Magdalena Wolińska-Riedi, odc.37
Magdalena Wolińska-Riedi to po prostu kobieta w Watykanie - polska dziennikarka, lingwistka, tłumaczka i autorka książek. W wydawnictwach opisuje życie w Watykanie, a także samą historię Rzymu i Watykanu. W tym ostatnim mieście mieszkała przez 17 lat, po tym, jak w 2003 roku wzięła ślub z oficerem Gwardii Szwajcarskiej. Była jedną z kilkunastu świeckich kobiet, które zostały obywatelkami tego najmniejszego państwa świata. Zrealizowała cykl programów dokumentalnych, przez 10 lat była korespondentką Telewizji Polskiej we Włoszech. Obecnie mieszka w Rzymie, często wraca też do Polski i w trakcie swojej ostatniej wizyty w Poznaniu odwiedziła również program Supermocne i Radio Poznań.Emisja na antenie Radia Poznań 04.06.2025Więcej odcinków: https://open.spotify.com/show/0hP2i1iuDejZAJfQqIdslk?si=919e739bd4be463e#poznan #poznań #radiopoznan #supermocne #podcast #kobiety #kobieta #MagdalenaWolińska-Riedi #rozmowa #dziennikarka #korespondentka #rzym #włochy #książka
Jak do tego doszło? Jak tam trafiłaś? Jak to się stało, że byłaś jedną z niewielu kobiet, z kilkunastu kobiet tych świeckich, które mieszkały w Watykanie? Byłaś obywatelką najmniejszego państwa świata. Tak, rzeczywiście. Tak było i na pewno jest to sytuacja wyjątkowa. I zdarza się niezwykle rzadko, bo tak naprawdę jedynymi kobietami, które mogą zamieszkać w Watykanie i nie tylko zamieszkać, czyli mieć prawo do tak zwanej rezydencji, ale otrzymać również paszport watykański, być obywatelkami, są generalnie żony, kiedyś w moich czasach, w 2003 roku, kiedy ja wyszłam za mąż, oficerów Gwardii Szwajcarskiej. Teraz przez papieża Franciszka zostało to troszeczkę Zmienione i również gwardziści, którzy nie mają określonego stopnia wojskowego mogą prosić o zgodę na ślub, chociaż to wszystko jest obostrzone różnymi zasadami i rzeczywiście nie takie łatwe.
Ale w ogóle sam fakt tego świata za Spiżową Bramą, za murami Watykanu, który troszeczkę poznałam już jako narzeczona, czyli przed samym ślubem, dlatego, że zostałam wtedy już, byłam zapraszana na jakieś uroczystości, czy to w Gwardii Szwajcarskiej, Czy na jakieś celebry z udziałem papieża i mogłam obserwować to, co potem się miało stać moim codziennym dniem i życiem. A poza tym zostać żoną papieskiego gwardzisty, to jest to jakieś szalone wyzwanie, mianowicie. Ale jeszcze właśnie zanim powiesz, jak to było zostać żoną, to chciałabym ci się spytać o ten moment poznania. Przeczytałam, że on się zaczął od drobnej sprzeczki. Ja będąc w Watykanie, widząc gwardzistów, nie ukrywam, że strasznie się ich bałam, nie chciałam w ogóle Są dosyć niedostępni, prawda?
Ja do niego pięknie po niemiecku, bo mówię, no gwardziści szwajcarscy, wiedziałam o tym, że Gwardia Szwajcarska nie tylko jest szwajcarska z nazwy, ale również z pochodzenia, że większość z nich to są obywatele tej części Szwajcarii, która jest niemieckojęzyczna, więc mówię, może nie mówi po włosku, no to po niemiecku. Ja miałam niemiecki od podstawówki w szkole i dobrze nim mówiłam. Więc bez problemu, no dobrze, więc on odpowiedział i tam odmówił mi, powiedział, tu nie można wchodzić, ale zaczekaj, ja się zorientuję, jak się skończy audiencja generalna, a trwała wtedy audiencja na Placu Świętego Piotra i widziałam papieża naszego siedzącego kawałek od nas. Mówi, to wróć tutaj, ja dowiem się i się okaże, co dalej. No i faktycznie było tak, jak ja mówiłam. I następnego dnia, już w dniu mojego wyjazdu do Polski, miałam wrócić do Pałacu Apostolskiego.
Dlatego, że mieliśmy bardzo wielu gości ciągle, gwardzistów, którzy przychodzili na różne przysmaki polskie, na biesiadowanie i innych różnych hierarchów. Ale mówię, trudno było, bo nie miałam wokół siebie normalnego środowiska. Nie byłam jeszcze zżyta z kobietami z Gwardii, bo na samym początku nie miałam dzieci, więc to mnie z nimi nie łączyło. Potem, kiedy dzieci nasze, a było ich prawie dziesiątka, które się porodziły w podobnym czasie, no to to już rzeczywiście stała się taka wspólnota i te mamy razem organizowały różne rzeczy właśnie też ze swoimi dziećmi. Ale wcześniej wychodziłam do Rzymu każdego dnia, bo studiowałam na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim historię kościoła, także z deszczu pod rynne, dlatego, że byłam, wyobraź sobie, jedyną kobietą na moim wydziale, na 150 osób, która studiowała wtedy tą historię kościoła u jezuitów, tak.
Także stopniowo przywykałam do tego życia, ale tak jak hasłem przewodnim książki Kobieta w Watykanie mojej pierwszej pozycji było Watykan, raj na ziemi czy złota klatka, no to na pewno na samym początku to była bardziej klatka. Ale potem ją oswoiłaś. Tak, tak, przyzwyczaiłam się i przyzwyczaiłam, oswoiłam środowisko watykańskie, dlatego że ja myślę, wcześniej to było tak, że te kobiety gdzieś tam przechodziły niezauważone, a potem my stałyśmy się taką siłą w tym Watykanie. Ja i koleżanki z Gwardii zaczęłyśmy razem różne rzeczy organizować. Miałyśmy wspólny jogging wieczorami po ogrodach watykańskich w świetle kopuły. Zorganizowałyśmy spacery z dziećmi na placyk zabaw na terenie ogrodów watykańskich.
Taką część ogrodzoną, dostępną tylko dla nas. Różne kolacje wspólne, tematyczne czy jakieś takie narodowe dania, dlatego że tych kobiet to był przekrój właściwie przez całe uniwersum. Ubogacanie tym i wzajemne siebie i poza tym też dzieci naszych. To niesamowity ten tygiel międzynarodowy, w którym dzieci w sposób naturalny się wychowywały przez te wszystkie lata, od pierwszych momentów, kiedy stawiały pierwsze kroki i słyszały te różne języki przeplatające się. Dominuje oczywiście, zwłaszcza na terenie koszar, to jest taka enklawa w enklawie Watykanu. Ja mówię zawsze, ta enklawa koszar Gwardii Szwajcarskiej, do której nikt z zewnątrz nie może wejść. I tam dzieci bawiąc się na dziedzińcu słyszały ciągle również dialekt szwajcarski, tam dominuje siłą rzeczy język niemiecki. Także to wszystko jest bardzo takie...
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.