wiele czynników, których Bank Centralny nie kontroluje bezpośrednio. To nie znaczy, że bank jest bezradny, ale z pewnością jego narzędzia mają określony zakres. A co, gdy ceny spadają? Powiedzieliśmy sobie wcześniej, że bank centralny nie celuje w zerową inflację, a już na pewno nie w ich spadek. A tym jest właśnie deflacja, czyli trwałym spadkiem ogólnego poziomu cen. I to może być bardzo groźne dla gospodarki. Dlaczego? Bo uruchamia niebezpieczną spiralę. Zobaczcie, jeśli ludzie spodziewają się, że ceny będą spadać, mogą odkładać zakupy na później.

Dlatego właśnie banki centralne zwykle nie celują w zerową inflację. Niewielka, stabilna inflacja daje gospodarce pewien margines bezpieczeństwa, pozwala łatwiej dostosowywać ceny i płace, zmniejsza ryzyko wpadnięcia w deflacyjną spiralę i pomaga utrzymać płynność gospodarki. Oczywiście nie każdy spadek cen jest zły. Jeśli ceny spadają dlatego, że rośnie produktywność, tanieje technologia, a produkcja staje się bardziej efektywna, to może być pozytywne. Problemem jest deflacja wynikająca ze słabego popytu, recesji i utraty wiary w przyszłość. No i istnieje jeszcze jedno pojęcie, które jest w świadomości społecznej, można by rzec ubogim krewnym inflacji i deflacji, czyli stagflacja.

Ubogim, bo mało popularnym. I dobrze, bo stagflacja to połączenie stagnacji gospodarczej i wysokiej inflacji. Czyli taka sytuacja, w której gospodarka słabo rośnie albo stoi w miejscu, a dodatkowo może jej towarzyszyć rosnące bezrobocie. A ceny? Ceny nadal idą w górę. To stan rzadki, ale wyjątkowo trudny do zwalczenia. Bo jeśli mamy wysoką inflację, bank centralny może schładzać gospodarkę poprzez podnoszenie stóp procentowych i w konsekwencji ograniczanie popytu. Ale jeśli jednocześnie gospodarka stoi w miejscu i rośnie bezrobocie, takie schładzanie może pogłębić problemy społeczne i ekonomiczne. Z kolei jeśli rząd i bank centralny chcieliby pobudzać gospodarkę, żeby walczyć ze stagnacją, ryzykują, że inflacja jeszcze bardziej się utrwali.

Klasyczny przykład to lata 70. i kryzysy naftowe. Gwałtowny wzrost cen ropy podbił koszty energii, transportu i produkcji, a jednocześnie uderzył we wzrost gospodarczy. Wtedy świat zobaczył, że gospodarka może jednocześnie drożeć i słabnąć. Stagflacja jest więc jednym z najtrudniejszych stanów w ekonomii, bo zmusza decydentów do wyboru między bardzo trudnymi opcjami. To, o czym dotychczas mówiliśmy, to głównie polityka monetarna, która koncentruje się na działaniach banku centralnego i rady polityki pieniężnej, czyli na cenie pieniądza i kredytu. Ale na gospodarkę działa jeszcze drugi wielki zestaw narzędzi, czyli polityka fiskalna.

Kredyt staje się droższy, a gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa ostrożniej wydają pieniądze. Ale w tym samym czasie rząd zwiększa wydatki, zwiększa inwestycje i tym samym generuje w gospodarce dodatkowy popyt. To tak jakby bank centralny naciskał hamulec, a rząd dodawał gazu. I to jest jedno z ważnych napięć współczesnej gospodarki. W tym miejscu możecie zapytać, czy w takim razie dodruk pieniądza nie rozwiązałby wszystkich problemów świata. Skoro pieniądz nie jest już związany ze złotem i można go tworzyć w systemie bankowym, to dlaczego po prostu nie stworzyć go więcej? To bardzo kuszące. Starczyłoby na większe wydatki w budżecie, wyższe dochody i pokrycie długu. Ale, ale. To tak nie działa.

Jeśli zwiększamy ilość pieniądza w gospodarce szybciej niż rośnie ilość realnych dóbr i usług... Bardzo łatwo kończy się to wzrostem cen. Z drugiej strony, gdy pieniędzy jest więcej, ale rzeczy do kupienia nie przybywa w podobnym tempie, wartość jednostki pieniądza może spaść. Przy czym warto pamiętać, że tworzenie pieniądza nie zawsze prowadzi do katastrofy. W określonych warunkach zwiększenie płynności może być potrzebne np. kiedy gospodarka jest pogrążona w kryzysie i grozi jej deflacyjna spirala, albo kiedy bank centralny musi ustabilizować system finansowy. To są jednak wyjątkowe, a właściwie skrajne sytuacje. Skomplikowane to wszystko, prawda? Pewnie w jakimś stopniu tak, ale warto rozumieć, jak ten mechanizm działa, bo daje nam odpowiedzi na wiele populistycznych haseł, które pojawiają się w dyskursie publicznym.

I dlatego tak ważna jest wiarygodność instytucji, którym powinniśmy ufać. Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzje, które mogą brzmieć technicznie, ale dotykają naszych codziennych spraw. Rad kredytów, oszczędności, kosztów inwestycji, wartości złotego czy tempa wzrostu cen. I tu dochodzimy do pytania, które otworzy trzecią część naszej opowieści. Skoro pieniądz jest tak silnie związany z państwem, bankiem centralnym, polityką gospodarczą i zaufaniem, to co się dzieje, kiedy wiele różnych państw postanawia używać jednej wspólnej waluty? I czy jeden pieniądz może pasować do wielu różnych gospodarek? Zostawiam Was z tymi pytaniami i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka, który już za tydzień.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.