Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Droga przez noc (W pogoni za Ukrytym #3)

06.06.2026 ·1 godz 6 min · 10 rozdziałów

Czy noc ciemna to etap, przez który musi przejść każdy? Czy duchowy rozwój zawsze prowadzi przez kryzysy? Jak rozpoznać te, które nie prowadzą do wzrostu? Czy cierpienie ma sens czy raczej można je przeżywać w sposób sensowny? Dlaczego drobiazgi są w życiu duchowym ważne? I co łączy Jana od Krzyża z Zygmuntem Freudem?O drugim etapie „pogoni za Ukrytym” rozmawiają o. Marcin Fizia, o. Marcin Wojnicki oraz o. Sylwester Rzepecki – duszpasterz powołań i organizator Karmelitańskich Dni Młodych w Czernej.—Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite—00:00 Wprowadzenie00:44 Nieuchronne kryzysy duchowe03:52 Jak rozpoznać czy idę w dobrym kierunku?10:18 Noc ciemna a depresja13:29 Czy każdy kryzys prowadzi do wzrostu?17:37 Sens cierpienia czy sensowne przeżywanie cierpienia?25:35 Nocą jest to, co decydujesz się przeżywać jako noc28:07 Czemu służy noc ciemna?30:40 Pułapki w lekturze tekstów mistyków32:52 Pobożne niedoskonałości42:39 Dlaczego drobiazgi są ważne?47:21 Co łączy Jana od Krzyża z Zygmuntem Freudem?49:13 Noc ciemna jako kara czy ból leczenia?53:30 Problem romantyzacji cierpienia1:01:45 Solidarność Chrystusa z cierpieniem człowieka

1:05 · Wprowadzenie do oczyszczania na modlitwie 1

No to to jest nauczanie św. Teresy od Jezusa, która daje trzy bardzo jasne wskazówki, czy takie testy tego, czy moja modlitwa jest prawdziwa i czy przynosi owoce w moim życiu. To są te trzy klasyczne cnoty, o których piszę w Drodze Doskonałości. Miłość wzajemna, prawdziwe czy całkowite, oderwanie, Prawdziwa pokora, czyli poznanie siebie. Więc jeśli te trzy rzeczywistości w moim życiu się pogłębiają, no to to znaczy, że to co nazywam modlitwą jest nią naprawdę. Odnośnie modlitwy dodałbym jeszcze tutaj takie małe rozróżnienie, bo mówiliśmy na początku o tej oschłości.

16:23 · Sens cierpienia w chrześcijaństwie 1

Ale my możemy nadać temu sens, nie? Jakiś głęboki sens duchowy, tylko do tego potrzebna no to już jest taka dojrzałość duchowa i relacja z nim, poznanie i wiara w prawdziwego Boga, nie? No bo nie nadamy sensu, który będzie konstruktywny i z kryzysu nas wyprowadzi w stronę rozwoju, Jeśli nie będziemy mieć takiej prawdziwej relacji z Nim jako z Ojcem, jeśli nie będziemy mieć prawdziwego i dobrego obrazu Boga jako Ojca, który nam Jezus przedstawił, bo jeśli nie, no to będziemy wchodzić właśnie w takie pułapki duchowe, intelektualne właśnie, że Bóg tak chciał, że Bóg zsyła na mnie to cierpienie, I tak dalej, i tak dalej. Być może nawet będziemy wchodzić w takie racjonalizacje, że ja tutaj ekspiacyjnie cierpienie przeżywam.

22:18 · Krzyż jako doświadczenie duchowe 6

Natomiast to czasami, jeśli powyrywać różne zdania z kontekstu jednego świętego, można znaleźć myśli doskonale się wykluczające, bo są skierowane do innej osoby, bo są podane w takim, a nie innym kontekście, bo każda krótka myśl nieuchronnie wiąże się z jakimś uproszczeniem. Typu u świętego Jana cierpieć i być wzgardzony. Tak, co w swej drogi nie pochodzi z jego pism. Być może, nie wiem, nie kojarzę takiego miejsca w jego pismach. Jakoś się przypisuje mu. Tak, może z jakiejś anegdoty biograficznej. Tylko, że takie cytaty nawet wyrwane z pisma świętego, źle użyte, też niekoniecznie wytłumaczą te rzeczy, które powinny. Wydaje mi się też, że takim ciekawym wątkiem w nauczaniu Jana od krzyża, ale też w kontekście tego, co święta Teresa od Jezusa też mówi o rozwoju modlitwy i poznaniu siebie, jest też odkrywanie,

Janusz Krzyża, kiedy mówi o tych niedoskonałościach, Początkujących zawsze mi się kojarzy z tym takim kryzysem przejścia jakoś tak trzeciego mieszkania u Teresy od Jezusa, to znaczy ten obraz świętości legł w gruzach poprzez to, że ja wchodzę w poznanie siebie tak gruntowne, że właściwie muszę przyjąć, że nawet te takie drobnostki jakoś mnie od Niego Odciągają, a mówię o tym w tym kontekście, że to też jest bardzo oczyszczające. Takie przeżycie i doświadczenie swojej grzeszności, może nie tyle, niedoskonałości w znaczeniu takich niedojrzałości nawet, bo te rzeczy, o których on pisze na początku Nocy Ciemnej, one niekoniecznie są grzechem w znaczeniu takim moralnym.

Jak żyjesz, jak podejmiesz refleksję, no. Dodam może też element świadectwa. Pierwsza moja msza tutaj na Rakowickiej, jak byłem klerykiem po pierwszych ślubach, przyjechałem 1 października. Wielkie uroczystości tutaj z biskupem zawsze są na święto św. Teresy od Dzieciątka Jezus. No i wyznaczyli mnie do zaśpiewania psalmu, no bo wiedzieli, że dobrze śpiewam, no to zaśpiewam. Ja taki napompowany, bo tu wszyscy mówią jak on śpiewa ładnie i w ogóle i ten, poszedłem. Niestety pech chciał, że przed Eucharystią było jakieś takie nabożeństwo misyjne i jakieś siostry, które go prowadziły użyły takiego kadzidełka,

A jeśli mi smakuje to znowu się napycham piętnastoma różańcami i czternastoma obrazkami świętych, albo jeżdżę na wszystkie pielgrzymki. Jeśli mi się coś nie podoba to się gniewam duchowo, bo tutaj na modlitwie nie było wszystko tak jak być powinno. No, a jeśli nie przeżywam jakiejś takiej zmysłowej przyjemności na modlitwie związanej właśnie z byciem z Panem Jezusem, no to się pojawia jakaś nieczystość na modlitwie. No to wszystko, o czym pisze Jan od krzyża. Tylko to są tak trudne Momenty, w których po prostu tak zdzierany jest ten tynk z mojej twarzy, który sobie sam nakładam i tak odkrywam, że ten Marcin, który może i nawet pięknie śpiewa, że to tak pod nim jest tyle takiej prawdziwości, która też może być piękna, bo moja, ale

Te drobnostki, te różańce, o których powiedziałeś, to są pewne listki na drzewie. Jeśli od tych listków przejdę przez konar i pień aż do korzenia, to ten korzeń okaże się bardzo poważny, o wiele bardziej poważny niż jakikolwiek grzech, dlatego że z grzechem Pan Jezus sobie na krzyżu już poradził. I jeśli przyjdę i chcę z niego się poprawić, to on mi zawsze ten grzech przebaczy. Natomiast jeśli ja nie dotrzę do tego korzenia, tej porządliwości, która mnie do tego prowadzi, to on mi grzechy będzie 10 tysięcy razy w życiu przebaczał, a ja nigdy nie zacznę nad nimi realnie pracować. To tak tylko od razu, bo jeśli chodzi o oczyszczenie przywiązań, pożądań, to również jest coś, z czego on mnie oczyszcza koniec końców i dlatego noc bierna ma jakby cały środek ciężkości procesu oczyszczenia, spoczywa na nocy biernej, no ale to wymaga też mojego udziału i nieuchronnie jest to proces, który trwa, który nie dokonuje się automatycznie, bo wymaga udziału mojej woli.

No i tak, nie posunie się dalej, niż ja na to pozwolę. Zawsze mogę z tego szpitala wypisać się na własne żądanie. Może nie jeśli chodzi o samo przeżywanie cierpienia, ale przeżywanie je jako nocy. Natomiast jest to cierpienie, które jest skutkiem ubocznym oczyszczenia, a nie jest celem sama w sobie. Dokładnie tak. Tak, to nie ból wiercenia oczyszcza moje zęby tylko. Sama zgoda na leczenie nie sprawia, że ból staje się mniejszy. To zgodnie ze swoją drogą. Nie, bo chodzi mi o to, że bardzo często, kiedy spotykają nas cierpienia, ból, chorobę, choroba, śmierć kogoś bliskiego, może być w nas taka pokusa, że przyjęcie tego cierpienia dla Pana Jezusa czy dla Pana Boga

51:18 · Interpretacja cierpienia w teologii duchowości 9

sprawi, że nie wiem, ja nie będę się złościł na to, że coś mnie boli, nie będę smutny z powodu jakiejś straty, że nie będę się gniewał i tak dalej i tak dalej, że to przeżywanie będzie takie spokojne, bo ja to przyjąłem dla Pana Jezusa, więc teraz mam pełen pokój. Nie, nie, to nic bardziej mylnego, bo mylimy dwa porządki. Ja mogę przyjąć W pogoni za Ukrytym 3. Bo ja cały czas się buntuję wobec tego, tak?

No twardego konkretu, gdzie jest codzienność, którą niosę i która nie ma w sobie tego romantyzmu, który czasami widzimy chociażby w hagiograficznych opisach, że święci to właśnie przeżywali w taki sposób niezwykle wzniosły. No nie zawsze, czasami w jakimś wycinku czasu. Czasami to Też było jakieś zmaganie, gdzie te momenty bardziej wzniosły, no przeplatały się z tymi momentami jakiegoś zwątpienia czy rozpaczy. To chyba najbardziej na żywo możemy śledzić U Teresy od Dzieciątka Jezusa. Dokładnie, jej agonii. Tak, jej agonii. U Teresy na początku w ogóle, no mnóstwo jest tego romantyzowania cierpienia. Wtedy, kiedy jeszcze tak konkretnie go nie doświadcza, to najbardziej widowiskowym przykładem są chyba jej fantazje na temat męczeństwa, gdzie tam

Tego Pana Boga traktujemy w taki sposób, jakby przyjęcie cierpienia miało spowodować, że ja tego cierpienia po prostu przestaję doświadczać. Pan Jezus generalnie w Ogrodzie Oliwnym pokazuje nam co innego. Ostateczne przejęcie cierpienia i Jego zgoda, niech się dzieje Twoja wola sprawia, że to cierpienie staje się najbardziej realne wtedy i najbardziej dotyka. I to jest chyba bardzo dobry element, w jakiś sposób domykający cały ten temat, mianowicie odniesienie się do przykładu Jezusa, gdzie u Jezusa widzimy po pierwsze bardzo realną konkretność cierpienia. Jezus, który prosi apostołów o towarzyszenie, bo po prostu czuje się samotny.

Jezus, który na krzyżu mówi również Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił i nie da się tego sprowadzić wyłącznie do rozpoczęcia psalmu, które kończy się happy endem, bo te słowa mają też swoje znaczenie i same w sobie i dlatego właśnie zostały zapisane. A jednocześnie Jezus, który bardzo świadomie obiera tę ścieżkę w imię konkretnej wartości, którą widzi, wartości zbawienia świata i mówi, że nikt mi życia nie odbiera, ale ja sam je oddaję. On sam wchodzi w to, o czym wie, że jest trudne i nie może zostać tak sprowadzony do tego aspektu cierpienia romantycznego. I wreszcie Jezus, który całe to cierpienie przeżywa w sposób sensowny, w perspektywie zaufania Ojcu i ostatecznie w perspektywie zmartwychwstania.

Czasami widać, szczególnie w obrazach jakiejś drogi krzyżowej, czasami dla dzieci tak się rysuje tego Pana Jezusa, który idzie tą drogą krzyżową taki uśmiechnięty, radosny, jeszcze zrywa kwiatki po drodze. Ciekawie też widać po przedstawieniach krzyża, jak też krzyż w różnych epokach był przedstawiany. Nie wiem, co dzisiaj mam z tą historią sztuki. Natomiast masz krzyże chociażby średniowieczne, czy krzyże barokowe, gdzie ten wymiar cierpienia jest aż do przesady wydobyty, gdzie Jezus jest taki poskręcany, oszpecony. Masz chociażby przedstawienia ikon, gdzie z kolei wydobyty jest ten wymiar Jezusa, Pięknego na krzyżu. Już wręcz zmartwychwstałego.

No i to są wymiary, które się przenikają. To tak dodam, że w Skandynawii, jak byłem w Danii i tam studiowałem, Widziałem, że jest bardzo dużo krzyży, w których Pan Jezus, właśnie takich starych krzyży, w takich starych kościołach, w których Pan Jezus jest przedstawiony jako taki wiking, wiecie, taki po prostu, taki mega duży facet, po prostu z takimi mięśniami i po prostu wisi na tym krzyżu i umiera, ale to jest po prostu gościu, który mógłby ten krzyż złamać. To też bardzo, bardzo pokazuje, w jaki sposób W jaki sposób można patrzeć się z perspektywy swojej kultury i swojego środowiska na Pana Boga i narzucać Mu swoją wizję przeżywania cierpienia, że ja tu mam moc wobec tego cierpienia.

I trochę też do tego chciałbym nawiązać, że czasami są takie momenty, kiedy naprawdę maksimum tego, co mogę zrobić, to przeżyć. A jednocześnie właśnie ta nadzieja, czy to zaufanie, które nie jest podparte żadną emocjonalną satysfakcją, ale jest czymś zupełnie rzuconym na ślepo i w ciemność. Zaufanie, że może istnieć jakiś sens, którego ja w tym momencie kompletnie nie widzę i nie doświadczam, to jest właśnie to, co pomaga zrobić następny krok i właśnie przeżyć. No to właśnie Pan Jezus pokazuje to na krzyżu, że nawet jeśli mam ten sens, nadaję temu wydarzeniu sens, w tym przypadku ten największy, wynikający z czystej miłości, z poświęcenia i z chęci zbawienia wszystkich ludzi,

No to on nie sprawia, że to cierpienie staje się nagle czymś innym. To cierpienie staje się być może wtedy jeszcze bardziej realne i jeszcze bardziej dotyka właśnie centrum mnie, tak jak jego dotknęło na krzyżu. I na krzyżu szczególnie widoczny jest ten fizyczny wymiar cierpienia, natomiast jeszcze jest ten wymiar cierpienia duchowego, wewnętrznego. Benedykt XVI wtedy jeszcze jako Józef Ratzinger w tym kluczu interpretuje zstąpienie Jezusa do otchłani. Nie tyle jako przejście przez jakieś takie metafizyczne rejony rzeczywistości, gdzie zmarli przeżywają, co jako dotknięcie tego doświadczenia ostatecznej samotności u człowieka cierpiącego czy pogrążonego w ciemności. Jeden z wymiarów Paschy Chrystusa, oczywiście nie wyczerpujący całego jej sensu, ale również tam obecny, to jest to, że Jezus dotyka tego doświadczenia dna.

I nie, że zjednoczenie z Nim znowu sprowadza się do wmiaru cierpienia, ale że ja w tym momencie w jakiś sposób dotykam tego momentu śmierci Jezusa na krzyżu, że On staje się nieobecny, no bo jest to niejako za Właśnie za moim wzrokiem. I to myślę, że to też jest bardzo taka ciekawa interpretacja, która nie sprawia, że to cierpienie staje się mniej dotkliwe i odczuwalne, ale pomaga odnaleźć w nim inny możliwy sens. No i być może będzie kotwicą do tego, żeby w ogóle go przeżyć. Wracamy do samego początku tego, co mówiłeś Marcin, że Łączymy się z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość. A ta nadzieja, która ta kotwica jest zanurzona w niebie, uchwycona, to ci, no masz ten azymut cały czas tam, mimo że coś przeżywasz trudnego.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.