Na początku było słowo
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected] Lewestam
Masz problem? Napisz do mnie na rozmowy z k.mołpa.magazynpismo.pl Może uda się nam przeżyć moment prawdziwej rozmowy. Karolina Lewestam Droga K. Czy muszę potrzebować ludzi? Czy chcę potrzebować ludzi? Czy powinnam potrzebować ludzi? Czy jestem robotem, jeśli zwykle wybieram bycie samą? Zazdroszczę przyjaciółce, która z podróży przywozi przynajmniej jedną historię nieznanej wcześniej osoby lub nawiązuje przyjaźnie do końca życia. Wygląda to lekko i łatwastycznie. A ja? W życiu spotkałam mało przyjaznych ludzi, to fakt.
Tak zwani bliscy w przeszłości mnie ranili lub ignorowali. Ale teraz jestem dorosła i to ja decyduję, czy pozwolę dać się zranić. Nie mam już poczucia, że relacje z ludźmi są zagrażające, a jednak nadal żyję na obrzeżu społeczeństwa. Chciałabym być normalna i nie zastanawiać się, czy jednosensowne i wartościowe spotkanie w miesiącu to całkiem spoko, czy wręcz przeciwnie, że mieszczę się tylko w normie dla odludków i socjopatów. A. Kochana A, opowiem Ci historię, którą już znasz. Na początku było słowo.
I słowem stworzył Bóg niebo i ziemię. Ziemia była wtedy podobno bezładem i pustkowiem, a wszędzie było ciemno, jak gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno. No więc Bóg przytomnie powiedział, niech się stanie światłość i trach stała się światłość od samych słów Boga. I tak dalej, i tak dalej. Pozwól, że przewinę do przodu, chociaż oczywiście najlepiej jest słuchać tych historii, które znamy, ale teraz są ważniejsze sprawy. Więc powiedzmy tylko, że stworzone zostały między innymi ląd i morze, a potem fauna i flora, włączając w to wszelkie skrzydlate ptactwo. Na koniec zaś Bóg ulepił z gliny człowieka i człowiek mógł nazwać wszystkie zwierzęta w Edenie tak jak chciał, dzięki czemu Bóg dał mu w pewnym sensie posmakować, jak to jest mieć słowo i dzięki słowu stwarzać zupełnie nowe rzeczy.
Następnie miała miejsce scysja dotycząca nieautoryzowanego użycia drzew owocowych. a potem ludzie rozleźli się po całej ziemi. I wiesz, co się stało? Otóż niektórzy z nich odkryli, że czasem, kiedy jeden człowiek rzuci słowa w stronę drugiego, a tamten mu odpowie, od tego spotkania słów powstają niesamowite cuda. Czasem wymienianie się słowami było zwyczajne, jak drogowskaz. Upolowany świniak jest za rogiem. Ale innym razem, kiedy mówili, to czuli się tak, jakby jeden z nich rzucał złoty pył, a drugi zapałkę. I słowa wystrzelały w niebo, kwitnąc jak fajerwerki. To była rozmowa. I kiedy przytrafiła się ludziom, cieszyli się, bo czuli, że choć Bóg dość mocno obraził się na nich za te drzewa, to jednak wciąż zostało w nich coś prawdziwie boskiego.
I czasem było to nawet zbyt boskie, bo kiedyś się im tak cudownie rozmawiało, że z tych rozmów powstała wieża Babel, która sięgała do samego nieba, a Bóg znowu się zdenerwował, bo jednak cenił sobie swój monopol na słowa. Więc namieszał im w głowach i językach. Niech sobie mówią, gdzie jest upolowany świniak, myślał Bóg, ale niech mi tu w niebo nie strzelają fajerberkami. Naprawdę, tym ludziom to się wydaje, że nie wiadomo co. I wtedy właśnie, uważaj tu, a ludzkość podzieliła się na dwie grupy. Jedni, nazwijmy ich paple, należały do nich też podpisane niżej K i twoja przyjaciółka. Wyrzucali wciąż słowa na zewnątrz, w neurotycznych falach, trochę z przyzwyczajenia, a trochę w nadziei, że ktoś im odpowie.
A ze spotkania słów narodzą się nowe, piękne rzeczy. To się zdarzało, owszem, ale tak szczerze to większość czasu ci ludzie bez przerwy kłapali dziobami jak jakieś osoby z magla, a w dodatku bardzo denerwowali Pana Boga. Drudzy zaś zrozumieli, że tylko wtedy zachowają okruch boskiej mocy słów, gdy nie będą się nią ciągle przed Bogiem chwalić. Zauważyli też, że jeśli hodują słowa dłużej przy sobie, Jak kangurzyce robią to z kangurządkami, trzymając je w torbach, zanim się usamodzielnią. To te słowa są pełniejsze i ważniejsze. Trzymali więc słowa w sobie jak ciche skarby. Karmili je, hodowali, szlifowali jak diamenty.
Czasem dotykali ich w nocy, czując jak rosną, jak pulsują. I raz na wiele dni wymieniali się tymi sekretnymi słowami. Ale tylko z takimi, którzy byli tego warci. To było ważne, piękne i przyjemne i w zupełności im wystarczało. Wśród nich była niejaka A. Ale były też chwile, w których A wątpiła w siebie i w swój styl managementu słów. Patrzyła na chodzące po całej ziemi niezliczone paple i myślała, czy ze mną wszystko jest w porządku? Czy nie jestem dziwna? Czy nie jestem chora? I A wtedy cicho płakała, modląc się o to, żeby ktoś ją nauczył, jak nie bać się wypuszczania w świat nieoszlifowanych słów.
Aż pewnego razu przyszedł do niej Bóg. Usiadł koło jej łóżka, odpalił papierosa, położył nogi na nocnym stoliku i powiedział, ciii, nic nie mów, A. Ja słowami stworzyłem cały świat i wiem o nich co nieco. I zdradzę ci wielki sekret. Z gadania po próżnicy nigdy nic dobrego jeszcze nie wynikło. Trzymaj słowa w sobie, głaszcie, rozczesuj im kołtuny, dokarmiaj. Pewnego dnia będą gotowe. Spotkasz kogoś, do kogo zatęsknią i same będą chciały wyjść na świat. I A spokojnie zasnęła. A Bóg wstał, popatrzył przez okno, wyrzucił nie do pałek i spojrzał na nią, wiedząc, że ona już wie, że jest właśnie taka, jaka ma być.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.
Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]
Karolina Lewestam