Mentionsy Mentionsy
TOK FM Select
TOK FM Select

Odcinek 1. Do źródła

02.10.2025 ·46 min 37 s · 1 rozdział · 1 sponsor

W pierwszym odcinku serialu "Fala" cofamy się do września 2024 roku - do momentu, kiedy znaliśmy już niepokojące prognozy pogody, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, co dokładnie i w jakiej skali nas czeka. Krzysztof Story odwiedza Beskidy, gdzie na własne oczy obserwuje, jak zachowuje się woda w górach. I jak ważne jest, by zatrzymać ją tam jak najdłużej. Poznaje również dwie perspektywy na ochronę przed powodzią - tę od podstaw w górze potoków i tę opierającą się na potężnych zbiornikach i wielomilionowych inwestycjach. Rozmawia z ludźmi, którzy na wodzie znają się jak mało kto. Wszystko to by zrozumieć, jak żyć z powodzią. Serial "Fala" wyprodukowany przez redakcje Frontstory.pl i TOK FM to opowieść o sile żywiołu, ludzkiej determinacji i granicach naszej władzy nad przyrodą. O tym, co wypływa na wierzch, gdy przychodzi wielka woda, co zostaje, gdy fala opadnie i co zrobimy, zanim przyjdzie kolejna. Bo przyjdzie na pewno. FRONTSTORY.PL ujawnia to, co inni chcą ukryć. Inwestuj w jakościowe dziennikarstwo śledcze na frontstory.pl/wspieram TOK FM Premium to nagradzane podcasty i całe archiwum radia TOK FM. Kup subskrypcję na tokfm.pl/premium

I te pięć koni do tych dwóch boksów udało nam się zapchać jakoś tak na tyle rozgrzanych, że one mogły te nogi w ogóle przestawiać jakoś. Konie doszły do siebie bezpieczne w stajni sąsiadów. Ja się bałam, że będzie powikłaniem jakieś zapalenie płuc albo coś, ale następnego dnia rano tam przyjechaliśmy i ten, co już miał białka na wierzchu i leżał, nas przywitał w okienku, stał. Takie właśnie historie z filmu katastroficznego. Dziś willa Łukaszewskiej z powrotem przyjmuje gości, choć nadal trwa remont i sprzątanie terenu dookoła. A przecież od powodzi minął ponad rok. Lądek Zdrój i leżące zaledwie 7 km w górę rzeki Stronie Śląskie były jednymi z najciężej poszkodowanych miejscowości. Ja mam bardzo mądre dzieci, więc mój syn mówi, mamo nie przejmuj się, przed tornadem jest dużo ciężej spierdalać niż przed wodą.

Wtedy jeszcze nikt nie podejrzewał skali zagrożenia. Kiedy 9 września w poniedziałek Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegał przed nadchodzącymi opadami i możliwością powodzi w dorzeczu Górnej Odry, to ogłosił alert, ale drugiego, a więc nie najwyższego stopnia. Tak wspomina to Borys Bednarek. To było mówione, że ten niż genułyński dopiero do nas dociera, jakby ta kulminacja i nie wiadomo, czy przejdzie przez góry i pójdzie dalej, powiedzmy w kierunku Bielska i potem na północ, czy jednak zostanie zduszony przez jakiś wyż z północy. Już dwa dni po alercie IMGW, 11 września, czeskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w komunikacie prasowym informowało,

że sytuacja będzie podobna do powodzi z 1997 roku. Niestety tak się stało, że ten wyż z północy przycisnął te chmury nad naszymi górami, no i je wycisnął jak gąbkę. Materiały do tego serialu zbieram latem 2025 roku, czyli prawie rok po powodzi w Dorzeczu Odry. W prognozach znów mówi się wtedy o niżu genueńskim. Tym razem mamy szczęście. Z wielkiej chmury spadł stosunkowo mały deszcz. Były tylko lokalne podtopienia. Ale dla mnie to i tak idealna okazja, by pojechać i na własne oczy zobaczyć, jak zachowuje się woda w górach. Ruszam z Krakowa i jadę w Beskidy. Z głównej drogi na Zwardoń i granicę ze Słowacją skręcam w Milówce, małej wsi położonej kilkanaście kilometrów od trójstyku granic polskiej, czeskiej i słowackiej.

Adam denerwuje się, że w Polsce łatwiej jest wydać miliardy na betonową inwestycję, niż po prostu przejść się po potoku i zrobić proste, tanie rzeczy. Wkurza go, że naturalną retencję traktuje się dzisiaj jak jakieś nowum, a to są rozwiązania, którymi ludzie kierowali wodą od stuleci. Nikt nie woził żadnych materiałów, szedł do lasu, wycinał takie drzewo i wkopywał. I to była cała robota. 500 złotych dniówki, jeden przepust. Choćby to ręcznie robił, bez koparki, bez niczego. A jak jest uparty i zawzięty, to zrobi dwa. Ale wtedy wody jest 70% mniej tam na dole. Wiele krajów coraz częściej korzysta z naturalnych sposobów zatrzymywania wody. Do potoków wrzuca się martwe drzewa, buduje proste kaskady, wykorzystuje wiklinę, skały, pozwala osiedlać bobrom.

Ona po prostu płynie w dół. Sterując tym spływem mądrze, możemy wiele osiągnąć, często za pomocą bardzo skromnych środków. I odwrotnie, nawet pozornie błahe błędy mogą mieć katastrofalne skutki, zwłaszcza w górach. Rano Adam zabiera mnie na spacer w szczególne miejsce, by to pokazać. Gdy dochodzimy do celu, nie widzę nic szczególnego. Stoimy na leśnej drodze przydzinającej zbocze. Przez kilka metrów droga robi się szersza. Po śladach kół widzę, że to mijanka dla samochodów. Gdybym był tu sam, nie zwróciłbym na to miejsce najmniejszej uwagi.

Był taki przykład w Nowym Odleanie, gdzie musieli to zrobić. No rozpierducha, naprawdę na cztery fajery, bo sobie można wyobrazić, co może się dziać w takiej sytuacji. Trzecią grupę działań mój rozmówca podsumowuje jednym zdaniem. Nauczyć się żyć z powodzią. Dla Lądka Zdroju, całej Kotliny Kłodzkiej i do Rzecza Odry test umiejętności życia z powodzią nadszedł we wrześniu 2024 roku. W korycie Białej Lądeckiej w centrum miasta trwały wtedy prace, którymi kierował znany Wam już Borys Bednarek.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.