Bajki i baśnie Świata. LISICA I WILCZYCA - baśń ukraińska
Dzisiejsza historyjka jest króciutka, ale myślę, że jest wystarczająco sympatyczna i pouczająca (jak to zwykle w bajkach bywa), by zagościć na Słuchanockach. Pochodzi z książki autorstwa pań Markowskiej i Milskiej (a jakże!), ze zbiorku: "Srebrna gołębica". Miłego słuchania!😊😁P.S. Informacja dla tych Sympatyków, którzy mogli czuć się zdezorientowani tym, iż w ostatnią środę nie było jednego odcinka "Belfegora z Drewnianej Górki". Takie sytuacje mogą się zdarzać i wtedy najlepiej szukać informacji na mediach społecznościowych - Facebook, Instagram, karta społeczności YouTube, ewentualnie Patreon, Patronite (aczkolwiek tu nie zawsze).
Pobiegła w pole, siadła pod gruszą. Patrzy, pastuszkowie gnają bydło do obór. Dzień dobry, chłopcy, mówi lisica. Dzień dobry, lisiczko, siostrzyczko, pozdrawiają ją pastuszkowie. Jak ci się wiedzie? Nie narzekam, nie narzekam. Jakoś się żyję, pomaleńku. Od pierożków słodkich smakiem napiekłam. Chcecie, to się zamienimy. Wy mi dacie byczka jednorocznego, a ja wam pierożki. Jakże to? Byczka za pierożki mamy oddać. – mówią z wielkim zdziwieniem pastuszkowie. – Moje pierożki takie, jakich nikt na świecie nie upiecze, wartej trzech byczków, nie jednego – rzecze lisica.
– A zresztą nie chcecie, to małe zmartwienie. Pójdę do wsi, tam mi każda gospodyni da za nie, co tylko chce. Poskrobali się pastuszkowie w głowy, na pierożki patrzą, a one pachną tak smakowicie, że ślinka idzie do ust. – Dobrze, dawaj pierożki, lisiczko, i bierz sobie byczka – mówią. Zamienili się i lisiczka pognała byczka w las. Przywiązała go za nogę do dębu, a sama poszła rąbać drzewo na sanki. – Rąbie, rąbie, toporem macha i przygaduje – Rąb się drzewo, a szybciej. Drzewo proste i grube i wysokie i mocne. Saneczki mi są potrzebne.
Zrąbała drzewa, zrobiła sanki, zaprzęgła do nich byczka, sama rozsiadła się z tyłu jak pani i pojechała. Śnieg był puszysty, san na dobra. Jadą, jadą lasem, aż spotkali wilczycę. Witaj, lisiczko, siostrzyczko, mówi wilczyca. Witaj, moja ty kochana, odparła lisica. A skąd żeś ty wzięła tego byczka i sanki? Jak to skąd? Pierożki na byczka zamieniłam, sanki z desek zrobiłam i jadę w świat. Podwieź mnie, siostrzyczko, prosi wilczyca. Już nóg nie czuję. Sanke małe, gdzie ty się tu zmieścisz?
Połamiesz mi płozy. Pozwól mi choć jedną łapą się o nie wesprzeć, już mi lżej będzie. No dobrze, kładź łapę, ale tylko jedną, mówi lisiczka. Położyła wilczyca łapę na sanki i pojechali dalej. Nie minęło wiele czasu, aż tu wilczyca jęczy. – O, siostrzyczko, ledwie się wlokę. Pozwól, żebym drugą łapę położyła. – Sanki połamią się, nie można. – Nie połamią się, nie połamią. Moja łapka delikatna jak u panienki. – No to kładź. Jedźmy, pomśpieszno. Pojechali dalej.
Ale gdzie tam, zdaje ci się moja najmilsza, one wcale nie trzeszczą, to orzechy gryzę po drodze. – Kiedy mi też? – Kiedy mi już ostatni rozgryzła. Ujechali jeszcze spory kawałek drogi. – Och, lisiczko, siostrzyczko moja najdrosza, pozwól, że koło ciebie usiądę – skamlę Wilczyca słabym głosem. – W oczach mi już pociemniało z utrudzenia. – Nie ma miejsca na sankach. Sama widzisz. Gdzież usiądziesz? Już ja się tak skurczę, zrobię się taka maleńka, że się zmieszczę, zobaczysz. Sanki mi połamiesz. Czym będę drwała zwozić siano i ściółkę dla byczka?
Czemu bym miała od razu sanki łamać? Taka jestem leciutka jak listeczek. Siądę sobie cichutko, skulę się, byle tylko troszkę odpocząć. Zlituj się, moja kochanieńka. No to już siadaj, siadaj. Nie ma na ciebie rady nijakiej. Wzdycha lisica. Siadła wilczyca na sanki, a tu trach, trach, trach, sanki się rozleciały. Płacze lisiczka, włos rwie z ogona i wilczycę przeklina. A podaj byś szczezła, a nie mówiłam, że tak będzie? Co ja teraz zrobię nieszczęśliwa? Popłakała, powzdychała, naprzeklinała i powiada. Co tak stoisz i gębę rozwierasz jak głupia?
Strąca lisica łapą jedną rybę, drugą, trzecią. Spadły w śnieg jak w puch. Nic nikt nie posłyszał. Strąca lisica ryby i strąca. Wreszcie nie jedna na wozie nie została. Zeskoczyła z wozu na ziemię, hyc, i skryła się w rowie. Rybacy z wozem dalej pojechali, ani się nie obejrzeli. Pozbierała lisica ryby z drogi, najadła się dosyta, że i ruszyć się nie mogła. Wtem nadbiega wilczyca. – Witaj, siostrzyczko lisiczko. – Idź precz, pókim dobra. Ty złodziejko, byczkami zjadłaś.
– Ja ci byczka zjadłam? Niech mnie tu na miejscu, gdzie stoję lew rozszarpie, jeśli to prawda. – No, to kto go zjadł i skórę wypchał trawą? Ty odeszła w las, przyszli jacyś ludzie z wioski. Skryłam się w zaroszlach i wszystko widziałam. Zabili byczka, mięso wzięli, skórę sianem wypchali, uciekli po kryjomu z łupem. Tak mi się ich przestraszyła, że ledwie mrzywa. Daj mi, siostrzyczko, lisiczko, choć jednej rybki spróbować. Głodnam. To mia się na to namordowała. Godzinami czatowała, nim je nałowiłam. Żeby byle komu za darmo je oddać? Nie ma głupich. Jak chcesz jeść ryby, to sama sobie nałów.
Kiedy ja nie umiem łowić ryb? I cóż to trudnego? Idziesz do przerębli, spuść ogon do wody, siedź cichutko i mów te słowa. Rybko duża, rybko mała, daj się złowić, nie bądź taka nieużyta. Wtedy będziesz miała ryb, że ich nie udźwigniesz. Dzięki za nauczkę, siostrzyczko lisiczko. Pędy pobiegła wilczyca nad staw. Siadła nad przeremblem, ogon w wodę wpuściła i szepce. Rybko duża, rybko wielka, rybko tłusta, daj się złowić, nie bądź taka nieużyta. Jak łowić to duże i tłuste, myśli. Po co sobie maleńkimi głowy zawracać?
Siedzi wilczyca na lodzie, łapy jej marzną. Ogona zimna nie czuje, bo mróz wziął tęgi. A lisiczka biega po brzegu i woła. No, jak tam? Łowią się rybki? Jakoś nie chcą się złowić. Bądź cierpliwa, złowią się, złowią. Ruszyła wilczyca ogonem. Oho, coś jej ciężko, pewnie rybki się złowiły. Rybki duże, rybki tłuste, dajcie się złowić. Mamrocze wilczyca ledwie już żywa zimna. No, wyciągaj ogon z wody, pewnie się już nałowiło sporo. Radzi lisiczka. Ciągnie wilczyca ogon, ciągnie, ani róż wyciągnąć nie może.
Czterema łapami w lód się zaparła, tu ogon ani drgnie. Przymarzł do brzegu przerębla. Oj, oj, boli. woła wilczyca. Widzisz, to dlatego, żeś taka chytra. Nie chciałaś małych rybek łowić, wciąż tylko wielkie i tłuste zaklinałaś. No to masz teraz za swoje. Tyle ich się do ogona przyczepiło, że nie udźwigniesz, mówi lisiczka. Wyprężyła się wilczyca, wszystkie siły wytężyła i aż z bólu zawyła. Ogon z lodu wyrwała, ale razem z sierścią przymarzniętą. Au, au, – Au! – wyje przeraźliwie.
Zlecieli się ludzie nad przerembel, zobaczyli wilka, kijami go przepędzają. Ledwie z życiem uszła wilczyca. A lisiczka w las pomknęła i w kółak się śmieje. – Dobrze ci tak za moją krzywdę, dobrze ci tak, ty chytrusko. Teraz już wiesz, że ze mną sprawa niełatwa. – Au! Au! – Au! Do tej pory wyje po lesie wilczyca. Łeb do księżyca podnosi i skarży się na lisiczkę, co ją w pole wywiodła. Koniec.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Lisica prosi pastuszków o byczka za pierożki, a potem zabiera wilczykę na sanach do lasu.
Wilczyca próbuje siadnąć na sanach, ale lisica zmusza ją do położenia trzech łap, co kończy się rozwaleniem sanki.
Wilczyca zabiła byczka i ukryła się w rowie, gdy rybacy zabrali lisicę na szubę.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dzisiejsza historyjka jest króciutka, ale myślę, że jest wystarczająco sympatyczna i pouczająca (jak to zwykle w bajkach bywa), by zagościć na Słuchanockach.
Pochodzi z książki autorstwa pań Markowskiej i Milskiej (a jakże!), ze zbiorku: "Srebrna gołębica".
Miłego słuchania!😊😁
P.S. Informacja dla tych Sympatyków, którzy mogli czuć się zdezorientowani tym, iż w ostatnią środę nie było jednego odcinka "Belfegora z Drewnianej Górki". Takie sytuacje mogą się zdarzać i wtedy najlepiej szukać informacji na mediach społecznościowych - Facebook, Instagram, karta społeczności YouTube, ewentualnie Patreon, Patronite (aczkolwiek tu nie zawsze).