Costa Ricana ma obecnie najwyższą stopę przyrostu demograficznego na świecie. Pod presją takiej rzeczywistości mieliśmy skuteczniej obradować. Co prawda, ale tak mówili tylko złośliwcy, nowy hotel, jaki zbudowała korporacja Hiltona w Nunas, świecił pustka, a na zjazd miało przybyć oprócz futurologów drugie tyle dziennikarzy. Ponieważ w toku obrad nie zostało z tego hotelu nic, mogę, nie bojąc się pomówień o reklamiarstwo, ze spokojnym sumieniem orzec, że był to Hilton znakomity. W moich ustach słowa te mają szczególną wagę. Jestem bowiem subarytą z urodzenia i tylko poczucie obowiązku skłaniało mnie do rezygnowania z wygód na rzecz astronautycznej mordęgi. Kostarykański Hilton wystrzelał na 106 pięter z płaskiego, czteropiętrowego cokołu.
Na dachach niskiej części zabudowań mieściły się korty tenisowe, pływalnie, solaria, tory wyścigów gokartowych, karuzele, które były zarazem ruletkami, strzelnica, można tam było strzelać do wypchanych osób, do kogo dusza zapragnęła. Zamówienia specjalne realizowano w 24 godziny oraz muszla koncertowa z instalacją do natryskiwania słuchaczy gazem łzawiącym. Dostał mi się apartament na setnym piętrze, z którego mogłem oglądać tylko górną powierzchnię sinobrunatnej chmury smogu spowijającej miasto. Niektóre z urządzeń hotelowych zastanowiły mnie, na przykład trzymetrowy żelazny drąg stojący w kącie jazpisowej łazienki, pomalowana barwami ochronnymi peleryna maskująca w szafie, czy worek z sucharami pod łóżkiem. W łazience wisiał obok ręczników gruby zwój typowej liny wysokogórskiej, a na drzwiach, gdym po raz pierwszy wetknął klucz do zamka Yale, zauważyłem małą tabliczkę z napisem Dyrekcja Hiltona gwarantuje brak bomb w tym pomieszczeniu.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.