Belfegor z Drewnianej Górki. Cz. 6
Zapraszam na środowe spotkanie ze smokiem Belfegorem! Dzisiaj dowiecie się co dalej z biedną królewną Weroniką. Czy Belfegor, obrażony za niegrzeczne powitanie w mieście, postanowi skorzystać ze swojego "smoczego prawa"? A może król wynajmie jakiegoś szewczyka z Polski?😉 Miłego wieczoru ze Słuchanocką😊😊😊 P.S. To nie to, że się powtarzam...ale... zachęcam do subskrybowania kanału!!! (...ja wcale nie krzyczę, ja mam tylko doniosły głos😉😎🤣)
Bajanie przy kominku Marketa Zinerowa Belfegor z drewnianej górki Część szósta, rozdział dwudziesty pierwszy O tym, jak Smolarz Mioduszek został królem Na drewnianej górce konduktu oczekiwali Smolarz, jego żona Ruzia, Lideczka, siedmiu basałyków i dziadziuś Kowanda. Stali przed chałupą, aby się królewnie Weronice i królowi jego mości pokłonić jak należy. Na górce król wysiadł z karocy, aby sobie odrobinę rozprostować kości. I wzrok jego padł przy tym na Lideczkę Mioduszkówne.
No i proszę, pomyślał sobie z zazdrością. Dziewczyna smolarza zostanie w domu, a moja córka musi jechać do tego dymiącego potwora. Czyż jest jakaś sprawiedliwość na świecie? Gdyby przynajmniej Weronika była taka ładna, jak choćby ta lideczka. Kotłowało się w królewskiej głowie. Człowiek by jeszcze tego smoka rozumiał, ale gdzie tam biedne dziewczynisko nos ma po mnie, albo gdyby była najbogatsza w całym królestwie, ale nawet to nie. Hrabia z wygnanki ma dla swoich córek większe wiano. Przynajmniej takie krążą wieści.
O ja nieszczęsny ojciec! I kilkakrotnie uderzył się pięścią w czoło. Nagle ręka jego znieruchomiała. Kto mówi, że za późno? Pomyślał. A jakby tak smolarzową lideczkę? Najjaśniejszy pan przeniósł wzrok z lideczki na mioduszka. Smolarz stał umorusany, w skórzanym fartuchu sięgającym niemal do ziemi. Muskularny i zwalisty niczym góra. Niełatwo z nim będzie, skrzywił się król jego mość. Lepiej od razu mu powiem co jak. Słuchaj no, poddany mioduszku, potrzebna im jest twoja lideczka i to natychmiast.
Mama Mioduszkowa spytała. Chcesz z niej pokojówkę uczynić, wasza królewska mość? No cóż, dziewczyna przyzwoita, dobrze wychowana i od pracy się nie wymiguje. W mieście to przynajmniej za mąż wyjdzie. Odezwał się niemogący na miejscu usiedzieć Kuba. Tatuś już od dawna martwił się, skąd jej na drewnianej górce wziąć narzeczonego. Będziesz ty cicho? Mama Mioduszkowa zamierzyła się na syna. ale chłopak zdążył odskoczyć. Właśnie, właśnie, przytaknął król jego mość. Oto idzie, o wesele. Kubuś słusznie powiedział, że na drewnianej górce o narzeczonego nie tak łatwo. Wprawdzie lideczka słynie z urody, ale dziewczyna nie ma posagu, a poza tym narzeczonym wcale tu nie po drodze.
A zresztą i tak by się taty bali, odezwał się znowu Kubuś. Bo jeśli już narzeczony, to nie byle jaki, mawia tata. W przeciwnym razie popędziłby go z górki na dół tak, że nie zatrzymałby się wcześniej niż w najbliższej wsi. A ta leżał sześć godzin marszu od nas. Jego królewska mość przesunął koronę na głowie i podrapał się za uchem. Nie będziemy, Smolarzu, wijać sprawy w bawełnę. Jak wiesz, wiozę smokowi królewnę jako oblubienicę. Smok mojej dziewuchy nigdy na oczy nie widział, a więc pomyślałem sobie, czy by nie posłać mu lideczki, a Weroniki nie odesłać z powrotem do domu. Dam lideczce posak, na jaki ciebie nigdy nie byłoby stać.
Tam w tej drugiej karocy jest okuta skrzynia, a w niej sześć sukni domowych, siedem wyjściowych, osiem wieczorowych i na wszelkie okoliczności strój do jazdy konnej. I suknia ślubna z długim na siedem metrów trenem Trzewiczków i pantofelków nie zdążyłem nawet policzyć. Tak samo jak klejnotów. I ręczniki, i prześcieradła długo by jeszcze wyliczać. Co nad to? I wszystko to należałoby do twojej lideczki wraz z końmi i karocą. Lideczka jest samodzielna i odważna. Poradzi sobie ze smokiem. Nasza Weronika nie znosi dymu, a jak wiesz, ten smok bez przerwy kopci. Poza tym jest słabowita i jeszcze mi się w tej jaskini gotowa rozchorować.
Wasza królewska mość! Pani Mioduszkowa załamała ręce. Nie minęło nawet czternaście dni, jakaś melideczkę twarogiem okładali. Chrzęściło w niej, jakby piasek przesypywał. – Twaróg, nie twaróg, najjaśniejszy panie, lideczki nie dam i basta – powiedział Mioduszek stanowczo. – No, bo to – wtrącił się dziadunio Kowanda – trudność polega na tym, że smok nieumylnie królewnę rozpozna. Takiego smoka żadna przedstawiona ślicznotka nie zwiedzie, nawet gdyby była cała z jedwabiu. Wiadomo, najjaśniejsze panie, że każda twoja prośba jest dla nas rozkazem, ale tej nie możemy spełnić.
I w oczach błysnęła mu iskierka radości, że tak sprytnie sprawę załatwił. No tak, nie możemy, burknął Smolarz, któremu słowa dziadka Kowandy zdjęły kamień z serca. Gdyby Lideczka była królewną, można by się nad tym zastanawiać, ale tak tracimy tylko niepotrzebnie czas. król jego mość z pochmurnią. Dumał i dumał, jakby to też załatwić, aby wraz z Weroniką wrócić do domu. Nagle twarz mu się rozjaśniła. Obrócił się do Smolarza jak na sprężynie. – Uklęknij, mioduszku – rozkazał. – Wszystko jedno, gdzie, choćby tutaj. Poklepał Smolarza po ramieniu, pomachał nad nim rękoma i oznajmił uroczystym głosem.
A teraz sąsiedzie i panie bracie, królu Mioduszku wstań. Możemy już chyba o naszych córkach porozmawiać. Tak przecież sam przed chwilą powiedziałeś. Król Mioduszek zerwał się na równe nogi i krzyknął głośno. Co? Ja nie chcę być królem. Litko, marsz do domu. Hrabia z wygnanki wzruszył ramionami. Stało się, Mioduszku, jesteś królem. Ty i twoja rodzina teraz i na wieki wieków. Lideczka chwyciła najjaśniejszego pana za rękę i powiedziała. Żebyś wiedział, tatusiu, ja chcę do smoka i to zaraz. Mioduszek wrzasnął. Co? Nigdzie nie pójdziesz.
Król jego mości jednak nie czekał. Wepchnął lideczkę do karocy z posagiem królewny, zatrzasnął drzwiczki i gwizdnął na stangreta. Nim się mioduszkowie spostrzegli, litki już nie było. Orsza Królewski wraz z karocą królewny Weroniki zawrócił na drogę do pałacu. Smolarz podniósł pięść i zawołał, hej królu, koniec z nami i żeby mi tu ciebie nigdy więcej moje oczy nie widziały. Wiadomo, teraz i Smolarz był królem i mógł sobie pozwolić na poufałość wobec jego królewskiej mości. Rozdział dwudziesty drugi Spotkanie królewien
Wepchnięta przez najjaśniejszego pana do karocy, Lideczka wpadła prosto w ramiona królewny Weroniki. – Na miłość boską, królewna, a ty co tu robisz? – Lideczka zrobiła wielkie oczy. I już zaturkotały koła po kamienistej drodze, wiodącej w dół z drewnianej górki, i konie pędziły coraz to dalej i dalej od chałupy Smolarza i jej drużyny, króla jego mości. Królewna przez chwilę ze zdumieniem patrzyła na Lideczkę, a potem załkała. Czyżbyś nic nie wiedziała? Wysiądź, jeśli nie chcesz równie źle skończyć. Lideczka usiadła naprzeciwko Weroniki i załamała ręce. Coś mi się wydaje, że jego królewska mość bardzo się pomylił.
Albo ty, królewno, powinnaś siedzieć w innej karecie. Tak, to prawda. Tylko, że przed samą drewnianą górką zebrało się królewnie Weronice na kichanie. wobec czego, gdy tylko Orszak się zatrzymał, pobiegła do skrzyni po chusteczkę. A chusteczki miała ułożone na samym dnie. Zanim Weronika wyjęła wszystkie suknie na co dzień, wyjściowe, wieczorowe i balowe, strój do jazdy konnej i suknię ślubną z trenem długim na siedem metrów, wszystkie pary trzewiczków i pantofelków, klejnoty, ręczniki i bieliznę pościelową, i zanim to wszystko ułożyła na powrót, już znalazły się w karecie we dwie z lideczką. Wsadził mnie tu najjaśniejszy pan, żebym zamiast ciebie, królewno, pojechała do smoka.
Wyjaśniła Lideczka. Jestem Lideczka Mioduszkówna, córka smolarza z drewnianej górki. Królewna zgorszyła się. Oj, to nieładnie statki strony. Natychmiast wysiadaj i wracaj do domu. Ani mi to w głowie, rzuciła śpiesznie Lideczka. Przecież ten smok nieboraczek na pewno na mnie czeka. Królewnie Weronice ze zdumienia wypadła z rąk koronkowa chusteczka i niczym płatek śniegu sfrudnęła na podłogę. Co? Na ciebie? I Lideczka musiała wyjaśnić Królewnie Weronice, jak to naprawdę jest ze smokiem Belfegorem. Blade policzki królewny różowiały coraz to bardziej i bardziej i za drugą górą śmiała się już w głos z panów z królewskiej drużyny myśliwskiej, którzy jeden przez drugiego prześcigali się w opowiadaniu o straszliwym i krwiożerczym smoku.
Droga na polany mijała dziewczętom cudownie. Za trzecią górą znała już Weronika wszystkich braci Litki, Smolarza, panią Mioduszkową i dziadunia Kowandę. Za czwartą Lideczka wiedziała, co król Jegomość najbardziej lubi jeść na obiad. Za piątą królewna zaproponowała Litce, aby mówiły sobie po imieniu. Za szóstą Królewna dowiedziała się, że od dziś to lideczka właściwie także jest królewną, a za siódmą wciąż jeszcze nie mogły zdecydować, co będzie z posagiem. Ani jedna, ani druga nie przywiązywały do tego wagi. Lideczka twierdziła, że do niej nie należy i że go nie potrzebuje, a królewna Weronika za nic nie chciała swojego wiana.
Jeśli już raz król darował jej litce, nie ma o czym mówić. Na skraju polany stangret zeskoczył z kozła i ostrożnie zapukało drzwiczki. – Panno Lideczko – szepnął głosem, jak po ciężkiej chorobie – jesteśmy na miejscu. Królewna Weronika przyłożyła palec do ust i pokręciła głową, że niby jej tu nie ma. Za nic na świecie nie chciało jej się wracać do pałacu. Litka wysiadła z karocy. Podziękowała Stangretowi za podwiezienie i zwinęła dłonie w trąbkę. Hop, hop, Smoku Belfegorku, gdzie jesteś? A kuku, to ja, Liteczka Mioduszkówna.
Przyjechałam do ciebie w odwiedziny. I w tej chwili zatrzeszczało w gęstwinie i kilka sosen zwaliło się na ziemię. Smok Belfegor stał na polanie. – Lideczko! – ryknął radośnie. – A więc przyszłaś do mnie, a ja myślałem, że już cię nigdy nie zobaczę. Królewna Weronika zatkała sobie uszy i ukryła głowę w ramionach. Stangret Krzysztofek, nie zwlekając ani chwili, rzucił się do ucieczki. A biegł tak chyżo, że gdyby to działo się dzisiaj, wygrałby na Igrzyskach Olimpijskich. Biegł na wszystkich dystansach. Litka dawała smokowi znaki rękoma.
Nie krzycz tak, Belfegorku, bo mi jeszcze królewnę wystraszysz. Jaką znów królewnę? Ja tu żadnej królewny nie widzę. Ależ królewnę Weronikę, córkę najjaśniejszego naszego pana. Weroniko, wyjdź z karety. O, co to, to nie, sprzeciwił się smok Belphegor. Z nikim z królewskiej rodziny nie zamierzam się przyjaźnić. Nie tak dawno całe popołudnie przesiedziałem na dachu, czekając, aż mnie król jego mość, czy też któryś z jego dzieci raczej powitać. I wiesz, Lideczko, jak to się skończyło? Pozamykali okna i drzwi i nikt nawet nosa nie wystawił. No sama powiedz, grzecznie to tak? Nie jestem przecież jakimś potworem czy nieokrzesańcem, aby tak ze mną postępowano.
Ładny z ciebie smog i bardzo miły, przyznała Lideczka. Objęła smoka belfegora za szyję i przez dłuższą chwilę coś mu opowiadała. Smog kilkakrotnie z niedowierzaniem pokręcił głową. Raz po raz wypytywał o coś, a w końcu paszcza mu się rozciągnęła w szerokim uśmiechu. Królewno Weroniko skłonił się przed karocą. Pięknie cię witam. Wyjdź proszę. Rozdział dwudziesty trzeci. Królewna Weronika znajduje narzeczonego. Na polanie zjawił się żołnierz w czerwonym kubraku, nasuniętym na oczy czaku ze szkarłatnym pióropuszem.
Myślisz, że on jest z żelaza? Nic złego nie może mi zrobić, uspokajał Lideczkę Smok Belfegor. Moim łuskom takie łaskotanie wcale nie zaszkodzi. Z karocy wysiadła królewna Weronika i otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę nie mówiła ani słowa, a potem odezwała się cichutko. – Żołnierz z czerwonego pułku, z pierwszego szeregu, trzeci z lewej. – Ach, żołnierze go, skąd ty się tu wziąłeś? Żołnierz zapomniał o smoku Belfegorze, uśmiechnął się do królewny i uklęknął przed nią na kolana. Zdaje się, że również Weronika zapomniała o Smoku Belfegorze, o Lideczce, a może nawet o najjaśniejszym panu i królewskim zamku wraz z całą służbą i panami szlachtą.
Smok Belfegor mruczał. Lideczko, czy królewna Weronika przyjechała tu do mnie, czy do tego żołnierza? Dlaczego nie zwraca na nas uwagi? Lideczka uśmiechnęła się do Smoka Belfegora i pogładziła go po paszczy. Chodź, Smoku Belfegorku. prosiła go. Pokażesz mi swoją jaskinię. Czyś wyłożył ją już kamieniami? Żołnierz z czerwonego półku podniósł się z ziemi. Przypominasz mnie sobie, królewno? spytał. Naprawdę? Naprawdę? Weronika pochyliła głowę i nic, i tylko spod walki po kryjomu przyglądała się żołnierzowi. A chłopak ci to był niczym róży kwiat, z rumieńcem na twarzy i oczyma czarnymi jak smoła.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Król Mioduszek rozważa, jak zwrócić królewnę Weronikę do domu, sugerując, że może to zrobić przez lideczkę.
Smolarz Mioduszek zdecydowuje się na propozycję króla, mówiąc, że nie może spełnić jej.
Król Mioduszek zostaje oznaczony jako nowy król drewnianej górki, a jego rodzina również otrzymuje tytuł królewiczy.
Lideczka zostaje wyrzucona z karety królewny Weroniki i wyjaśnia jej sytuację.
Lideczka i Weronika poruszają temat smoka Belfegora na drodze do pałacu.
Lideczka spotyka smoka Belfegora i Weronika zostaje zmuszona do opuszczenia karety.
Weronika i Łukasz, kowal z Radościń, ostatecznie zostają ze sobą i zaczynają nową rodzinę.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zapraszam na środowe spotkanie ze smokiem Belfegorem!
Dzisiaj dowiecie się co dalej z biedną królewną Weroniką.
Czy Belfegor, obrażony za niegrzeczne powitanie w mieście, postanowi skorzystać ze swojego "smoczego prawa"?
A może król wynajmie jakiegoś szewczyka z Polski?😉
Miłego wieczoru ze Słuchanocką😊😊😊
P.S. To nie to, że się powtarzam...ale... zachęcam do subskrybowania kanału!!! (...ja wcale nie krzyczę, ja mam tylko doniosły głos😉😎🤣)