Mentionsy Mentionsy
Samiec Beta
Samiec Beta

#210 - POLSKA SZKOŁA, czyli czytamy WASZE LISTY

20.09.2026 ·58 min 39 s

POLSKA SZKOŁA, czyli czytamy WASZE LISTY. Do Bravo napisać można. Albo na podkast. Przygody, anegdoty, afery, przypały, nauczyciele, głupie pomysły i lekcje. Dzisiaj będzie nostalgicznie i trochę strasznie. Na podcast Samiec Beta zapraszają Mateusz Płocha i Szymon Żurawski.***Audio:  @vodecki  Montaż: Hubert***Partnerem odcinka jest Storytel – link do 50 dni za darmo:https://www.storytel.com/pl/c/samiecbeta#storytel #współpracareklamowa

Już z tych rzeczy, które zostały nadesłane, widać, że jest potrzeba, żeby się podzielić, przeżyć wspólnie te różne historie i co? Jak ty wspominasz szkołę? Jak ja wspominam szkołę? Ja wspominam szkołę bardzo dobrze. Bardzo chyba byłem lubianą osobą i jakoś tak trafiałem na dobrych nauczycieli. Jedyny wyjątek to do gimnazjum, do pierwszej klasy poszedłem jeszcze jak mieszkałem w Bydgoszczy do rejonowego gimnazjum i to wspominam jako walkę, jako wojnę po prostu. Teraz zacząłem grać trochę w Battlefielda 6, to jest to samo. To jest dokładnie ta sama sytuacja. Zrzucają cię gdzieś na mapie, ty musisz się odnaleźć. Ja pamiętam taką scenę, Milo, ona bardzo utkwiła, że moi koledzy, którzy w podstawówce, no byli rozrabiakami, ale no jak to w podstawówce, no takie rozrabiaki, że tam wiesz ten, nagle się stali chuliganami w wakacje i po prostu

Ja miałem wrażenie, że to jest pomysł w ogóle na tę szkołę, nie? Nie miałem poczucia, że ludzie, którzy tam uczą, to są jacyś superwybitni, że potrafią tak zarazić cię po prostu. No i co, nie działało? W jakimś stopniu myślę, że działało, no. Czyli KPI jest po prostu wyznaczone, jak w korporacji ma być takie wyniki na egzaminach, tak? I git. No tak, tylko że podejrzewam, że mnóstwo ludzi tam poryło bardzo mocno. Okej, taki to będzie odcinek. Zobaczymy, co wy macie do powiedzenia, jakie macie historie. Dobra, jedziemy, słuchajcie. Pierwsza historia. W zdecydowanej większości one będą anonimowe. Siemka, nie wiem, czy to się nadaje na odcinek, czy brzmi śmiesznie, ale mnie od lat bawi. Szósta klasa podstołówki dwóch moich kolegów, takich, co lubiło pojeść, postanowiło złamać zasady stołówki i zjeść nielegalnie po jednym obiedzie więcej. Nie umknęło to oczywiście czujności kapo stołówkowej, która wzięła ich na dywanik i zapytała wprost,

Jak się nazywa to, co zrobiliście? Na co jeden zaczął się śmiać, a drugi z płaczem wykrzyczał kradziejstwo. No i to wy. Taka, proszę bardzo, bardzo sympatyczna historia. Podejrzewam, że w momencie, kiedy ona się wydarzała i było to opowiadane, było to najśmieszniejszą rzeczą na świecie, ponieważ słowo kradziejstwo też jest bardzo śmieszne. Nie wiem, czy ty masz takie słowa, które już porzuciłeś z podstawówki, które używałeś kiedyś, a teraz już nie używasz. Dużo takich słów. Ja w ogóle ostatnio, wczoraj gadałem o tym z moją przyjaciółką, która przyjechała do mnie, która też jest z Wałbrzycha, gadaliśmy o słowie, które jest nieużywane w Warszawie i to jest słowo przejazdówka. Czyli, że jak masz kartę taką miesięczną, to my mówiliśmy na to w Wałbrzychu przejazdówka i ja parę razy użyłem słowa przejazdówka w Warszawie i ludzie mieli takie, co ty mówisz?

W ogóle, gdyby ktoś teraz wyciął to z kontekstu, to by bardzo źle to wyglądało. Nie pamiętam, ale zaskoczyłem sam siebie, jak znalazłem tę uwagę, ale chyba to było tak, że chyba mieliśmy taką zabawę, wszyscy dostaliśmy wtedy uwagi, tak mi się wydaje, ale to musiało być very random, że wracam do domu któregoś dnia i wiesz, grzeczne dziecko i nagle przychodzi z taką uwagą. Nagle zboczeniec. Na przykład, raz pani od angielskiego osobiście, uważam, że się trochę na tego siedmiotka uwzięła, dała mu 12 uwag jednego dnia. To brzmi, jakby się uparła. Zapytacie, za co tyle? Ano, zapomniał piórnika i zamiast napisać jeden raz w dzienniku, że go nie ma, pani baba się uwzięła i wypisała 12 uwag za każdą rzecz, która powinna być w środku.

To jest ołówek, gumka, linijka. Ja nie mogę, jaka pipa. Ktoś miał gorszy dzień, ewentualnie. To jest autentycznie, no to nie brzmi dobrze. I tutaj dalej kontynuacja. Więc niestety mój brat nie miał lekko i lekki też nie był. Moja mama natomiast należy do kreatywny wychowawczo i posadziła go na kanapie i powiedziała tak. Jak dzieci się źle zachowują, to wysyła się je do dyrektorki. I ona ma taki dywan z maszyną, w której zapina niegrzeczne dzieci. Ta maszyna wierci dziurę w głowie i nalewa do niej oleju. Co? Więc lepiej, żebym na dywanie u dyrektorki nie wylądował. Odegrała całą scenkę i w ogóle makabryczne przeżycie. Mój brat jak zaczął ryczeć, że nie chce i on do dyrektorki nie pójdzie i zacznie się zachowywać grzecznie, to mamie odbiło się czkawką, bo ryczał dobrą godzinę, a pani od angielskiego i tak wypisywała mu uwagi za brak gumki do mazania.

Natomiast przez następne ileś lat wystarczyło powiedzieć, chyba muszę iść do dyrektorki, żeby zaczął przepraszać i siedzieć prosto. Pozdro. Czym byłeś straszony, Szymon? Bo to jest bardzo ciekawa rzecz, którą się straszy. Bardzo taka rzeczywiście kreatywna jest to rzecz, zrobiona przez panią mamę. Nie, no u mnie takie były raczej, że jak byłem bardzo małym, to że pan cię zabierze. Pan cię zabierze. Ja też byłem raczej spokojnym dzieckiem, chyba, nie wiem, jak moja mama to ogląda, może napisać albo ktoś z rodziny. Ja w ogóle uważam, że teraz na przykład taka figura, pan, który cię zabierze, to jest dobra figura taka, z której można zrobić horror jakiś taki bardzo alternatywny. Że ten pan to jest po prostu faktyczna rzecz, która istnieje i ten pan faktycznie może zabrać dziecko. Jak Slenderman. Trochę tak. Tylko że polski.

Tak się złożyło, że Jacek w okolicach walentynek przeżył odrzucenie ze strony pewnej dziewczyny, innej niż Agata. Wpadliśmy na pomysł, żeby wysłać tej dziewczynie na walentynki, uwaga, zdjęcie zgniłego p***a jako prank. Mieliśmy po 13 lat XD. Jak oceniasz pomysł na prank? Jak miałem 13 lat, to bardzo śmieszny. Ale podoba mi się, że zgniły penis, że on jest po prostu... ale czy on jest zgnity na kimś i ta osoba chodzi z tym zgniłym penisem? Niestety to nie jest rozwinięte, ale czy to jest właśnie penis zombie, czy to jest penis? Czy ktoś uciął najpierw tego penisa i go dał na ziemi, żeby zgnił, czy ktoś go gdzieś trzymał? Albo to jest coś ulepione z czegoś zgniłego i jest ulepiony penis. Dużo opcji.

Tata Agaty przekazał mi przez telefon, że albo dam matkę do telefonu, albo doprowadzi do usunięcia mnie ze szkoły. Czy można być głupszym dzieckiem niż ja wtedy? Pewnie można, ale nie warto. Do dziś czuję wstyd, jak o tym myślę i kara na kompa na kilka miesięcy była bardzo adekwatna. A Agatę musiałem bardzo, bardzo przepraszać i słusznie. Czekaj, bo mnie tu bawi, że... Wyobrażasz sobie, że jesteś usunięty ze szkoły za zdjęcie p***a zgniłego? Mi się wydaje, że to jest... są gorsze rzeczy, które możesz zrobić. No... tak, ale teoretycznie wiesz, zastanów się tak, że ty wysłałeś koleżance z klasy swojej. W sensie wszystko zależy oczywiście od perspektywy, jak to przedstawisz. No bo jeżeli to przedstawisz jako robiliśmy głupi żart i po prostu, no tak jak tutaj, he he, no a z drugiej strony można by, wiesz, tak po prostu pokazać to, wiesz, że Smażowski, że kolega wysyła koleżance w szkole, takie po prostu zdjęcia, no i wtedy to już rzeczywiście...

A jak jesteś, nie wiem, no nauczycielem czy dyrektorem, Dostajesz taką informację, no i to jest gruba w sumie rzecz, nie? Ale czy aż na usunięcie ze szkoły? Chyba bardzo trzeba naiwanić, żeby cię ze szkoły jednak wyrzucili. Jak chodzi o takie przypały, no to mi od razu... Jeden z najbardziej stresujących momentów w moim życiu był festyn w gimnazjum, już jak byłem na wsi mojej w gimnazjum. No i tam był jakiś taki dzień szkoły czy coś i miałem zrobić jaką to melodię, przygotować, że będę grał na gitarze i będzie tam ludzie mieli odgadywać, coś takiego. No i ja to prokrastynowałem, prokrastynowałem, nic nie przygotowałem, nic nie zrobiłem, aż przyszedł dzień tego festynu i ja po prostu wtedy nie poszedłem do szkoły.

Wybrałem wycieczkę. No i niestety, co się wydarzyło? Dyrektorka uznała, że to jest... Zadzwoniła do mnie do domu. Raz w życiu chyba mi się to zdarzyło. Już nie pamiętam, czy do mojej mamy, czy jakoś tam, czy do szkoły. Nie, to chyba w ogóle było tak, że ja już miałem chyba komórkę wtedy. I do mnie zadzwonili znajomi, podali dyrektorkę, ona mnie zj**ła jak psa, ja się zestresowałem, bo już miałem to, że ona wie, że ja nie jestem chory w ogóle, w sensie, że ja udaję i to był może i jedyny raz, jak udałem, że jestem chory i ona przyjechała do mnie do domu. What? Z moim wtedy najlepszym przyjacielem, który miał przejąć ode mnie prowadzenie tego, jakiej to melodii.

Ja miałem mu dać kartki, gdzie miałem tak zwaną tabulaturę do gitary, czyli numerkami zaznaczone, wiesz, jak grać melodyjkę. No i mu dałem jakieś tam kartki, a tam nic nie było na tych kartkach, nie? Tam dosłownie były jakieś, wiesz, bardzo luźne po prostu notatki. A pokaż swoją minę, jaką miałeś twarz, kiedy przekazywałeś te kartki. Chcę wiedzieć, jaką miałeś minę. Całkiem dobra, całkiem nieźle. Byłem naprawdę przerażony, no i wiadomo, że takie momenty ci się odciskają jak pieczątka po prostu na mózgu i to był jeden z tych momentów formacyjnych. Potem się starałem już nie robić takich rzeczy, że starać się nie brać rzeczy, które są ponad moje umiejętności organizatorskie raczej, że

Nie, nie ma potrzeby. Ja postoję, ja poczekam. I ostatecznie chyba się niczym to nie skończyło. Tylko tyle, że no... ...przez telefon i potem jeszcze jak przyjechała drugi raz mnie zje***ła, ale to był bardziej taki wstyd wewnętrzny niż... W sensie taki wstyd, wiesz, nawet to się przed szkołą nie wydarzyło, nie? Więc, no nie. Mogłeś z tego wysnuć taki niedobry wniosek, że czasami właśnie warto coś sobie wziąć, żeby zrobić, powiedzieć, że zrobisz i nie robisz tego i nic ci się nie dzieje. I przerzucasz to po prostu... Krzysztofa, pozdrawiam. Dobra, Tomasz. Hello, mam taką historię, nie wiem, czy można tutaj. W podstawce w ósmej klasie odje... taki numer i w sumie nie podniosłem konsekwencji. Kolejna sprawa, no.

Cicho, nic nie mówimy. Słuchaj, gówniaro. Masz nie mówić nikomu? Twoi starzy mają się nic nie dowiedzieć? Dobra, było szyte, tak? Po prostu ukrywasz. Ukrywasz, nic ci nie wydarzyło. Ty, ale w sumie teraz sobie myślę, że nauczycielka rzeczywiście mogła mieć też przerąbane. No bo nie dopilnowała. No tak. To też jest krycie z perspektywy czasu. Też nie chcę, żeby ten odcinek był po prostu ciśnięciem po nauczycielach. Mam nadzieję, że to tak się nie rozwinie. Ale też z perspektywy już dorosłego człowieka widzisz to, że niektóre sytuacje, które ty odbieraj, że ktoś Nie, spoko, załatwimy to, nic się nie martw, ja ci pomogę, to tak naprawdę ktoś sobie pomagał, bo byłby przypał, gdyby się coś tam okazało. A my wtedy nie wiedzieliśmy, jak działa świat. Tak, trochę tak, no że wtedy...

No tak, ja miałem to, że pewnie nauczyciel jest... Chyba jest tak, że nauczyciel w ogóle ma dosyć mocną pozycję i naprawdę trzeba grube gówno zrobić, żeby cię, jak jesteś już tym, chcę powiedzieć, zwyczajnym, ale to pewnie się tak nie mówi, niech ktoś w komentarzu napisze, rozpisze, bo Jak jesteś tym początkującym nauczycielem, to nie, ale już jak jesteś tym, to się tam... No, tak, to tak, słuchajcie. Hej chłopaki, kolejna historia. Maja pisze. Ok.

Mina Artura skwasiła się tuż po jego słowach, bo chyba też uruchomił proces myślowy, ale dopiero po fakcie. Choć uparcie siedział w tej szatni jeszcze, dopóki nie powiedział wszystkiego, co chciał, nigdy nie przeprosił ani nie odniósł się do tego. Jakiś rok później usłyszałem tę historię od obcej osoby jako anegdotkę, którą ktoś gdzieś zasłyszał. Jakież było moje zdziwienie, gdy dotarło do mnie, że najwyraźniej moja historia zyskała sławę. Przekazuję ją więc teraz jeszcze dalej, bo jak już ma być anegdotką, to niech będzie moją anegdotką. Podsumowując, droga redakcjo, to była moja historia tym, jak bohista powiedział, że widział cycki lepsze od moich. Nie muszę chyba mówić, że to było bardzo dziwne. I nie mam pojęcia, co przyszło mu do głowy. Co prawda nie wziąłem do siebie jego słów, ale mam nadzieję, że to jego wspomnienie nadwiedza tak samo jak mnie. Myślę, że nie.

Podoba mi się element tego, że usłyszała tę anegdotę skądś i teraz ona jakby, nie wiem jakie jest dobre polskie słowo na to, ale reclaim, robi swoje własne anegdoty i opowiada ją po swojemu. I tak właśnie trzeba robić, kiedy ktoś właśnie zabiera nam naszą narrację, w sensie nie wiem co można inaczej zrobić, ale No jest to niesamowite, na co sobie pozwalali wefiści w swoim czasie. Co więcej, ja pamiętam, że historie o wefistach, którzy są zawsze lekko zboczeni, to jest coś, co my wszyscy znamy. Znamy jako fakt, że to jest coś, co po prostu wefiści robią. Lubią sobie popatrzeć i rzucić kilka Słów za dużo. Ja pamiętam, jak w liceum była taka sytuacja, że dziewczyny miały osobno, chłopacy mieli osobno, no i właśnie nauczyciel jeden kazał dziewczynom robić pajacyki i podszedł do nas i patrzcie, patrzcie.

Patrzcie, jak skaczą. Takie były czasy, no. Wy młodzi to już nie pamiętacie tego. Mam nadzieję, że teraz to już się pozmieniało. A ja pamiętam w ogóle, że miałem bardzo fajnego pana włochistę w gimnazjum, który... Dosłownie to jest jeden z tych typów, trochę jak powiedziałem o Mejzie, że on miał takie okulary z nosem i wąsami, to dokładnie ten włochista tak wyglądał i mówił w ten sposób i był taki bardzo szeroki, miał bardzo chude nóżki i jeździł maluchem. I to super wyglądało. I pamiętam, że kiedyś szedłem z moim kolegą Piotrem i ten pan akurat wyjeżdżał jakoś tak ze szkoły i tak w tym maluchu i tak zatrzymał się obok nas, odkręcił okno i do tej chwili trwał odkręca, odkręca, odkręca i powiedział PIOTR! Zamknął i odjechał. I to było tak epicko śmieszne.

Ja ostatnio sprawdziłem sobie z ciekawości moją podstawówkę i byłem zaskoczony, że WFista nadal pracuje. A to już było naprawdę dawno temu. I pewnie wtedy już raczej był stary. Znaczy był dorosłą osobą i to nie takim młodym, początkującym, tylko już coś tam zrobił. Dobra, dalej. Może ty teraz przeczytasz. Dobra. Hej! Wolałabym, żeby ta wiadomość nie była anonimowa, bo ta kobieta zasługuje na publiczny shaming, ale dobra. Jako dziecko i nastolatka borykałam się z nadwagą, w nawiasie zaburzenia mi odżywiania walczę do dzisiaj. Mimo to byłam raczej lubiana w klasie, na jednej z lekcji polskiego u wychowawczyni w gimnazjum. Związałam sobie koczek na czubku głowy, żeby było mi wygodnie. Na co nauczycielka? Na całą klasę! Wiktoria, rozpuść włosy, bo wyglądasz jak sumo! Wszyscy byli w szoku, nawet ona sama.

Coś tam się jąkała, przepraszała, ale no kurwa. Ogólnie bycie grubym w czasach, kiedy każda mała rzecz, która cię wyróżnia, może stać się twoim przekleństwem, jest trudne. Jeszcze trudniejsze, gdy nauczyciele sami stają się katami. Jak powiedziała Agnieszka Chylińska w 1997, nauczyciel Fakow, dzięki za waszą robotę, chłopaki, pozdrawiam, sumowiki. No jest to hamuwa na maksa i mam wrażenie, że właśnie przez wiele lat nauczyciele nie do końca sobie zdawali sprawę z tego, że pewne rzeczy, które mówią mogą się wydawać zabawne w danym momencie, ale to jest coś, co możesz robić nawet jeśli w ogóle możesz robić, no to raczej ze znajomymi w swoim gronie dorosłych i tak dalej, a nie dzieci, które mają milion kompleksów i tylko boją się, żeby ktoś na coś zwrócił uwagę, więc

I mówiliśmy asfalt. Ja szczerze, ja dopiero jako dorosły osobnik sobie skumałem, że to asfalt to jest w odniesieniu do jego koloru skóry. Ja pamiętam jak, no bo to przeważnie nadawali chyba nauczyciele od WF-u ksywki. No oczywiście, że tak. No i właśnie jedna ksywka mojego kolegi Michała, on no był trochę, był większy, ale był po prostu wyższy i po prostu no był Dużym po prostu chłopcem wtedy w porównaniu do nas i dostał ksywę z sali, bo salami. Najpierw było z salami, potem było skrócone na sali, potem tam próbowaliśmy czarować, że to chodzi o Saliego z Potwory z Pułka, ale to jakoś tam były wtedy te lata. Pierwsza część.

Kolejny list od Piotra. Siema byciaki, w liceum na jednej z lekcji historii okazało się, że nauczyciel jest chory i będzie zastępstwo. Chyba w pokoju nauczycielskim się nie dogadali i nikt długo nie przychodził. Jak to w takim wieku energia rozpiera? Jeden z kumpli zaproponował, że poprowadzi trening kung fu jak w klasztorze Shaolin. Karate Kid był w naszych umysłach z po duchu remake'u. Okej, czyli to był tam 2010, czy coś tam w tej okolicy. Ustawił chłopaków w rządku i kazał ćwiczyć ciosy na ścianie. Ściana była z gips kartonu i Lost tak chciał, że akurat mi udało się przywołać ducha Bruce Lee po ciosie. Moja pięć zrobiła w tej ścianie sporą dziurę. Dyrektorka przyszła sprawdzić, czy zastępstwo się odbywa. Zauważyła dziurę w ścianie, zaczęła wypytać, kto to zrobił. Cała klasa sztywniutko, mordeczki.

Nikt się nie rozprół. Po pewnym czasie dyrektorka zmieniła taktykę i powiedziała coś w stylu, nie będę dzwonić do rodziców, ta osoba musi tylko to naprawić. Ja obstrany, ale podniosłem rękę. Najgorsze miało nadejść XD. Dyrektorka powiedziała na głos, że mam zostać po szkole i naprawić to z panem woźnym wieczorem. Jak to w liceum zaczęło się pandemonium. I pytanie mnie, jak upłynął wieczór z kładziku na miotły. W sumie śmiali się prawie przez trzy lata. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, co mi do tej pustej głowy trafiło, żeby w ogóle dołączać do tej durnej zabawy? No nic, mam przynajmniej swoje szkolne wejście smoka. Pozdrawiam serdecznie, Piotr. No mi się przypomniała zaraz historia, jak cała szkoła, już to parę razy opowiadałem, ale w ogóle przyjaciel mojego brata,

I on to taki zadowolony wtedy chodził z tym oknem. No teraz po latach wiemy, że po prostu Mateusz, jak i wiele innych osób, które spotkaliśmy pewnie na drodze naszej edukacji, tak jak pewnie i ty, no po prostu miały ADHD, ale też miał, trzeba sobie szczerze powiedzieć, pecha po prostu, bo wszyscy rzucali, nikt nie trafił, on rzucił i od razu tak to się skończyło. Dobra, teraz ty. Cześć byciaki. Mam historię z podstawówki, która zawsze wywołuje u mnie ciary żenady. O, takie historie lubimy najbardziej. To było jakoś w czwartej albo w piątej klasie podstawówki. Jestem grubo po trzydziestce, więc wtedy internet to nam się nawet nie śnił. W moje ręce trafił numer Bravo. Ktoś mi pożyczył, bo moi rodzice nie kupowali mi takich gazet w tamtym czasie, więc czytałem go w swoim pokoju po kryjomu.

W gazecie był artykuł o A ja nawet nie znałam tego słowa. Artykuł był pisany tak, że z kontekstu też nie byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi. Opisywali tam, że to robić czy nie robić, a ja nie wiedziałam, o co chodzi i strasznie chciałem się dowiedzieć, co to znaczy cała ta m***acja. Ale jakoś tak podświadomie miałem wrażenie, że to coś dziwnego albo coś, o czym nie powinno się rozmawiać, więc oczywiście nie zapytałam o to rodziców. Następnego dnia poszłam do koleżanki, bo miałyśmy pisać razem wypracowanie o Jani Kochanowskim. Podoba mi się, jak z zaskoczenia nagle wjeżdża Jan Kochanowski w tę historię. No i tak sobie... To była szkoła, tutaj wiesz... Tu Jan Kochanowski, tu jakiś festyn, tu pierwsza miłość, że dużo się dzieje ogólnie. Sacrum profanum, sacrum profanum. Także teraz jak się, wiesz, chodzi do pracy, coś tam, masz jakieś życie, to jednak mniej, mam wrażenie, miesza się tego wszystkiego chyba.

No i tak sobie piszemy, a ja z Nienacka ją pytam, Ona, że nie i że pójdzie zapytać mamy. Ale dziewczyny miałyście pisać, piszcie to wypracowanie, no potem wam powiem. Z taką naiwną radością wybiegła w spokoju, nawet nie zdążyłam jej zatrzymać. Podświadomie czułam, że zaraz będzie przypał. Koleżanka coś długo nie wracała, a jak już wróciła, to powiedziała, że jej mama chce ze mną rozmawiać. Kurde, no i jest przypał. No to poszłam do tego salonu, gdzie okazało się, że jeszcze stoi starszy brat mojej koleżanki. Rany, ale wstyd. Ta mama mnie pyta, skąd ja znam takie słowo. Stwierdziłam, że nie mogę się zdradzić z tym, że mam brawo, bo mi zaraz zabiorą, a to przecież nie moje.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.