Mentionsy Mentionsy
Ślązag
Ślązag

Historyczny Ślązag. Najgłośniejsza afera przemytnicza na Śląsku lat II Rzeczpospolitej

24.03.2023 ·7 min 6 s

To była najgłośniejsza afera przemytnicza na Śląsku lat II Rzeczpospolitej. Dlaczego? Ponieważ główną rolę odegrali w niej dwaj znani politycy - Emil Gajdas i Jerzy Ziętek. Tak, ten sam Ziętek, który w latach PRL został wojewodą i do dziś jest jednym z najbardziej znanych Ślązaków XX wieku.

Chodzi o Dwóch posłów, więc polityków już niebagatelnej rangi. Jednego do Sejmu Śląskiego, drugiego do Sejmu Rzeczpospolitej. Ci posłowie to Emil Gajdas i Jerzy Ziętek. Tak, ten właśnie Jerzy Ziętek, który już po II wojnie światowej, za czasów PRL, zrobił swoją ogromną karierę i stał się jednym z najbardziej znanych ludzi w historii Śląska. Człowiekiem, legendą. Ale mówimy tutaj o okresie, kiedy jego kariera dopiero się zaczynała. Emil Gajdas był prominentnym politykiem śląskiej sanacji. Był posłem do Sejmu Śląskiego, później został także jego marszałkiem.

Jerzy Ziętek, młody wówczas, był jego protegowanym burmistrzem Radzionkowa, a także w tym czasie posłem do Sejmu Rzeczpospolitej. Obydwaj Współpracowali ze sobą i obydwaj wzięli udział w pewnej nielegalnej akcji. Jak do niej doszło? Zaczęło się od tego, że w Bytomiu zbankrutowało wydawnictwo Katolika. Gazeta, wydawnictwo już w tym czasie, bardzo zasłużona dla sprawy polskiej na Śląsku. Gazeta, której w swoim czasie naczelnym redaktorem był sam Karol Miarka, w której publikowała między innymi Janina Omańkowska. Pismo, które bardzo, bardzo się liczyło, ale które po podziale Śląska w 1922 roku zaczęło powoli tracić rację bytu, zaczęło tracić czytelników, pogarszała się też jego sytuacja ekonomiczna.

Dobił je wielki kryzys na początku lat 30. Z końcem roku 1931 katolik splajtował, a Majątek wydawnictwa został wystawiony na sprzedaż za bezcen. Po bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie można było kupić wszystko, co zostało po firmie, w tym także jej maszyny drukarskie oraz całe wyposażenie drukarni. To zauważyli Gajdas Iziętek, urzędujący po drugiej stronie granicy i myślący o uruchomieniu własnego pisma. Okazja była nieprawdopodobna, ale zarazem istniały pewne trudności. Eksport urządzeń, zwłaszcza urządzeń drukarskich z Niemiec był utrudniony, albo zakazany, albo obłożony tak wysokimi cłami,

że całe przedsięwzięcie stawałoby się nierentowne. Cła obowiązywały także ze strony polskiej. Ziętek z Gajdasem próbowali uzyskać zwolnienie z nich, ale to się nie udało. Ale nie zrezygnowali. Gajdas zakupił maszyny drukarskie Katolika. Zakupił je na nazwisko swojej żony. Po czym obydwaj panowie zaczęli aranżować ich transport przemyt przez granicę. Nie zawahali się przy tym przed niczym. Wciągnęli do współpracy straż graniczną, która nie tylko miała przymknąć oko na przewóz maszyn przez granicę, ale i go ułatwić. Wciągnęli do współpracy zarząd kopalni Radzionków, który podstawił ciężarówkę z Mówiącym po niemiecku bezbłędnie szoferem.

Przemyt przez granicę, przestępstwo i dwóch polityków, posłów i co więcej posłów sanacyjnych, czyli przeciwników politycznych Korfantego. Opisano to bardzo szeroko. Temat podjęły inne gazety. Afera zrobiła się niesamowita. I co? I nic. Sprawa oparła się ponoć o samego wojewoda Grażyńskiego. Ten jednak co najwyżej zrugał obydwu panów polityków, ale kompletnie nic im nie zrobił. Gajdasowi ani Ziętkowi nie spadł nawet włos z głowy, ponieważ byli przedstawicielami tej samej opcji politycznej co Grażyński. Co więcej, Grażyński liczył na to, że Utworzone przez nich pismo, utworzony przez nich tygodnik, który będą mogli drukować dzięki przemyconym maszynom drukarskim, będzie także tubą sanacji.

I tak się dokładnie stało. Gajdas i Ziętek w Radzionkowie uruchomili tygodnik Głos Radzionkowski. Tygodnik, na którego łamach podniebiosa sławili Grażyńskiego, Sanację, a przy okazji i siebie. Nie stało im się zupełnie nic. Ślad po tym pozostał właściwie tylko na łamach prasy. Zapewne zupełnie inaczej by było, gdyby byli posłami opozycji, gdyby byli ludźmi związanymi z Korfantem. Wtedy z całą pewnością byłoby śledztwo, byłby sąd. Być może poszliby do więzienia, a z całą pewnością wymierzono im bardzo wysokie kary, a sprzęt być może skonfiskowano. Tutaj jednak tak się nie stało i politycy obozu rządzącego okazali się zupełnie bezkarni.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.