Mentionsy Mentionsy
Szafa Melomana
Szafa Melomana

#172 LIVE 16 – Gorąca Praska Wiosna i ciarki żenady

27.05.2026 ·1 godz 27 min · 1 rozdział · 1 sponsor

#LIVE 16, czyli odcinek na żywo! Gorąca 81 Praska Wiosna, ciarki żenady i cringe’u na koncercie Thomasa Dunforda i Wasze pytania, między innymi o to, gdzie 180 lat temu grał Ferenc Liszt. Zapraszam do słuchania w formie podcastu!Audycja powstała dzięki Mecenasom. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Patronite.pl⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠.Jeśli odcinek Ci się podobał, postaw mi wirtualną kawę! Bez niej pracować nad audycjami nie sposób. Zrobisz to w serwisie ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Buycoffee.to⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠.Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie ⁠⁠⁠⁠⁠Ruch Muzyczny⁠⁠⁠⁠⁠. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.

Zresztą nie tylko tą, bo przecież Danforth ma w swojej dyskografii wiele innych fantastycznych nagrań. W 2016 roku nagrał Lacrime, w 2023 roku Dowlanda. Ponownie Lacrime w innym zupełnie zespole. W 2014 roku Kapsbergera, w 2018 roku płyta Bachowska z jego między innymi jego własnymi aranżacjami. Bardzo interesująca płyta. No i tak właśnie Z tych rzeczy utkał ten swój program. Zaczął od Dowlanda, następnie Kapsberger, jeszcze Dalza de Vise, Marin Marais i Johann Sebastian Bach na koniec.

I tak, cały ten program miał taką, powiedzmy, dominantę w postaci szakony. Ponieważ zaczynał od Fortune of My Foe, szczęście, czy raczej losie, losie mój nieprzyjacielu, a kończył na przecież dramatycznej szakonie demol z drugiej partity skrzypcowej Bacha w swojej własnej aranżacji lutniowej, no to sądziłem, że będzie poważnie. I o jakże się pomyliłem. O jakże się pomyliłem. Zanim powiem i zacznę komentować, co Danforth tam zrobił na tym koncercie, to najpierw muszę powiedzieć, jaki był jego przebieg, choć myślę, że ten przebieg sam w sobie będzie już pewnego rodzaju komentarzem.

W których on miał np. wariacje Goldbergowskie albo Das Wolltemperierte Klavier bardzo długo. Prawie że wariacja po wariacji, prawie że preludium po preludium. To wspaniałe zupełnie. No ale to trzeba być Andreasem Schiffem, krótko mówiąc. Natomiast, więc tak, ja nie chcę oczywiście powiedzieć nic złego personalnie o Danfordzie, ani wystąpić jako obrońca sztywniactwa. Natomiast chcę powiedzieć jedno, że Całe to wydarzenie z tym, co Danford zrobił, wiele nam mówi o etykiecie koncertowej, wiele nam mówi o tym, po co ona jest, dlaczego ona jest i jakie są konsekwencje jej przełamywania. I jak to też zrobić. Zacznijmy od dwóch rzeczy, które dla mnie są obiektywne i niepodlegające dyskusji.

Amen, jedziemy. No chwila, tak nie było, prawda? To nie jest prawda, to jest sztuka Szefera, to nie jest opowieść o... o Mozarcie prawdziwa, tak? No a wykonawca muzyki dawnej nie powinien nam po prostu wciskać kitu. Dobra, więc to są dwie rzeczy, które uważam, że są absolutnie jakby sprawami, no w którymi nie ma dyskusji za bardzo, to znaczy to się nie powinno wydarzyć. Teraz... Bardzo ważna rzecz, w której będę niuansował jakoś, czy będę starał się coś trochę pokazać z różnych stron. Ja nie mam problemu z tym, że Danforth podjął decyzję odmienną niż występujący na tym samym festiwalu kilka dni wcześniej Eric Lu.

Eric Loom też grał recital solowy, tak samo jak Danforth. Oczywiście w innym miejscu, bo w Rudolfinum, dla większej publiczności. I wyszedł, tak jak to znamy doskonale, z rytuałów koncertowych. Ukłonił się, zasiadł do instrumentu, zagrał jeden, drugi, trzeci, czwarty utwór. Były oklaski, zszedł, była przerwa, wrócił, zagrał. Znowu się ukłonił, raz, drugi, trzeci, zszedł. Koniec, tak? Bisy jeszcze były po drodze. No tyle. Krótko mówiąc, przez cały wieczór nie odezwał się do publiczności ani słowem. Nie powiedział good evening, nie powiedział, nie wiem, dobry wieczer. Nic z tych rzeczy, po prostu. Postanowił skomunikować się z ludźmi poprzez muzykę. No, jak sądzę, nikt mu nie zabraniał powiedzieć, nie wiem, paru zdań o Chopinie, gdyby chciał.

No, ale nie chciał. I trzymał się tej etykiety koncertowej, która tak właśnie wygląda. Teraz. Danford podjął inną decyzję. Postanowił do publiczności mówić. To jest moim zdaniem w przypadku recitalu solowego, no myślę, że też w przypadku kameralnego grania, jest to decyzja bardzo obarczona konsekwencjami. Dlatego, że tak, co można mówić i jak? Znaczy można mówić cokolwiek, to się chce, nie? On z tego prawa skorzystał. Natomiast można mówić na przykład o utworach. Jeżeli zaczniemy opowiadać, tak jak ja zacząłem teraz opowiadać o tym Dowlandzie, jakby on tak zaczął gadać o Dowlandzie, no to ten koncert niechybnie zamieniłby się w koncert edukacyjny.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.