Hans Christian Andersen. Pięcioro w jednym strączku. Było sobie pięć ziarenek groszku w jednym strączku. Wszystkie były zielone i strączek był zielony. Myślały więc, że cały świat jest zielony. Rozumiało się to samo przez się. Strączek rósł i ziarnka groszku rosły. Siedziały sobie rzędem jedno przy drugim. Słońce świeciło i ogrzewało strączek. Deszcz go spłukiwał. Było ciepło i dobrze. Jasno w dzień, ciemno w nocy, tak jak powinno być.
Ziarnka groszku stawały się coraz większe i coraz częściej myślały o tym, że trzeba przecież czymś się zająć. Upłynęły tygodnie. Ziarnka groszku zrobiły się żółte i strączek także po żółku. I miały słuszność. Nagle poczuły, że coś wstrząsnęło strączkiem. Zerwano go. Dostał się w ludzkie ręce. Wraz z wieloma pełnymi strąkami znalazł się w kieszeni kurtki.
Teraz już nas wkrótce otworzą. Chciałbym teraz wiedzieć, który z nas zajdzie najdalej. Zaraz się okaże. Niech się stanie, co ma się stać. Strączek pękł i wszystkie pięć groszków potoczyło się w jasnym blasku słońca. Leżały w dziecięcej dłoni. Pewien chłopczyk trzymał je i mówił, że byłyby to doskonałe naboje do jego strzelby. Zaraz potem jeden z groszków dostał się do strzelby i chłopczyk strzelił. Teraz lecę w daleki świat! Niech mnie chwyta kto może! Krzyknął pierwszy groszek i poleciał. A ja lecę wprost do słońca! Krzyknęło drugie ziarenko grochu i poleciało.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.