Szczęście i Pangloss
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected] Lewestam
Dorota. Droga pani Doroto, czy słyszała pani o panglosie? Tak, to ten wesoły filozof z Woltera. Otóż Panglos, i tu zaczyna się cytat z kandyda, przerywany dalej częstym moim komentarzem dla wygody słuchacza i jasności, mówionym trochę większym szeptem. Panglos wykładał tajniki metafizyko-teologo-kosmologo-nigologii. Dowodził wprost cudownie, że nie ma skutku bez przyczyny i że na tym najlepszym z możliwych światów nic nie może być inaczej. A ponieważ wszystko istnieje dla jakiegoś celu, wszystko z konieczności musi istnieć dla najlepszego celu. Dość duży skok logiczny ma tu miejsce w wykonaniu drugiego Panglosa, zupełnie jakby mówić, że istnieją koty, w związku z czym muszą istnieć wyłącznie najlepsze koty.
Zważcie dobrze, iż nosy są stworzone do okularów, dlatego mamy okulary. Nie będę komentować tego żałosnego zastosowania rozumowania teleologicznego do kwestii biologiczno-rewolucyjnych, jestem bowiem litościwa. Nogi są wyraźnie stworzone po to, aby były obute, dlatego mamy obuwie. Tutaj też zmilczę, chociaż aż mnie nosi i zaczynam myśleć, że facjata Panglosa była wyraźnie stworzona do spotkania się z piąchą, co jednocześnie wyraża moją frustrację jego filozofią i korzysta z jej założeń w celu poniżenia go. Świnie są po to, aby je zjadać, dlatego mamy wieprzowiną przez cały rok. Świnie byłyby niezwykle zaskoczone takim obrotem metafizyki, jeśli usłyszawszy to zjadłyby Panglosa, należałoby im przyklasnąć.
Z tego wynika, iż ci, którzy twierdzili, że wszystko jest dobre, powiedzieli głupstwo, trzeba było rzec, że wszystko jest najlepsze. Koniec cytatu. Dzięki Bogu. Przytaczam tu, niedosłownie, fragment o panglosie pani Doroto wraz z kąśliwym komentarzem, bo myślę sobie, że niewiele jest w naszej kulturze miejsc dla takich, co nie dość, że są szczęśliwi, to się jeszcze ze swoim szczęściem nie kryją. Jest takich miejsc dokładnie trzy. I żadne nie wydaje się atrakcyjne. Jeden możliwy szczęściarz to właśnie Panglos, czyli ktoś, kogo podejrzewa się obłąd myślenia i związaną z nim pewną hipokryzją. Ideologia go tak mocno trzyma w swoich szponach, że nie chce spojrzeć na fakty.
Panglos wyznaje optymizm, więc twierdzi, że jest fajnie, ale mógłby być na przykład marksistą w czasach komunizmu, który publicznie twierdzi, że za nic nie chciałby mieszkać na zepsutym zachodzie. Drugi szczęściarz to kandyd, jego uczeń, czyli ktoś, komu przypisujemy błędy charakteru i poznania. Naiwność, niemożność dostrzeżenia cierpień i zła w oku. Kandyd jest zadowolony z życia głównie dlatego, że niewiele z niego rozumie. Trzecim możliwym szczęściarzem jest ktoś niemoralny. Samolub, który zdołał jakimś cudem odsunąć od siebie wszystkie ludzkie trudy. Albo potrafi najzwyczajniej w świecie nie przejmować się okropieństwem świata. I wszystkich trzech trzeba albo kąśliwie wyśmiewać, moja próbka była wyżej, albo nimi pogardzać, albo ich potępiać.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.
Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]
Karolina Lewestam