Mentionsy Mentionsy
TW: Lisowska
TW: Lisowska

TW: Lisowska Maciek Białobrzeski

06.10.2024 ·1 godz 36 min · 10 rozdziałów

W finałowym odcinku III sezonu podcastu TW: LISOWSKA lądujemy w Warszawie i podejmujemy tematy, które najbardziej rozpalają opinię publiczną. Moim gościem jest Maciek Białobrzeski, na Instagramie znany jako @epickimaciek – twórca animacji i efektów specjalnych do wielu filmów i spotów reklamowych, mąż i ojciec czwórki dzieci. Odcinek 12. to wyjątkowo długa i życiowa rozmowa o rodzicielstwie, codzienności z/bez ADHD, wierze – nie tylko w Boga, odchodzeniu z Kościoła i wracaniu do niego, oraz o wiecznym staniu gdzieś pomiędzy. Dzielimy się wspólnym doświadczeniem dorastania w rodzinie wielodzietnej, które doprowadziło nas do zupełnie innego postrzegania rodzicielstwa. Maciek opowiada o różnych sygnałach wysyłanych mu od otoczenia, kiedy przebywa z dziećmi w przestrzeni publicznej. I o tym, co zrobić, żeby w Polsce rodziło się więcej dzieci. Jak to jest spełniać w Kościele rolę wiecznego buntownika? Czy bycie „żywym billboardem Jezusa” i dawanie świadectw było w środowisku katolickim formą docenienia, a może wykorzystywania? Stanie z boku – odwaga życia poza schematem, czy najprostsza ucieczka od odpowiedzialności? Słuchaj na Spotify, YouTube i Apple Podcasts!Zdjęcie okładkowe: Małgorzata KaczkowskaGrafika: Muzykografika & Mateusz OlechProdukcja: Adam WaleszyńskiWspieraj powstawanie podcastu: https://patronite.pl/paryzewo https://buycoffee.to/paryzewo/ 

15:48 · Maciek o wiary i rodzicielstwie 3

Dziecko się rodziło, jak się wychowywało, jak było małe, jak chodziłem z nią na spacery też, jakby korzystałem z niej jako karta przetargowa na randkach, prawda, że patrz, jak mam taką malutką siostrę dwuletnią. To też podejrzewam, w jakiś sposób na mnie wpłynęło. Natomiast nawet mimo wszystko to jeszcze pamiętam, że jak kończyłem liceum, to miałem taką wizję siebie jako struggling artist w Nowym Jorku, że się wyprowadzę i tam będę w jakimś mieszkaniu odkrywał nowe wizje siebie. Natomiast to się jakoś szybko zmieniło. Wydaje mi się, że były dwie gałęzie. Na pewno w jakiś sposób Nie, że kościół, ale wiara jakaś miała taki wpływ, że jakby gdzieś ta rodzina była z tyłu głowy. Natomiast we mnie się też obudziły takie, takie trochę wizje siebie, jak ja siebie widzę za te 10-20 lat i co ja tak naprawdę bym chciał mieć i gdzie jest tak naprawdę mój jakiś cel długofalowy.

I gdzieś tak naturalnie ta rodzina była, te dzieciaki przede wszystkim, były takim pierwszym punktem, który gdzieś się pojawił. Oczywiście oprócz żony był to oczywisty taki punkt, że chciałem mieć żonę, chciałem mieć rodzinę i chciałem mieć dzieciaki. I chciałem mieć tak dzieciaki, żeby móc z tymi dzieciakami być. No i to się pięknie zazębiło z kościołem, tak, no bo to jakby ten prorodzinna, profamilia, pro-life i tak dalej jakby się pięknie w to wpisało, więc jeszcze bardziej mnie w tym umocniło, że to jest dobra droga. Ale gdzieś wewnątrz była we mnie. Jakby o wiele łatwiej było mi porzucić myśli właśnie o tym Nowym Jorku i jakiś tak artystycznym świecie, niż porzucić myśli o tym, że chciałem mieć dzieciaki i chciałbym współuczestniczyć w tym początku ich życia.

W Kościele uważa się, że macierzyństwo, małżeństwo to jest takie najważniejsze, najcenniejsze powołanie kobiety i mnie to bardzo przytłaczało, kiedy słyszałam takie rzeczy mając 18-19 lat. I dopiero teraz, kiedy właśnie jestem w takiej relacji, W której czuję się bezpiecznie, która jest normalna, jestem otoczona miłością, to dopiero teraz to uruchomiło we mnie w ogóle jakieś takie pragnienie i myślenie o macierzyństwie w takich kategoriach, że to może być coś dobrego, pozytywnego. Dlatego też cię pytałam o tą Natalię. Także bardzo różne są drogi poznania Boga. Już, no wiesz, my chcieliśmy mieć, ja pamiętam, że chciałem mieć piątkę jeszcze dzieciaków na początku tego, a z tego się, że tak powiem, rzeczywistość.

73:59 · Maciek o Kościele i relacji z Bogiem 12

Rozmawialiśmy o dzieciach, rozmawialiśmy o ADHD, więc na koniec przyszedł czas na porozmawianie o kolejnym nośnym temacie, a mianowicie o Kościele. Tak jak wspominałam, twoja droga związana z katolicyzmem, z wiarą była różna. Jakieś trzy lata temu byłeś gościem w podcaście Joli Szymańskiej, też odchodzę, w którym opowiadałeś o swoich powodach zdystansowania się od Kościoła. Ja ten podcast, ten odcinek wysłuchałam przedwczoraj i zaraz po nim wysłuchałam odcinek tegoroczny, po trzech latach nagrany z Piotrkiem Żyłką, W którym opowiadasz o tym, jak odnalazłeś swoją relację z Bogiem.

Bardzo ciekawe to było dla mnie doświadczenie, wysłuchanie tych dwóch odcinków zaraz po sobie. Co ciekawe, ja myślałam przed wysłuchaniem odcinku z Jolą Szymańską, że te twoje wypowiedzi będą jakieś takie bardziej, nie wiem, infantylne. I takie miałam założenie na twój temat, dlatego że po prostu to były moje projekcje, bo przypominam sobie siebie sprzed czterech lat, kiedy ja się od kościoła dystansowałam i jak ja się wtedy zachowywałam i ta moja Postawa nieznośna lewicowej neofitki była okropna. Myślałam, że w tej rozmowie też u ciebie się coś takiego uaktywni, a okazało się, że bardzo fajna, mądra, dojrzała to była rozmowa i twoja postawa w tym podcaście.

Więc nie miałam takiego before after słuchając obu tych podcastów na przestrzeni trzech lat. Po prostu opowiadasz o swojej drodze, ale jednocześnie obie te opowieści są jakby równie dojrzałe. Jeśli chodzi o ten podcast z Jolą, tam wspominasz o takiej roli w kościele twojej, która jest mi bardzo bliska, bo ja też taką rolę w kościele pełniłam. To była rola takiego buntownika, takiego człowieka przekornego, wiecznie idącego pod prąd, takiego, który Próbuję udowodnić, że ten kościół może być fajny, może być solidny, chociażby właśnie pod względem estetycznym, że ty jako artysta chciałeś pokazać, że kościół to nie muszą być tylko i wyłącznie jakieś grafiki i czcionki w coming sansie robione.

Natomiast Samo to takie tworzenie w kościele jakichś powiedzmy takich bardziej estetycznych rzeczy, ja tu mówię o takim powiedzmy poziomie czegoś, co nie nazywałbym jeszcze sztuką, ale po prostu taką może bardziej sztuką użytkową, czyli właśnie tu jakieś plakaty, ulotki, spoty, bo tym się zajmowałem. Na pewno ten aspekt był przyjemny w tym sensie, że jak to zazwyczaj bywa w instytucjach konserwatywnych, jest mało artystów, więc jeżeli już ktoś się trafi, kto jest artystą, to zawsze się znajdzie jakieś miejsce dla niego, żeby coś fajnego zrobił.

Nie czułem się nigdy, takie mam wrażenie przynajmniej, jak sobie przypominam, Jakoś totalnie wykorzystywane. Zostawałem kasę, stawiałem faktury. Jakoś to się kręciło. Natomiast ta moja część bardziej spojrzenia właśnie na kościół, gdzie byłem butowniczy, w sensie co mi się nie podobało, no to to była ta część, która faktycznie No była trudna, bo nie wiem jak jest teraz, podejrzewam, że tak samo, ale wtedy przynajmniej to nie było mile widzialne. To nie było tak, że ja słuchajcie, mówiłem to mi się nie podoba i ten przestrzeń na dialog istniał, tylko istniało

Albo zaakceptujesz, albo nie, że wypadł, tylko po prostu no nie, no musisz zaakceptować, tak już jest. Tak już jest i tak będzie. I to było takie... Właściwie to było takie smutne i męczące. To już też podejrzewam, że ten mój podcast z Jolą... On nie wychodził tak naprawdę z jakiejś wściekłości na kościół, ja nie byłem rozwścieczony, że po prostu stałem jakoś potraktowany i teraz jestem po prostu, mam jakąś taką ogromną właśnie złość na kościół. Raczej mi się wydaje, że więcej tam było smutku. I stąd też może on nie był taki właśnie ani agresywny, ani jakiś szukający próby jakiejś takiej w cudzysłowie zamsty.

Tylko po prostu to była taka, no jakiś smutek tego, że właśnie, że te moje buntownicze próby jakoś, nie wiem, dopasowania się, odnalezienia swojego miejsca nie przyniosły skutku i po prostu męczenie się dalej nie ma, nie ma sensu, na ile mi się wtedy przynajmniej wydawało. Właśnie tutaj zahaczyłeś o ten temat doceniania cię, czy wykorzystywania. Ja po dziś dzień w sumie się zastanawiam, jaka część mnie była w Kościele doceniana, a jaka wykorzystywana. Bo ja też byłam, właśnie nie wiem do tej pory, czy byłam ceniona w Kościele, czy byłam wykorzystywana jako takie atrakcyjne narzędzie.

Ale też jestem wdzięczna za to, że wtedy odmówiłam, bo tak sobie teraz myślę, Boże, jakby to ktoś teraz zobaczył po tylu latach, po 10 latach wyciągnął coś takiego, to by był jakiś taki dramat. No i po dziś dzień mam właśnie jakieś takie dylematy. Na ile ja realizowałam To swoją potrzebę bycia atencjuszką, wychodzenia do ludzi, dawania świadectwa, na ile to była taka samorealizacja, a na ile to było coś takiego, że mnie wykorzystano w jakiś sposób. Nie wiem, przedziwne to jest. No nie mam po tym PTSD, po prostu się nad tym zastanawiam. Ja też PTSD nie mam. Mieliśmy taki okres, że jeździliśmy z Natalią i gdzieś tam świeciliśmy. No właśnie, wy dawaliście świadectwo życia takiej idealnej katolickiej pary, młodego małżeństwa i też zastanawiam się, ja nie miałam zbyt wielu takich sytuacji, ale tak sobie myślę, że jednak w Kościele jest dużo takich ludzi też pogubionych, jak w każdej zresztą wspólnocie, w każdej jakby

Ja bardzo też podchodziłem do tego tak trochę, no znowu mniej pod kątem wiary i Boga na tamtym etapie, a bardziej pod kątem właśnie takiej przygody, stąd też były moje jakieś dziwne pomysły, jak prelekcje odnośnie Transformersów czy inne i jakby na podstawie Transformersów wyciąganie wniosków o małżeństwie i takie dziwne różne jakieś miałem. Miejsca mi się podobało, miejsca mi nie. Ale... Nie wydaje mi się, żebym miał taką myśl o tym, raczej taką miałem myśl, czy ja na pewno powinienem to robić, szczególnie im później, tym bardziej mi się pojawiała ta myśl, prawda, no bo im bardziej się czułem już z boku Kościoła, tym mniej chciałem jeździć, bo po prostu czułem się nie na miejscu, opowiadając ludziom, że słuchajcie, jestem katolickim małżeństwem, jak sam przeżywam tak dużo wewnętrznych roztarek i nie czuję się częścią tego Kościoła, tak, coraz mniej się czuję.

Już kończąc, bardzo mi się podobało to, co powiedziałeś w podcaście Piotra Żyłki, że niezależnie od twojej wiary, niewiary, jakichś tam dylematów związanych, czy tam stopnia wiary, dylematów związanych z byciem, nie byciem w Kościele, nigdy nie straciłeś wiary w swoje małżeństwo i zawsze jakąś taką pokładałeś ufność, że będzie dobrze, nawet kiedy było źle. I że działałeś zawsze wbrew tym kalkulacjom, wbrew takiemu zastanawianiu się, czy w danym momencie życia to się opłaca, czy może to się nie opłaca, że nigdy tej wiary nie straciłeś. To jest dla mnie takie w tobie fascynujące, ta wiara w swoje małżeństwo.

Jednocześnie to, co mnie, myślę, z tobą łączy, to jest takie bycie pomiędzy, chyba taka nasza aktualna Wspólna droga, że bycie pomiędzy, ja właśnie nie wiem, na ile to jest jakaś taka odwaga w myśleniu, odwaga w byciu pomiędzy, bo to też budzi w wielu ludziach dyskomfort, ta niemożliwość zaszufladkowania, na ile to jest właśnie też taka może ucieczka przed zaangażowaniem się gdzieś i wzięciem odpowiedzialności, a może to jest właśnie, może to jest właśnie jakieś takie odpowiedzialne, nie wiem, nie wiem. No taka rozkmina też mi czasem wpada do głowy. B... Ja rozumiem ten argument i szanuję go, że ciężko zmienić Kościół będąc z zewnątrz Kościoła i nie ma szans, żeby przyjdą politycy, zrobią rozdział Kościoła od państwa i Kościół się stanie cudowną instytucją, że jakby Kościół się musi zmienić od środka i podejrzewam, że jeżeli zostanie zmieniony, to przez te osoby, które w nim zostaną i będą to robiły, więc jakby ja szanuję osoby, które jeszcze z nami są w Kościele i wiem, że są super wartościowe

I starają się w jakiś sposób to zmieniać i wpływać i gdzieś tam przeżywają to, że te wszystkie trudności, które się z tym wiążą. Więc to bycie obok jest na pewno taką po części wygodną pozycją, z drugiej strony no też Jest też taką przykrą pozycją w tym sensie, że są rzeczy w Kościele, za którymi tęsknię i jest to na pewno poczucie wspólnoty i takie bycie po prostu przy brzegu, ale nie możesz zanurzyć tych nóg w tej wodzie, tylko tak siedzisz i patrzysz, jak inni tam są. Jest na pewno też trudną pozycją, więc nie jest

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.