Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie polskie - O NIEFORTUNNYM DIABLE

03.11.2024 ·36 min 24 s · 6 rozdziałów

Wydaje mi się, ze pobiłam rekord długości bajki ;) :) A co do bajeczki. W polskich bajkach i baśniach jest wiele takich, które opowiadają jak to sprytnym ludziom udaje się oszukać diabła czyhającego na ich dusze :)Ta bajka również wpisuje się w ten kanon, aż prawie tego głupiutkiego diabła szkoda XD - prawie ! ;)Miłego słuchania

0:30 · Baśń o Niefortunnym Diablu 2

Ale król ani myślał odstąpić od powziętego zamiaru. Obwieścił na wszystkie strony świata, że kto zbuduje upragniony przez niego most, ten otrzyma tyle złota, ile sam waży. Po tym obwieszczeniu zgłosił się do króla jakiś młody, początkujący murator i podjął się budowy mostu pod warunkiem, że otrzyma niewielką zaliczkę na zakupienie budulca i najęcie robotników. Do tak trudnej roboty zmusiła go bieda i ciężka choroba ukochanej matki. Da mi królu zaliczkę, to zwołam lekarzy, żeby wyleczyli mi matkę, a co będzie dalej, to zobaczymy – myślał sobie, idąc do króla.

Jakże się więc ucieszył, gdy król przystał na jego warunki i kazał mu wypłacić na poczet przyszłych zasług caluśkie sto dukatów. Nawet ostrzeżenie króla, że straci głowę, jeśli nie wybuduje mostu, nie zmąciło jego radości. Pełen otuchy i wiary w lepszą przyszłość, powierzył matkę opieceń najznakomitszych lekarzy, potem nabywszy sporą ilość drewna i żelaza, najął robotników i zabrał się do budowania mostu. Pracuje przy nim na równi z robotnikami jeden tydzień, potem drugi i trzeci. A robota nie rusza się z miejsca ani na krok. Martwi się ten biedny murator, bo martwi, ale wciąż nie traci nadziei, że może jakoś zbuduje ten most.

4:05 · Murator i Diabeł 7

Biadając tak, usłyszał za sobą czyjeś kroki. Obejrzawszy się, zobaczył kuso ubranego Franta, który wkrótce przemówił do niego tymi słowy. — Słyszałem twoje narzekania i wiem, co cię czeka za niezbudowanie mostu. Żal mi twojej młodej głowy i chcę cię jakoś wyratować. — Dziękuję ci za życzliwość, miły człowiecze — odrzekł murator zgłębionym głosem. Ale pozwól, iż Cię zapytam, w jaki sposób chcesz uratować moją głowę? – W bardzo prosty sposób. Zbuduję Ci most. – Jeśli mnie o to poprosisz – odrzekł przybysz, uśmiechając się wesoło.

– No to buduj, że go przyjacielu buduj – krzyknął uradowany murator. Lecz po chwili zastanowienia zapytał. Ale racz mi powiedzieć, czego żądasz ode mnie za taką przysługę? Nie żądam niczego. Za moją fatygę wezmę tylko sobie to żywe stworzenie, które przejdzie pierwsze pomoście. A kto ty jesteś? Czy ty Abel, nie diabeł? Zaniepokoił się murator. Zgadłeś, przyjaciel? Odrzekł przybysz. Muszę ci jednak zwrócić uwagę , że ty i twoi robotnicy mylili się mówiąc, że tego mostu nie zbuduje nawet diabeł.

Otóż lęczę ci słowem honoru, że ja zbuduję go i to w bardzo krótkim czasie, o ile się oczywiście zgodzisz na moje skromne warunki. – Co mam robić? – Zgadzam się, zgadzam – rzekł murator, podając diabłu rękę na znak, że przyjmuje jego warunki. Diabeł po zawarciu umowy z muratorem kazał mu iść do domu, a sam zabrał się do roboty. Pracował trzy dni i trzy noce, nie odpoczywając ani przez chwilę. Toteż rankiem czwartego dnia most był już całkiem gotowy do użytku. Przywołał wtedy muratora i pokazawszy mu swoje dzieło, rzekł mu wesoło.

Jak widzisz, dotrzymałem słowa, biegnij więc do króla i poproś go, aby przybył podziwiając twoją robotę. Pospieszył murator do króla i oznajmiwszy mu o zbudowaniu mostu, zapytał, kiedy chce go obejrzeć. Przybędę obejrzeć most jutro o świcie, a jeżeli będę z niego zadowolony, to tegoż dnia dostaniesz resztę należnego ci złota – odrzekł król, po czym kazał muratorowi nie oddalać się z pałacu, gdyż życzył sobie, aby mu towarzyszył w podróży i oględzinach mostu. Jeszcze przed świtem następnego ranka stanął król z muratorem i gromadą dworzan na szczycie jednej z gór i oczami pełnymi podziwu patrzył na most łączący

Jedną górę z drugą. Pochwalił muratora za piękną robotę i kazał skarbnikowi przygotować dla niego wordukatów. Tymczasem diabeł, przybrawszy postać dworskiego sługi, kręcił się wśród otoczenia króla, a w pewnej chwili przemówił głośno. Nie przeczę, moi panowie, że most jest bardzo piękny, ale kto może zaręczyć za jego trwałość? Niewsparty filarami, wisi w powietrzu i kto wie, czy nie zerwie go pod ciężarem człowieka, nawet tak chudego i lekkiego jak murator, który go zbudował. Król, usłyszawszy podstępny głos diabła, zamyślił się głęboko, po czym zdecydował uroczyście.

– Uważam za słuszne i pożyteczne, aby dla sprawdzenia wytrzymałości mostu pierwszy przeszedł po nim jego budowniczy. – A więc, mości pani – zwrócił się do muratora – rozkazuję ci przejść przez ten most krokiem powolnym, ale mocnym. Struchlał murator, usłyszawszy rozkaz króla. Zrozumiał, że przegrał sprawę z kretesem. Zamiast spodziewanego bogactwa i sławy, wpadł nieżywy w ręce diabła. Przyznać się, że miał z nim spółkę? Nie mógł, gdyż za konszachty z piekłem spalono by go na stosie. Gdy król ponaglał go, Murator, chcąc choć na kilkanaście godzin odroczyć rozstanie się z tym światem, poprosił króla, by próbę wytrzymałości mostu odłożyć do jutra.

— Spójrz, miłościwy panie — mówił — że farba na moście jeszcze nie wyschła. Jeśli teraz przejdę po nim, to uprzczę go śladami moich nóg i trzeba będzie je zamalować, a farby na to już nie mam. — Słusznie mówisz — przyznał król i odroczył próbę do południa następnego dnia. Diabeł nie bardzo radł z tego, ale co miał robić? Położył się przy moście, aby przespać czas oczekiwania na ciało i duszę biednego muratora. Murator zaś powędrował do domu pożegnać się z matką i nielicznymi przyjaciółmi. Jednak ani matce, ani przyjaciołom nie powiedział, co go jutro czeka.

9:29 · Sprawdzenie Wytrzymałości Mostu 3

Oznajmił im tylko, że z polecenia króla udaje się w bardzo daleką i niebezpieczną podróż. Dopiero gdy następnego ranka żegnał się z matką, wyznał jej, gdzie i po co idzie. Płakało biedne matczy skorzewnie, rozstając się z synem. Płakał też murator, wychodząc z domu. Widziała to przechodząca obok ich chaty stara żebraczka i zatrzymawszy Muratora zapytała go czemu się smuci i płacze, skoro już jest bogaty i sławny. Ach, diabli mi nadali takie bogactwo, desperacko mruknął Murator i chciał odejść od żebraczki. Ale ona wyczuwszy w jego głosie coś niedobrego zaczęła nalegać, by jej powiedział przyczynę swego smutku i desperacji.

Stara jestem i niejedno widziałam na świecie, więc może zaradzę biedzie, która, jak widzę, dokucza ci srodzę. Nie mam już nic do stracenia, więc jej powiem, czemu się smucę, a nóż starucha pomoże mi umknąć z pazurów diabła, pomyślał murator i wyjawił żebraczce wszystko. Nie smuć się, mój miły, rzekła żebraczka, wysłuchawszy go. Dla mnie okpić diabła to bagatelna rzecz, trudniej jest okpić anioła. Ale w razie konieczności, potrzeby, to i to potrafię. – No to radź, co mam robić, jeno prędko, bo już niedługo muszę być przy moście – prosił murator.

– A więc słuchaj, gdy król każe ci wejść na most, ruszaj tam żwawo i ochoczo, a resztę to już ja załatwię. Po załatwieniu sprawy dasz mi parę dukatów i nowe trzewiki. Zaszczegła się, po czym razem z muratorem podążyła na miejsce próby. Przy moście zastali już tłum ludzi, gdyż prócz służby króla i jego dworzan przybyła tam załoga obu zamków. Żebraczka wmieszała się w ciżbę ludzką, a murator stanął o kilkanaście kroków przed mostem. Niedługo przybył też i król Jegomość. Przywoławszy Muratora do siebie, zapytał, czy most nadaje się już do próby.

12:05 · Rozwiązanie Problemu 2

Otrzymawszy odpowiedź, że farba na moście wyschła należycie, rozkazał mu przejść przez niego. Gdy Murator miał już wykonać rozkaz króla, żebraczka krzyknęła wielkim głosem – Miłościwy królu, powstrzymaj się i racz posłuchać moje rady. Wszakże król, chcąc popisać się dobrotliwością, dał znak dworzanom, by poniechali staruszki, a następnie spytał ją urągliwie. Jakąż to radą chcesz mnie wesprzeć, mościa dobrodziejko? Na to żebraczka, nie tracąc ani muszu, przemówiła rezolutnie. – Miłościwe panie, patrząc na tego chudziaka, który ma przejść przez most, obliczyłam, że nie waży nawet tyle, co dobra koza.

Że most nie zerwie się pod nim, to bardziej niż pewne. Dlatego myślę, że byłby lepiej, gdyby dla wypróbowania siły mostu przeszedł po nim ktoś bardziej zażywny, a zatem cięższy niż ten chudzina. — Widzę, babko, że mimo wieku zachowałaś roztropność i jasność umysłu — pochwalił król żebraczkę i, rzuciwszy jej dukata, krzyknął w stronę swych dworzan i urzędników. — Hej, mości panowie, niech no któryś z was, byleby tylko gruby i ciężki, przekroczy przez ten most. Słowa króla ucieszyły tylko diabła, bo już był pewny, że poniesie do piekła nie chudzinę Muratola, lecz jakiegoś brzuchatego wielmorze.

17:28 · Koniec Baśni 1

Zarechotała przy tym tak szerokim śmiechem, że mógł dokładnie zlustrować jej bezzębną gębę. Oto w jaki sposób przebiegła żebraczka pognębiła diabła, a muratora uratowała od zguby. Dostała od muratora obiecane dukaty oraz trzewiki. Przez to zadowolona z siebie i ludzi powędrowała na odpust do sąsiedniej parafii. Murator zaś z workiem dukatów wrócił do domu i wesoło opowiedział matce, jak żebraczka okpiła diabeł. Niefortunny diabeł, nim ruszył do piekła, błąkał się przez kilka dni po różnych pustkowiach, obmyślając sposób wytłumaczenia się przed Balzebubem z poniesionej porażki.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.