Mentionsy Mentionsy
Ślązag
Ślązag

Śląska przyroda potrzebuje rezerwatów. Rozmowa z Magdaleną Gościniak, ekspertką ochrony przyrody

06.02.2026 ·1 godz 4 min

Magdalena Gościniak, ekspertka ochrony przyrody w Ślązaq: "Wycięto taką przepiękną aleję niemal 200-letnich buków i ja po prostu stanęłam na tym pniu jak na stole i się rozpłakałam. I pomyślałam sobie: nie, nie mogę tego tak zostawić, nie chcę tego tak zostawić.

Kiedy wycięto buki w lesie między Bytomiem a Rokitnicą, w której mieszkam, taką przepiękną aleję niemal dwustuletnich buków i ja po prostu stanęłam na tym pniu jak na stole i się rozpłakałam. I pomyślałam sobie, że no nie, nie mogę tego tak zostawić, nie chcę tego tak zostawić, a wtedy jeszcze nie wiedziałam w jakim jestem nadleśnictwie, jak w ogóle wygląda struktura Zarządzania lasami. Wiedziałam tylko, że są lasy państwowe jako instytucja i po prostu ktoś mi personalnie, bo ja to odebrałam bardzo osobiście, zrobił krzywdę wycinając te drzewa w miejscu, które uwielbiam i do którego chodzę na spacery.

Potem tak się złożyło, że zaczęły się konsultacje, plan urządzenia lasu, już wiedziałam co to jest, dla mojego nadleśnictwa. Czyli nadleśnictwa Brynek. Ważne, że wtedy dyrektorem Lasów Państwowych była osoba, która z tego nadleśnictwa się wywodziła. No i efekt był taki, że narobiłam strasznie dużo rabanu. Ale to był taki raban, Który nie był medialny i on nie był głośny, to znaczy rzeczywiście informacje w mediach się pojawiały i ja czułam bardzo duże wsparcie mediów, ale też nie wszystkich, bo są takie ogólnopolskie stacje, które mi mówiły, jak pani zrobi protest, to my przyjedziemy.

Okej, czyli musi się coś dziać, tak? Tak, musi się coś dziać, musi być krzyk, musi być obrazek, a jeśli... Mówimy o Śląsku, to myślę sobie, że tkanka... Etyczna tutejszych ludzi jest jednak bardzo specyficzna. Tutaj się nie protestuje. Śląsk nie krzyczy, Śląsk pracuje. Okej, i ty też zaczęłaś pracować. Ja zaproponowałam mieszkańcom Zabrza przede wszystkim, tak naprawdę wspólną pracę nad tym, żeby złożyć wnioski konsultacyjne do planu urządzenia lasu. Kupiłam domenę nadleśnictwobrynek.pl. Serio? Serio. I z tego, to był taki nasz naczelny kanał, komunikacja mówię nasz, dlatego że my tak naprawdę działaliśmy w trójkę.

Był jeszcze Adrian z Tworoga i Sławek z Lublińca. Sławek tak naprawdę zaalarmował nas, on zresztą bardzo kompetentnie rozesłał do wszystkich samorządów informacje o tym, jakie zmiany są planowane w nowym planie urządzenia lasu. Ja muszę wyjaśnić, że to jest taki dokument, który powstaje raz na 10 lat. Jak już zostanie zatwierdzony przez Ministra Klimatu i Środowiska, to znaczy, że taki poziom pozyskania drewna będzie w danym nadleśnictwie. To jest dokument wiążący. I on dotyczy każdego nadleśnictwa w Polsce. I on dotyczy każdego nadleśnictwa w Polsce. W Polsce mamy 429 nadleśnictwo, o ile dobrze pamiętam. Nie wiem, czy w ostatnich czasach nie było jakiejś delikatnej zmiany, ale przyjmijmy, że jest ich tyle.

Ja myślę, że społeczeństwo samo było poruszone. Tylko się po prostu dowiedziało o tym. I mieszkańcy nie wiedzieli też, że ich głos ma znaczenie. To znaczy, że mają prawo napisać wniosek, w którym zaznaczą w tym i tym miejscu chcę, żeby ten las był, bo on jest dla mnie ważny. Rzeczywiście to była praca, bo proszę sobie wyobrazić, że tam trzeba nazwać te miejsca. Więc Adrian... Użył aplikacji dla biegaczy, dla biegów terenowych. Można było na komórkę pobrać sobie tę aplikację. Na nią naniósł mapę dokładnie z tych wniosków, znaczy z tych materiałów, które zostały wystawione w konsultacjach.

I idąc śladem można było widzieć, w którym się jest wydzieleniu i co tam jest planowane. Co tam jest planowane przez tych kolejnych 10 lat. Ja powiem, że to był niebywały sukces, bo myśmy ochronili obszar prawie wielkości Parku Śląskiego przed wycinką. To jest jedna rzecz. A druga rzecz jest taka, że w moim lesie, przepraszam mówię moim, chociaż oczywiście on nie jest moją własnością, ale z drugiej strony moim, bo lasy w tym kraju nie są lasami prywatnymi, te które nie są, tylko są lasami, które należą do społeczeństwa w Zarządzie Lasów Państwowych. Zatem każdy z nas ma prawo mówić, że jest to mój las, to jest nasz majątek i nasza odpowiedzialność za to, w jakim są stanie.

I w moim lesie rębnię czwartą D, czyli taką rębnię, która polega na tym, że przez 40 lat wycinany jest kawałek po kawałku, gniazdo po gnieździe. Tego nie widać, no bo tak, tu się pojawia dziura, tu się pojawia dziura, tu się pojawia dziura, tak. To jeśli w pierwszym roku tej rębni urodzi się dziecko i ono się skończy za 40 lat i to dziecko będzie już miało 40 lat, to nie zobaczy drzew starszych od siebie. Coś fatalnego No ale jest to taki jeden ze sposobów rębni, podobno niby całkiem niezły, dla mnie bolesny.

Zamieniono na piątki. Rębnia piąta wcześniej była stosowana tylko i wyłącznie w górach i ona polega na tym, że nie wchodzą maszyny, nie... Ożą ziemi po ścięciu drzew, tylko drzewa są wyjmowane pojedyncze. Dokładnie tą metodą, którą kiedyś nasi dziadkowie w lasach gospodarowali. Jak jest mi potrzebne, to ściągam sobie jedno drzewo. I to jest lepszy sposób? To jest lepszy sposób, dlatego że on po pierwsze nie narusza gleby, nie uwalnia też, nie... Nie przerywa procesów biologicznych, które są w glebie. Nie przerywa powiązań tych grzybowo-roślinnych, które są, o tym pewnie jeszcze dzisiaj będę mówić.

Właśnie nie uwalnia węgla. Ale przede wszystkim zachowuje wielopoziomową strukturę lasu. Czyli mamy i drzewa starsze, i młodsze, i podszyt. Jak nam znika jedno drzewo, jasne, pojawia się więcej światła, więc wszystko sobie pracuje tak, jak trzeba. Ale nie ma tej cholernej orki. Nie ma sadzenia drzew w rządkach, które zmieniają nam kompletnie strukturę lasu. Jak plantacje wyglądają. Ale wtedy poczułaś taką sprawczość też swoją i społeczną też przy okazji, domyślam się. Wtedy poczułam i sprawczość i odpowiedzialność, to znaczy dotarło do mnie, że jeżeli ja umiem zrobić takie rzeczy i to działa, to bez sensu, żebym ja siedziała w kulturze, która

To znaczy, jeżeli mamy przykład rept, w tej chwili wartościowy obszar przyrodniczo. Wszyscy to wiemy, tylko mało kto ma odwagę powiedzieć to wprost. Istnieją zakusy do tego, żeby zmieniać miejscowe plany zagospodarowania. Wiemy doskonale, że domki, bloczki zaraz będą podchodzić pod granicę wyznaczaną przez las. To jest ostatni moment, żeby utworzyć wysoką, możliwie wysoką w danym miejscu formę ochrony. Bo za pięć lat, gdy te bloki już przyjdą, będzie po prostu za późno.

Mamy tę świadomość, mamy to doświadczenie. Jak ktoś leciał szolą na Guido w dół i wie, że to jest tyle i tyle metrów na sekundę, a górnicy lecieli dwa albo trzy razy szybciej, no to się tego nie da zapomnieć, tego ciało nie zapomina. To jest taka wiedza, którą my mamy, wynikającą z doświadczenia. Repty wiążą nam te aspekty. Wiążą nam górnictwo kruszcowe z... Przyrodą, która jest absolutnie niezwykła i o którą zadbały wcześniejsze rody, tutejsze. Bo tak jak las, o którym mówiłam, las Rokietnicko-Miechowicki jest lasem, który należał do Thiele-Winklerów.

Oni nie musieli udawać absolutnie niczego. Jeśli Guido von Donesmark Postanowił wziąć sobie kurtyzanę za żonę, to to po prostu robił. Dla niej wybudował pałac w Świerklańcu na wzór Małego Luwru. No ale w Reptach był drugi pałac, zamek. I w Reptach odbywały się polowania. Tam trzymano zwierzynę po to, żeby można władcy... Uwczesnych czasów mogli sobie postrzelać. W związku z czym, ten las musiał być naturalny. Znaczy, jeśli to miała być zabawa dla elit najwyższych, to to musiało być w takim, a nie innym stanie utrzymywane.

I co się dzieje? Mamy zawirowania związane Najpierw z plebiscytem na Śląsku. Tutaj bym musiała zrobić przypis do mojego lasu i do Rokietnicy, ale pewnie o tym porozmawiamy później. Potem zmieniają się oczywiście granice, przychodzą, zmienia się też państwowość. Mamy koniec rodów śląskich. Zmiana granicy. Zaczyna się Polska Rzeczpospolita Ludowa. Repty zostają. Zamek zostaje rozebrany, bo nie można robotnika denerwować czymś takim.

I ja nie zapomnę tego wrażenia, bo ja jako dziecko byłam w Reptach, myśmy tam odwiedzali wujka, ale nie pamiętałam tego. Jadę tam już jako trzydziestoparolatka. Na spotkanie wiem, że mój krągosłup jest prawie siedemdziesięciolatki. I wjeżdżam w las i sobie myślę, Boże, gdzie ja jestem? Co tu w ogóle się dzieje? To był mój pierwszy kontakt z reptami, potem oczywiście sztolnia i pamiętam jak jeszcze pracowałam w instytucji filmowej Silesia Film, przygotowywaliśmy festiwal Muregio Fan dla producentów filmowych. To jednym z elementów obowiązkowych było pokazywanie ciekawych lokacji i pamiętam, że zaprosiliśmy producentów na przepłynięcie się właśnie sztolnią, czarnym pstrągiem.

A w rezerwatach faunistycznych, tam gdzie jest na przykład wilk, no to już jakby jest kłopot. Dzikie zwierzęta powinny mieć swoją przestrzeń i my nie powinniśmy zostawiać w nich swoich zapachów. Ale u nas przecież na Śląsku jest sporo, wydaje się, rezerwatów. Tam też przecież... Znaczy jest ich sporo, ale czy jest ich, czy one są tam, gdzie być powinny, nie wiem. Wiem, że RDOŚ bardzo mocno pracuje w tej chwili i nad tymi, RDOŚ, przepraszam za ten skrót, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach i nad tymi rezerwatami, które zostały zgłoszone przez Lasy Państwowe w ramach stu rezerwatów na stulecie, ale też z rezerwatami z tak zwanej shadow listy, czyli

Ochronę drugą najwyższą, jedną z dwóch najwyższych, bo jest Park Narodowy i rezerwat. To są te dwie najwyższe formy ochrony, jakie mamy dostępne w tym kraju. No to sprawa jest łatwiejsza. Jasne. A jakie są jeszcze inne takie rezerwaty w naszym regionie? Może ograniczymy się tylko do metropolii. Takie twoim zdaniem cenne. Ja mam dwa moje ulubione. Jeden to jest Las Dąbrowa w Gliwicach. Niebywały, naprawdę, ale moim sercem jest Segiet. A, Segiet jednak. Jest Segiet, jest absolutnie Segiet, który jest też tak zwaną powierzchnią referencyjną. To jest coś, co mają... Straszny termin.

Tak, dlatego że jeśli... Już wyjaśnię jego znaczenie. Jeśli chcielibyśmy zobaczyć, jak wyglądałyby lasy na Śląsku, gdyby nie prowadzono w nich gospodarki leśnej, gdyby mogły się rozwijać... Same se, to właśnie jest Segiet. Tam oczywiście leśnicy wprowadzają jakieś elementy ochrony czynnej, natomiast, czyli są wprowadzone jakieś zabiegi, no bo też Segiet jest rezerwatem udostępnionym. Chodzi o to, żeby nikomu nie spadło na głowę nic. A nie, to tutaj powiem, bo to jest bardzo ważny wątek i tu będę apelować I w imieniu osób, które zajmują się ochroną przyrody po stronie aktywistów czy osób takich jak ja pracujących w NGO-sach, czyli stowarzyszeniach, fundacjach, ale też w imieniu leśników, żeby na Boga w końcu zmienić ten zapis w ustawie, który mówi o tym, że odpowiedzialność karną ponosi nadleśniczy.

Mój kolega z roku Właśnie z tych studiów podyplomowych jest nadleśniczym i na terenie jego nadleśnictwa w momencie, w którym przyszedł do każdego z nas alert RCB o tym, że będzie silny wiatr, weszła para do lasu, tak się złożyło, że poleciał konar, facetowi złamało kręgosłup. Nadleśniczy podciągany jest do odpowiedzialności. Za drzewa, które zrobiły krzywdę. To absurd. Ale tak mamy to poukładane w naszym prawie. Nikt tego jeszcze nie zmienił. I stąd też wynika bardzo dużo napięć, bo bardzo często nadleśniczy po prostu nie chcą ponosić takich konsekwencji, więc wolą drzewa przy szlakach

Obcinać, wycinać. Nie każdy z nich jest też dendrologiem. Wiadomo, że leśnicy uczą się gospodarki leśnej, a nie chuchają i dmuchają o każde drzewo, tak jak my w miastach. Nie są arborystami. Bo lasy państwowe, tak jak mówiłaś kiedyś mi, nie są od ochrony przyrody. To jest chyba ten taki główny kłopot, który my mamy poznawczy. Jak patrzymy na Lasy Państwowe jako na instytucje, to oczekujemy, że oni będą chronić przyrodę. Bo oczywiście jest to zapisane w ustawie o lasach, że ten komponent ochronny jest. Natomiast jak patrzymy od strony prawnej, to nie Lasy Państwowe powołują formę ochrony. To znaczy, mamy samorządowców, czyli ten najniższy poziom pomniki, użytki ekologiczne, stanowiska badawcze, potem mamy zespoły parków krajobrazowych, no to jest już Sejmik Wojewódzki, potem mamy rezerwaty, no to są Rdosie, no i Park Narodowy, czyli prezes Rady Ministrów i podpis prezydenta.

Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam, ale szybko tylko chciałam przelecieć, żebyśmy tak strukturę zauważyli, że od najmniejszych, najniższych form do tych najwyższych jest pewna drabinka i nie ma w niej lasów państwowych. To, że my byśmy chcieli Żeby leśnicy zajmowali się ochroną przyrody, to jest nasze chcenie. I oni oczywiście odpowiadają w pewien sposób na to zapotrzebowanie, też są ludźmi świadomymi, rozumieją jak działa ekosystem. W każdym nadleśnictwie i zapewne w każdym leśnictwie jest osoba odpowiedzialna za ochronę przyrody, ale nie ona ją ustanawia. To znaczy to jest taka osoba, która wie jakie są gatunki, jest w stanie je rozpoznać, jest w stanie tak przypilnować zlowców, czyli zakłady usług leśnych, żeby

Danego obszaru nie ruszyły, no ale na Boga nie lasy państwowe odpowiadają w tym kraju za ochronę przyrody. Za ochronę przyrody odpowiada od góry Ministerstwo Klimatu i Środowiska, regionalne dyrekcje, samorządy wojewódzkie oraz nasi szanowni radni, rady miast, rady gmin. I tego elementu najbardziej mi brakuje i to jest coś, co powoduje u mnie Powiem delikatnie, namysł nad tym, gdzie jesteśmy. Namysł, no okej. Rozumiem, że to jest delikatne słowo tego stanu, który cię ogarnia. Czyli mamy taki apel do radnych, żeby też zrozumieli, że to jest też na ich barkach, to jest ich odpowiedzialność.

Że przyroda dla samorządów nie może być tylko zasobem, ale... Powinny być też tym, co mają obowiązek chronić, prawny obowiązek. Wróćmy jeszcze do lasów państwowych, bo ostatnio lasy rzeczywiście miały zły PR. Związane to było też z tym kierownictwem, pod którym były i też z tym, że widać było, że dużo pozyskują drewna. Z naszych lasów i to budziło generalnie oburzenie społeczne, jak się szło na spacer przez las i widzieliśmy wszystkie te poukładane, ścięte drzewa, drewno już przeznaczone do wywózki z lasu. Czy to się poprawiło, twoim zdaniem?

Ale to nie ma szans się poprawić. Poprawiło się, bo zostało wprowadzone moratorium w wybranych punktach, ale to nie ma szans się poprawić, dlatego że obowiązują plany urządzenia lasu. Niezależnie od opcji politycznej. Tak. Czyli taki, a nie inny stopień pozyskania drewna musi zostać wykonany. Ten plan obowiązuje i Regionalnego Dyrektora, i Nadleśniczego, i Leśniczego. I teraz, jeśli taki plan jest... Ja wiem, że to jest oczywiście plan maksymalny, ale to są jakieś środki finansowe, które... No idą, tak?

Drewno w naszym wspaniałym kraju hoduje się jak zboże, to znaczy oczywiście cykl jest dłuższy, ale polega to na tym, że sadzimy, pielęgnujemy, czyli przerzedzamy, one rosną, ścinamy, sprzedajemy, sadzimy i tak to idzie. Ale chcę powiedzieć o bardzo, bardzo ważnej rzeczy. W momencie, w którym zaczęliśmy Prace w zespole, które miało wyznaczyć lasy społeczne wokół Katowic. Byłam członkinią tego zespołu i... Mieliśmy cztery nadleśnictwa wziąć pod uwagę. Jakie? Zaraz tylko jeszcze powiem o pewnym problemie, który pewnie państwo znają, a może nie znają, ale też warto ten kontekst zaznaczyć, że my tu mieszkamy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej metropolii, którą tworzy 41 gminy.

I jest to dodatkowa forma samorządu, która Nie funkcjonuje nigdzie indziej. Nie wiem, jak to się stało, ale w momencie, w którym ministerstwo delegowało, bo to ministerstwo nie Lasy Państwowe, tylko Ministerstwo Klimatu i Środowiska Decydowało o tym, kto wejdzie w skład zespołu. Każdy z nas mógł się zgłosić. Każdy, kto chciał wziąć udział w pracach, musiał mieć poparcie jakiejś organizacji ekologicznej, więc zgłoszenie plus dokumenty, że tak. Ale decydowało ministerstwo. Zostali zaproszeni przedstawiciele samorządów na terenie tych nadleśnictw, które zostały wyznaczone jako te właśnie w oku czegoś.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.