Prawdziwa wolność to jest sprawa serca! Czyli? [SOWINSKY Podcast 146]
„Będąc mamą piątki dzieci i będąc żoną mojego męża, jestem absolutnie wolna w tym, co robię”. 👀❤️🔥Jak odnaleźć prawdziwą wolność pośród codziennych obowiązków, trudności i niepewności? I jak zaufać Bogu, kiedy życie nie układa się po naszej myśli?Szczera, pełna życia rozmowa z Sarą Witen-Szmukałą, znaną jako „Mamy Stado”. O małżeństwie, macierzyństwie, niepełnosprawności syna, odwadze bycia sobą i wierze, która nie usuwa wszystkich trudności, ale pozwala inaczej przez nie przechodzić.O wolności serca, akceptacji, relacjach i odkrywaniu, że nawet w tym, co niełatwe, może kryć się ogrom dobra. 🥹❤️🩹🏗️ Możesz być częścią kolejnych takich rozmów! Twórz je razem z nami i dołącz do grona Darczyńców Fundacji SOWINSKY ❤️ 👉 budujemywerande.pl⏱️ ROZDZIAŁY:00:00 W tym odcinku…01:02 Sara „Mamy Stado” - życie, które zaskakuje11:00 Czego możemy nauczyć się od seniorów?14:54 Prawdziwa wolność pośród obowiązków17:02 Życie bez lęku i zaufanie Bogu26:32 Krytyka, emocje i powrót do siebie40:54 Wiara, autentyczność i odkrywanie powołania50:34 Niepełnosprawność syna i trudne doświadczenie w Kościele61:34 „Nie będzie łatwiejsze, ale będzie piękne”━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━🎙️ GOŚĆ: Sara Witen-Szmukała- żona, mama pięciorga dzieci, twórczyni „Mamy Stado”,- zaangażowana w działalność społeczną i pracę z seniorami,- autorka projektu „Wracam do siebie”.Instagram: https://bit.ly/3W9XA7FFacebook: https://bit.ly/4dJJQqkhttps://bit.ly/4dJJQqk 🎙️ Poprzednia rozmowa z Sarą w „Na Werandzie Podcast”👉 https://bit.ly/4ynykIo ━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━Jeśli ten odcinek był dla Ciebie wartościowy, zostaw 👍, zasubskrybuj kanał 🔔 i napisz w komentarzu, co poruszyło Cię najbardziej. ❤️ 🎙 Nowe odcinki „SOWINSKY Podcast” w każdy czwartek o 10:00💌 Niezmiennie dziękujemy za Twoje wsparcie, za to, że jesteś tu z nami i że razem budujemy Królestwo Boże na ziemi… aż przyjdzie! ❤️🔥
Że ja, będąc mamą piątki dzieci i będąc roną mojego męża, jestem absolutnie wolna w tym, co robię. Czemu myślisz, że to kontrowersyjne? To nie jest tak, że jestem z moim mężem, bo muszę, tylko jestem z nim, bo go wybieram. W tym mamy dziecko z niepełnosprawnością, które niesie za sobą ogrom wyzwań, bo trzeba dźwigać jego i jego emocje, ale też rodzeństwa, które nie zawsze musi rozumieć, co się dzieje. Jak się msza skończyła, to podeszła do mnie taka grupa starszych pań i naskoczyły na mnie, że jak mój dzieciak nie potrafi siedzieć w milczeniu, to nie powinien chodzić do kościoła, bo przeszkadza ludziom. Ja powiedziałam tylko, o Panie Jezu, pobłogosław tym paniom. Ale nie żyję w permanentnym lęku. To wszystko jest z Panem Bogiem. Że Pan Bóg uzdalnia wybranych, a nie wybiera uzdolnionych. Że nie jest idealnie i nie jest lekko, ale jest niesamowicie.
I to jest niesamowite, bo ta historia, to co wtedy też opowiedziałam, co było dla mnie w sumie bardzo emocjonalne i też było trudnym doświadczeniem, bo opowiadałam też o wypadku mojego syna najstarszego, z którym, że tak powiem, z pokłosiem cały czas się mierzymy, no nie? Ale też wydarzyło się bardzo dużo innych rzeczy po drodze, które mi pokazują, że Pan Bóg jest tak niesamowity. On jest tak... Ja nawet nie wiem, jak to określić, bo dla mnie to, że On jest miłosierny, że jest kochający, że wszystko nam daje, co tylko może, to jest za mało. Bo jak ja patrzę na moje życie, to
Ja nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że moje życie będzie wyglądało tak, jak wygląda. Ja połowy rzeczy bym się po sobie nie spodziewała, które robię i które mam gdzieś w środku. I to mi pokazuje, że Pan Bóg uzdalnia wybranych. Że to nie jest tak, że On mi wlał talent, teraz idź przez życie i to rób. Tylko On też, to myślę, że jest bardzo niesamowite w Nim, On mi dozuje pewnych rzeczy. Nie dał mi wszystkiego od razu, bo nie wykorzystałabym tego potencjału. Myślę, że nawet nie wiedziałabym, jak część rzeczy wykorzystać w życiu. A z czasem pojawiają się nowe osoby, nowe projekty i to wszystko się domyka i to wszystko się spina ze sobą.
Co więcej, ja też widzę, że od kiedy żyję z Panem Bogiem, znaczy ja zawsze żyłam z Panem Bogiem, może tak, ja nigdy nie miałam takiego etapu zwątpienia, czy On istnieje. Ja nigdy nie musiałam przechodzić jakiegoś wybitnego nawrócenia, bo nie znałam Boga i nagle Go poznałam. Absolutnie. Ja całe życie w Niego wierzę. To jest ogromna łaska. Natomiast teraz, jak patrzę z perspektywy lat, to jest coś takiego, Że ja do niego wracam. Na nowo. Że ja go poznaję na nowo. Nie dlatego, że ja w niego zwątpiłam, czy stwierdziłam, że on nie istnieje, tylko dlatego, że on wlewa w moją codzienność, w moje życie, w to, jaka jestem, coś zupełnie nowego.
Ale tak sobie myślę, że Pan Bóg stworzył każdego z nas innego. I to nam powinno dać do myślenia, że my tacy mamy być. Że my nie mamy być jednolici. Że my nie mamy być tacy sami. I ja bardzo często na ten temat rozmawiam z moimi dziećmi, bo mówię, ale ta pani jakoś tak wiesz, inaczej wygląda, ona mi się nie podoba. Ja mówię, okej, nie musi ci się podobać. To nie jest tak, że wszyscy ludzie muszą ci się podobać tym jak wyglądają, jak pachną, czy jaki noszą kolor włosów.
I jeszcze obydwoje pracujemy zawodowo i jeszcze musimy ogarniać doczesność. I jak ja się tak zatrzymałam i tak popatrzyłam sobie z boku, Hmm, to mówię, Panie Boże, przecież gdybyś Ty tego nie ogarniał, to my po ludzku to nie jesteśmy w stanie. I to nawet nie chodzi o rzeczy wielkie, o jakieś masowe projekty, światowe koncerty, nie. To chodzi o codzienność. O to, co się dzieje od poniedziałku do niedzieli przez całą dobę, nie? To jakby okej, też mamy jakieś potężne wydarzenia, potężne rzeczy, projekty, którymi się zajmujemy, ale jak ja sobie tak patrzę na to nasze życie,
Bo oczywiście martwię się, jak mi syn wyjdzie, ma wrócić o 20, a jest 21, a go nie ma i nie odbiera telefonu. No nie? Wiadomo. Ale chodzi mi o taki pokój. Różne rzeczy dzieją się na świecie teraz. Obok nas, za płotem. Dużo sytuacji, które mogłyby generować strach i lęk. I okej, ja czuję czasami stres, czuję czasami jakieś tam niepewności, ale nie żyję w permanentnym lęku. Nie mam takiego poczucia, że jeny, co to się może wydarzyć? Tylko i tą taką wolność, którą mam i ten brak poczucia lęku, no to właśnie to wszystko jest z Panem Bogiem.
Ale ważne jest to, co ja z tym zrobię. Czy ja rzeczywiście popadnę w tym stresie, w tym strachu i będę, że tak powiem, z niego czerpać? Czy stanę i powiem, Panie Boże, przecież Ty wiesz, jak ma być. Dobra, ogarniesz to, Duchu Święty, Twoje, idziemy w to. Ja w ogóle tak robię ze wszystkim w moim życiu. Niezależnie czy dostaję nowy projekt, czy w ogóle mam taką tradycję przed spotkaniem z każdym moim pacjentem, nawet jeżeli mam tak jednym po drugim, jeden po drugim, to zawsze minuta przerwy na to, żeby złapać oddech, żeby poprosić Ducha Świętego o to, żebym patrzyła na tego człowieka jak na czystą kartę i dopiero wtedy zaczynam z nim rozmawiać.
To samo jest z tymi starszymi ludźmi. Jak ja bym patrzyła na tych ludzi, z którymi ja pracuję przez pryzmat moich doświadczeń ze starszymi ludźmi, różnymi, to myślę, że nie miałabym do nich tyle serca, ile mam. A przez to, że ja w ogóle jeżeli się wydarzają jakiekolwiek trudne sytuacje, czy właśnie staje przede mną nowy człowiek, w sumie on jest codziennie nowy, ale jakby staje przed kimś, niezależnie kto to jest, czy to jest mój przyjaciel, czy to jest mój mąż, czy to są moje dzieci, czy to jest w ogóle osoba z zewnątrz, ja za każdym razem proszę Pana Boga o to, żebym ja na niego patrzyła przez pryzmat czystej karty. Bo ten kontakt, ta relacja, którą ja buduję z drugim człowiekiem, nieważne czy to jest na 5 minut czy przez telefon, czy ja się widzę z tym człowiekiem i realizuję z nim jakiś projekt, czy ja się z nim spotykam w pracy z moim podopiecznym, czy to jest mój pacjent, niezależnie od tego.
No i połączenie tego z duchowością jednak, mimo wszystko. Ja jeszcze do niedawna mówiłam bardzo ostrożnie, że niezależnie w co wierzysz, czy w jakąś siłę wyższą, czy wierzysz w Boga, no to jest coś ponad nami. Ja wierzę w Boga i ja zawsze się do tego przyznaję. Tylko w jakiego? W jednego. Natomiast ja też właśnie pracuję na tej wiedzy takiej medycznej. Ja też kieruję na różne badania akademickie, pokazuję tą ścieżkę, którą my korzystajmy z tego, co mamy, z tych zasobów, które mamy. Bo w końcu Pan Bóg powołał tych ludzi do tego, żeby oni też rozwinęli pewne te strefy.
Więc tutaj znowu szacunek do życia. Ale ja widzę po ludziach, z którymi pracuję, z którymi funkcjonuję na co dzień, że jeżeli nie ma w tym życiu ducha takiego uświadomionego, czyli jeżeli ludzie nie żyją z Bogiem, To umierają szybciej, chorują dużo poważniej, mają dużo większe powikłania chorób i tracą sens. Żyją w tak zwanej beznadziei.
A to jest taki moment, gdzie już nam się nawet nie chce walczyć, nie? I dla mnie kontakt z głową to jest kontakt z psychiką. Z tym, że ja wiem, co się we mnie dzieje. Że ja potrafię nazwać emocje. Że ja potrafię powiedzieć, że jestem wściekła, że jestem zła, że jest mi przykro, że czuję się niedopieszczona, że ktoś połechtął mojego, a ktoś je stłamsił. Że ja wiem, co ja czuję. Jest bardzo duży problem, ludzie nie potrafią nazywać emocji. No, jestem zła. No ale zła to znaczy, że zła rozczarowana, czy zła w gniewie, czy jaka zła? Bo zła to jest takie bardzo ogólne, nie? Albo nie wiem, ludzie nie potrafią na przykład się cieszyć, bo o Jezu, to jest takie powiedzenie, które mnie strasznie przytłacza zawsze, że nie mogę się za bardzo cieszyć, bo mi Pan Bóg zabierze.
Wiesz, że jakby nie mogę się zbytnio ekscytować, bo mnie Bozia pokaże. No i właśnie pytanie, w jakiego oni Boga wierzą. Dlatego ja ciebie pytam też. Wiesz co, ja to, co powiedziałam na początku, ja nie mam słów na to, żeby określić, jak wielki i dobry jest Pan Bóg. Nie mam, nie znam. Choćbym się bardzo starała. Bo dla mnie powiedzenie to, że On jest niesamowicie miłosierny, to jest za mało. Bo jak patrzę na moje życie, to... Ja nie jestem w stanie sobie po ludzku wyobrazić, jak bardzo on mnie musi kochać. Nie jestem w stanie. I ja nawet nie próbuję go dogonić. Ja po prostu próbuję, staram się być naprawdę najlepszą wersją siebie.
W ogóle moją nadrzędną wartością zawsze była wiarygodność. I to w ogóle też wyszło na terapii jakiś czas temu, bo ojej, jestem w kontakcie z Panem Bogiem, ale też biorę udział w terapii, żeby nie było, bo akurat była taka potrzeba. I rzeczywiście, jak tak patrzę sobie z perspektywy Mojego bycia, życia, funkcjonowania. Jedyne rzeczy, które mnie gdzieś tam czasem jeszcze ukłują, to jeżeli właśnie ktoś uderza w moją wiarygodność. Ponieważ ja tak skrajnie stawiam sobie
Właśnie to, że ja nie wyobrażam sobie, żeby mówić jedno, robić drugie. To jest w ogóle dla mnie nie... Ja wiem, że ludzie tak robią. Ja bym tak nie mogła. Dlatego przyszedł ten moment, gdzie ja otwarcie zaczęłam mówić, że tak, że ja wierzę w Boga, że ja jestem wyznaniowa, religijna. Ja praktykuję wiarę w Boga, no tak, bo można też wierzyć i nie praktykować, ale ja o tym mówię otwarcie i oczywiście wielu ludzi zrezygnowało z kontaktu ze mną ze względu na to, że wierzę w Boga, że ja to na pewno mam spłaczony łeb przez to. Ale świetnym przykładem jest ten przykład z pociągu, nie?
Pani to w ogóle ma dzieci? I to samo jest, ja się z tym bardzo często stykam właśnie w pracy z ludźmi, że ja nie mam na czole napisane wierze w Boga jedynego, ale ludzie mają różne doświadczenie, osób, które są w Kościele. I spotykam się z dwoma różnymi typami. Znaczy, z kilkoma różnymi, ale tych dwóch przytoczę. Jedni to są tacy, że a, to dlatego ty taka jesteś, bo ty jesteś wierząca, no to tak, nie, no to ta Ewangelia i to wszystko. A mam drugi typ, który mówi, ja nie wierzę, że ty jesteś w Kościele. Taka fajna dziewczyna, wiesz. I to są takie momenty, gdzie
Minęło pięć lat. Ja cały czas patrzę na to wydarzenie. Jak myśmy to przeżyli? No nie do wyobrażenia sobie. Ale to jest to o tym, co chciałeś w zasadzie powiedzieć w tym podcaście mocno, że Pan Bóg wyposaża powołanych, a nie powołuje wyposażonych, tak? Tak, że uzdalnia wybranych. To jest takie piękne. To jest w ogóle taka dywiza, która mi bardzo przyświeca przez całe życie, że Pan Bóg uzdalnia wybranych, a nie wybiera uzdolnionych. I to też pokazuje życie moje bardzo mocno, że Pan Bóg zwiększa zasoby.
I jak się msza skończyła, To podeszła do mnie taka grupa starszych pań. Ich było tam pięć. I naskoczyły na mnie, że jak mój dzieciak nie potrafi siedzieć w milczeniu, to nie powinien chodzić do kościoła, bo przeszkadza ludziom. Standardowy katolik. A ja tak na nie popatrzyłam, mówię... Tak róbcie. O, Panie Jezu. Tak róbcie dalej. Ja powiedziałam tylko, o, Panie Jezu, pobłogosław tym paniom. One się oburzyły, że jak ja mogę wzywiać imienia Pana naderem, no. Eee... A ja to powiedziałam ze szczerości serca, że Panie Boże, naprawdę weź mi pobłogosław, bo ja nie mam na to słów, nie? I wiele mam takich sytuacji, gdzie ludzie patrzą na mnie w ogóle, na moją rodzinę,
Nikt się nie zastanawia, czy to z wyboru, czy to z powołania, bo ja na przykład czuję się powołana do tego, żeby być wielodzietną mamą. Ja zawsze czułam to powołanie, od dziecka. Zawsze marzyło mi się mieć dużą rodzinę i ją mam. Na szczęście zna Pan Bóg, powołał mężczyznę, który chciał tego samego. Natomiast Ludzie bardzo szybko mnie opiniują, bardzo szybko mnie oceniają, przez to też może, że wyglądam trochę inaczej niż wszyscy. Przez to może, że zajmuję się czymś bardzo nietypowym, nietuzinkowym, mówię o tym otwarcie. Przez to, że ja bardzo dużo pracuję, robię bardzo dużo różnych rzeczy. No jakby nie wpisuje się w jakieś stereotypy, w jakieś standardy.
Czy chcesz popracować ze sobą i dać sobie czas? Bo Pan Bóg miał na wszystko czas. On na wszystko sobie dał czas. On sobie dał czas na dzień i noc. On sobie dał czas na wodę, na ziemię, na rośliny, na zwierzęta i na człowieka dał sobie czas. Więc teraz pytanie, czy ja też dam sobie czas? I ja nie mówię, że życie teraz jest trudne, jest bardzo szybkie, jest intensywne. My mamy taki przemiał informacji. Tylko wróć do siebie, zatrzymaj się chwilę i odpowiedz sobie na pytanie, co jest twoje. Nie każdy jest powołany do bycia wielodzietnym. Nie każdy jest powołany do małżeństwa nawet. Nie każdy jest do kapłaństwa.
Piękny byłby świat, gdyby wszyscy prawdziwie wierzyli w Pana Boga. I tu nie oceniam mocno i lekko, bo tego się nie da wymierzyć w żaden sposób, kto mocno wierzył, a kto nie. Bo ja myślę, że jakby tak sobie usiąść w konkury z różnymi nawet świętymi, to oni tak różnie z tą wiarą mieli. I to zresztą wiemy też z historii ich życia. Więc to nie chodzi o to, żeby teraz pójść i zmierzyć linijką, na ile mocno ja wierzę, a na ile mocno ty wierzysz. Tylko żeby po prostu żyć w prawdzie, być w kontakcie i w takiej szczerości, no i w tym szacunku do życia. Bo szacunek do życia to nie jest tylko to, że nie dokonujesz aborcji czy eutanazji. To jest jakby jeden z wielu punktów, których my doświadczamy w życiu.
Czy ja jednak Przejdę przez to. Przejdę ten proces, dam sobie czas znowuż, nie? I pójdę po prostu do przodu. Bo życie nie jest łatwe. I to nie jest tak, że jeżeli ktoś wierzy w Pana Boga, a ja ostatnio słyszałam, jak ja bym miała taką wiarę jak ty, no to co byś zrobił? Nic byś więcej nie zrobił. Nie da się tylko zmierzyć miarką. Ja myślę, że wielu ludzi, którzy robią, jakby ich życie wygląda zupełnie inaczej, oni wierzą w tego Pana Boga dużo bardziej niż ja. Tylko czym my to zmierzymy? Niczym tego nie zmierzysz. To tak samo jak jest takie powiedzenie, że nie oceniaj człowieka, bo jednego dnia nie przyszedłeś w jego butach.
I to jest właśnie bardzo mocne też w social mediach. I ja czasami, w ogóle na początku, miałam takie duże wątpliwości, czy w ogóle to robić, czy w ogóle działać, czy w ogóle prowadzić te social media. No bo jakby nie patrzeć, ostatnio tak jak Ci opowiadałam, zostałam nazwana influencerką. No i rzeczywiście ja prowadzę social media różne, przeróżne. Ja bardzo często spotykam się właśnie z opiniami, z krytyką, z dobrymi rzeczami też, bo tego nie odejmę, ale no z różnymi rzeczami. I teraz, jak ja bym osadziła się tylko w tym, że o Boże, ludzie mnie krytykują, Panie Boże, co ja mam teraz, no to nie, no to ja w to nie idę, no bo jak mnie ludzie krytykują, no to nie, to nie jest ta droga.
Dlaczego ludzie hejtują? I bardzo dziwne to są wnioski. Typu na przykład, że ktoś potrafi hejtować innego sylwetkę, która jest na przykład wysportowana, a sam jest gruby. W ogóle o co tu chodzi, nie? Jakim prawem ty to robisz? Ale robi i robią to ludzie. Ja nie wgryzałem się w temat, dlaczego tak jest, ale już... Tak, znaczy, wiesz co, to jest też kwestia, ja myślę, w bardzo dużej mierze tego, że ludzie właśnie są nieszczęśliwi. Jeżeli ktoś posiada coś, czego ja nie mam, to ja, takie mamy pokolenie teraz ludzi, że to ja będę mu odejmować, żeby się poczuć lepiej, zamiast dać sobie czas i wejść w proces, który mi pozwoli mieć to samo. A ja dawno temu usłyszałem od kogoś mądrego, Bóg nie musi zabrać mi, żeby dać tobie.
Absolutnie. Żyję według tej zasady. Słuchaj Sara, musimy powoli kończyć, więc powiedz mi, czy masz jakieś przesłanie na koniec dla naszych widzów? To jest zawsze trudne pytanie. No jest. Dużo tu już było mądrych myśli, wiesz. Myślę, że to zdanie właśnie, że Pan Bóg uzdalnia wybranych, a nie wybiera tych uzdolnionych. Zaufaj procesowi. Zaufać Bogu, bo On naprawdę wie, co robi. I ja nie byłam w stanie w najśmielszych snach sobie wyobrazić mojego życia teraz. W ogóle, że ja kiedykolwiek przyjadę, nagram podcast, a to już drugi raz, że moje życie będzie tak wyglądać, że będę miała tak wspaniałą rodzinę, jaką mam, że nie jest idealnie i nie jest lekko.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Sara Witen-Szmukała opowiada o swojej roli jako mamy pięciu dzieci i żony. Opisuje trudności związane z dzieckiem z niepełnosprawnością i szacunek dla życia.
Sara opowiada o zmianie swojego życia i roli mamy, która teraz obejmuje wiele osób i projektów.
Rozmowa o znaczeniu prawdziwej wolności, równowagie ciała i ducha, wierze i wiarygodności. Autor opowiada o doświadczeniach z pracy i rodzinie, podkreślając szacunek do życia i wolności osobistych decyzji.
Budujemy werandę.pl
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Budujemy werandę.pl"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
„Będąc mamą piątki dzieci i będąc żoną mojego męża, jestem absolutnie wolna w tym, co robię”. 👀❤️🔥Jak odnaleźć prawdziwą wolność pośród codziennych obowiązków, trudności i niepewności? I jak zaufać Bogu, kiedy życie nie układa się po naszej myśli?Szczera, pełna życia rozmowa z Sarą Witen-Szmukałą, znaną jako „Mamy Stado”. O małżeństwie, macierzyństwie, niepełnosprawności syna, odwadze bycia sobą i wierze, która nie usuwa wszystkich trudności, ale pozwala inaczej przez nie przechodzić.O wolności serca, akceptacji, relacjach i odkrywaniu, że nawet w tym, co niełatwe, może kryć się ogrom dobra. 🥹❤️🩹🏗️ Możesz być częścią kolejnych takich rozmów! Twórz je razem z nami i dołącz do grona Darczyńców Fundacji SOWINSKY ❤️ 👉 budujemywerande.pl⏱️ ROZDZIAŁY: W tym odcinku… Sara „Mamy Stado” - życie, które zaskakuje11:00 Czego możemy nauczyć się od seniorów? Prawdziwa wolność pośród obowiązków17:02 Życie bez lęku i zaufanie Bogu26:32 Krytyka, emocje i powrót do siebie40:54 Wiara, autentyczność i odkrywanie powołania50:34 Niepełnosprawność syna i trudne doświadczenie w Kościele61:34 „Nie będzie łatwiejsze, ale będzie piękne”━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━🎙️ GOŚĆ: Sara Witen-Szmukała- żona, mama pięciorga dzieci, twórczyni „Mamy Stado”,- zaangażowana w działalność społeczną i pracę z seniorami,- autorka projektu „Wracam do siebie”.Instagram: https://bit.ly/3W9XA7FFacebook: https://bit.ly/4dJJQqkhttps://bit.ly/4dJJQqk 🎙️ Poprzednia rozmowa z Sarą w „Na Werandzie Podcast”👉 https://bit.ly/4ynykIo ━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━Jeśli ten odcinek był dla Ciebie wartościowy, zostaw 👍, zasubskrybuj kanał 🔔 i napisz w komentarzu, co poruszyło Cię najbardziej. ❤️ 🎙 Nowe odcinki „SOWINSKY Podcast” w każdy czwartek o 💌 Niezmiennie dziękujemy za Twoje wsparcie, za to, że jesteś tu z nami i że razem budujemy Królestwo Boże na ziemi… aż przyjdzie! ❤️🔥