Przypominamy rozmowę ze Stanisławem Soyką z cyklu "Cudowne lata"
Zaprasza Przemysław Iwańczyk
Radio TOK FM. My wiemy, o co zapytać. Czy Polska jest bezpieczna? Czy Pan jest z siebie zadowolony, Panie Premierze? Czy to już koniec tej koalicji? Czy jest możliwe porozumienie z opozycją w tej sprawie? Czy obraża Panią na gość w teatrze? Czy ma Pani w tej sprawie czyste sumienie? A czy oni wiedzą, co odpowiedzieć? Sprawdź! Włącz TOK FM. To jest niedzielny magazyn Radia Talk FM. W miniony czwartek w Sopocie zmarł Stanisław Sojka, wybitny muzyk, aranżer, kompozytor, autor tekstów. Tak się składa, że był jednym z gości naszego cyklu Cudowne lata w niedzielnym magazynie Radia Talk FM.
Bo jednak życie nie składa się z samych takich pięknych i niezwykle euforycznych chwil. Myślę, że szczęście zawiera również trudy i cierpienia. I tak postrzegam całość. A im jestem bliżej tej mistycznej, że tak powiem, granicy, za którą nie wiem, co będzie, tym bardziej jednak cenię każdy dzień. Więc owszem, można wskazać jakieś takie momenty ważne, takie rozmowy, które się odbyły i rzeczywiście zmieniły bieg rzeczy, czy też nakierowały mnie na coś, czego chwilę przedtem w ogóle nie przypuszczałem.
Ale... To raczej jest opowieść o tym, że nic nie dzieje się bez sensu. Mógłbym wskazać jakiś fakt, ale jednak potem za chwilę pomyślałbym, że jednak ten incydent rozpoczął jakąś nową drogę, jakiś nowy azymut, ale tak się stało, bo wcześniej stało się coś innego i spowodowało... że jestem tu, gdzie jestem. Przyznam, że bardzo często swoim gościom zadaję to pytanie, o ten taki moment przełomowy w ich życiu, wyjęty z cudownych lat. Nie, ale cudowne lata oczywiście można bez żadnej omyłki powiedzieć, to są lata bez troski pewnej, czyli lata, kiedy nie dzierżymy jakby pełnej odpowiedzialności za swoje życie,
mamy możliwość się uczyć, co nas wkurza, a jednocześnie gdzieś tam intryguje i każdy sobie gdzieś tam powoli znajduje jakąś swoją drogę. No i jednocześnie właśnie słowo beztroska jest chyba najlepsze, bo muszę powiedzieć, że moja beztroska się skończyła. W 1982 roku na przykład. No więc wówczas byłem 23-letnim. Człowiekiem. To jest to sześcioletni, przepraszam. 23-letnim. Tak, 23-letnim. Ledwo skończyłem szkołę, znaczy ledwo skończyłem akademię i to był moment, kiedy kształtowała się moja świadomość.
No i oczywiście to było, może nie było, nie można było o tym powiedzieć cudowne, ale to było bardzo ważne i bardzo istotne. I Wielu gości, kiedy zadaję im to pytanie, bardzo często odnotowuje ten przełomowy moment w ich karierach, niezależnie od tego, jakie są to kariery. Ale pan jako pierwszy powiedział, że te rzeczy, które są istotne, to rozmowy. Naprawdę są takie w pańskim życiu, które natrwale gdzieś pana zmieniały, bo rozmowa z reguły traci na swojej sile wraz z upływem czasu, prawda? Tak. To zależy od tego, kto z kim rozmawiamy. Na ile jest to ktoś, kto cieszy się naszym szacunkiem, jest autorytetem, komu ufamy.
Ale także ten fakt, że trzeba słuchać i słyszeć, bo to są dwie różne rzeczy. Moja mama mi co rusz przypomina do dziś, że ja się urodziłem 26 kwietnia, czyli w Matki Boskiej Dobrej Rady. I tak całkiem niedawno, już jako bardzo dorosły człowiek, który ma wnuki, zapytałem mamę, co to właściwie znaczy, bo ja nie znam tego kalendarza maryjnego, liturgicznego zbyt dobrze. Mama o wiele lepiej. I mama mówi, to jest tak, że ty słuchasz i słyszysz. Czyli po prostu umiesz słuchać i uczyć się.
No i tak przyjmuję, że to jest dość dobra explika, bo rzeczywiście, owszem, usłyszałem kilka słów i kilka zdań w życiu bardzo ważnych, one pozostały przy mnie, one także zmieniły moje życie. Mogę opowiedzieć jedną rzecz. Ja byłem w klasie skrzypiec u profesora Tadeusza Borkowskiego, już w drugi stopień, dość zaawansowanym skrzypkiem byłem. Ja miałem niezły ton, chociaż byłem wystarczająco leniwy, żeby nie było mowy o tym, żebym był wirtuozem, prawda? Ale spokojnie nadawałem się już wówczas na skrzyptka orkiestrowego, kameralistę. Przyszedł czas dyplomów i dyplom był dwuczłonowy. Pierwszy człon to grało się etiudę lub kaprys i grało się sonatę.
A później drugi etap tego dyplomu to był koncert. I na tym pierwszym etapie grałem swoją ulubioną, zresztą bardzo dobrze znaną mi sonatę Telemana. I w drugiej części... Po prostu pamięć zawiodła. Ja po prostu straciłem wątek. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Zgubiłem się. To są ułamki sekund. No, ale podjąłem taką brawurową decyzję, że będę improwizował i będę grał w stylu Telemana. Ile ujadę, to ujadę, trudno, może się znajdę i sobie przypomnę. Tak zresztą było, po jakichś 16 taktach się znalazłem i dojechałem do końca tej drugiej części. No i komisja, panowie profesorowie mówią, dziękujemy Stasiu.
No to ja myślę sobie, no to jestem w ten, mam z głowy. Tę część, a profesor na najbliższej lekcji mówi, Staszek, ty wiesz, że nie będziesz oj strachem, prawda? Ja mówię, wiem, panie profesorze, ale ty masz talent improwizatorski, po co tobie skrzypce? Ty powinieneś studiować kompozycję. I tak mój profesor od skrzypiec sprawił, że ja właściwie po tym dyplomie na skrzypcach udałem się do akademii już na Wydział Piąty Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, a także na studia kompozytorskie. Więc to była bardzo ważna rozmowa. Jedna z kilku. Czy pan jest w stanie rozdzielić muzykę od treści, od tekstu?
Czy uważa pan, że to jest tak spójne, że w ogóle ktoś popełnia zamach? O to ja jako meloman odbieram i łączę czy nie, to owszem, to zależy, ale słucham bardzo dużo muzyki nieśpiewanej, a więc instrumentalnej. Jeżeli chodzi natomiast o pieśni, no to jest utwór muzyczny, muzyka ze słowami. I tu zawsze u mnie najpierw jest tekst, najpierw są słowa. Najpierw muszą być słowa, ponieważ te słowa dopiero przeczytane ze zrozumieniem, a także...
że tak powiem wpisane w twardy dysk, wystarczająco dobrze, żeby się nie zastanawiać, one wtedy po prostu właściwie trochę, można powiedzieć, komponują muzykę. No bo żeby słowa dobrze podać, czyli podać je zrozumiale i tak, żeby... żeby były słyszane wyraźnie, no to trzeba frazować. Jak jest kropka, to kropka, jak jest przecinek, to jest przecinek, jak jest myślnik, to myślnik. I to wszystko trzeba zaśpiewać. Więc to wszystko musi być skomponowane adekwatnie. No tak, ale w tej chwili pan prezentuje takie warsztatowe podejście, natomiast mi chodziło... O to, czy słowa są w stanie wpłynąć na aurę generalnie całego utworu?
No tak, to właśnie co mówię znaczy, że to nastrój, aromat tego tekstu determinuje frazy muzycznej, te zwroty, które się komponuje do danych słów, danych zdań. Tak właśnie powstawały największe pańskie hity? No, plus minus tak właśnie. Na pewno najpierw były słowa, a potem dopiero muzyka. Nigdy odwrotnie. Są ludzie, którzy piszą piosenki najpierw komponując muzykę, a później do tej muzyki pisząc tekst. Ale to nie jest mój przypadek. Pomówmy o nowej płycie, bo też przy tej okazji się spotykamy.
Muzyka i słowa Stanisław Sojka. Premiera tej płyty będzie miała miejsce 1 lutego 2019 roku. Pan wybrał dwa utwory, które chciałby Pan, byśmy zaprezentowali naszym słuchaczom. Pierwszy z nich, przyszedł czas na zmiany i I to już wiesz, czy jakąś rewolucję, nie wiem, czy w pańskim życiu, czy... Moim. To jest album jednak w dużej mierze, można powiedzieć, osobisty. Chociaż starałem się tak pisać, żeby to nie był jakiś ekshibicjonizm niezdrowy i żeby nie zakłopotać bliźnich, słuchaczy. Ale powiedzieć prawdę. To jest taka największa właściwie trudność dla piszącego, w każdym razie dla mnie.
Nie ma ich. Pokrótce zapytam. Do czego nawiązuje tytuł? To jest piosenka o tym, że gdzie nie spojrzeć nie ma Żydów w Polsce. A wciąż tli się jakiś kompletnie absurdalny, niezrozumiały, taki nienawistny stosunek do Żydów jest jakaś kompletnie niezrozumiała dla mnie po prostu postawa. która wynika pewnie z nieświadomości, z takiego lenistwa intelektualnego, nie wiem z czego jeszcze. Nie badam tego, ale jako antropolog, amator uważam, że to jest bardzo dziwne zagadnienie, że można tak dalece nienawidzić,
Niemniej, cóż... Ja mogę powiedzieć, jakie jest moje podejście w obecnej chwili. Posłuchałem stoików, trochę się zastanowiłem. Dwa lata, że tak powiem, zajęło złapanie jakiejś równowagi. Natomiast muszę powiedzieć, że widzę, że dwie rzeczy są bardzo ważne. Pierwsza rzecz to jest, żeby robić swoją robotę, czyli żeby każdy robił to, co umie i żeby to robił najlepiej. No i drugie to jest oczywiście daleko bardziej wymagające i jakby już jest o tym, co powinno być w odpowiedzi na to pytanie, mianowicie trzeba być wyraźnym.
Stanisław Sojka był moim państwa gościem. Dziękuję za gościnę. To były fragmenty rozmowy ze Stanisławem Sojką. Rozmowy, która została wyemitowana w Radiu Tok FM w niedzielnym magazynie w cyklu Cudowne Lata. Teraz informacje Radia Tok FM.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.