Mentionsy Mentionsy
Strategy&Future
Strategy&Future

𝗝𝗮𝗰𝗲𝗸 𝗕𝗮𝗿𝘁𝗼𝘀𝗶𝗮𝗸 𝗶 𝘇𝗲𝘀𝗽𝗼𝗹 𝗦&𝗙 𝗼 𝗿𝗼𝘀𝗻𝗮̨𝗰𝘆𝗺 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱𝗼𝗽𝗼𝗱𝗼𝗯𝗶𝗲𝗻́𝘀𝘁𝘄𝗶𝗲 𝘄𝗼𝗷𝗻𝘆 𝗶 𝗺𝗶𝘁𝗮𝗰𝗵 𝗽𝗼𝗹𝘀𝗸𝗶𝗲𝗷 𝘄𝘆𝗼𝗯𝗿𝗮𝘇́𝗻𝗶 𝗽𝗼𝗹𝗶𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗲𝗷

19.12.2025 ·1 godz 12 min · 1 rozdział · 1 sponsor

𝗝𝗮𝗰𝗲𝗸 𝗕𝗮𝗿𝘁𝗼𝘀𝗶𝗮𝗸 𝗶 𝘇𝗲𝘀𝗽𝗼𝗹 𝗦&𝗙 𝗼 𝗿𝗼𝘀𝗻𝗮̨𝗰𝘆𝗺 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱𝗼𝗽𝗼𝗱𝗼𝗯𝗶𝗲𝗻́𝘀𝘁𝘄𝗶𝗲 𝘄𝗼𝗷𝗻𝘆 𝗶 𝗺𝗶𝘁𝗮𝗰𝗵 𝗽𝗼𝗹𝘀𝗸𝗶𝗲𝗷 𝘄𝘆𝗼𝗯𝗿𝗮𝘇́𝗻𝗶 𝗽𝗼𝗹𝗶𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗲𝗷.

W ciągu ostatnich dwóch dni zauważyliśmy aktywność naszych polityków reprezentujących te frakcje odpadające za bezpieczeństwo, że tam SZ czy OMON. I tak, minister obrony narodowej pojawił się w Turcji, podpisał ramowe porozumienie. Są szumne zapowiedzi konsultacji z państwami bałtyckimi, chyba tak to się nazywa, i skandynawami. To minister Sikorski, szef ministra spraw zagranicznych. I postanowiliśmy w zespole Strategy and Future po pierwsze powiedzieć, co musiałoby się wydarzyć, żeby nasi partnerzy uwierzyli, że polska polityka się zmienia, jeżeli chodzi o orientację i zrozumienie rzeczywistości, jakie ruchy musiałaby wykonać, a po drugie, skoro już wykonujemy te ruchy, które są teoretycznie zgodne z tymi, co mówiliśmy w Strategy and Future od lat, czyli południkowy kierunek, prawda, stawka ryzyka, tożsama i tak dalej, to przedstawimy listę spraw, które należałoby załatwić.

i pokusimy się, jako taki powiedziałbym manual, czy guideline, czy wskazówki, prawda, które pomogą, gotowiec, który mógłby pomóc naszym politykom. Panowie, kto pierwszy, może ja uprzedzę i też zdradzę trochę tajemnicę, że przed nagraniem rozmawialiśmy z Markiem Budziszem o tym na naszym Zoomie firmowym. bo zawsze mamy we wtorki, nie w ogóle dzisiaj wtorek, 16, pomyliło mi się środa, ale rozmawialiśmy o tej sprawie, że i tu z Markiem chciałbym wejść teraz w dyskusję, Markiem Budziszem, bo na samym początku to jest taka węzłowa sprawa, którą trzeba rozstrzygnąć, to znaczy co musiałoby się zmienić w samym państwie polskim, żeby te nawet podróże we właściwych kierunkach nie były tylko gadanym słowem o niczym, czyli jak gdyby ładowanie taczek bez ładowania, tak?

Znaczy licytujemy się na użytek wojny politycznej wewnętrznej w tym, czego nie zrobimy dla naszego systemu, regionalnego systemu bezpieczeństwa, a należałoby iść w zupełnie drugą stronę. I na tym polega, wydaje mi się, cały problem, że po pierwsze nasi sojusznicy nie bardzo wiedzą, kto decyduje o polityce zagranicznej państwa polskiego. Nie bardzo widzą gotowość do głębszego zaangażowania poza deklaracjami w ich bezpieczeństwo, a przecież są to państwa słabsze demograficznie znacznie od Rzeczpospolitej i też słabsze jeśli chodzi o potencjał. No i wreszcie oczywiście nie bardzo też widzą zmianę tej postawy.

Po prostu żywa kalkulacja strategiczna i powinien być jakiś przywódca polityczny w Polsce, który spowoduje, że politycy w Polsce nie będą grzali tych emocji antyukraińskich i zostanie tu powstrzymany, bo w państwach demokratycznych rzeczywiście Demos potrafi szarpnąć przez to, że oddziałuje w sondażach i politycy później podchwytują to jak w żagle, powodując zniweczenie wielkich strategii państwa. I tutaj potrzebujemy przywództwa i kultury strategicznej, która włoży społeczeństwu wagę tych zagadnień. Nie ukrywam, że to jest dosyć ważna sprawa. Nie zdajemy sobie sprawy, jak istotna. I nawet widać to po politykach, którzy żądają, prawda, którzy... zagłębiają się w emocje, myląc kwestie emocjonalne z kwestiami ultrastrategicznymi dotyczącym bezpieczeństwa, tak jakby byli zakorzenieni cały czas jeszcze w prymacie, który dawał to poczucie bezpieczeństwa i można się odczekiwać wszędzie, bo nie trzeba realnie równoważyć.

Zdaje się, że ma odbyć się za niedługo spotkanie z prezydentem Załęskim. W związku z tym ta zagrywka, czy ta wypowiedź prezydenta Nawrockiego, absolutnie zgoda z Markiem Budziszem jest... jest elementem rozgrywki wewnętrznej, to znaczy podporządkowaniem polityki zagranicznej, po prostu nastrojom wewnętrznym, pewnej rozgrywce również o rząd dusz na prawicy, która się w tej chwili odbywa, głównie między PiS-em a partiami na prawo od PiS. Ale odwołując się do twojego pytania, co Polska powinna zrobić, żeby sojusznicy patrzyli na nasze działania, czy to wobec Turcji, czy w regionie, jako na coś realnego, a nie tylko na to właśnie bieganie z pustą taczką? W wymiarze wewnętrznym musiałoby się odbyć przede wszystkim prawdziwe zbliżenie i spotkanie między kluczowymi decydentami.

Symbolicznie np. w Radzie Bezpieczeństwa, gdzie w obliczu nowej strategii Stanów Zjednoczonych, w obliczu negocjacji związanych z zakończeniem wojny na Ukrainie, Ośrodek Prezydencki, jak również premier oświadczają, że będą wspólnie pracować po pierwsze nad własną strategią bezpieczeństwa, nad wypracowaniem ponadpartyjnych mechanizmów, i planów na rzecz właśnie rozwoju, modernizacji sił zbrojnych i kierunków polskiej polityki zagranicznej. Więc to powinien być pierwszy sygnał wewnętrzny, że elita polityczna mimo podziałów jest w stanie i jest gotowa wspólnie pracować na rzecz takiego programu. To jest wówczas czytelny sygnał.

Że ścisła współpraca tego rodzaju. I trzecią rzecz, którą bym podpisał i zrobił, to bym ścisłą, ofensywną współpracę wywiadowczą według myśli prometejskiej, to na samym początku bym zrobił, żeby zademonstrować tylko, że na poważnie mamy do czynienia ze zmianą i Amerykanie nie mogą nam zablokować tych trzech porozumień, czyli coś, co denerwuje Amerykanów, czyli poligony dalekiego zasięgu drony, które będą nasze własne, nie amerykańskie, prawda? Druga rzecz właśnie służby, że chcemy dołączyć, rozumieć politykę na południowym odcinku Rosji i dołączamy się potencjalnie do ofensywnych spraw, które na pewno Turcy robią, mają dobrze rozeznane. No i oczywiście

I tu faktycznie za tym powinny pójść bardzo konkretne decyzje. Zresztą na kanwie naszej ostatniej gry wojennej również. rekomendowaliśmy, wskazywaliśmy na konieczność tego, żeby polskie siły nie tylko ćwiczyły, ale też były rozmieszczone, czy to na Gotlandii, czy to na Hjumie i Saremie, żeby szwedzkie związki taktyczne były obecne w Polsce. Tak, to byłby bardzo ważny ruch, gdyby... Świat chociażby batalion stacjonował na przesmyku suwalskim i innymi słowy to jest bardzo ważna sprawa, która moim zdaniem jest najważniejsza z tych wszystkich na razie, że na szybkie załatwienie tego, żeby zademonstrować, zwłaszcza gdyby było tak, jak Marek Budzisz powiedział przed chwilą, że grozi nam wojna po tej decyzji.

Najpierw kontrola eskalacji, później się okazało, że baza industrialna jest za słaba i Rosjanie przeważyli tę sytuację. wykorzystując i niezdecydowanie, i za słabą bazę, i brak gotowości do naprawdę ofiar i ekonomicznych, i potem ludzkich po stronie zachodu, jeżeli w ogóle patrzymy na to w kategorii tej wojny zachodu i tak dalej. Teraz Europa jest skonfrontowana. Ja mówię to specjalnie, bo Rosjanie mogą mieć taką percepcję i uważać ją za słabą. W tym Polskę i inne kraje regionu. I to zasłanianie się, że mamy takie PKB, a Rosjanie są niczym, może być zupełnie surrealistycznym poglądem z perspektywy tejże. bo to Rosjanie dźwignęli, zaczęli produkować. Ale jeszcze dwa lata temu brałem udział we Wrocławiu w takiej konferencji, gdzie obecny szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych poważnie twierdził, że musimy się przygotować na rozpad Federacji Rosyjskiej.

Wtedy to wydawało się już ekstrawagancją, formułowanie takich poglądów. No a teraz to widać całą nędzę myślenia za tym się kryjącą. Analityk może sobie ryzykować tego rodzaju tezy, pisząc książki na ten temat. Natomiast czynny polityk... odpowiadający za znaczącą instytucję, jakim jest Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych, no nie może aż do takiego stopnia rozmijać się w ocenach z rzeczywistością, no bo to jest świadectwo raczej śmieszności, a nie powagi i umiejętności rozpoznawania znaków czasu.

I niesamowity wywód, który moim zdaniem, ja nie mówię, że jest w pełni słuszny, ale wyznacza, to zwłaszcza do Marka Stefana, bo nas najbardziej interesują te strukturalne sprawy, wyznacza zrozumienie tego, jak mogą myśleć w Pekinie, gdzie są absolutnie przekonani, że wygrywali, właściwie już wygrali wojnę systemową. To też bardzo bolało Chińczyków. On też wspominał, jakie koszty ponieśli. I Zachód, i ten demokratyczny system z koniecznością oszukiwania elektoratu i zaspokajenia jego bieżących potrzeb nie jest zdolny do tego. To wodził Gafu, uważam, że ma pełną rację, pomijając już, że Chińczycy mieli doskonałą podstawę do zrobienia tego, a Zachód nie ma, bo trzeba było tych socjologów i gender studies nagle przekwalifikować w inżynierię.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.